Więcej towaru niż kupujących

Niskie ceny warzyw i owoców na giełdzie w Broniszach

Zablokowanie eksportu naszych jabłek na rynki wschodnie, głównie rosyjski, spowodowało już teraz duży spadek cen. Jest to rezultat tego, że podaż jabłek znacznie przekracza zapotrzebowanie handlowców i konsumentów. Sytuacja sadowników pod tym względem może się jeszcze pogorszyć.

Na rynek szły jabłka z tradycyjnych przechowalni, które w okresie zimowym najszybciej dojrzewają. Ponieważ temperatura na zewnątrz jest wysoka, a tego typu przechowalnie nie mają urządzeń chłodniczych, więc rolnik jest zmuszony do szybkiej sprzedaży owoców. – W zbyt wysokiej temperaturze owoce gwałtownie dojrzewają, a ponieważ często były zbierane po terminie, to wiele odmian się psuje – informuje Małgorzata Skoczewska z Warszawskiego Rynku Rolno-Spożywczego w Broniszach.

Dlatego na rynku pojawiły się tak duże ilości owoców, że nie można wszystkiego sprzedać. I co jest zrozumiałe w tej sytuacji, ceny owoców szybko idą w dół. Z analiz giełdy w Broniszach wynika, że zakłady przetwórcze już obniżyły ceny jabłek przemysłowych. Za kilogram surowca płacą nieco ponad 30 groszy, czyli aż o połowę mniej niż jeszcze w połowie grudnia.


Bez eksportu ani rusz


Zdaniem Zbigniewa Przybyszewskiego z grupy producentów rolnych „Sun-Sad”, sytuacja uległaby poprawie tylko wtedy, gdybyśmy mogli sprzedać nasze nadwyżki za granicę. Ale to na razie niemożliwe. Niedługo zresztą sytuacja może się jeszcze bardziej pogorszyć. – Za kilka tygodni pojawią się jabłka z przechowalni z kontrolowaną atmosferą i wtedy na pewno nie będzie chętnych na te z tradycyjnych przechowalni – tłumaczy Przybyszewski.

Jego zdaniem, owoce z lepszych przechowalni będą mogły być sprzedawane nawet powyżej 1 zł za kilogram. To możliwe, gdyż takie jabłka są bardzo dobrej jakości.

Małgorzata Skoczewska dodaje, że w ofercie handlowej Rynku Hurtowego w Broniszach jest około 20 odmian jabłek, z czego na mniej niż połowę przypada aż 90 proc. ilości tych owoców objętych handlem i ich ceny w porównaniu do stycznia 2006 r. są zdecydowanie niższe.

Sadownicy przypominają, że co roku w styczniu na rynku pojawiały się spore ilości jabłek z przechowalni. Ale także w styczniu uruchamiany był eksport do Rosji, ponieważ na początku roku Rosjanie z reguły zwiększali kontyngenty importowe. Teraz jednak wywóz owoców do Rosji jest zablokowany. Co prawda niektóre nasze firmy próbują embargo omijać, wywożąc owoce do Moskwy i innych miast rosyjskich za pośrednictwem „państw trzecich”, np. przez Litwę.


Warzywa również tanie


Podobnie jest zresztą z warzywami. Znaczną część produkcji rolnicy przetrzymują w zwykłych kopcach (niewielu ma nowoczesne przechowalnie, gdzie warzywa leżą w niskiej temperaturze). Toteż gdy grudzień i styczeń okazały się tak ciepłe, część warzyw zaczęła gnić. I ogrodnicy, tak jak sadownicy, są zmuszeni do szybszej, niż by chcieli, wyprzedaży zapasów. Nie mogą dłużej przetrzymywać warzyw, gdyż zaczynają one zwyczajnie gnić i rynek jest zalewany towarem. To oczywiście nie mogło pozostać bez wpływu na ceny, które w reakcji na zwiększoną zaczęły gwałtownie spadać.

Z analiz giełdy Bronisze wynika, że ceny wszystkich podstawowych warzyw (np. marchwi, pietruszki, pora i selera) w stosunku do notowań ze stycznia ubiegłego roku są niższe, staniała także kapusta biała. Za marchew odbiorcy płacą na giełdzie w Broniszach od 60 gr do 1,20 zł za kilogram (w styczniu ubiegłego roku ceny oscylowały między 80 gr – 1,50 zł). Natomiast kilogram białej kapusty sprzedawany jest w cenie od 23 do 48 gr, czyli o kilkadziesiąt groszy mniej niż rok temu. Za pietruszkę zaś na giełdzie płaci się od 1,5 do 2 zł, a w styczniu 2006 r. ceny tego warzywa dochodziły nawet do 3 zł.

Natomiast w porównaniu do stycznia 2006 r. droższe są buraki ćwikłowe, cebula i ziemniaki. To przede wszystkim skutek tego, że akurat te produkty najbardziej dotknęła letnia susza i zbiory części warzyw były o wiele niższe niż w poprzednich latach. Na przykład za cebulę handlowcy muszą płacić od 1 do 1,60 zł, podczas gdy rok temu maksymalna cena nie przekraczała 70 groszy. To dlatego na rynku pojawiło się wiele cebuli z importu, gdyż nawet po doliczeniu kosztów transportu opłaca się ją przywozić do Polski. Jej cena jest bowiem podobna do cebuli z krajowych plantacji. Natomiast ziemniaki kosztują od 90 gr do 1,2 zł (rok temu płacono za nie tylko od 80 do 86 gr).

Zdaniem części analityków rynku spożywczego, podobne tendencje będą się jeszcze na rynku długo utrzymywać.

Krzysztof Losz
drukuj