Dochodzimy do terroryzmu medialnego

Ks. bp Antoni Dydycz, ordynariusz drohiczyński:

Ksiądz kardynał Józef Glemp, Prymas Polski, w swoim bardzo głębokim kazaniu, wychodząc naprzeciw sytuacji, w jakiej Kościół w Polsce się znalazł, a zwłaszcza archidiecezja warszawska, przypomniał to, co działo się przed przybyciem bł. arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego do Warszawy przed Powstaniem Styczniowym. Uważano wtedy, że ks. abp Feliński, przybywając z Petersburga, jest oczywiście „namaszczony” przez cara. Stąd powstał pewien opór. Bano się, żeby do władz cywilnych, które wtedy niszczyły polskość i Kościół katolicki, w jakiś sposób nie została być może sztucznie włączona także hierarchia kościelna. Stąd też ten opór. Jasna rzecz, że ksiądz arcybiskup w momencie najbardziej istotnym stanął po stronie Narodu. Napisał list do cara, został deportowany i po 18 miesiącach już nie wrócił do swojej archidiecezji, zmarł na wygnaniu.

Natomiast obecna sytuacja jest nieco inna. To właśnie Naród, to ludzie Warszawy, to mieszkańcy archidiecezji dali świadectwo, że chcieliby, aby ten arcybiskup, nowo mianowany Stanisław Wielgus był ich pasterzem. To widzieliśmy i słyszeliśmy w momencie, kiedy zaczął czytać swoją deklarację, swoje oświadczenie i kiedy powiedział, że rezygnuje w związku z różnymi atakami, z agresją, zwłaszcza mediów. Protest ludzi był bardzo czytelny. Ludzie wołali jak nigdy chyba w Polsce, prosząc: „Nie rezygnuj!”. Dawali świadectwo, że są razem z nim. Podobnie zresztą i później. Oklaski pojawiały się wtedy, kiedy trzeba było, kiedy ludzie mieli okazję wyrazić swoją sympatię i chyba też pewne nadzieje na przyszłość z osobą mianowanego dopiero co arcybiskupa warszawskiego.

Warto podkreślić tę różnicę. I choć – jak widzimy – początki mogą być różne, to w obydwu przypadkach mamy do czynienia z ofiarą. Tam car nie dopuścił do tego, żeby błogosławiony pasterz mógł pełnić swoją misję. A współcześnie ci, którzy robili wszystko, aby nie dopuścić do pracy duszpasterskiej. Dlatego też ksiądz arcybiskup musi się obecnie udać niejako ze swojej archidiecezji na wygnanie.

Nie wiemy, jaki będzie dalszy ciąg zdarzeń, ale widząc to, co się dzieje, zastanawiamy się, w jakiej mierze współczesna cywilizacja i kultura biorą pod uwagę głos sumienia oraz problemy uczciwości i sprawiedliwości. Bo niestety po czasach totalitaryzmów, niezależnie od koloru, doszliśmy nie do demokracji, ale – trzeba to jasno powiedzieć – stopniowo dochodzimy do terroryzmu, i to nie tylko tego zbrojnego, ale medialnego. To, co robiły niektóre środki komunikacji społecznej w naszej Ojczyźnie, przechodzi wszelkie wyobrażenia! Za wszelką cenę domagano się linczu, nie zadając sobie trudu, aby uczciwie przedstawić sytuację. Obecnie Kościół stoi przed poważnym wyzwaniem. Trzeba na to zwrócić uwagę. Trzeba więcej mówić o sprawiedliwości. Trzeba sięgać do tych przykładów. Trzeba też ukazywać, jak to wszystko jest zakodowane w mentalności współczesnych władców. Wystarczy, że ktoś ma jakiś środek nacisku i od razu staje się władcą, staje się tyranem, staje się feudałem. Na nic się zdadzą osiągnięcia, które zawdzięczamy chrześcijaństwu. Oni o tym nie chcą słyszeć, bo wszystko wiedzą, nie potrzebują sędziów ani świadków.

Z pewnością została wyrządzona wielka krzywda księdzu arcybiskupowi. Z pewnością została wyrządzona wielka krzywda archidiecezji warszawskiej. Lud Warszawy będzie pamiętał o tej krótkiej posłudze biskupiej księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Będzie pamiętał – jestem o tym głęboko przekonany – i będzie się do niej odwoływał. Ale my musimy też to wszystko dostrzegać i sadzę, że przynajmniej te środki komunikacji społecznej, które są wrażliwe na Ewangelię, powinny w tej chwili jeszcze bardziej troszczyć się o wielką rzetelność, o wielką sumienność, o to, żeby do tych spraw podchodzić z odwagą, a jednocześnie z poczuciem prawdy. I żeby domagały się odkrywania tej prawdy. Jest to dla nas wszystkich bolesne świadectwo, że nie potrafiliśmy w pełni obronić księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Zapewnić mu możliwość posługi pasterskiej.

Zawierzamy to wszystko Matce Najświętszej, Królowej Polski. Ona w wielu momentach była dla nas pomocą. Jestem przekonany, że i teraz będzie, że da znak, który nam dopomoże w tej ogromnie ważnej pracy. Tak jak dała znak 2 maja ubiegłego roku, kiedy sprawa dotyczyła Radia Maryja, Telewizji Trwam. Należałoby życzyć wszystkim tym, którzy z taką nienawiścią podchodzili do dopiero co mianowanego pasterza archidiecezji warszawskiej, żeby dostrzegli wątki, które w sposób bardzo ciekawy, a jednocześnie przejrzysty i prosty przedstawił ksiądz Prymas Józef Glemp w swoim kazaniu, za co należy się wdzięczność księdzu Prymasowi. Że z takim spokojem, a jednocześnie z taką odwagą zwrócił uwagę na wszystko, na co w takim momencie trzeba zwrócić uwagę. I lud to poczuł, bo chyba ksiądz Prymas nigdy w katedrze warszawskiej nie otrzymał tylu oklasków, co dzisiaj. A one są świadectwem, że jest to myśl hierarchii i ludu Bożego, czyli myśl i stanowisko Kościoła.

not. SJ

drukuj