Była to jedna z trudniejszych akcji
Z Zygmuntem Wiczyńskim, wiceprzewodniczącym Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w Polsce, rozmawia Magdalena M. Stawarska
W jakich warunkach musieli pracować ratownicy?
– Była to jedna z trudniejszych akcji. Ponieważ została uszkodzona wentylacja w tej ścianie, cały czas było zagrożenie życia ze strony metanu, który się wydzielał i nie można go było opanować. Drugą istotną przeszkodę stanowiła woda. Rurociąg podczas wybuchu prawdopodobnie rozerwał się i woda zalała tamto wyrobisko. W akcji ratunkowej przeszkadzała także zepsuta pompa, którą trzeba było naprawić. Trzecią niebezpieczną rzeczą była temperatura. Ratownicy pracowali w wyrobisku podpoziomowym, gdzie temperatura waha się w granicach 30-40 st. C. Musieli pracować w aparatach, co także powodowało osłabienie.
Jakie warunki musiał spełniać ratownik przystępujący do takiej akcji?
– Po pierwsze, jeżeli w akcji uczestniczył ratownik z zewnątrz, np. z centralnej czy okręgowej stacji, to na pewno musiał mieć wieloletnie doświadczenie, ponieważ ratownicy z tych instytucji posiadają co najmniej 8-, 10-letni staż. Ratownicy nigdy nie pracują sami: jest pięciu w zastępie. Razem stanowią nierozerwalny zespół, są jakby jednym ciałem. Nie może być ich czterech ani trzech, ponieważ jeżeli któryś z nich by się źle poczuł lub miał naruszone warunki psycho-fizyczne, to wtedy musiałby się wycofywać cały zastęp. Także zazwyczaj w akcji uczestniczą ludzie z wieloletnim doświadczeniem. Nie posyła się w bój człowieka, który nie ma stażu i nie widział jeszcze ciała. Nie można się narażać na wycofywanie zastępu. Reasumując, trzeba chcieć być ratownikiem i mieć do tego odpowiednie predyspozycje, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, a także silny charakter. Taka osoba musi także przejść odpowiednie badania specjalistyczne, które przeprowadzane są tylko w jednym ośrodku w Polsce – w Bytomiu. Potrzebny jest kurs ratownika, a potem coroczne szkolenia, w skład których wchodzą systematyczne ćwiczenia ratownicze. W tym zawodzie trzeba się cały czas doszkalać.
Pańskim zdaniem, tak młode osoby, które zajmowały się tak bardzo niebezpiecznymi pracami w „Halembie”, mogły mieć do tego odpowiednie kwalifikacje?
– Te zewnętrzne firmy bazują na ludziach, którzy wcześniej pracowali w kopalniach, a ponieważ każdy chce za coś żyć, to przyjmują taką pracę, jaka jest im oferowana, nawet z niskim wynagrodzeniem. Moim zdaniem, ci ludzie są wykorzystywani. Inaczej tego nie można nazwać. Uważam, że do takich prac jak likwidacja nie można posyłać ludzi, którzy mają 21 lat. Bo jakiż on ma staż w górnictwie przy obecnym systemie edukacyjnym? A likwidacja, potocznie nazywana rabunkiem, to jest jedna z najniebezpieczniejszych prac i powinni ją wykonywać ludzie o najwyższych kwalifikacjach.
Dziękuję za rozmowę.
