Platforma dawała ludowcom premiera
Posłowie odrzucili wniosek o skrócenie kadencji parlamentu. Lepper wrócił do rządu, gdyż wybrał ofertę PiS, a nie PO. Premierem w nowym układzie miał być Waldemar Pawlak i stąd niechęć PSL do porozumienia z PiS
Zawiązanie nowej koalicji nie likwiduje starych problemów. W rzeczywistości ich rozwiązanie zostało odłożone „na potem”. Rozstrzygać je ma trzyosobowy zespół sekretarzy stanu, który będzie działał w kancelarii premiera. Do Adama Lipińskiego dołączą Krzysztof Filipek z Samoobrony i Daniel Pawłowiec z LPR.
Dlaczego więc tak bardzo się spieszyło dawnej koalicji, by odnowić układ rządowy jeszcze przed wczorajszą debatą i głosowaniami nad wnioskami PO i SLD nad skróceniem kadencji? Według jednej z wersji, jeszcze w poniedziałek rano podjęto próby sfinalizowania koalicji z PSL. Rozmawiać o tym miał szef klubu PiS Marek Kuchciński i szef klubu Ruchu Ludowo-Narodowego Jan Bestry z posłem Markiem Sawickim. Ten stanowczo jednak odrzucił propozycję utworzenia wspólnego rządu, niemającego większości mimo deklaracji Bestrego, że „to kwestia dni”. Dowodem na to miało być przejście z Samoobrony kolejnego posła, Henryka Młynarczyka.
Andrzej Lepper znalazł się w rządzie, bo PSL odmówiło współpracy z PiS, mamione przez PO stanowiskiem premiera dla Waldemara Pawlaka po przeprowadzeniu wniosku o konstruktywne wotum nieufności. Samoobrona miałaby poprzeć ten wariant, przekonana, że zaszkodzi to ludowcom i pokaże koncyliacyjność Leppera.
– PSL odrzuciło tekę wicepremiera dla Waldemara Pawlaka, bo miał on obiecaną od Platformy tekę premiera w rządzie, który miał powstać we wtorek po południu – tłumaczy jeden z polityków PiS. Taki scenariusz miał pojawić się w rozmowach z Samoobroną i stąd popołudniowa wizyta Romana Giertycha u Filipka.
– Miał ich przekonać, żeby brali to, co daje PiS w tej koalicji, bo PO ich wykorzysta, zmiecie, a żaden wyborca Samoobrony nie pojmie, o co chodziło Lepperowi – opowiadają politycy PiS. Jeden z liderów Samoobrony przyznaje na potwierdzenie tej tezy, że gdyby nie powstała w poniedziałek koalicja, to dziś „premier mógłby tego żałować”.
Na popołudniowym spotkaniu szachowali się więc nawzajem i Jarosław Kaczyński, i Andrzej Lepper. Ostatecznie przyjęto warunki zaproponowane przez szefa rządu. Zgodził się na nie także na wieczornym posiedzeniu Komitet Polityczny. Dzięki temu wczorajsze obrady Sejmu nie miały już takiego ładunku emocji, choć granice dobrego smaku przekroczyła opozycja.
Debata o niczym
Donald Tusk stwierdził np. – przypominając głośny ostatnio postulat prof. Macieja Giertycha o zaprzestanie nauczania w szkołach o teorii Darwina – że dziwi go to, skoro „minister edukacji jest żywym potwierdzeniem tej teorii”. I mówił to w czasie, gdy Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp, przedstawiciele związków zawodowych i organizacji przedsiębiorców reprezentowanych w Komisji Trójstronnej wyrazili we wspólnym stanowisku zaniepokojenie „językiem nienawiści”, który dominuje w polityce.
Koalicja daleka była od triumfalizmu. Poza Giertychem, który rzeczywiście jako pierwszy zgłosił pomysł powrotu Leppera do rządu i konsekwentnie go realizował. Lider Samoobrony tłumaczy dziś, że wraca do koalicji na lepszych, partnerskich warunkach.
– Nie było tak, że ktoś komuś ustąpił, ktoś kogoś pokonał. Nie ma zwycięzcy. Zwycięzcą jest Polska – patetycznie oświadczył Lepper dziennikarzom.
– Pod osłoną nocy, bez mediów, reaktywowano koalicję wstydu i strachu: wstydu przed Polakami i strachu przed wyborami – grzmiał tymczasem w Sejmie szef klubu SLD Jerzy Szmajdziński.
– Sejm w tym składzie nie jest zdolny do wyłonienia konstruktywnej, dającej nadzieję Polakom większości – wtórował mu szef PO Donald Tusk, uzasadniając wniosek Platformy. Odnowione porozumienie PiS, Samoobrony i LPR nazwał „koalicją marnej reputacji”.
– Ta swoista „nocna zmiana” to potwierdzenie dominacji Andrzeja Leppera i Samoobrony w tej nowej-starej koalicji rządzącej – dodał Tusk.
W debacie często przewijały się cytaty z piosenek Marka Grechuty. „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” – te słowa dla mnie znaczą dziś więcej niż kiedykolwiek – mówił Tusk. Jedna z posłanek PiS odpowiedziała mu: „Nie dokazuj miły, nie dokazuj”. Bo PO, której lider Jan Rokita jeszcze w ubiegłym tygodniu w jednym z tygodników ogłaszał, że „czuje zbliżającą się władzę”, po raz kolejny przegrała. Tusk uważa jednak, że to przegrała Polska.
Jest większość
Po południu PiS przedłużyło umowę parafowaną już wcześniej z klubem Ruchu Ludowo-Narodowego. Jej treść uzgadniana była na porannym posiedzeniu klubu RLN, w którym gościnnie uczestniczyli także sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński, minister Lipiński i wiceszef klubu PiS Tomasz Markowski.
Wieczorem po Wiadomościach w TVP wystąpił premier Jarosław Kaczyński. Powiedział m.in., że „kryzys związany z brakiem większości parlamentarnej jest już zakończony”. – Z wielu spotkań z rodakami wiem, że potrzebujecie państwo spokoju i poczucia stabilizacji – mówił szef rządu. – Dziś tworzymy stabilny rząd na warunkach, które dyktuje twarda arytmetyka – dodał.
Dalszy ciąg wystąpienia premier poświęcił spadającemu bezrobociu („o ponad 200 tys. zwiększyła się ilość nowych miejsc pracy, takiego przyrostu nie było nigdy w nowoczesnej Polsce”). Przypomniał też, że w ciągu ostatniego roku Polska awansowała na trzecie w Europie i siódme na świecie miejsce w rankingu przyciągania inwestycji.
– Wierzę w polskie możliwości, bo wierzę w was – zakończył szef rządu.
Jerzy Szmajdziński
Fragment wypowiedzi w czasie debaty nad wnioskami o samorozwiązanie Sejmu, oceniającej obecną rzeczywistość polityczną w Polsce:
„Źródłem prawdy stała się teczka i przeciek, a bohaterem godnym pochwały i naśladowania, przyjmowanym w prezydenckim pałacu – mściciel w sutannie. Autorytetami moralnymi zaś – historycy IPN-u”.
