Powrót trójkoalicji
Nieformalne negocjacje liderów PiS, LPR i PSL utknęły w martwym punkcie. Z sytuacji chcą skorzystać Roman Giertych i Andrzej Lepper. Lider Samoobrony deklaruje gotowość do zawiązania ponownej koalicji. Wydaje się ona mało prawdopodobna po aferze z taśmami Renaty Beger czy wielokrotnym niedotrzymywaniu słowa przez Leppera. „Chamów” i „warchołów” liderzy ponoć sobie wybaczyli. Czy to realny pomysł polityczny, czy tylko straszak na PSL, by nie eskalowało swoich żądań?
Czwartek po południu. Po raz trzeci w ostatnim tygodniu w konfidencji spotykają się liderzy PiS – premier Jarosław Kaczyński, LPR – wicepremier Roman Giertych, i PSL – Waldemar Pawlak. Dobrą atmosferę, którą dobrze poinformowana osoba ocenia jako „zmierzającą do końcowych ustaleń i oficjalnego otwarcia negocjacji w najbliższy poniedziałek”, psuje szef ludowców. Proponuje, by Giertycha zastąpił w rządzie na stanowisku wicepremiera i ministra edukacji Marek Kotlinowski.
– Klimat rozmów natychmiast siadł, bo to przecież co innego niż było ustalone – mówi nasz rozmówca. A ustalone było praktycznie wszystko. Oficjalne rozpoczęcie negocjacji w poniedziałek miało być dla PSL możliwością powiedzenia, że rozmawiają z PiS, a dla premiera Kaczyńskiego wzmocnieniem przed wyjazdem na szczyt Grupy Wyszehradzkiej. Już wiadomo było, że Pawlak dostanie fotel wicepremiera i ministra gospodarki, a ktoś z grupy Jarosława Kalinowskiego, po ustępstwach wicepremier Zyty Gilowskiej, resort rolnictwa.
Klimat spotkania trzech liderów po propozycji Pawlaka szybko się zmienia. Natychmiast wykorzystuje to Giertych. Dla niego tylko teoretycznie (szansa na ewentualnie jeden resort więcej) układ z ludowcami stawiałby go w roli „drugiego” po prezesie Prawa i Sprawiedliwości. W rzeczywistości, o czym mówił sam podczas wczorajszej konferencji, nie do zniesienia byłaby sytuacja, gdyby los koalicji czy jej projektów miał zależeć od głosu np. posła Piotra Misztala, znanego bardziej z upodobań do ekstrawagancji niż politycznych ambicji. Poza tym w koalicji z PiS i sprzyjającym mu wiernie klubem Ruchu Ludowo-Narodowego oraz stawiającym się w roli partii centrowej PSL, to LPR jest najbardziej skrajnym skrzydłem. Stąd zresztą prawdopodobnie postulat Pawlaka.
– W istocie będący powiedzeniem koalicji „nie”, bo przecież wiadomo, że to postulat jeszcze bardziej nierealny niż ligowe żądania dymisji Antoniego Macierewicza – mówi nasz rozmówca z PiS.
LPR woli Leppera
Dla Giertycha o wiele bardziej korzystny jest układ z Samoobroną. Przede wszystkim – to był jego własny pomysł, więc gdyby się udał, to lider LPR byłby beneficjentem korzyści w elektoracie ludowo-narodowym. Poza tym z Lepperem Giertych dogadywał się już niejednokrotnie. Mógłby liczyć na wsparcie w sprawie Macierewicza. Z Samoobroną łączą Ligę kłopoty z ewentualną utratą elektoratu na rzecz PiS. Wreszcie w takim układzie to Giertych uchodzi teraz za najspokojniejszego. Niemal za stabilizatora tej koalicji.
W piątek rano Wojciech Wierzejski zapowiada, że na południowej konferencji prasowej Andrzej Lepper przedstawi „bardzo poważną, choć umiarkowaną ofertę dla PiS”. Natychmiast rozniosły się w Sejmie plotki, że Giertych rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim, a ten pozwolił na powrót Leppera do rządu. Ale tych informacji, prócz faktu rozmowy obu polityków, nikt nie potwierdza. Na pewno jednak to właśnie głowa państwa ma zakończyć obecny polityczny pat. Z naszych informacji wynika, że na poniedziałek Lech Kaczyński zaprosi na konsultacje polityczne liderów wszystkich klubów parlamentarnych. Niewykluczone, że zrobi to dziś na konferencji prasowej po zakończeniu wszystkich demonstracji w Warszawie.
Lepper: wszystko zależy od PiS
Na konferencji prasowej to jednak bardziej Giertych niż Lepper składał PiS ofertę. Lider Samoobrony tłumaczył jedynie, że to nie on zrywał koalicję, iż chodziło wyłącznie o spory przy budżecie i o nic więcej. Potem powiedział, że zaraz po kryzysie związanym z taśmami proponował trzy rozwiązania.
– Przedterminowych wyborów nie będzie, bo PiS nie chce, Platforma Obywatelska nie wyraziła zainteresowania konstruktywnym wotum nieufności, wiec wszystko zależy od PiS – mówił Lepper. Stwierdził co prawda, że „powinna być większość na trzy lata”, a „Solidarne Państwo” to wspólny program PiS, LPR i Samoobrony, ale jednoznacznie gotowości przystąpienia do koalicji nie złożył.
Giertych natomiast wypowiadał się tak, jakby rzeczywiście wszystko było już uzgodnione.
– Chcemy dziś, 6 października, móc powiedzieć Polakom, że jest zgoda, że mamy większość – mówił wicepremier.
Ale z tymi deklaracjami będzie musiał jeszcze poczekać. Prawo i Sprawiedliwość wciąż stawia na koalicję z PSL i zastanawia się, co było powodem czwartkowego zwrotu w negocjacjach. Pojawiają się różne domniemania, ale najczęstsze są dwa. Ludowcy, którzy mają być powiązani interesami ze Zbigniewem Komorowskim, obawiają się wieści o szansach na ekstradycję Edwarda Mazura, podejrzewanego o zlecenie zabójstwa gen. Marka Papały. Mazur był jednym ze współzałożycieli Bakomy. Druga jest czysto polityczna. PSL miałby się dowiedzieć, że PiS woli by, do koalicji powróciła Samoobrona i chce uniknąć sytuacji z kwietnia br., gdy mimo oficjalnie prowadzonych negocjacji nie wszedł do rządu.
Na razie Lepper osiągnął jeden sukces. Formalnie z powodu niemożności przybycia do Sejmu Janusza Dobrosza, a nieoficjalnie dlatego, że nie wiadomo, co będzie dalej, została odwołana konferencja, na której przedstawiciele PiS, LPR, PSL i RLN mieli przedstawić propozycję zmiany w Konstytucji: zakaz kandydowania osób z prawomocnym wyrokiem sądowym. Przyjęcie tego przepisu byłoby końcem lidera Samoobrony. Na razie poprzez swoją konferencję z Giertychem przyznał, że jego plan polityczny z ostatniego miesiąca skończył się fiaskiem. Samoobrona po raz pierwszy od długiego czasu znalazła się w sondażach pod progiem wyborczym. Na aferze taśmowej straciła tak samo, jak i PiS. Ponadto pozostanie w opozycji to nie tylko przyjęcie tej zmiany w Konstytucji, lecz także rozpad klubu, fiasko planu zwekslowania lojalności, a w konsekwencji – odpływ elektoratu skuszonego przez PiS i PSL. Lepper podjął ostatnią szansę na utrzymanie się na powierzchni polskiej polityki. Nie ma jednak wielkich szans na poprawę swoich notowań. Póki co, żartując, politycy PiS zapowiadają, że rozmowy na szczycie koalicji musiałyby się toczyć po uprzednim sprawdzeniu, czy lider Samoobrony nie wnosi na nie sprzętu nagrywającego.
