Manipulacje polityczne w mediach

Relacje prasowe po stu dniach rządu Kazimierza Marcinkiewicza jako przykład manipulacji
politycznej

Analizie poddano następujące codzienne tytuły prasowe
z 9 lutego 2006 r.: "Rzeczpospolita", "Gazeta
Wyborcza", "Trybuna", "Nasz Dziennik", "Fakt", "Nowy
Dzień", "Super Express", "Gazeta Pomorska" i "Express
Bydgoski".

Gazety te zostały dobrane w sposób celowy. Analizie poddano wszystkie tytuły
o zasięgu ogólnopolskim oraz dwie gazety z województwa kujawsko-pomorskiego.
Dwa pierwsze tytuły ("Rzeczpospolita" i "Gazeta Wyborcza")
są uważane za tzw. gazety opinii czy inaczej "gazety poważne", o
profilu niezależnym od czynników politycznych.
"
Trybuna" jest przekształceniem "Trybuny Ludu" – organu KC PZPR,
i obecną "gazetą socjaldemokratyczną" – jak podaje w stopce redakcyjnej
– reprezentującą SLD, a także SDPL i Unię Pracy.
"
Nasz Dziennik" kojarzony jest jednoznacznie z tzw. nurtem narodowo-katolickim
i o. Tadeuszem Rydzykiem z zakonu redemptorystów.
Trzy następne tytuły to tzw. tabloidy.
"
Fakt" jest gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie (w dniu 9 lutego 2006
r. miał nakład 903 tys. egz.), a jego wydawcą jest Axel Springer Polska. "Super
Express" był pierwszym klasycznym tabloidem na polskim rynku. Od momentu
wejścia na rynek "Faktu" trwa między nimi zacięta walka o czytelników. "Super
Express" przegrywa, tłumacząc to dumpingową ceną "Faktu". Nakład "Super
Expressu" w dniu analizy wyniósł 261 tys. egz. "Nowy Dzień" należał
do koncernu Agora i w marcu 2006 r. został zlikwidowany ze względu na ciągły
deficyt.
"
Express Bydgoski" jest wydawany przez Spółkę Express Media. Rozchodzi
się w województwie kujawsko-pomorskim.
"
Gazeta Pomorska" to dawny organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Bydgoszczy,
przekształcony początkowo w spółkę dziennikarską, a następnie wykupiony przez
norweską Orklę. Nakład: ok. 100 tys. egz.
W badaniach wykorzystano dwie podstawowe metody prasoznawcze: metodę analizy
zawartości i metodę analizy treści (I. Tetelowska 1972, W. Pisarek 1975).

Opis wydarzenia
8 lutego 2006 r. odbyło się uroczyste posiedzenie rządu Kazimierza Marcinkiewicza
informujące o realizacji programu w ciągu stu dni działalności. Na to posiedzenie
zostali zaproszeni przedstawicieli mediów drukowanych i elektronicznych.
Bezpośrednią transmisję prowadziły program III TVP i TVN 24. Posiedzenie
rozpoczął premier, mówiąc o zadaniach zrealizowanych w ciągu trzech miesięcy.
Zaliczył do nich twarde negocjacje w Unii Europejskiej, które pozwoliły osiągnąć
ponad 58 miliardów dotacji na lata 2007-2013, uchwalenie budżetu wraz z rządowymi
poprawkami, które umożliwiły wprowadzenie powszechnego dożywiania w szkołach
oraz zasiłku dla nowo narodzonych dzieci, a także przyjęcie 58 projektów
ustaw skierowanych do Sejmu oraz rozpoczęcie prac porządkowych w wielu ministerstwach.
Następnie w kilkuminutowych wypowiedziach o pracy poszczególnych ministerstw
mówili ich szefowie. Całe spotkanie trwało półtorej godziny.

Analiza wydarzenia w prasie w dniu 9 lutego 2006 r.
Jak wiadomo, gatunki wypowiedzi dziennikarskich dzielą się na dwa rodzaje:
informacyjne i publicystyczne (Z. Bauer, E. Chudziński 2000). Ważne jest
również miejsce umieszczenia danej wypowiedzi. Niewątpliwie najważniejsza
jest strona pierwsza. Konferencję o stu dniach rządu odnotowało wszystkie
dziewięć gazet.
Z tabeli 1. wynika, że na stronie pierwszej informacje o stu dniach rządu zamieściły
tylko trzy z dziewięciu badanych gazet. Są to w dwóch przypadkach tzw. zajawki,
zapowiadające tekst wewnątrz numeru. Jedynie "Nasz Dziennik" dał
na pierwszej stronie wstęp artykułu informacyjnego (12 wierszy) zatytułowany "To
początek drogi" z nadtytułem "Sto dni rządu K. Marcinkiewicza",
by na stronie trzeciej w trzech szpaltach poinformować, zgodnie z tym, co mówili
premier i ministrowie, o przebiegu wydarzenia. Obok jest dwuszpaltowe przedstawienie,
na jakich sprawach ustawowych koncentrowały się poszczególne ministerstwa.
"
Gazeta Wyborcza" na stronie czwartej przedstawiła wydarzenie następująco:
obok zdjęcia jest 25 wierszy jednej szpalty, zawierające wybiórcze i niekompletne
streszczenie półtoragodzinnej informacji rządu. A obok dwa duże materiały,
zdecydowanie krytyczne, zawierające: (1) opinie D. Tuska
i J. Rokity zatytułowane "Platforma Obywatelska podsumowuje sto dni rządu" –
79 wierszy, oraz (2) "SLD o rządzie Marcinkiewicza: sto dni kampanii wyborczej" –
36 wierszy. Materiał (1) zaczyna 9 wierszy ujętych powiększoną dwukrotnie czcionką
z ironiczną opinią Tuska: "Pan premier został dziadkiem i to jest sukces.
Gratulujemy". Dalej następuje tekst druzgocącej krytyki dokonanej przez
J. Rokitę, kończący się otwarciem lodówki, w której jest telewizor, i stwierdzeniem: "Z
tej lodówki po stu dniach rządu K. Marcinkiewicza wypływa pusta, pozbawiona
prawdy propaganda. Zwykłemu Polakowi nie przybyło w niej nic. To jest rząd
dobrych wiadomości, ale są one nieprawdziwe". Tak więc informacje rządu
i informacje krytyczne o rządzie mają się w "Gazecie Wyborczej" jak
1 do 5.
"
Rzeczpospolita" dała informację interpretowaną o objętości 120 wierszy,
czyli stosunkowo dużo i merytorycznie dość rzetelnie. Jednakże każdy akapit
zaczyna się od słów "chwali się", co dezawuuje podawane treści. Tytuł
całości – "Ministerstwo ds. autopromocji" – posiada nadtytuł: "Cała
ekipa Kazimierza Marcinkiewicza chwali się swoimi sukcesami".
Swoistą ramę informacji stanowi otwierający cytat negatywnej oceny rządu przez
szefa SLD Olejniczaka, a kończy wypowiedź tegoż: "To tylko akademia i
słowa. Nikt np. nie wspomniał, że przez 100 dni rządu Marcinkiewicza przybyło
150 tys. ludzi bez pracy".
To ostatnie stwierdzenie jest przykładem półprawdy. Na przełomie roku (w zimie)
bezrobocie rosło wszystkim poprzednim rządom i jest to zjawisko raczej przyrodnicze
niż społeczne.
"
Trybuna" informacji właściwie nie zamieściła. To, co być może miało być
informacją, jest materiałem publicystyczno-propagandowym. Jest jedynie na stronie
drugiej mała fotografia premiera w koszuli, z ironicznym podpisem: "Akademia
się skończyła, można zdjąć marynarkę".
W "Fakcie" na stronie piątej jest 15 wierszy, w których podano m.in.: "Każdy
minister miał swoje pięć minut. Jeden przez drugiego chwalił się dokonaniami
i zapowiadał, co jeszcze zrobi. Ale przezorny premier (…) postanowił się
też pokajać (…). Wykonaliśmy prawie dziewięćdziesiąt procent zapisów zgłoszonych
na sto dni. Ale to nie jest sto procent. Dlatego powiedziałem, że rząd jest
dobry, ale nie bardzo dobry – bił się w piersi Marcinkiewicz".
"
Nowy Dzień" (wyd. Agora) na stronie drugiej daje informację, której treść
oddaje tytuł: "Chwalipięty świętują sto dni". Zawarte są tu pozorne
informacje. Oto jedno zdanie: "Wszyscy szefowie resortów podkreślali,
że działają 'energicznie’, 'szybko’, 'pełną parą’ i załatwiają sprawy, 'których
nie można było załatwić w ciągu ostatnich szesnastu lat’". Jedyne zdanie
zawierające rzeczywiste informacje w "Nowym Dniu" brzmi: "Dożywianie
dzieci w szkołach, becikowe i sprawne negocjacje nad budżetem Unii Europejskiej
to sukcesy rządu". Ale zaraz gazeta dodaje: "Ale to niewielki dorobek
jak na rekordowe 20 posiedzeń Rady Ministrów". Pod spodem dwa legitymacyjne
zdjęcia: Marcinkiewicza i "strongmana" Pudzianowskiego z opisem,
że wyglądają jak bliźniacy, oraz paroma pseudodowcipnymi zdaniami na ten temat.
W notatce "Super Expressu" (s. 5, 20 wierszy) właściwie w ogóle nie
ma informacji. Innowacją w stosunku do innych tytułów było jedno krytyczne
zdanie o ocenie rządu dokonanej przez Platformę Obywatelską. Ale i w tej krytyce "…więcej
było propagandy niż rzeczowej oceny".
W "Gazecie Pomorskiej" jest materiał PAP w proporcji: jedna szpalta
względnie poprawnie podanej informacji rządowej i dwie szpalty krytyki rządu
ze strony wszystkich innych ugrupowań oraz spore zdjęcie całego rządu.
W "Expressie Bydgoskim" na czwartej stronie jest 0,25 kolumny według
komunikatu PAP. Z tego około 25 wierszy informacji o rządzie i 50 wierszy krytyki
przez opozycję. Podano też wykres o poparciu sondażowym rządów Buzka, Millera
i Marcinkiewicza. Ten ostatni – bardzo niewyraźny informacyjnie. Całość zatytułowana
jest: "Wielki sukces czy straszna klapa?".
Z przedstawionych danych wynika, że "news" o stu dniach rządu gazety
uznały pod względem informacyjnym za drugo-, a nawet trzeciorzędny. Jedynym
wyjątkiem jest "Nasz Dziennik", który podał tę wiadomość wraz z tytułem
na stronie pierwszej i kontynuował to w sporym wymiarze na stronie trzeciej.
Jest to też jedyna gazeta, która podała te wiadomości w sposób rzeczowy, bez
prób własnych interpretacji. We wszystkich pozostałych gazetach były to tzw.
informacje interpretowane i podawane w sposób wybiórczy. Niechętny stosunek
był widoczny szczególnie w "Gazecie Wyborczej" i "Nowym Dniu",
a zupełnie wrogi – w "Trybunie".
Brak (generalnie) rzetelnych relacji informacyjnych z konferencji prasowej
rządu nie znaczy, że nie było zamieszczonych na ten temat materiałów publicystycznych.
Dane przedstawia tabela 2.
Z tabeli 2. wynika, że najwięcej materiałów publicystycznych poświęciły temu
wydarzeniu dzienniki centralne: "Rzeczpospolita", "Gazeta Wyborcza",
a przoduje – co jest niespodzianką – "Trybuna". Również te trzy dzienniki
dają przekazy na stronach od pierwszej do czwartej, a "Trybuna" –
nawet od pierwszej do siódmej.
Zacznijmy od "Trybuny". Z wyjątkiem tzw. zajawek cała pierwsza strona
to krytyka obozu rządowego. Artykuł główny nosi tytuł "Zdrowie dla bogatych" z
nadtytułem "PiS – koniec solidaryzmu" oraz zdjęciem wózków inwalidzkich
puentujących całokolumnowy tekst. Drugi – "Rewolucja na kaczych łapach" z
nadtytułem "Media – na publicznych się nie skończy" – koncentruje
swoją uwagę na zapędach cenzorskich, takich jak "rozpędzenie dotychczasowej
KRRiT, skasowanie programu satyrycznego Jacka Fedorowicza", a także współczucie
dla J. Urbana wskutek "nieprzebierającej w środkach walce z tygodnikiem
NIE". Tu następuje cytat z Kaczyńskiego, który uważa za potrzebne "obłożenie
obscenicznych i pornograficznych pism wysokim podatkiem. Urban musiałby albo
zmienić charakter pism, albo taki podatek płacić. Urban nastaje na wolność,
jest niesłychanie agresywny, nietolerancyjny, przy tym wulgarny". Cytat
ten ma świadczyć o stronniczości Kaczyńskiego.
Dalej są wspierające poglądy antypisowskie prof. Mrozowskiego i konkluzja "znanego
obrońcy demokracji w mediach", spikera TVP z czasów Kwiatkowskiego, a
obecnie posła, S. Jeneralskiego. "Oczywiste jest, że ekipa braci Kaczyńskich
wyznaje zasadę, że albo się myśli tak jak my, albo jest się naszym wrogiem
i marzy im się zdobycie władzy absolutnej. Ale ma to krótkie, kacze łapy".
Dalsze tytuły: "TKM Kaczyńskich", czyli "Sojusz krytycznie o
rządzie", "Platforma – przykry bilans", "Feta zamiast konkretów" z
nadtytułem "Gospodarka – zmarnowane szanse" – to miało być sprawozdanie
z konferencji rządu, ale nim nie jest. I dalej: "Rewanż krwawego Ludwika" (o
usuwaniu byłych pracowników Służby Bezpieczeństwa ze stanowiska w MSWiA), "Chore
pomysły PiS-u" (chodzi o uwzględnienie oceny z zachowania przy promocji
do następnej klasy).
Całość zamyka, a raczej otwiera komentarz na pierwszej stronie "Sto słów" –
autorstwa redaktora naczelnego "Trybuny" W. Dębskiego. Autor tekstu
ironizuje, podając, że wszelka krytyka PiS-u to bzdury, "a kto myśli inaczej,
tym zajmie się Wassermann, Dorn i Ziobro". Wspomaga go na drugiej stronie
felietonista KTT w "Zdziwieniach pana K.":
"
Prasa podała, że w Warszawie wykopano mamuta, a nawet szczątki dwóch mamutów,
jednego na Żoliborzu, drugiego przy Rondzie Wiatraczna. Odkrycie to ma wymowę
symboliczną.
Czyż bowiem nie wykopuje się u nas codziennie endeckich poglądów i reakcyjnych
metod wychowawczych, zasad cenzury obyczajowej z czasów Bieruta, systemu monopartyjnego
z czasów Stalina, państwa wyznaniowego i innych mamucich szczątków w życiu
publicznym?"[1].
"
Gazeta Wyborcza" zamieszcza osiem tekstów związanych z tematem wystąpienia.
Cała pierwsza kolumna to artykuł "O trzech takich co posady dzielą".
Podtytuł: "Liderzy PiS, Samoobrony i Ligi zabrali się wczoraj do dzielenia
posad w instytucjach okołorządowych". Ozdabiają to trzy fotografie: Giertych,
Kaczyński, Lepper. Pod spodem komentarz P. Wrońskiego: "Kadry LPR i Samoobrony",
obok komentarz A. Nowakowskiej: "Sto dni rządu, czyli lukier, miód i wazelina".
Obok dwie zajawki dużych tekstów umieszczonych na stronie trzeciej: "Radio
Maryja ma wiceministra od ryb" oraz "Lis już nie w PiS" – chodzi
o dyrektora z Kielc robiącego nadużycia. Na stronie drugiej komentarz Mancewicza "Ja
mu ufam" o Kaczyńskim i felieton Kalukina "Pan premier jest bardzo
fajny". Obydwa utrzymane w bardzo złośliwym, przewrotnym tonie. Mancewicz
pisze (podobno za Kaczyńskim), że ten będzie postępował zgodnie z zasadą Stalina "ufaj,
ale sprawdzaj". Dalej, w domyśle, porównanie, że Kaczyński to taki współczesny
wredny Stalin. Tymczasem "russkaja posłowica" – "dowieriaj,
no prowieriaj" jest przysłowiem rosyjskim od wieluset lat i naprawdę warto
ją stosować.
W związanym z "Gazetą Wyborczą" "Nowym Dniu" są dwa materiały
związane z prezydentem L. Kaczyńskim. Na stronie trzeciej całokolumnowa rzetelna
informacja "Dawid u Goliata" (o wizycie prezydenta w USA), a na stronie
czwartej – złośliwy reportaż o przeprowadzce rodziny prezydenta Kaczyńskiego
z bloku do Pałacu. Tytuł "Wreszcie się wyprowadzają" z nadtytułem "Sąsiedzi
nie mogą się doczekać".
Pozostałe tabloidy są oszczędniejsze. "Fakt" daje dwa komentarze,
dwóch byłych premierów. Negatywny L. Millera "Gabinet obietnic" i
pozytywny J. Olszewskiego "To dobry rząd". Ale i tu nie zachowano
proporcji. Miller ma trzy szpalty, Olszewski dwie. Wyrównuje to krótki tekst
A. Lipińskiego, który "…wbija szpilę w Rokitę". Pozostałe gazety
zachowują krytyczny umiar i niewiele o tym piszą.
Najwięcej publicystycznych tekstów (objętościowo) zamieszcza "Rzeczpospolita".
Na pierwszej stronie jest obiektywny artykuł analityczny (pół kolumny) "Rząd
ulży rodzicom" z nadtytułem "Rodzice zapłacą rocznie fiskusowi kilkaset
złotych mniej na każde dziecko". Obok dwie opinie ekspertów: jednego za
i jednego przeciw.
Na stronie trzeciej wyniki sondażu "Rzeczpospolitej" – "pracowity
jak Zbigniew Ziobro". Główna myśl artykułu: "Rząd Marcinkiewicza
cieszy się poparciem ponad połowy z nas. Spośród wszystkich ministrów najbardziej
aktywny jest Zbigniew Ziobro – sądzą Polacy".
Poniżej – dla równowagi – wywiad z J. Rokitą, którego sens zawarty jest już
w pierwszej odpowiedzi.
"
pyt. Może pan wymienić choć jeden dobry dzień z minionych stu dni rządu Kazimierza
Marcinkiewicza?
J. Rokita… (cisza)".
W "Rzeczpospolitej" jest jeszcze związany z tematem rysunek satyryczny
lubianego przez większość czytelników Henryka Sawki oraz felieton Macieja Rybińskiego
– znanego ze swych centroprawicowych poglądów i popierającego, chociaż w sposób
zawoalowany, rząd Marcinkiewicza.
Część analityczną kończę stwierdzeniem, z którym w pełni się zgadzam. Tegoż
dnia – nie w prasie, ale w TVN 24 – zacytowano następujące stwierdzenie: "rządowi
trzeba dać czas. Na podstawie stu dni trudno wyrokować o jego pozytywach lub
negatywach", ale ten wyważony pogląd dotyczył rządu… Angeli Merkel,
a nie Kazimierza Marcinkiewicza.

Konkluzja badań
Z dokonanej analizy wynika, że sto dni rządu Marcinkiewicza zyskało duży rezonans
prasowy. Jest on jednak bardzo specyficzny, chociaż dość jednorodny.
W roku 1989 w jedynej wówczas gazecie opozycyjnej redaktorzy pisali, że będą
rozwijać dziennikarstwo informacyjne, oddzielając informacje od publicystyki.
Co z tego zostało? Informacja "czysta" w prasie właściwie zniknęła,
na rzecz "informacji interpretowanej", narzucającej od razu punkt
widzenia nie tyle nawet dziennikarza, ile wydawcy. W badanym przypadku najbliższy
dobrego dziennikarstwa okazał się "Nasz Dziennik", który przez czołowe
tytuły prasowe jest traktowany jako gazeta gorszego gatunku.
Na drugim miejscu można byłoby podać "Rzeczpospolitą". Natomiast "Gazeta
Wyborcza" dawno odeszła od ideałów głoszonych na początku swego istnienia.
Wydaje się, że momentem przełomowym, obok powstania Agory, był rok 1995, kiedy
to A. Michnik zaangażował się zdecydowanie w promocję, przyjaźń, a nawet pewne
formy współrządzenia z prezydentem Kwaśniewskim.
Z analizowanych tytułów najgorzej wypada "Trybuna". W omawianym przypadku
brak w ogóle informacji. Widoczna jest tu zasada wyrażona w dawnym dowcipie
radzieckim: "W Izwiestiach niet prawdy, a w Prawdie niet izwiestii".
Analizowane gazety przedstawiły natomiast ogromną ilość materiałów publicystycznych,
z wyjątkiem "Naszego Dziennika", który skoncentrował się jedynie
na sprawie sprowokowanego przez dziennikarzy incydentu minister Jurgiel – o.
Rydzyk, i tego zagadnienia nie brałem pod uwagę.
Stosunkowo rzetelnie i wszechstronnie przedstawia się publicystyka "Rzeczpospolitej".
Natomiast wyraźnie jednostronna w swych poglądach jest "Gazeta Wyborcza" i
jej mutant "Nowy Dzień". Jest to przykład wykorzystania wszelkich
metod i form wypowiedzi dziennikarskich w celu rozbicia przeciwnika politycznego.
Służą temu artykuły analityczne, a szczególnie formy autorskie, tj. komentarz,
felieton, fotografia z opisem, rysunek satyryczny. Wszystko to utrzymane jest
w złośliwym, a nawet jadowitym tonie. "Gazeta Wyborcza" stosuje ten
styl wobec PiS-u od rozpoczęcia kampanii wyborczej do dziś. Jest to praktyczna
realizacja najstarszej, prymitywnej teorii komunikowania masowego, tzw. teorii
wszechmocy propagandy. Stosowanej niestety z sukcesem w latach 30. i 40. zarówno
w Niemczech, jak i w Związku Radzieckim.
To, co zaprezentowała "Trybuna" w badanym dniu, jest w mojej ocenie
dużo gorsze dziennikarsko od poziomu "Trybuny Ludu" z lat 70., natomiast
bliskie sposobowi wyrażania się przez ten organ w latach 50. i 80. XX wieku.
W bardziej wyważony sposób zachowały się tytuły regionalne. Pisały mniej i
nie tak histerycznie.
Ogólnie można określić, że wydarzenie zostało omówione w zdecydowanej większości
przypadków na niekorzyść rządu. W negatywnych, często kpiarskich i złośliwych
wypowiedziach wykorzystano stereotyp braci Kaczyńskich jako "czarnego
luda", do maksimum wyeksploatowano to, że są bliźniętami, że "ukradli
księżyc", wreszcie podkreślono wielokrotnie ich małą giętkość polityczną,
zdolność do zrażania innych, ostrość wypowiedzi itp.
Analizowane wydarzenie zostało wykorzystane do pogłębienia negatywnego obrazu
PiS-u i rządu. Efekt tego może być dwojaki. Większe prawdopodobieństwo ma zmiana
postrzegania obozu rządowego w sposób negatywny. Istnieje też możliwość inna,
mniej prawdopodobna: to media mogą się publiczności (społeczeństwu) okazać
niewiarygodne.
Niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji w analizowanym przypadku prasa udowodniła,
że daleko jej do przestrzegania międzynarodowych zasad etyki zawodowej w dziennikarstwie,
a szczególnie prawa ludzi do prawdziwej informacji i możliwie wiernego obrazu
przekazywanego publiczności (W. Pisarek 2000, 2002).

Streszczenie
Analizie poddano publikacje o stu dniach rządu K. Marcinkiewicza zawarte w
dziewięciu gazetach dobranych celowo. Były to: "Rzeczpospolita", "Gazeta
Wyborcza", "Trybuna", "Nasz Dziennik", "Fakt", "Nowy
Dzień", "Super Express", "Gazeta Pomorska" i "Express
Bydgoski".
Analizie poddano siedem najważniejszych tytułów o zasięgu ogólnopolskim, reprezentujących
różne opcje polityczne, oraz dwie gazety regionalne. Zastosowano metody badań
prasoznawczych: analizę zawartości i analizę treści.
W zakresie gatunków informacyjnych, z wyjątkiem "Naszego Dziennika",
który podał obiektywne, czyste informacje, pozostałe tytuły podawały jedynie
informacje interpretowane, przy czym zazwyczaj poglądy (negatywne) redaktorów
lub przeciwników rządu wyprzedzały informacje rządu. O wiele więcej niż informacji
omawiane gazety, znów z wyjątkiem "Naszego Dziennika", zamieściły
materiałów publicystycznych. Dotyczą one wielu spraw związanych z pracą rządu.
Z wyjątkiem "Rzeczpospolitej" mają zdecydowanie negatywny wydźwięk.
Szczególnie negatywne i jednostronne były materiały "Trybuny", "Nowego
Dnia" i "Gazety Wyborczej". Wykorzystano w tym celu artykuły
analityczne, komentarze, felietony, fotografie z opisem i rysunki satyryczne.
Wszystkie te formy wypowiedzi utrzymane były w złośliwym, a nawet jadowitym
tonie. Analizowane wydarzenie zostało wykorzystane do pogłębienia negatywnego
obrazu rządu, Prawa i Sprawiedliwości oraz braci Kaczyńskich. W ten sposób
prasa udowodniła, że daleko jej do przestrzegania międzynarodowych zasad etyki
dziennikarskiej, a szczególnie prawa czytelników do obiektywnej informacji.
Janusz Rulka

Autor jest wykładow cą Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy, emerytowanym
profesorem Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy i Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika w Toruniu.

Tekst wygłoszony w czasie konferencji naukowej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika
w Toruniu: "Manipulacja w mediach a edukacja", 30 marca 2006 roku.

1. Informacja dla młodszych. Krzysztof Teodor Toeplitz (KTT) zaczynał od wiernopoddańczych
tekstów w "Nowej Kulturze" właśnie za Stalina i Bieruta. W latach
60. w kawiarni "Czytelnika" nie chcieli mu podawać ręki Słonimski,
Konwicki i inni. W latach 70. miał sympatyczną dekadę (por. "Czterdziestolatek"),
a w latach 80. jako felietonista "Polityki", z której odeszli co
przyzwoitsi, razem z D. Passentem wielbił stan wojenny, a w III RP nadal obydwaj
plus J. Urban zbierają profity. Zapraszany do chwili obecnej na salony telewizyjne
(w TVN, Polsacie, a nawet TVP). Na marginesie chcę dodać, że w tejże samej "Trybunie" jest
część historyczna poświęcona 20-leciu międzywojennemu i to, co pisze pan Skura
(!) w artykule "Rzeczpospolita sławojek", jest chyba jeszcze gorsze
niż teksty o II RP z wczesnych lat 50.

Bibliografia
Z. Bauer, E. Chudziński (red.). Dziennikarstwo i świat mediów. Kraków 2000.
Tamże artykuły kilkunastu znawców przedmiotu zajmujących się genologią i
retoryką dziennikarską.
W. Pisarek. Kodeksy etyki dziennikarskiej. [w:] Dziennikarstwo i świat mediów.
Kraków 2000.
W. Pisarek. Wiedza o komunikowaniu. Nazwy i zakres. Przekazy i opinie 1975,
nr 1.
W. Pisarek. Nowa retoryka dziennikarska.
Kraków 2002.
I. Tetelowska. Analiza i ocena dzienników. W: Szkice prasoznawcze pod red.
P. Dubiela i W. Pisarka. Kraków 1972.

drukuj