Legenda Podlasia.
Major Armii Krajowej Stefan Wyrzykowski, ps. „Zenon”, to żołnierz legenda. Był dowódcą grupy Kedywu Inspektoratu „Północ”, a następnie komendantem Oddziału Partyzanckiego 34. pp. AK na Podlasiu, wsławionego m.in. osłoną akcji wydobycia z Bugu w okolicy Sarnak i wywiezienia z Podlasia niemieckiego pocisku V2.
Niestety, w historiografii PRL został on zupełnie przemilczany. Nie tylko dlatego że był żołnierzem AK. Jego oddział osłaniał jedną z radiostacji Komendy Głównej Armii Krajowej, zapewniającą stałą łączność z Londynem.
Na Podlasiu nie ma zdrady
Stefan Wyrzykowski od urodzenia był związany z Podlasiem. Tu 21 kwietnia 1916 r. we wsi Wyrzki w powiecie łosickim przyszedł na świat, tu spędził dzieciństwo i młodość. Tu także zastała go klęska wrześniowa. Mimo młodego wieku został jednym z pierwszych organizatorów konspiracji na ziemi nadbużańskiej. Już w listopadzie 1939 r., po zaprzysiężeniu w Warszawie, jako zaledwie 23-latek, został mianowany komendantem obwodów Siedlce i Biała Podlaska ZWZ.
W latach 1940-1942 zorganizował na tym terenie grupy bojowe Związku Odwetu, mające za zadanie prowadzenie bezpośredniej i zbrojnej walki z okupantem. W ramach oddziału ZO, a następnie Kedywu oddział dowodzony przez „Zenona” prowadził akcje sabotażowe i dywersyjne, nadzorował również punkty przerzutowe w pasie granicznym, w Terespolu nad Bugiem i w Platerowie. Liczne akcje zbrojne, śmiałe zasadzki, wysadzania pociągów, odbicie wiezionych na roboty do Niemiec szybko rozsławiły oddział „Zenona”, sprawiły, że imię dowódcy stało się postrachem okupanta, a źródłem nadziei dla Polaków, umacniały ducha i mnożyły szeregi partyzantów. – Byliśmy umundurowani jak żołnierze Września, usiłowaliśmy przypominać kawalerię przedwojenną, bo to podnosiło morale, wiarę, że „jeszcze Polska nie zginęła” – wspomina prof. Ludwik Maciąg. – Zachowanie żołnierzy „Zenona” cechował wielki szacunek dla wsi, a mieszkańcy wiosek odwdzięczali się udostępnianiem mieszkań na kwatery, przekazem informacji o ruchach Niemców.
Na mieszkańców Podlasia partyzanci mogli liczyć, ponieważ ten region wyróżniał się niepodległościowymi tradycjami i bezkompromisowością w walce z okupantem, a zdrada była traktowana jak grzech wołający o pomstę do nieba. O postawie Podlasiaków najlepiej świadczy scena z gajówki nad Bugiem, w której ojciec żegna syna wybierającego się do partyzantki: – Skoro już, synu, wybierasz się z nimi do lasu, to zapamiętaj sobie dobrze jedno: gdybyś ocalał, zdradzając – co nie daj, Boże! – swoich, pana komendanta i oddział, to już ja cię tymi rękami uduszę! Bo na Podlasiu nie było i nie ma zdrady.
Choć Stefan Wyrzykowski był człowiekiem młodym, dowodząc oddziałem, dawał przykład nie tylko brawurowej odwagi, ale także zdecydowania i rozwagi. Z natury pogodny, towarzyski i opiekuńczy (między żołnierzami nazywany był tatą), potrafił trzymać żelazną dyscyplinę wśród podkomendnych.
Na straży radiostacji
W grudniu 1943 r. Stefan Wyrzykowski otrzymał rozkaz zorganizowania stałego oddziału do ochrony radiostacji nadawczo-odbiorczej Komendy Głównej AK oznaczonej kryptonimem R-31, zapewniającej łączność KG AK z Rządem Polskim w Londynie i obsługiwanej przez cichociemnego Stanisława Kujawińskiego „Żonkila”. Zaciekłe tępienie przez Niemców „grających” radiostacji sprawiło, że dowództwo AK przedsięwzięło specjalne środki ostrożności i przerzuciło punkty nadawania z miast w teren. Ze względów bezpieczeństwa radiostacje i ich obsługi miały być ruchome, stale zmieniające miejsce pobytu i ochraniane przez specjalne oddziały.
Taki oddział, liczący ok. 30 osób, stworzył dla ochrony radiostacji R-31 „Zenon”. Jednak do kwietnia 1944 r. oddział ochrony rozrósł się tak, że obok plutonu radiotelegraficznego, tzw. radiówki, uformowany został oddział partyzancki AK (liczący w różnych okresach od 80 do ok. 300 osób), którego późniejsza pełna nazwa brzmiała Oddział Partyzancki 34. pułku piechoty 9. Podlaskiej Dywizji Armii Krajowej. Mimo organizacyjnego wyodrębnienia obydwa oddziały działały wspólnie, tworząc zwartą całość.
W marcu, a szczególnie w drugiej połowie kwietnia 1944 r. praca radiostacji była bardzo intensywna, przez co zwróciła na siebie uwagę Niemców, którzy w rejon jej działania skierowali dwie ekipy radionamiarowe z Warszawy i Białegostoku, oraz oddział żandarmerii z zadaniem wykrycia radiostacji i jej likwidacji. Taką jednostkę 30 kwietnia 1944 r. partyzanci rozbili pod Wygodą.
Tajemnica pocisków V2
W maju 1944 r. Oddział Partyzancki 34. pp. Armii Krajowej dowodzony przez por. Stefana Wyrzykowskiego „Zenona” osłaniał akcję przejmowania niewybuchu rakiety V2 zakończoną rozszyfrowaniem tajemnic niemieckiej Wunderwaffe (cudownej broni), która miała przechylić szalę zwycięstwa w II wojnie światowej na stronę III Rzeszy.
Wiosną tego roku z poligonu SS Pustków-Blizne koło Mielca Niemcy zaczęli wystrzeliwać w celach doświadczalnych dalekosiężne, sterowane bezzałogowo rakiety V2 – m.in. w rejon Sarnak. Rakiety po przebyciu ok. 250 km spadały nad Bugiem w okolicy tej miejscowości. Wywiad AK otrzymał rozkaz ustalenia dokładnych właściwości nowej broni. Mimo ścisłego dozorowania terenu przez Niemców udało się to przy współpracy miejscowej ludności.
W ciągu miesiąca, od 20 kwietnia do 20 maja 1944 r., Polacy zdobyli wiele części pocisków, m.in. żyroskop elektromagnetyczny. Zebrane części rakiet dostarczone różnymi drogami i sposobami spod Sarnak do Warszawy poddawano wszechstronnym badaniom, które powierzono najwybitniejszym specjalistom. 20 maja 1944 r. ugrzęzła w mokradłach nadbużańskich koło wsi Mierzwice i nie eksplodowała cała rakieta. Była to szczególnie cenna zdobycz dla wywiadu AK. Jednak jej ukrycie, potem wydobycie i przekazanie do Warszawy było akcją skomplikowaną i niebezpieczną. W tym czasie w pobliżu znajdowały się dwie niemieckie grupy z tzw. Einsatzkommando oraz liczna grupa żołnierzy niemieckich z Africa Corps stanowiąca ochronę mostów i przepraw przez Bug.
W zbrojnej ochronie nadbużańskich terenów w czasie całej tej akcji uczestniczyli żołnierze 22. pp. AK oraz Oddział Partyzancki 34. pp. AK dowodzony przez por. „Zenona”. Aby odwrócić uwagę Niemców od miejsca, skąd wydobywana i transportowana była rakieta, przyjął on walkę z Niemcami w oddalonych 15 km od tych miejsc Hołowczycach. Każdego dnia wyruszały w teren patrole rozpoznawczo-zaczepne organizujące zasadzki na polnych i leśnych drogach. Czyniły one wśród Niemców spore zamieszanie.
Akcja zakończyła się powodzeniem, fragmenty rakiet wraz z dokumentacją opracowaną przez zespół prof. Janusza Groszkowskiego zostały 25 lipca 1944 r. przekazane do Anglii specjalnym alianckim samolotem, który wylądował w pobliżu Tarnowa w ramach tzw. operacji Most III. Przekazanie Anglikom kompletnej instrukcji obsługi, analizy technicznej oraz poszczególnych elementów rakiety V2 pozwoliło lepiej przygotować obronę Wysp Brytyjskich przed nową bronią Hitlera, co miało znaczący wpływ na przebieg II wojny światowej.
„Nigdy o nich nie zapomnimy”
21 czerwca 1944 r. do oddziału por. „Zenona” dołączyło 7 lotników amerykańskich. Byli to piloci z fortecy B-17, zestrzelonej przez Niemców stacjonujących na lotnisku w Krzewicy. Kiedy na spokojnym, bezchmurnym niebie żołnierze zaobserwowali powietrzną walkę, a następnie dziesięć spadochronów z żołnierzami ratującymi się z trafionego przez Niemców samolotu, rozpoczęli wyścig z czasem. Wiedzieli, że jeśli nie zdążą przejąć spadochroniarzy, uczynią to Niemcy.
Trzech rannych znalazło się w niewoli niemieckiej. Pozostali trafili do oddziału partyzanckiego. W ciągu najbliższych tygodni Amerykanie ze zdumieniem odkrywali, jak dobrze zorganizowana i wyszkolona była Armia Krajowa – prawdziwe wojsko tuż pod nosem Niemców. Mieli możność przekonać się o tym podczas walk, jakie stoczył w tym czasie oddział „Zenona” z oddziałami niemieckimi. W lipcu 1944 r. trwały zacięte boje między Wehrmachtem a Armią Czerwoną, oddział partyzancki nękał wojska niemieckie na ich tyłach.
27 lipca 1944 r. partyzanci nawiązali kontakt z Rosjanami. Do oddziału przybył rosyjski pułkownik, który obiecał ułatwić Amerykanom powrót do jednostki macierzystej. Następnego dnia „Zenon” przekazał 7 amerykańskich lotników Armii Czerwonej, ale nie ufając Rosjanom, kazał wypisać na nich pokwitowanie. „Zenon” zatrzymał oryginał, a Rosjanie kopię. Dzięki tej przezorności po kilkunastu dniach amerykańscy piloci wrócili do bazy w Deopham Green. Tyle szczęścia nie miała grupa 16 Rosjan, którzy dołączyli do oddziału „Zenona” po ucieczce z niemieckich obozów jenieckich. Po powrocie do macierzystego wojska słuch o nich zaginął.
Jedyni Amerykanie, którzy walczyli w polskiej partyzantce, zachowali w swych wspomnieniach niezatarte wrażenia z tych kilku tygodni. Kończąc swoją relację dla oficerów wywiadu, powiedzieli:
„Gdybyśmy pracowali całe swoje życie dla Polaków, bez względu na ryzyko czy niebezpieczeństwa z tym związane, nigdy nie będziemy w stanie odwdzięczyć się za to, co dla nas zrobili”. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii amerykańscy lotnicy złożyli oświadczenie następującej treści: „Skoro Polacy i polscy partyzanci nie zważając na grożące im w każdej chwili różne niebezpieczeństwa i śmierć, chronili nas w ciężkich i trudnych sytuacjach, skoro to właśnie im zawdzięczamy swoje życie – nigdy o nich nie zapomnimy i zawsze gotowi będziemy do tego samego, by się im odwdzięczyć za to, co dla nas uczynili”.
Odznaczenia i więzienie
29 czerwca oddział przeżył podniosłą uroczystość. Tego dnia w lesie koło wsi Jeziory oddział „Zenona” otrzymał sztandar. W uroczystości, obok partyzantów i przedstawicieli władz Polskiego Państwa Podziemnego, wzięło udział około tysiąca zaufanych mieszkańców okolic.
Po wręczeniu sztandaru i Mszy św. nastąpiła defilada oddziału, którą przyjął dowódca 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty AK gen. Ludwik Bittner, ps. „Halka”. „Ta religijna i wielce patriotyczna ceremonia pod bokiem okupanta była dla nas, Amerykanów, czymś niesamowitym. Kara za udział w niej była wiadoma, lecz liczba przybyłych i ich spontaniczność była olbrzymim świadectwem miłości ojczyzny” – wspominał Alfred Lea, jeden z amerykańskich żołnierzy.
Następnego dnia wycofujący się na inne miejsce zakwaterowania oddział został zaatakowany przez Niemców, od kwietnia tropiących radiostację, jednak partyzanci nie dali się zaskoczyć. Mimo dużej przewagi liczebnej Niemców oddziałowi udało się umknąć z zastawionej zasadzki. W walce stoczonej w nocy z 30 czerwca na 1 lipca zginęło 187 Niemców, liczba rannych była podobna. Oddział stracił 2 żołnierzy, 12 zostało rannych. Jednak w czasie walk spłonęła wieś Jeziory, 20 mieszkańców okolicznych wsi Niemcy w odwecie rozstrzelali.
Ostatnia bitwa oddziału „Zenona” to zwycięskie walki z wojskami Wehrmachtu o wyzwolenie Białej Podlaskiej i Międzyrzeca Podlaskiego. 26 lipca 1944 r. oddział wkroczył do Białej Podlaskiej. Nie mogąc przebić się do walczącej Warszawy, „Zenon” zdemobilizował swój oddział, gdyż znał żołnierzy partyzantki wileńskiej, których Rosjanie rozbroili i wysłali na Syberię.
W uznaniu zasług Stefan Wyrzykowski został awansowany do stopnia majora Armii Krajowej, odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Krzyżem Armii Krajowej oraz innymi odznaczeniami.
Gdy skończyła się wojna, podobnie jak miliony Polaków rozpoczął nowe życie. W 1947 r. po „amnestii” podjął pracę w Przedsiębiorstwie Kolejowych Robót Elektryfikacyjnych na stanowisku kierowniczym. W 1951 r. – jak tysiące polskich patriotów, żołnierzy AK – nagle został aresztowany i osadzony na 6 lat w więzieniu. Na wolność wyszedł w 1957 r. Zmarł 4 lutego 1985 r. w Siedlcach, pochowany jest na warszawskich Powązkach.
Na Podlasiu istnieje wiele miejsc upamiętniających wydarzenia związane ze szlakiem bojowym oddziału „Zenona”. Szczególnym jest sanktuarium Matki Bożej w Leśnej Podlaskiej. W kaplicy objawienia cudownego wizerunku wiszą obrazy ze scenami z historii klasztoru Ojców Paulinów i dziejów oddziału pędzla prof. Ludwika Maciąga. Na zewnętrznej ścianie budynku klasztornego umieszczono ok. 250 tabliczek z nazwiskami i pseudonimami partyzantów. Tabliczki poległych są wykute w czarnym kamieniu, a ich układ tworzy symbol Polski Walczącej. W centrum Sarnak z inicjatywy partyzantów oddziału został wzniesiony pomnik upamiętniający udział żołnierzy AK w operacji V2. Autorem projektu jest jeden z żołnierzy „Zenona”, architekt Marek Ambroziewicz. Zaprojektował on również pomnik Lotników Amerykańskich, który uroczyście odsłonięto 9 lipca 2000 r. w miejscowości Woroniec koło Białej Podlaskiej, w pobliżu miejsca upadku bombowca B-17 w czerwcu 1944 r.
Tekst i reprodukcje Anna Wasak
na zdjęciu: Żołnierze oddziału „Zenona” na biwaku, lato 1944 r.
