Na odsiecz spółdzielcom

Rozmowa z posłanką Gabrielą Masłowską (Parlamentarne Koło Narodowe) i posłanką
Lidią Staroń (Platforma Obywatelska), członkiniami sejmowej podkomisji ds.
nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych

Z listów napływających do redakcji wynika, że stosunki w spółdzielniach mieszkaniowych
uległy wynaturzeniu. Zarządy spółdzielni przejęły rolę właściciela majątku
wspólnego i jak tylko mogą – utrudniają członkom nabycie własności mieszkań.
Spółdzielcy alarmują, że proponuje im się natychmiastowe nabycie z bonifikatą
spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, byle tylko nie żądali ustanowienia
odrębnej własności. Jak ten problem zamknąć?

Gabriela Masłowska: – Przekształcenie mieszkań lokatorskich na spółdzielcze
własnościowe jest na gruncie obecnie obowiązującej ustawy szczególnie niekorzystne.
Po pierwsze, w ustawie z 4 czerwca 2005 r. zawarto, mimo naszych protestów,
zapis o sztywnej bonifikacie wynoszącej 50 proc., podczas gdy wcześniej spółdzielnie
udzielały bonifikaty nawet do 95 proc. Po drugie, taka sama bonifikata (50
proc.) obowiązuje przy przekształceniu w odrębną własność. Zachęcanie do przekształcania
praw lokatorskich w niepełną własność, jeśli za takie same pieniądze można
ustanowić własność odrębną, jest dowodem nieuczciwości zarządu spółdzielni
wobec członków, którzy ten zarząd utrzymują. Te praktyki może przeciąć jak
najszybsze znowelizowanie ustawy. Reszta zależeć będzie od aktywności i konsekwencji
spółdzielców w egzekwowaniu swoich praw.

Lidia Staroń: – Z tą aktywnością niestety nie jest dobrze, tym bardziej że
prowadzona jest celowa dezinformacja ze strony zarządów, która ma zniechęcić
ludzi do ustanawiania odrębnej własności mieszkań. Przekształcenie prawa spółdzielczego
lokatorskiego w spółdzielcze własnościowe w oparciu o obowiązujące obecnie
przepisy jest nie tylko niekorzystne, ale także niekonstytucyjne. Warto przypomnieć,
że w tej sprawie wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny, który zakwestionował
przepisy regulujące ustanawianie spółdzielczego prawa do lokalu na takich samych
warunkach finansowych jak prawa odrębnej własności. W moim przekonaniu, nie
jest możliwe na gruncie prawa, aby członek, który w całości pokrył koszty budowy
swojego lokalu, otrzymywał w konsekwencji różne tytuły prawne: raz – spółdzielcze
własnościowe prawo do lokalu, innym razem – odrębną własność. Dlatego proponujemy
jako PO przywrócenie zakazu konstytutywnego ustanawiania spółdzielczego własnościowego
prawa do lokalu przez spółdzielnie. Spółdzielca po pokryciu kosztów budowy
swojego lokalu obligatoryjnie otrzymywałby jego pełną własność.

Gabriela Masłowska: – Trybunał, który rozpatrywał tę sprawę
w maju 2005 r. na wniosek grupy posłów LPR, poparty przez posłów Samoobrony,
podkreślił w
uzasadnieniu orzeczenia, że spółdzielnia nie może osiągać korzyści kosztem
swoich członków. Zaraz po tym orzeczeniu wraz z senatorem Adamem Bielą wnieśliśmy
do laski projekt ustawy współbrzmiący z orzeczeniem Trybunału. Warto przypomnieć,
iż ustawa wyraźnie mówi, że "celem spółdzielni mieszkaniowej jest zaspokajanie
potrzeb mieszkaniowych członków oraz ich rodzin", zaś "majątek spółdzielni
stanowi prywatną własność członków spółdzielni". Zapisy te wyraźnie wskazują
członków spółdzielni jako decydentów i beneficjentów spółdzielczości mieszkaniowej.
Praktyki, o których pani mówi, wywodzą się wprost z poprzedniej epoki. Chcę
przypomnieć, że prawo własności mieszkań spółdzielczych zostało zlikwidowane
ustawą z 1961 r., kiedy to – zgodnie z duchem socjalizmu i Konstytucją z 1952
r. – prawa własności zostały przymusowo przekształcone w ograniczone prawa
rzeczowe, czyli tzw. spółdzielcze prawo własności. Jak głęboko "socjalistyczna
spółdzielczość" wryła się w polską rzeczywistość, świadczy fakt, że dopiero
dziesięć lat po zmianie ustroju udało się pokonać opór postkomunistycznych
struktur spółdzielczych i przywrócić możliwość ustanawiania prawa własności
w spółdzielniach mieszkaniowych. Dokonano tego ustawą z 15 grudnia 2000 r.,
która określała warunki przekształcenia praw lokatorskich oraz spółdzielczych
własnościowych w pełną własność (nazywaną także "odrębną własnością"). Niestety,
prawo sobie, a praktyka sobie. Spółdzielcy, którzy na tej podstawie złożyli
wnioski o ustanowienie odrębnej własności, muszą pokonać "ciernistą" drogę.
Ignorancja spółdzielczych kadr, zniechęcanie, celowa dezinformacja ze strony
organów wielu spółdzielni mieszkaniowych wobec osób, które chcą uzyskać prawo
własności
– świadczy o tym, że duch socjalizmu w spółdzielczości mieszkaniowej jest wciąż
żywy. Pamiętajmy, że spółdzielcze prawo własności jest ograniczonym prawem
rzeczowym, tj. prawem ustanowionym na rzeczy cudzej. Mieszkanie takie stanowi
de facto własność spółdzielni jako osoby prawnej, a więc jest to własność kolektywna.
Odrębna własność natomiast oznacza, że zarówno lokal mieszkalny, jak i przynależne
do niego pomieszczenia (np. piwnice), udział w pomieszczeniach wspólnych i
nieruchomości gruntowej – jest własnością spółdzielcy. Nic nie stoi na przeszkodzie,
aby taki właściciel mieszkania nadal pozostawał członkiem spółdzielni, co więcej
– jego prawa w ramach spółdzielni stają się znacznie silniejsze. Dodam jeszcze,
że rezygnacja w projekcie ustawy z możliwości ustanawiania spółdzielczego własnościowego
prawa do lokalu nie oznacza, że osoby, które wcześniej nabyły takie prawo,
muszą je obligatoryjnie przekształcić w odrębną własność. Decyzja w tej sprawie
powinna należeć do spółdzielcy.

Zarządy spółdzielni grają na zwłokę. Ustawa ustaliła roczny termin na realizację
wniosku o uwłaszczenie, dała też spółdzielcom prawo wystąpienia do sądu w razie
bezczynności zarządu – i nic nie pomogło. Dlaczego te narzędzia okazują się
nieskuteczne?

Lidia Staroń: – W tej sprawie także mamy stanowisko Trybunału Konstytucyjnego,
który stwierdził, że nie można nagradzać zarządów spółdzielni za opieszałość
przy tzw. uwłaszczeniu przez wprowadzanie kolejnych, dłuższych terminów – jak
to czyniły poprzednie nowelizacje ustawy. Ta pobłażliwość ustawodawcy spowodowała,
że zarządy spółdzielni czują się dzisiaj całkowicie bezkarne i nie wszczynają
procedury ustanawiania odrębnej własności. Z kolei sądy, u których spółdzielcy
szukają pomocy, już na wstępie każą spółdzielcy określić wartość przedmiotu
sporu i wpłacić niemałe pieniądze za pozew, a potem latami prowadzą sprawy.
W naszym projekcie (PO) proponujemy uchylenie przepisów ograniczających prawa
członków spółdzielni w zakresie ustanowienia odrębnej własności lokali i poprawienie
art. 49 wadliwie określającego przesłanki i tryb dochodzenia roszczeń. Znaczy
to po prostu tyle, że spółdzielnia nie dostanie kolejnych terminów na tzw.
uwłaszczenie, a jeśli wykaże bezczynność – członek spółdzielni zwróci się do
sądu, którego orzeczenie zastąpi oświadczenie woli spółdzielni.

Gabriela Masłowska: – Przeciąganie sprawy uwłaszczenia obliczone jest na to,
że lobby zarządów nie dopuści do nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych,
a przynajmniej opóźni ją do czasu odzyskania władzy przez środowiska lewicowe.
A one już sobie z tym poradzą… Dlatego musimy jak najszybciej przyjąć ustawę,
która w sposób jednoznaczny zagwarantuje spółdzielcom prawo własności. Kierunek
wskazał Trybunał Konstytucyjny we wspomnianym orzeczeniu z 28 kwietnia 2005
r., rozpatrując skargę grupy posłów LPR. Już na początku obecnej kadencji złożyłam
wraz z LPR projekt ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (druk sejmowy 339).
Właśnie kończy nad nim prace podkomisja sejmowa.

Posiadacze mieszkań własnościowych, którzy wnieśli cały wkład budowlany, mogą
przekształcić je w odrębną własność, wykupując jedynie udział w gruncie pod
budynkiem. Gminy przyznają na to nawet 90 proc. bonifikaty. Z mieszkaniami
lokatorskimi sytuacja wygląda gorzej – nie wystarczy spłacić wkład mieszkaniowy,
lecz trzeba jeszcze uregulować umorzony przez państwo kredyt. Spółdzielnie
rewaloryzują ten kredyt, opierając się na wartości rynkowej mieszkania i zarabiając
w ten sposób na spółdzielcach. Czy znowelizowana ustawa przetnie te nadużycia?

Lidia Staroń: – Zdecydowanie tak. Zarówno w projekcie LPR, PO, jak i podkomisji
przyjęto rozwiązanie, zgodnie z którym przesłanką przeniesienia własności lokalu
na rzecz członka, któremu przysługuje prawo lokatorskie, jest wpłata nominalnej
kwoty umorzenia kredytu – a więc dokładnie tyle, ile wynosi zobowiązanie wobec
Skarbu Państwa. Wpłata nominalnej kwoty umorzenia kredytu to kwota najczęściej
kilkudziesięciu złotych. Natomiast obecnie spółdzielnie wymagają od członków
wpłaty nawet kilkudziesięciu tysięcy. Dla zobrazowania posłużę się prostym
przykładem. Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat, gdy powstawał budynek w spółdzielni
X, w którym przydziały otrzymały dwie rodziny: np. Kowalskich i Wójcików. Kowalscy,
wpłacając gotówką 70 proc. wartości kosztów budowy lokalu (30 proc. wynosiło
umorzenie kosztów budowy przez Skarb Państwa), uzyskali prawo własnościowe.
Jeśli nie zbyli lokalu przez 5 lat – nie musieli zwracać umorzonej kwoty kredytu
do Skarbu Państwa. Mieszkający za ścianą Wójcikowie wpłacili 10 proc. wartości
tych samych kosztów i uzyskali status spółdzielczego lokatorskiego prawa do
lokalu. Przez kolejnych np. 20 lat (okres spłaty kredytu, oczywiście z odsetkami)
dopłacili do całej wartości wkładu mieszkaniowego. Ten przykład pokazuje, że
przy tym samym obciążeniu finansowym spółdzielcy otrzymują inne statusy prawne
– raz: spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, dwa: prawo własnościowe. Dlatego
domaganie się od członków spółdzielni (na podstawie dzisiaj obowiązującej ustawy)
dopłaty różnicy pomiędzy wartością rynkową a wkładem mieszkaniowym z zastosowaniem
50 proc. bonifikaty – jest niekonstytucyjne. Spółdzielcy nie powinni wpłacać
"przymusowej darowizny" kilkudziesięciu tysięcy złotych, a wyłącznie kwotę
kilkudziesięciu złotych, tj. kwotę umorzonego kredytu – tyle, ile wynosi faktyczne
roszczenie Skarbu Państwa wobec spółdzielni.

Gabriela Masłowska: – Środowiska uwłaszczeniowe od dawna alarmowały, że zarządy
w majestacie prawa łupią spółdzielców. W projekcie podkomisji proponujemy przekształcenie
mieszkań lokatorskich i spółdzielczych własnościowych po spłaceniu kosztu budowy,
a nie wartości rynkowej mieszkania, oraz zwrot zamrożonego przez państwo kredytu
w kwotach nominalnych. Oznacza to, że po spłacie wkładu mieszkaniowego i kredytu
zaciągniętego przez spółdzielnię – pozostaje do uregulowania wobec państwa
kwota zaledwie kilkudziesięciu złotych. Obecnie zarząd spółdzielni żąda od
spółdzielcy od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, a do budżetu w jego imieniu
odprowadza kwotę kilkudziesięciu złotych. Różnica, owszem, przekazywana jest
na fundusz remontowy. Czy jednak spółdzielców stać dzisiaj na takie darowizny?
Trybunał Konstytucyjny wyraźnie stwierdził, że spółdzielnia jako osoba prawna
nie może zarabiać kosztem swoich członków. Postulujemy więc kosztową, a nie
rynkową metodę wyceny mieszkań, tym bardziej że zdaniem NIK, "spółdzielnie
mieszkaniowe nie są upoważnione do pobierania zwaloryzowanych kwot, a jedynie
mają prawo do pobierania od członków spółdzielni nominalnych kwot z tego tytułu".
Tak samo traktuje tę kwestię kodeks cywilny. Muszę jednak zaznaczyć, że jesteśmy
przeciwni całkowitej rezygnacji ze zwrotu nominalnych kwot kredytu umorzonego
przez państwo i stwierdzeniu, że oto oferujemy "mieszkania za darmo". Takie
podejście wprowadza niepotrzebny zamęt wśród spółdzielców. Jestem przekonana,
że lokatorzy nie potrzebują jałmużny w kwocie kilkudziesięciu zł, żeby im potem
sąsiedzi wytykali, że coś dostali za darmo, co jest skądinąd nieprawdą, bo
spółdzielcy ponieśli prawie w całości koszt budowy. Pomysły takie wynikają
z chęci zbicia kapitału politycznego tanim kosztem.

Zarządy spółdzielni żądają od spółdzielców, ustanawiających odrębną własność,
zwrotu wydatków poniesionych na tzw. modernizację. Docieplenie budynków zazwyczaj
też traktowane jest jako modernizacja. Spółdzielcy skarżą się w listach, że
to niesprawiedliwe i pytają, na co w takim razie idzie fundusz remontowy? Czy
sprawa nakładów na modernizację zostanie inaczej rozwiązana?

Gabriela Masłowska: – Wprowadzenie w poprzedniej kadencji pojęcia "modernizacji"
i jednorazowej za nią zapłaty jest jedną z przyczyn zahamowania uwłaszczenia
mieszkaniami. Proponujemy wyeliminowanie tego pojęcia z ustawy, bo docieplenie
budynku, wymiana stolarki okiennej czy drzwiowej mają wszelkie cechy remontu,
na który członkowie płacą przez kilkadziesiąt lat i który powinien być finansowany
z funduszu remontowego. Polskie prawo budowlane nie zawiera terminu "modernizacja",
bo mieści się on w pojęciach przebudowa, rozbudowa i remont. Skoro spółdzielcy
nie mieli do tej pory żadnych zaległości z tego tytułu, to jakim prawem wymaga
się od nich, aby w momencie przekształcenia zapłacili jednorazowo od kilkuset
do kilku tysięcy złotych z tytułu docieplenia (nawiasem mówiąc, do połowy lat
90. koszty docieplenia były w 80 proc. pokrywane z budżetu państwa, a nie przez
spółdzielnie).

Lidia Staroń: – Do mojego biura zwracają się spółdzielcy z całego kraju, wskazując,
że spółdzielnie nagminnie nadużywają terminu "modernizacja" i pomimo finansowania
tzw. dociepleń, wymiany stolarki, instalacji itd. z funduszu remontowego domagają
się od spółdzielców – w przypadku ustanawiania odrębnej własności – zwrotu
kosztów remontu, nazywając go modernizacją. Jest to praktyka niedopuszczalna.
W projekcie PO proponujemy uchylenie przepisów dotyczących modernizacji, tym
bardziej że pojęcie to nie występuje w przepisach ustawy – prawo budowlane
(są tam terminy: budowa, przebudowa, remont). Cieszę się, że do tej zmiany
przekonaliśmy także panią poseł. Podkreślam, że spółdzielcy wpłacają na fundusz
remontowy latami, od chwili przydziału lokali, a po ustanowieniu odrębnej własności
nadal muszą płacić na ten fundusz.

Na gruncie aktualnych przepisów uwłaszczeniem objęte są tylko mieszkania,
pomieszczenia wspólne i grunt pod budynkiem. A co z resztą własności spółdzielczej?
Co z garażami, parkingami, lokalami użytkowymi? Czy to wszystko pozostanie
quasi własnością zarządów spółdzielni?

Lidia Staroń: – Proponowana przez PO eliminacja art. 40 spowoduje odzyskanie
praw spółdzielców do majątku spółdzielni, który dotychczas był ich własnością
wyłącznie w teorii, faktycznie zaś należał do spółdzielni jako osoby prawnej.
A przecież to członkowie spółdzielni doprowadzili do powstania tego majątku.
Oni finansowali powstawanie lokali użytkowych, garaży będących własnością spółdzielni,
za ich pieniądze nabywano grunty. Dzisiaj – rezygnując z obecności w spółdzielni
– nie mają do niego żadnych praw. Z tym zgodzić się nie można.

Gabriela Masłowska: – Garaże i lokale użytkowe wybudowane w całości lub w
części ze środków członków formalnie podlegają uwłaszczeniu. W rzeczywistości
zakłady usługowe, sklepy, biurowce pozostają poza uwłaszczeniem. Zgadzam się,
że istnieje potrzeba wprowadzenia do ustawy zmian, aby zagwarantować członkom
współudział w tego typu majątku wspólnym.

Wiele spółdzielni, kiedy już decydują się uwłaszczyć mieszkańców, wydziela
jako przedmiot uwłaszczenia nieruchomości wielobudynkowe, obejmujące nawet
30-50 budynków. Grozi to rozprzestrzenieniem się w mieszkaniówce "kołchozowej"
formy własności – gdzie wszystko jest własnością wspólną, czyli niczyją.

Gabriela Masłowska: – Nasza propozycja zmierza w kierunku zobowiązania spółdzielni
do wydzielania nieruchomości jednobudynkowych, chyba że budynki są tak usytuowane,
iż tworzą jeden zespół architektoniczny (wspólne ściany, dach) lub brak jest
dostępu do drogi publicznej lub wewnętrznej.

Lidia Staroń: – Sprawa ta powinna być uregulowana w osobnym artykule, który
ustanowi jako zasadę podział na działki gruntu obejmującego jak najmniejszą
ilość budynków w danej nieruchomości (najlepiej jeden), z dopuszczeniem wyjątków
podyktowanych wyłącznie warunkami technicznymi.

Najwięcej trudności z uwłaszczeniem, i nie tylko, mają mieszkańcy wielkich
spółdzielni – molochów.

Gabriela Masłowska: – W grudniu 2002 r. na wniosek postkomunistów zniesione
zostały przepisy prawa spółdzielczego, które umożliwiały podział spółdzielni
(art. 108a). Wykreślenie tego artykułu zaskarżyliśmy w ubiegłym roku do Trybunału
Konstytucyjnego, który uznał niekonstytucyjność tego posunięcia. Chcemy po
nowelizacji zachować art. 108a, tak aby orzeczenie sądu o podziale spółdzielni
mogło zastąpić brak zgody Walnego Zgromadzenia.

Lidia Staroń: – Na gruncie aktualnych przepisów istnieje możliwość podziału
spółdzielni na wniosek mniejszości (art. 108a prawa spółdzielczego).

Jest też kwestia uregulowania spornej sprawy uwłaszczenia mieszkań zakładowych,
które zostały przejęte przez spółdzielnie. Zarządy pobierają wysokie opłaty
za ustanowienie odrębnej własności, chociaż to nie spółdzielnie ponosiły w
tym wypadku koszty budowy, lecz przedsiębiorstwa państwowe i ich załogi.

Lidia Staroń: – Tu zastosowaliśmy zasadę równości wobec prawa. Spółdzielnia
nie może zarabiać na swoich członkach, a lokatorzy dawnych mieszkań zakładowych
winni ponieść koszty wyłącznie w tej wysokości, w jakiej poniosła je spółdzielnia.

Gabriela Masłowska: – Przekazanie mieszkań zakładowych powinno być dokonywane
nieodpłatnie, jeśli spółdzielnia uzyskała je nieodpłatnie, natomiast gdy spółdzielnia
przejęła budynek za częściową odpłatnością, spółdzielca – były pracownik zakładu
państwowego – powinien zwrócić kwoty nominalne, liczone według cen nabycia.
Propozycja ta budzi jednak wiele kontrowersji, być może propozycja senacka
znajdzie większe uznanie wysokiej izby.

Wielu spółdzielców skarży się, że zarządy zawyżają opłaty eksploatacyjne i
nie rozliczają się z funduszu remontowego. Czy ta sprawa została dostrzeżona
przez posłów pracujących nad ustawą?
Lidia Staroń: – Zdecydowanie tak. Do mojego biura napływa lawina skarg na zawyżanie
opłat przez spółdzielnie, na brak wyliczenia proponowanej wysokości opłat i
na odmowę dostarczania podstawowych dokumentów dotyczących wysokości roszczeń
spółdzielni. Propozycje zawarte w projekcie PO zmieniają zasady wnoszenia bieżących
opłat do spółdzielni. Chcielibyśmy, aby fundusz remontowy tworzono odrębnie
dla każdej nieruchomości oraz, aby w taki sam sposób rozliczano rzeczywiste
koszty wydatkowane na daną nieruchomość. Natomiast w przypadku zmiany wysokości
opłat eksploatacyjnych, to spółdzielnia będzie musiała udowodnić zasadność
tych zmian.

Gabriela Masłowska: – Wpłaty na fundusz remontowy generują ogromne środki,
stąd potrzeba zobowiązania spółdzielni do szczegółowego rozliczenia tego funduszu
za okresy roczne oraz wglądu do faktur za przeprowadzone remonty oraz za usługi
eksploatacyjne. Częściowo te kwestie regulują przepisy obecnie obowiązujące,
potrzebna jest tylko większa umiejętność korzystania z nich przez spółdzielców.

W wypadku wygaśnięcia lokatorskiego prawa do mieszkania dzieci zmarłego lokatora,
jeśli nie zamieszkują razem z nim, nie mają prawa ubiegać się o to mieszkanie,
otrzymują tylko zwrot wkładu mieszkaniowego. To dotyka wiele rodzin, i to tych
najbiedniejszych i najsłabiej wykształconych, które nie potrafiły zabezpieczyć
się zawczasu.
Gabriela Masłowska: – Znam przypadki, że osoba bliska, ale niemieszkająca z
lokatorem, mimo ubiegania się o członkostwo i chęci uzupełnienia wkładu budowlanego,
napotyka odmowę. Spółdzielnia zwraca wkład mieszkaniowy według zaniżonych cen
rynkowych, potrąca jeszcze przy tym 10 tys. zł za remont, czyli wypłaca ok.
30 tys. zł. Odzyskane mieszkanie sprzedaje natomiast za kwotę 70 tys. zł (osobom
powiązanym z zarządem odpowiednio taniej). Ten proceder należy przerwać, tj.
wprowadzić przepis umożliwiający osobom bliskim zmarłego ubieganie się o prawo
do lokalu.

Lidia Staroń: – Niestety, nie są to jednostkowe przykłady, kiedy osoby bliskie
niezamieszkujące razem z posiadaczem spółdzielczego lokatorskiego prawa do
lokalu tracą prawo do mieszkania stanowiącego niejednokrotnie dorobek całego
życia swoich rodziców. Faktycznie można to uznać za ograbienie dzieci z majątku
rodziców. Duża ilość napływających do mojego biura interwencji spowodowała,
że PO zawarło inne unormowanie w swoim projekcie. Proponujemy zmianę treści
art. 15, tak aby w przypadku wygaśnięcia spółdzielczego lokatorskiego prawa
do lokalu roszczenie o przyjęcie do spółdzielni przysługiwało dzieciom i innym
osobom bliskim.

Ostatnio zarządy spółdzielni znalazły kolejną furtkę do nieuczciwego zarabiania
na spółdzielcach. Otóż, przy ponownym przyjęciu na członka spółdzielcy, który
stracił członkostwo z powodu zadłużenia w opłatach eksploatacyjnych, a następnie
ten dług uregulował, zarządy od nowa wyceniają jego mieszkanie i domagają się
ogromnych dopłat. Czy mają do tego prawo?
Gabriela Masłowska: – Absolutnie nie mają takiego prawa, tym bardziej że przepisy
nie wymagają członkostwa przy posiadaniu mieszkań spółdzielczych własnościowych.

Lidia Staroń: – Już kilka razy spotkałam się z taką sytuacją. Spółdzielcy,
którym wygasło prawo do lokalu w wyniku wykluczenia ze spółdzielni (pod zarządami
starych przepisów), wystąpili o przywrócenie członkostwa – po uregulowaniu
wszelkich zobowiązań – ale już po wejściu w życie ustawy z kwietnia 2001 r.
Najpierw spółdzielnia wyliczyła im wkład mieszkaniowy w wartości księgowej
np. 23 tys. zł, a następnie – dla tego samego mieszkania i dla tej samej osoby
ubiegającej się o ponowne przyjęcie do spółdzielni – wkład mieszkaniowy wynosił
60 tys. zł. Tym samym spółdzielnia domagała się dopłaty do mieszkania (w którym
mieszkały przez cały czas te same osoby) 37 tys. zł. I co najgorsze, zarządy
spółdzielni czyniły tak w majestacie ułomnego prawa, oczywiście wykazując przy
tym elementarny brak dobrej woli. Takie przykłady tylko potwierdzają słuszność
koncepcji – związania członkostwa w spółdzielni ze spółdzielczym prawem do
lokalu. Nie będzie wówczas możliwości szykanowania członków spółdzielni wykluczeniami,
a poza tym zwiększy się ich faktyczny wpływ na funkcjonowanie spółdzielni.

Spółdzielcy marzą, aby do spółdzielni mieszkaniowych uzyskała wstęp jakaś
niezależna instytucja kontrolna. NIK może dziś kontrolować spółdzielnie tylko
w zakresie wykorzystania środków publicznych, zaś związki rewizyjne – to kontrola
kolesiów przez kolesiów. Jak ta sprawa zostanie uregulowana w projekcie nowelizacji?
Lidia Staroń: – Kontrole przeprowadzane przez lustratorów są w większości iluzoryczne,
a trzeba pamiętać, że wiele spółdzielni wielkością przypomina powiatowe miasta
i posiada ogromny budżet, pozostający obecnie poza wszelką kontrolą. Nowelizacja,
o której mówimy, obejmuje gruntowną zmianę ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.
Kontrola w spółdzielni leży natomiast w zakresie prawa spółdzielczego. Tam
także konieczne są duże zmiany, choćby właśnie w zakresie kontroli przeprowadzanej
przez niezależnych audytorów i NIK, wychodząc z założenia, że w spółdzielniach
znajduje się grosz publiczny, ponieważ Skarb Państwa ma roszczenie co do kwoty
umorzonych kredytów w mieszkaniach lokatorskich.

Gabriela Masłowska: – Trzeba bezwzględnie wprowadzić kontrolę NIK do spółdzielni
mieszkaniowych. Mamy tu do czynienia z ogromnym majątkiem, który szacowany
jest na ok. 450 mld zł oraz z zarządzaniem środkami finansowymi z tytułu opłat
wynoszącymi w skali roku ok. 20 mld zł. Lustracja spółdzielni to kuriozum –
przeprowadzają ją lustratorzy otrzymujący uprawnienia od Krajowej Rady Spółdzielczej.
Są to często pracownicy spółdzielni, byli członkowie zarządów i rad nadzorczych,
co – zdaniem spółdzielców – nie służy obiektywizmowi oceny.

Kiedy spółdzielcy mogą liczyć na "parlamentarną odsiecz" w trwającej już ponad
10 lat walce z zarządami? Czy są szanse, że nowelizacja zacznie obowiązywać
od nowego roku?

Gabriela Masłowska: – Prace w podkomisji nad projektem LPR zbliżają się ku
końcowi. Presja ze strony spółdzielców jest ogromna. Jeśli będą się konsekwentnie
domagać od parlamentarzystów wszystkich opcji politycznych obrony ich konstytucyjnych
praw, nowelizacja zostanie szybko uchwalona.

Lidia Staroń: – Podkomisja wypracowała już część rozwiązań korzystnych dla
spółdzielców. Z informacji przekazanych przez marszałka Sejmu wynika, że na
plenarnym posiedzeniu Sejmu w dniach 21-23 czerwca odbędzie się pierwsze czytanie
kolejnych projektów nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, tzn.
projektu PO, PiS oraz ewentualnie – rządowego. Dalsze prace nad wszystkimi
projektami będziemy prowadzili w komisji. Mam nadzieję, że zgodnie z deklaracjami
złożonymi w kampanii wyborczej, wszystkie partie polityczne będą chciały jak
najszybciej wypracować jeden wspólny projekt nowelizacji ustawy – całkowicie
zmieniający oblicze spółdzielni mieszkaniowych w Polsce i przywracający normalność
w ich funkcjonowaniu.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Goss

drukuj