Obóz rządzący ma siłę przyciągania
Z marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem (PiS) rozmawia Mikołaj Wójcik
Koalicja nie jest większościowa. Myśli Pan, że to urealnia wersję wyborów
np. w czerwcu?
– Sytuacja jest otwarta, ale obóz rządowy będzie miał realną siłę przyciągania,
więc szansę na solidną większość.
Myśli Pan raczej o powiększaniu tej koalicji o poszczególnych posłów czy partie?
– Są bardzo różne możliwości, ale zarówno ugrupowania, jak i politycy, będą
rewidować swoje stanowisko wobec rządu. LPR i PSL będą musiały podjąć decyzję,
czy być w opozycji kierowanej przez Donalda Tuska, czy nie. I mam nadzieję
na realistyczną rewizję decyzji ze strony tych ugrupowań.
Skąd to przekonanie?
– Przede wszystkim dlatego, że już za chwilę, 5 maja, będzie rząd koalicyjny.
Przestanie on być projektem, a stanie się faktem. Zgodnie więc z regułami
demokracji wybór będzie między poparciem rządu a udziałem w opozycji. Zgodnie
z tradycją demokratyczną – ranga przywódcy opozycji przysługuje liderowi
największej partii niebiorącej udziału w rządzie. I takie są fakty, niezależnie
od motywacji, dla jakich inne ugrupowania będą wspierać akcję Platformy Obywatelskiej.
Nie obawia się Pan, że będzie Pan musiał poddać pod głosowanie wniosek o swoje
odwołanie czy projekt zmian w Regulaminie Sejmu odbierający de facto marszałkowi
Sejmu władzę?
– Terminy głosowania nad tymi wnioskami mijają – regulaminowego w czerwcu,
o odwołanie w lipcu, więc decyduje prawo. Szczególnie nie chciałbym odraczać
głosowania nad wnioskiem o moje odwołanie. Jeżeli nie poddawałem go do tej
pory, to tylko ze względu na niestabilną sytuację, której nie należało jeszcze
bardziej komplikować. A odnosząc się także do proponowanych przez Ligę Polskich
Rodzin zmian w Regulaminie, trzeba brać pod uwagę, że po pierwsze – art. 110
Konstytucji określa samodzielną pozycję, więc odpowiedzialność marszałka Sejmu
(a Regulamin nie precyzuje sposobu dokonania zmiany na tym stanowisku), a po
drugie – wybraliśmy (m.in. na życzenie Romana Giertycha) Prezydium Sejmu na
zasadzie pełnej reprezentatywności, a nie proporcjonalności, a więc do porozumień
i konsultacji, a nie żeby mniejszość kierowała większością.
Mogłoby więc się zdarzyć, że Sejm odwoła Pana, a nie będzie w stanie wyłonić
nikogo na to miejsce.
– To oznaczałoby poważny kryzys w Sejmie.
W poprzedniej kadencji SLD miał 210 posłów i przegrał jedynie dwa głosowania.
To może da się rządzić i obronić marszałka, Regulamin nawet w tej sytuacji,
jaką mamy dziś?
– Większość względna wystarcza do utrzymania rządu, bo trudno wyobrazić sobie
rząd tworzony wspólnie i przez panów Martyniuka, i Wierzejskiego, ale do skutecznego
prowadzenia polityki właściwa jest większość bezwzględna.
Donald Tusk ujawnił, że takie propozycje były. Że przychodzili nawet Roman
Giertych i Andrzej Lepper.
– To na pewno ciekawa rzecz, ale w moim przekonaniu jedno jest pewne: jeśli
były propozycje wspólnych działań, to jedynie destrukcyjnych. Jaki poważny
rząd mogłyby wspólnie stworzyć te ugrupowania? Oczywiście, można podważać demokratyczny
werdykt, ale same zasady demokracji bronią wyniku wyborów. A te wygrało Prawo
i Sprawiedliwość.
Obchodzimy 215. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Tymczasem najczęściej
w tych dniach mówi się o europejskim traktacie konstytucyjnym. Dlaczego nie
można, jak chce LPR, zakończyć tego tematu szybkim głosowaniem w parlamencie?
– Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem, jaka myśl państwowa uzasadnia
pomysł Romana Giertycha. Są w tym stanowisku elementy insynuacji, bo przecież
wiadomo, jak kategoryczne jest w sprawie tego traktatu stanowisko prezydenta
Kaczyńskiego, a także Prawa i Sprawiedliwości. Traktat po prostu wygasł, bo
w sprawach kluczowych dla Unii Europejskiej potrzebna jest zgoda wszystkich
25 państw, a tymczasem już dwa powiedziały "nie". Inne – jak Wielka
Brytania – wstrzymały procedurę ratyfikacyjną. Tymczasem pomysł urządzania
debaty w parlamencie to mimowolna próba wznowienia procesu ratyfikacyjnego.
To danie sygnału, że proces konstytucyjny w Europie należy kontynuować.
PiS traktuje sprawę jako temat zamknięty?
– Oczywiście. A zadaniem dla polskiej dyplomacji jest przekazanie tego stanowiska
krajom, które tak jak my dotąd nie ratyfikowały traktatu, czyli Wielka Brytania,
Irlandia czy Czechy. Oczywiście, gdyby okazało się, że sytuacja międzynarodowa
się zmienia, należałoby zastanawiać się nad innymi działaniami. Ale po co
wznawiać ten proces w tej chwili? Czy tylko po to, by jedna partia demonstrowała,
że ma wyłączność na poglądy, wokół których jest szeroka zgoda polityczna?
Roman Giertych powinien też pomyśleć, czy uruchamianie tego procesu nie oznacza
również impulsu do zepchnięcia na pozycje protraktatowe Platformy Obywatelskiej.
W tej chwili PiS z PO są w dużej kontrowersji, ale z punktu widzenia polskiej
racji stanu jest bardzo ważne, by w sprawach takich jak traktat nie było
kontrowersji między rządem a opozycją. Tym bardziej że w Unii jesteśmy w
tej sprawie w mniejszości. Jedność polskiej opinii była siłą, gdy odrzuciliśmy
pierwszą wersję traktatu, gdy upominaliśmy się wspólnie z innymi państwami
o podkreślenie znaczenia chrześcijaństwa we Wstępie, gdy broniliśmy praw
Polski i Europy Środkowej określonych w traktacie nicejskim. Tę jedność należy
chronić i utrzymać. Powinien to rozumieć Roman Giertych, tym bardziej że
to on dziś jest wspólnie z Platformą w opozycji.
Skąd w takim razie w toku negocjacji koalicyjnych pojawiło się u liderów PiS
rozwiązanie kwestii traktatu w referendum?
– Referendum było ogólnie akceptowanym założeniem, dopóki kwestia traktatu
była w Europie otwarta. Ale dziś jesteśmy już dalej i jeżeli nie zajdą żadne
nowe okoliczności w innych państwach, traktat konstytucyjny należy traktować
jako dokument historyczny.
Nie wygasła za to sprawa zmian w naszej Konstytucji. Sądzi Pan, że jest szansa
zmienić choćby ten art. 17, czy poprawek może być więcej?
– Można i trzeba w tym kierunku pracować. W jesiennych wyborach Polacy bardzo
mocno opowiedzieli się za radykalną zmianą polityczną. Przecież jedynym ugrupowaniem,
które deklaruje konsekwentną obronę dotychczasowego układu społecznego jest
SLD, znajdujące się w znacznej mniejszości. Możliwości zmian więc są. Nie takie,
by zmienić całą Konstytucję, bo dziś jest zbyt duże napięcie między rządem
a opozycją. Ale w kwestiach niedotyczących władzy państwowej, takich jak wspomniany
art. 17, są realne warunki do zbudowania szerokiego porozumienia. Sprawa otwarcia
dostępu do zawodów prawniczych dla młodzieży i otwarcia dostępu do usług prawnych
dla całego społeczeństwa jest dość oczywista. Do wyroku Trybunału Konstytucyjnego
wydawało się, że art. 17 nie stanowi tu żadnej przeszkody – przecież mówi o
tym, że państwo powołuje samorządy zawodowe i ustawowo określa ich charakter,
a te działają w granicach określonych przez interes publiczny i nie mogą ograniczać
wolności wykonywania zawodu. Trzeba to samo powtórzyć w Konstytucji jeszcze
mocniej i znalezienie w tej sprawie porozumienia jest zupełnie realne.
Dziękuję za rozmowę.
