Służył Bogu, Ojczyźnie i ludziom

W poniedziałek, 1 maja, w Drohiczynie odbyły
się centralne uroczystości związane z peregrynacją relikwii bł. ks. phm. Stefana
Wincentego Frelichowskiego, patrona
harcerstwa polskiego. Przed południem do kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej
przeniesione zostały relikwie błogosławionego. Punktualnie o godzinie 12.00
rozpoczęła się Msza św. pod przewodnictwem ks. bp. Antoniego Dydycza, pasterza
diecezji drohiczyńskiej.

Na Eucharystię przybyli harcerze z okolicznych miejscowości wraz ze swym
duszpasterzem ks. kanonikiem phm. Pawłem Anusiewiczem. Witając relikwie,
diecezjalny duszpasterz
harcerzy i harcerek prosił bł. Wincentego, by nauczył wszystkich, co znaczy
służyć Bogu, Ojczyźnie i ludziom, a samych harcerzy – jak być posłusznym
prawu harcerskiemu.
Błogosławiony Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa polskiego trzy
lata temu – dokładnie 22 lutego 2003 r.
– w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Jak przypomniał w homilii
ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, już w wieku 14 lat po raz pierwszy wypowiedział
słowa harcerskiego przyrzeczenia: "Mam szczerą wolę całym życiem pełnić
służbę Bogu i Polsce, nieść chętnie pomoc bliźnim i być posłuszny Prawu Harcerskiemu".
– I słowa dotrzymał. Do końca pozostał harcerzem, do męczeńskiej śmierci
– mówił kaznodzieja.
Krótko, bo jedynie dwa lata, bł. Wincenty pracował jako kapłan. Wraz z wybuchem
II wojny światowej przyszły aresztowania, więzienia, obozy… Zaledwie dwa
miesiące przed wyzwoleniem obozu w Dachau wśród więźniów zapanowała zaraza.
Straszliwy tyfus plamisty nie wystraszył jednak młodego, 32-letniego kapłana
harcerza. – Czy kapłan i równocześnie harcerz mógł myśleć o ratowaniu swego
życia? Ksiądz Wincenty i druh Wicek nie mógł. On znalazł się wśród chorych.
Pomagał im i niósł duchową pociechę, aż sam zapadł na tę chorobę – mówił
ks. bp Dydycz. Tyfus w połączeniu z zapaleniem płuc przyniósł śmierć. Kapłan
zmarł
23 lutego 1945 roku. Jego ciało zostało przeznaczone na spalenie w krematorium,
jednak współwięźniowie, wśród których cieszył się opinią świętości, wyprosili
u władz obozu, by przed wywiezieniem zostało ono wystawione w jednym z baraków.
Jeden z uwięzionych – student medycyny – zabezpieczył z twarzy błogosławionego
pośmiertną maskę, w której zagipsował również jeden z palców. – I tak, wpatrzeni
w tę niewielką cząstkę, jaka ocalała z kości druha Wicka, lepiej rozumiemy
postawy duchowe, na których nasz męczennik budował swój charakter i swoją
osobowość – mówił kaznodzieja.
Na zakończenie ks. bp Dydycz podkreślił, że bł. Wincenty staje się dziś dla
wszystkich wzorem miłosierdzia i przykładem pociechy. – Dzieje się tak, ponieważ
już u progu swego życia poszedł za głosem Jezusa. Przyjął za własny życiowy
program treść kazania na Górze. Osiem błogosławieństw stało się fundamentem,
na którym etos harcerski mógł zajaśnieć i wydać jakże wspaniały plon – zakończył
hierarcha.
Z Drohiczyna relikwie bł. Wincentego Frelichowskiego przewiezione zostały
do parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Sokołowie Podlaskim,
gdzie uroczysta procesja ulicami miasta zakończyła ich peregrynację.

Aneta Jezierska, Drohiczyn

drukuj