Jest jeszcze wiele do zrobienia

Z prof. Januszem Kurtyką, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Zenon
Baranowski

Mimo Pana oczekiwań, żeby opinia publiczna nie postrzegała IPN przez pryzmat
teczek, wszystko wskazuje na to, że kwestia lustracji zdominuje na najbliższe
lata prace Instytutu. IPN jest do tego przygotowany?
– Instytut Pamięci Narodowej będzie realizował te zadania, które nałoży na
niego parlament. Na pewno będziemy robili wszystko, żeby funkcjonowanie pionu
archiwalnego, który będzie obciążony między innymi obsługiwaniem ustawy o "nowej
lustracji" (niezależnie od tego, która jej wersja będzie realizowana),
było równoważone przez bardzo intensywne działania pionu edukacyjnego oraz
– mam nadzieję – pionu śledczego w zakresie ścigania zbrodni komunistycznych.
Jeżeli parlament przyjmie projekt nowelizacji ustawy o IPN przygotowany przez
PiS, to wówczas Instytut otrzyma zadanie wystawiania zaświadczeń, jeśli zaś
utrzymana zostanie instytucja Rzecznika Interesu Publicznego – to wtedy IPN
będzie musiał o wiele intensywniej go obsługiwać.
Chciałbym powiedzieć, że obecnie IPN i tak wydaje już dokumenty zbliżone do
zaświadczeń przewidzianych w projekcie PiS, tyle że w oszczędnej formie. Gdy
IPN uznaje wnioskodawcę za osobę pokrzywdzoną, to wydaje mu m.in. dokument
z wykazem wszystkich źródeł, w których ta osoba została wymieniona. Jest to
jakaś forma tego przyszłego zaświadczenia, które będzie miało oczywiście kształt
bardziej opisowy. Pod względem metodycznym IPN na pewno będzie w stanie wydawać
tego typu dokumenty.

A kwestia przygotowania organizacyjnego?
– Z pewnością konieczne będzie zwiększenie zatrudnienia w Instytucie Pamięci
Narodowej, a także przyspieszenie wszystkich procedur i rozszerzenie zakresu
informatyzacji, o czym już myślimy. Żeby realizacja wydawania zaświadczeń
była skuteczna, będziemy także zabiegać o to, aby zmianie uległy niektóre
zapisy przewidziane w projekcie nowelizacji PiS, jeżeli stanie się on podstawą
do prac. Zawiera on np. trzymiesięczny okres oczekiwania na wydanie zaświadczenia.
Jako Instytut będziemy zabiegali o to, żeby ten okres był przynajmniej sześciomiesięczny,
ponieważ trzymiesięczny jest po prostu niemożliwy do realizacji. Będziemy
również zabiegali o wydłużenie okresu vacatio legis. Optymalne dla Instytutu
byłoby wejście w życie ustawy w przyszłym roku.

Według doniesień części mediów, miał nawet powstać specjalny zespół do sprawdzenia
stopnia przygotowania Instytutu do realizacji działań lustracyjnych.

– Były to stanowczo przesadzone doniesienia. Po prostu postanowiliśmy sprawdzić,
jak długo przebiegałaby procedura sprawdzająca w przypadku realizowania każdego
ze zgłoszonych projektów ustaw, a zwłaszcza dwóch głównych zgłoszonych przez
PiS i PO. Wyników tego sprawdzenia jeszcze nie mamy. Warto zawsze zwracać uwagę
opinii publicznej na fakt, że niezależnie od tego, jaki projekt – a myślę tu
o tych dwóch głównych nowelizacjach – zostanie uchwalony, na pewno zmierzają
one do stworzenia bardzo szerokiego dostępu do informacji zawartych w materiałach
bezpieki.

Poszczególne kluby wykorzystały w swych projektach efekty prac Instytutu?
– Instytut nie proponował żadnych kierunków lustracji. U nas powstał projekt
nowelizacji ustawy o IPN, w którym staraliśmy się usunąć wszystkie mankamenty
pojawiające się dotychczas w toku naszej pracy. I oczywiście przedstawiliśmy
te projekty każdemu klubowi, który wyraził zainteresowanie. Chodziło nam
o to, żeby poprzez udostępnienie projektów tym trzem klubom, które wyraziły
zainteresowanie (PiS, PO, LPR), stworzyć wspólną płaszczyznę debaty. Tak,
żeby nie trzeba było dochodzić do nowelizacji ustawy o IPN różnymi drogami.
To się udało. Natomiast konkretne koncepcje zmian w modelu lustracji narodziły
się w tych partiach, a nie w IPN.

Co z zapowiadaną przez Pana intensyfikacją śledztw prokuratorskich. W IPN
pracuje około stu prokuratorów i pojawiają się głosy, że nie są oni w stanie
podołać większej ilości obowiązków. Poza tym, jak o tym mówi ostatnie sprawozdanie
z działalności Instytutu, setki prowadzonych przez nich spraw z założenia kończy
się umorzeniami.

– Wyjściem jest zmiana struktury śledztw, a taką decyzję może podjąć tylko
dyrektor pionu śledczego, ponieważ jest on przełożonym prokuratorów. Jego dyspozycje
powinny iść w tym kierunku, aby śledztwa dotyczące spraw, o których wiadomo,
że nie zakończą się przed sądem, niejako spowolnić. I ten czas, który prokuratorzy
poświęcają na śledztwa z lat 50. czy 60., spożytkować na otwieranie postępowań
dotyczących ostatniego okresu panowania reżimu komunistycznego w Polsce. Chciałbym
bardzo mocno podkreślić, że to, o czym mówię, nie dotyczy oczywiście wielkich
śledztw, których znaczenie dla świadomości historycznej jest absolutnie podstawowe.
W takich przypadkach wszystko musi być wyjaśnione do końca, to jest interes
Narodu, to jest racja stanu państwa. Dlatego takie śledztwa jak Wołyń, Katyń,
Koniuchy muszą być kontynuowane. Należy ustalić sprawców niezależnie od tego,
czy żyją, czy nie, ewentualnie pokazać, dlaczego nie udało się odkryć ich personaliów.
Naród musi być zapoznany z wynikami śledztwa, nawet jeżeli byłyby one negatywne.
Do polskiego społeczeństwa musi dotrzeć sygnał, że zrobiliśmy wszystko, co
tylko było można.

Czy np. w sprawie Katynia stanowisko strony rosyjskiej nie związuje rąk prokuratorom
IPN?

– Sądzę jednak, niezależnie od tego, że strona polska nie ma dostępu do wyników
rosyjskiego śledztwa, iż jest jeszcze sporo do zrobienia po polskiej stronie,
czy to poprzez docieranie do rodzin ofiar, czy poprzez badanie dokumentów,
których kopie znajdują się w Polsce. Nawet z tych kopii przekazanych stronie
polskiej można wyciągać wnioski. Wynik końcowy śledztwa jest znany, ponieważ
sprawca sam się przyznał. Stronie polskiej przekazane zostały dokumenty, w
których kierownictwo państwa sowieckiego podejmuje decyzję o dokonaniu tej
zbrodni i poleca jej dokonanie.

Ale środowiska katyńskie oczekują sądowego orzeczenia w sprawie tej wielkiej
zbrodni, które dotychczas nie zapadło przed żadnym trybunałem.

– Musimy pamiętać o tym, że całkiem do niedawna, a właściwie nadal tak jest,
śledztwo w sprawie Katynia było elementem stosunków polsko-rosyjskich. I ten
fakt powodował, że miało ono swoje meandry związane nie tylko z postępowaniem
prokuratorskim, ale też z tym, że było elementem polityki międzynarodowej.
Nawet ostatnie wydarzenia, a więc zupełnie oburzające i zaskakujące stanowisko
prokuratury rosyjskiej – przekazane przedstawicielce jednej z rodzin ofiar
– o tym, iż nie udało się ustalić podstaw prawnych, na mocy których polscy
oficerowie zostali rozstrzelani. Ma to swój dalszy ciąg, ponieważ w tej sprawie
IPN pozostaje w bliskim kontakcie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i wystosowane
zostało pismo wskazujące na błędność takiej interpretacji. Ta sprawa nie zamarła
i mogę zapewnić, że traktowana jest całkowicie w duchu oświadczenia, które
wydał Instytut Pamięci Narodowej. Pozostaje tylko zadać sobie pytanie, co będzie
bardziej korzystne dla pamięci ofiar: czy podejmowane próby współpracy z Rosją,
czy też samodzielna droga. Chciałbym bardzo wierzyć, dopóki się da, że jest
szansa na współpracę z Rosją. Jak się okaże, że jest to niemożliwe, to oczywiście
będziemy prowadzić samodzielne polskie śledztwo, co zresztą już sygnalizowaliśmy,
zarówno ja, jak i pan profesor Witold Kulesza.

Do niedawna kontrowersje wzbudzał sposób prowadzenia śledztwa w sprawie związku
przestępczego w strukturach MSW. Przez kilka ostatnich lat prowadził je tylko
jeden prokurator, a ponadto wyłączono z tego postępowania wątek kierowania
zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki. Ostatnio powołany został zespół prokuratorski,
który ma się zająć całością śledztwa.

– Jak wiadomo, ostatnio prokuratura w Toruniu odesłała do katowickiego IPN
materiały dotyczące zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, które wcześniej zostały
tam przesłane, z argumentacją, że należy jeszcze pogłębić działania w tej sprawie.
Po uporządkowaniu tych materiałów będą one przekazane do zespołu prokuratorów
w Warszawie.

Wymienił Pan już dyrektorów dwóch pionów Instytutu. Czy taka zmiana nastąpi
również na stanowisku szefa pionu śledczego? Jest on m.in. obarczany odpowiedzialnością
za hamowanie śledztwa w sprawie związku przestępczego w strukturach MSW.

– Podstawą moich wszelkich decyzji personalnych jest wyłącznie merytoryczna
ocena pracy danej osoby, kwestia zaś zatrudnienia bądź też zwalniania poszczególnych
członków kadry kierowniczej IPN jest szczegółowo uregulowana w ustawie. Taka
odpowiedź musi panu wystarczyć.

Wiele środowisk skupiających dawnych działaczy opozycyjnych, częściowo w reakcji
na niezbyt satysfakcjonujący model lustracji, ujawnia ostatnio listy agentów.

– Przypomnę, że przy obecnym stanie prawnym lustracja może dokonywać się na
dwa sposoby. Pierwszy – w oparciu o ustawę lustracyjną, i wówczas dotyczy ona
ściśle określonego kręgu osób pełniących funkcje państwowe. Natomiast drugim
sposobem, zgodnym z prawem, jest ta "obywatelska lustracja". Osoby
mające status pokrzywdzonego są dysponentami informacji, które uzyskały z Instytutu
Pamięci Narodowej, i do nich należy decyzja, co chcą z nimi zrobić. IPN nie
uczestniczy w podejmowaniu tej decyzji, natomiast dostarcza informacji o personaliach
osób figurujących w dokumentach bezpieki udostępnionych osobie pokrzywdzonej
(jeśli ona tego zażąda). Zwykle informacje ujawnione przez osoby pokrzywdzone
nie dotyczą osób z obecnej elity politycznej, ale ludzi z różnych środowisk
lokalnych. Zatem siłą rzeczy obie te formy lustracji – ustawowa i społeczna
– dotyczą zupełnie innych środowisk i z tej racji niejako nawzajem się uzupełniają.
Działania osób pokrzywdzonych mogą pozwolić zatem na rozpowszechnienie informacji
o osobach zwykle nienależących do ówczesnej elity politycznej, które odegrały
kiedyś bardzo szkodliwą rolę. Powtarzam, że IPN w tych działaniach nie uczestniczy.

A czy można się spodziewać po tych planowanych zmianach ustawodawczych, że
IPN przejmie taką społeczną inicjatywę i zacznie np. wydawać w formie serii
wydawniczej wykazy agentów, oczywiście zawierające szersze informacje?

– Myślę, że taki mechanizm, który by doprowadził do sytuacji, że IPN zastępuje
pokrzywdzonych w tej ich obecnej aktywności, się nie pojawi. Chciałbym jednak
przypomnieć, że projekt nowelizacji proponowany przez PO zakłada powszechność
dostępu do materiałów archiwalnych, możliwość zapytania przez pracodawcę o
przeszłość pracownika oraz bardzo szeroki dostęp dla przedstawicieli mediów.
Z kolei wersja PiS przewiduje zaświadczenia, w których będzie bardzo dokładnie
opisane, w jakim charakterze dana osoba jest odnotowana w archiwach bezpieki.
Dotyczyć to będzie bardzo szerokiej grupy osób, praktycznie całej elity współczesnej
Polski czy też jej najbardziej znaczących środowisk. Chociaż, jak sądzę, nie
będzie to obejmowało wszystkich środowisk, których dotyczą demaskacje dokonywane
przez komitety pokrzywdzonych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj