„Sercem Polak” – opowieść o życiu Chopina (5)„Paryż jest to wszystko, co chcesz…”

We wrześniu 1831 roku Fryderyk Chopin przybywa do Paryża, miasta, w
którym przyjdzie mu przeżyć lwią część swego niedługiego żywota i z
życiem się pożegnać.

W liście do wiernego przyjaciela Tytusa
Woyciechowskiego datowanym 12 grudnia 1831 r. taki wizerunek Paryża,
perłą Europy zwanego, Fryderyk Chopin kreśli: „Mnie tu wiatr zapędził –
oddycha się słodko – ale może też dlatego więcej się wzdycha, że łatwo.
Paryż jest to wszystko, co chcesz – możesz się bawić, nudzić, śmiać,
płakać, wszystko robić, co Ci się podoba, i nikt na Cię nie spojrzy…”.

Zamieszkał przy bulwarze PoissoniÝres 27 przy pięknie zadrzewionej
alei, jednej z ulubionych promenad paryżan – niestety aż na czwartym
piętrze. Do przyjaciela napisze: „Ładnie mieszkam, mam pokoik ślicznie
mahoniowo umeblowany, z gankiem na bulwary, z którego widzę Montmartre
do Panteonu i wzdłuż cały piękny świat; zazdrości mi wielu mojego
widoku, ale nikt schodów” (18 XI 1831). Wokół pulsuje barwne, pełne
rozmachu życie świetnej metropolii. Paryżanie mówią z właściwą sobie
skromnością, że gdy Pan Bóg nudzi się w niebie – uchyla chmury i patrzy
na bulwary Paryża. „Największy przepych, największe świństwo, największa
cnota (…) – krzyku, wrzasku, turkotu i błota więcej niźli sobie
wystawić można – ginie się w tym roju…” – oto wizerunek Paryża
skreślony przez Chopina.
Nikomu nieznany przybysz z Warszawy
wyrusza na podbój metropolii uzbrojony w list polecający od doktora
Johanna Malfattiego (który tyle serca okazał mu w Wiedniu) adresowany do
Ferdinanda PaĎra, dyrektora Orkiestry Królewskiej, autora 43 oper,
których nikt dziś już nie pamięta. Królewski kapelmistrz okazuje młodemu
Polakowi wiele życzliwości i dzięki jego interwencji Chopin otrzymuje
pozwolenie na pobyt w Paryżu „celem uprawiania swej sztuki”.
Przypomnijmy, że panna Konstancja Gładkowska (wedle relacji Chopina)
„frazowała i cieniowała przepysznie” arię z opery PaĎra „Aniela”, której
Fryderyk słuchał z zachwytem w Warszawie latem 1830 roku. W cytowanym
liście do Tytusa pisze z wdzięcznością: „Przez PaĎra, który tu jest
dworskim kapelmajstrem, poznałem Rossiniego, Cherubiniego itd. (…)
przez niego także poznałem Kalkbrennera (…), chciałbym grać jak
Kalkbrenner (…), jego dotknięcie czarujące – równość niesłychana i to
mistrzostwo malujące się w każdej nucie jego”.
Friedrich
Kalkbrenner, Niemiec osiadły w Paryżu, był podówczas najsławniejszym z
pianistów, słynącym z błyskotliwej, nieskazitelnej techniki i
niepodzielnie panującym jako „król fortepianu” wśród licznych paryskich
wirtuozów. Słynął także jako pedagog konserwatorium. Chopin westchnął,
usłyszawszy go: „On jeden, któremu ja rzemyczka u trzewiczka rozwiązać
nie godzien”. Szedł na przesłuchanie z bijącym sercem, ponieważ mistrz
uchodził za człowieka wyjątkowo nieprzystępnego i wymagającego. A oto
opis tej wizyty w liście do Tytusa: „Prosi mnie, żeby mu coś zagrać
(…). Zdjąwszy pychę z serca siadam. Zagrałem mój e-moll (…).
Zadziwiłem Pana Kalkbr. (…). (Ucieszyło mnie to w duszy), a jeszcze
bardziej, gdy usiadłszy do fortepianu Kalkbr. chcąc się przede mną
wysadzić omylił się i musiał ustać! (…). Od tego czasu codziennie
widujemy się (…). A poznawszy mnie dobrze robi propozycją, żeby trzy
lata u niego się uczyć, a zrobi ze mnie coś bardzo, bardzo. Powiedziałem
mu, że wiem, ile mi nie dostaje, ale go nie chcę naśladować i 3 lata to
za dużo. Tymczasem przekonał mnie, że mogę ślicznie grać, kiedym
natchniony, a kiepsko, kiedy nie – rzecz która mi się nigdy nie
zdarza…”.
Gdy Fryderyk doniósł o tym wydarzeniu rodzicom –
rozpętała się burza. Pan Mikołaj Chopin w liście datowanym 27 listopada
1831 roku pisze: „Moje drogie dziecko. Z treści Twego ostatniego listu z
przyjemnością widzę, że pobyt w Paryżu da Ci więcej korzyści, aniżeli
pobyt w Wiedniu (…). Poznanie sławnych artystów, rozmowy z nimi,
możność usłyszenia ich utworów w ich własnym wykonaniu oraz ich
doświadczenie, mogą tylko przynieść wielką korzyść młodemu człowiekowi
(…). Życzliwość, którą Ci okazał p. Kalkbrenner, jest pochlebna dla
Ciebie i jako ojciec jestem mu za nią szczerze zobowiązany. Nie mogę
jednak zrozumieć, mój drogi, jak wobec zdolności, które w Tobie
stwierdził, przewiduje, że potrzeba jeszcze trzech lat, ażebyś pod jego
okiem stał się artystą (…). Termin trzyletni nie mieści mi się w
głowie (…). Geniusz może od pierwszej chwili zwrócić na siebie uwagę
znawców, nie widzą oni jednak jego punktu szczytowego, daj im więc czas,
by Cię lepiej poznali (…). Całuję Cię z całego serca (…), Matka
przyciska Cię do serca”.
Ojcu sekunduje oburzona siostra – Ludwika,
przypominając genialnemu bratu, że jest przede wszystkim stworzony do
komponowania oper: „Najdroższy Fryciu (…) poszliśmy do poczciwego
Elsnera, który nie tylko że Cię kocha, ale może więcej jak ktokolwiek
sławy Twojej pragnie (…). Nie był kontent, tak jak my z propozycji,
krzyknął: ‚Już zazdrość, trzy lata’ (…). Masz geniusz wrodzony (…).
Elsner nie chce Cię widzieć tylko koncercistą i kompozytorem
fortepianowym, bo to łatwiejsze i mniej znaczy jak opery pisać (…). Ty
masz miejsce między Rossinim, Mozartem. Twój geniusz nie ma osiąść na
fortepianie i koncertach, Ty z oper masz się unieśmiertelnić (…). Twój
geniusz będzie Cię prowadził. Jeszcze dodał: Fryderyk ma tę
oryginalność i ten rytm z ziemi rodzinnej”.
A magnificencja Józef
Elsner oświadcza: „Kochany przyjacielu! Dowiaduję się z wielką
przyjemnością, że pierwszy fortepianista (…) Kalkbrenner przyjął cię
tak dobrze. Tym więcej mnie to cieszy, że ci przyrzekł odkryć tajemnicę
swej sztuki. To mnie jednak zadziwia, że do tego oznacza czas trzyletni!
(…). Spodziewam się, że po bliższym poznaniu się z tobą, odmieni swój
wyrok”.
I tak się stało. Fryderyk pisze do Elsnera 14 grudnia 1831
roku: „List Pański był mi dowodem nowym tej ojcowskiej troskliwości,
tych prawdziwie szczerych życzeń, jakie Pan zachować raczyłeś dla
najprzywiązańszego z uczniów (…).
Trzy lata jest wiele!, za wiele
nawet jak sam Kalkbrenner, lepiej mi się przypatrzywszy, przyznał (…).
Nie będę kopią Kalkbrennera, nie zdoła on zatrzeć zbyt śmiałej może,
ale szlachetnej chęci i myśli: utworzenia sobie nowego świata”.
Niesłusznie
w Warszawie podejrzewano wielkiego wirtuoza o zazdrość. Wręcz
przeciwnie – okazał on młodemu, nieznanemu Polakowi wiele życzliwości, a
będąc wspólnikiem sławnego Pleyela, twórcy fortepianów i właściciela
sali koncertowej, przyczynił się do zorganizowania pierwszego koncertu
Chopina, który odbył się 26 lutego 1832 roku. Głównym bohaterem był, jak
podkreśla afisz – „Frédéric Chopin de Varsovie”, który zagrał jeden ze
skomponowanych przez siebie koncertów. I odniósł ogromny sukces.
Najwyższy autorytet krytyki muzycznej w Paryżu Franois-Joseph Fétis
napisał na łamach „Revue Musicale”: „Oto zjawia się młody człowiek,
który nie naśladując żadnego wzoru (…) ukazał obfitość oryginalnych
myśli (…). Jest dusza w tych śpiewnych melodiach, fantazja w tych
pasażach, a we wszystkim oryginalność (…). Jego gra jest elegancka,
lekka, pełna wdzięku, odznaczająca się blaskiem i czystością”.
Kolega
Fryderyka z konserwatorium Elsnera, skrzypek i kompozytor – Antoni
Orłowski, napisał do rodziny w Warszawie: „Drogi nasz Fryderyk dał
koncert, który mu przyniósł wielką reputację i trochę pieniędzy.
Wszystkich tutejszych fortepianistów zabił na śmierć. Cały Paryż
ogłupiał (…). Jest on teraz w modzie i niedługo zapewne świat ujrzy
rękawiczki  la Chopin. Tęsknota tylko do kraju niekiedy go trawi”.

„Swoimi
nazywam Polaków”

Paryż jest pełen rodaków, wygnańców po
Powstaniu Listopadowym. Paryż wita ich entuzjastycznie. Na widok
polskiego munduru i czapki z orzełkiem przechodnie wołają: „Vive les
Polonais!”. W ulubionym przez paryżan teatrze Cirque Olympique zobaczyć
można wielkie widowisko pod tytułem „Historyczne wydarzenia w Polsce”,
cieszące się ogromnym powodzeniem. Nuta „Mazurka Dąbrowskiego”
towarzyszy spektaklom w wielu innych teatrach Paryża. Czasami hołdy te
przybierają postać groteskową. Fryderyk rozśmieszony i zirytowany pisze
Tytusowi: „Dają też teraz na teatrze ‚Francon’, gdzie tylko dramy i
tableau z końmi wystawiają – całą historię ostatnią naszych czasów.
Ludzie latają jak szaleni widzieć te wszystkie kostiumy – Pannę Plater
(…). Ale nic mnie tak nie bawiło, jak afiszowanie w jednym z
mniejszych teatrów, że podczas antraktu grać będą la mazurka Dobruski
‚ieszore polska mirgineta’. Jak Ciebie kocham, nie facecja, mam na to
świadków, którzy się razem ze mną dziwili, że Francuzi takie durnie!”.
W
tym samym liście Fryderyk wyznaje: „Po części doszedłem do uczucia
naszej narodowej muzyki (…). Między Polakami żyję (…). Przenoszę się
do Ciebie, biorę Cię za rękę i płaczę (…). Moje zdrowie nędzne;
wesoły jestem z zewnątrz, szczególnie między swoimi (swoimi nazywam
Polaków), ale w środku coś mnie morduje, jakieś przeczucia, niepokoje
(…) – tęsknota…”.
W grudniu 1832 roku ukazują się w Paryżu
„Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza. Przy
wigilijnym stole łączącym wygnańców czytano ze łzami: „I rzekła na
koniec Polska: Ktokolwiek przyjdzie do mnie, będzie wolny (…), bo
naród polski nie umarł (…) i zmartwychwstanie. Duszą narodu polskiego
jest pielgrzymstwo polskie. A każdy Polak w pielgrzymstwie nie nazywa
się tułaczem, bo tułacz jest człowiek błądzący bez celu (…). Polak
nazywa się pielgrzymem, iż uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej,
Ojczyzny wolnej”.
Książę Adam Czartoryski, wokół którego skupia się
emigracja polska, powołuje w 1832 roku do życia Towarzystwo Literackie
Polskie, o którym mówi: „W oddaleniu od ojczystych siedzib, od
wszystkiego, co życiu wartość daje, nieszczęśliwi wygnańcy staraliśmy
się utworzyć sobie zajęcia, które by ulżenie przyniosły zbolałym sercom
(…) i do obrony świętej sprawy ojczyzny (…) użytecznymi być mogły”.
Chopin natychmiast zgłasza swój akces wymownymi słowy: „Upraszam Pana W.
Prezesa, abyś zechciał być tłumaczem wdzięczności mojej przed rodakami
(…). Zaszczyt wejścia w ich grono będzie mi bodźcem do nowych prac
odpowiadających celowi Towarzystwa, któremu niosę gotowość do usług ze
wszystkich sił moich. Zostaję z głębokim uszanowaniem prawdziwym sługą
F. F. Chopin urodzony dn. 1 marca 1810 we wsi Żelazowa Wola w
województwie mazowieckim”. Uzyskawszy szybko dobrą sytuację materialną,
wspierał rodaków pomocą, o czym mówią między innymi wzruszające listy
legendarnego bohatera – Generała Józefa Bema, tytułującego familiarnie
„Drogi Szopciu”, „Kochany Szopciu” i żartobliwie informującego: „Mniej
jak 200 fr. dać się nie godzi, ale więcej można (…). Awansowaną sumkę w
dwójnasób odbierzesz, będziemy mieli potem za co dobry zjeść obiadek”.
Chopin uczestniczył w takich „obiadkach” polskich, o czym pisze Słowacki
w liście do matki 3 września 1832 r.: „Był to wieczór z mężczyzn samych
złożony (…). Szopen, sławny fortepianista grał nam”. A kilka dni
potem „był drugi taki wieczór, nudziliśmy się śmiertelnie – pod koniec
jednak Szopen upił się i prześliczne rzeczy improwizował na fortepiano”.
Jest to jedyna plotka na temat używania przez Fryderyka napojów
wyskokowych. Wiemy, że poświęcał wiele czasu i trudu, by pomóc biednym
rodakom. Zorganizował między innymi wielki koncert na rzecz polskich
uchodźców w kwietniu 1835 roku, który przyniósł wielki dochód i
przyczynił się do poprawy losu niejednej ubogiej rodziny polskich
emigrantów.
W naszej telewizji czci się Rok Chopina wątpliwymi
dowcipasami, jak na przykład w audycji (I Program TVP), w której
prowadzący dywagują na temat, „czy Chopin był, czy nie był agentem
moskiewskim?”. W roku 1834 car wydał rozporządzenie, żeby wszyscy Polacy
przebywający we Francji zgłosili się do ambasady rosyjskiej i
przedłużyli paszporty. Chopin – jak wielu jego rodaków – nie uczynił
tego. Mimo to, gdy stał się już wielką sławą grywającą także na dworze
króla Ludwika Filipa, car za pośrednictwem swego ambasadora w Paryżu
zaproponował Fryderykowi tytuł „Premier pianiste de Sa Majesté
L’Empereur de Russie” – pierwszego pianisty imperatora Rosji, z czym
łączyły się ogromne wynagrodzenie i zaszczyty. Chopin odmówił
następującymi słowy: „Jakkolwiek nie brałem udziału w rewolucji 1831
roku, gdyż byłem jeszcze na to za młody, to jednak sercem byłem z tymi,
co ją robili. Dlatego uważam się za emigranta, który to tytuł nie
pozwala mi przyjąć innego”.
Pierwsze lata pobytu Chopina w Paryżu to
epoka narodzin „Pana Tadeusza”. Nie ocalała niestety korespondencja
Fryderyka z Mickiewiczem. Mamy tylko garść wspomnień, z których wynika,
że krewki poeta karcił Chopina za „łaskotanie nerwów arystokracji”
zamiast pisania wielkich oper narodowych. Ale Chopin podobno zawsze
potrafił ukoić rozsierdzonego Adama, grając mu swoją Fantazję alla
Polacca z ulubionym motywem pieśni „Laura i Filon”. George Sand wspomina
wieczór, gdy Mickiewicz słuchał z nimi koncertu Chopina. Nagle wpadł
przerażony służący, wołając, że w domu wybuchł pożar. Wszyscy wybiegli.
Po ugaszeniu pożaru – szukają Mickiewicza. „Siedział w tym samym kąciku
(…), nie spostrzegł całego zamętu. Słuchał Chopina…”.

„Uwielbienie
mego serca”

Ile było prawdy w owym „łaskotaniu
arystokracji”, mówi list Chopina ze stycznia roku 1833 do przyjaciela
lat pacholęcych – Dominika Dziewanowskiego: „Wszedłem w pierwsze
towarzystwa, siedzę między ambasadorami, książętami, ministrami; a nawet
nie wiem, jakim cudem, bom się sam nie piął. Dla mnie jest to dziś
rzecz najpotrzebniejsza, bo stamtąd niby dobry gust wychodzi, zaraz masz
większy talent, jeżeli cię w ambasadzie angielskiej czy austriackiej
słyszano, zaraz lepiej grasz, jeżeli cię księżna Vaudemont protegowała.
Proteguje – nie mogę napisać, bo baba przed tygodniem umarła (…). Pięć
lekcji mam dziś dać; myślisz, że majątek zrobię; kabriolet więcej
kosztuje i białe rękawiczki, bez których nie miałbyś dobrego tonu…”.
Tu od razu powiedzmy, że Chopin dawał lekcje za bardzo na owe czasy
wysokie honorarium – 20 franków w złocie, a to za sprawą możnych
protektorów, którzy go wspierali w kręgach arystokracji Paryża. Był to
książę Walenty Radziwiłł, hrabia Ludwik Plater, księstwo Czartoryscy.
Arystokracja
francuska ubiegała się o kontakty z genialnym Polakiem. Hrabina Maria
D’Agoult zapewniała: „Jeden z pańskich nokturnów wyleczyłby mnie
całkowicie (…). Uwielbiam pańskie etiudy, są przecudne”, i zapraszała
go do swej rezydencji, obiecując „wspaniałe mleko i muzykę słowików”.
Zapraszał też Chopina „z tysięcznymi wyrazami przyjaźni” Markiz Astolf
de Custine – w przyszłości jeden z czołowych bohaterów sagi Prousta „W
poszukiwaniu straconego czasu”. Pisał Chopinowi: „Osiągnął pan wyżyny
cierpienia i poezji (…). Słuchacz jest samotny z panem nawet wśród
tłumu; to już nie fortepian, to – dusza! Niech pan się zachowuje dla
przyjaciół”. Otoczył Chopina ważki krąg przyjaźni i admiracji wybitnych
kompozytorów. Pisał przyjacielowi: „Między artystami mam i przyjaźń, i
szacunek (…). Dedykują mi swoje kompozycje (…). Biorą ode mnie
lekcje (…). Żebym był jeszcze głupszy, myślałbym, że jestem na
szczycie mojej kariery (…); pochwaliłem się jak dziecko…”.
Miał
powody. Adoracją i przyjaźnią żarliwą darzyli go wielcy rówieśnicy,
młode sławy muzyczne – Franz Liszt, Feliks Mendelssohn-Bartholdy, August
Franchomme, Hektor Berlioz.
Hiller, Niemiec z Frankfurtu, doskonały
pianista, którego Chopin określił: „Chłopiec z ogromnym talentem, pełny
poezji, ognia i ducha”, napisał o Fryderyku: „Byłem w nim zakochany
(…). Te rysy pokryte bladością, ta postać szczupła – wywoływały
uczucia, jakich może doznawać zapalony zbieracz szkła weneckiego i
saskiej porcelany (…). Był giętki jak wąż i pełen wdzięku w ruchach.
Głos jego miał delikatny dźwięk; językiem polskim władał z pełną polotu
biegłością, francuski i niemiecki rozumiał w najsubtelniejszych
odcieniach, jednak sprawiały mu trudności (…). Czuł się niezdrów i
pobyt na obczyźnie spowodowany nieszczęśliwym polskim powstaniem, był
dla niego wielkim ciężarem, pomimo wszystko czym Paryż darzy (…).
Gdyby pozostał w swej ojczyźnie, byłby wiele zdziałał na polu muzyki
wokalnej. Ale komponowanie dla innego języka, niż dla jego ukochanej
polskiej mowy, było dlań niepodobieństwem. Bez słów jest jednak dla
swego kraju poetą narodowym”. Listy do Chopina Hiller potrafił zakończyć
frazą: „Do widzenia, moja perło, mój klejnocie, uwielbienie mego
serca”.
Feliks Mendelssohn-Bartholdy – wspaniały kompozytor i świetny
pianista – nazywał Fryderyka czule „Chopinetto” i wyznawał: „Jego gra
na fortepianie jest tak mistrzowska (…). W piorunującym tempie odegrał
swoje nowe etiudy”.
Te etiudy grywał rewelacyjnie Liszt. Chopin
pisał do Hillera: „Piszę nie wiedząc, co moje pióro bazgrze, gdyż w tej
chwili Liszt gra moje etiudy (…). Chciałbym mu wykraść sposób
wykonywania moich własnych utworów”. Ten urzekający Węgier, pełen urody i
uroku, najlepiej ze wszystkich pojmował oryginalny styl Chopina.
Fryderyk dedykował mu dwanaście etiud z opusu dziesiątego. Lisztowi
zawdzięczamy interesujący opis kameralnego wieczoru, gdy Chopin, jak to
najbardziej lubił, grał dla grona przyjaciół w swym salonie: „Krąg ten
stanowiła garstka sławnych ludzi, którzy schylali przed nim głowę, jak
królowie rozmaitych państw (…). Posiadał on ów wrodzony dar
serdeczności polskiej (…). Lubiliśmy przychodzić do niego, gdyż każdy
czuł się tam, jak u siebie w domu. Pokój był oświetlony paru świecami
skupionymi wokół fortepianu Pleyela, którego instrumenty Chopin darzył
szczególnym upodobaniem ze względu na srebrzyste brzmienie i miękkość
klawiszy (…). Wokół fortepianu skupiło się kilka głów o wielkiej
sławie: Heine, rozumieli się wpół słowa i pół dźwięku. Siedział tam
Adolphe Nourrit, szlachetny artysta, szczery i surowy katolik, służył
sztuce, o której pięknie stanowi prawda. EugÝne Delacroix trwał w
milczeniu. Był stary Niemcewicz, słuchał ‚śpiewów historycznych’
Chopina, gdy pod palcami wielkiego pianisty rozbrzmiewał szczęk broni,
razem wskrzeszali dni chwały, zwycięstw, królów i hetmanów. Na uboczu
rysowała się sylwetka smutnego i milczącego Mickiewicza, ten Dante
północy zdawał się zawsze stwierdzać, że ‚gorzka jest sól obczyzny i
ciężko jest piąć się w górę obcymi schodami'”.
Miejsce szczególne w
kręgu przyjaciół kompozytorów admiratorów Chopina zajmuje Robert
Schumann, nie tylko świetny kompozytor, lecz także wybitny krytyk
muzyczny. To właśnie on w 1831 roku powitał Chopinowskie Wariacje na
temat z „Don Juana” Mozarta słynnymi słowy: „Panowie, kapelusze z głów –
oto geniusz”. Pisał: „Czym Chopin odznacza się od innych?”. Los „dał mu
potężną i odrębną narodowość polską. Narodowość ta, która obecnie w
czarnej chodzi szacie żałoby, tym potężniej i gwałtowniej porusza nasze
serca”. I czytamy u Schumanna odważne stwierdzenie na temat cesarza
Niemiec: „Gdyby samowładny, potężny monarcha Północy wiedział, jak
niebezpieczny wróg grozi mu w dziełach Chopina, w pełnych prostoty
melodiach mazurków – zakazałby pewnie tej muzyki. Dzieła Chopina to
ukryte wśród kwiecia armaty”.

Barbara Wachowicz

drukuj