fot. flickr.com

Frankowicze dystansują się od pomysłu PO

Frankowicze z dystansem podchodzą do pomysłu Platformy Obywatelskiej o przewalutowaniu kredytów po bieżącym kursie. Mówią, że  niewiele osób z tego rozwiązania skorzysta, a cały pomysł to ukłon raczej w stronę banków.

W połowie stycznia tego roku, kiedy Szwajcaria przestała interweniować na rynku walutowym, w Polsce frank poszybował. Z dnia na dzień kurs z 3,50 zł wzrósł do ponad 5 zł. Dziś kurs franka nieco się uspokoił (4,03 zł), ale problemy frankowiczów pozostały – trzeba zarobić na odsetki. Na odsiecz tym problemom postanowiła pospieszyć Platforma Obywatelska i  skierowała do Sejmu  ustawę.

– Proponujemy, aby policzyć dzisiejszą wartość kredytu do spłaty w walucie i przeliczyć ją po kursie z dnia podpisania umowy restrukturyzacyjnej – wyjaśnia Krystyna Skowrońska PO.

Ustawa obejmuje zadłużonych, którzy mają mieszkanie nie większe niż  75 m2, a dom nie większy niż 100 m2. Ograniczenie nie dotyczyłoby rodzin z min. trójką dzieci. Dodatkowe obwarowanie – wartość kredytu, to minimum 120 procent wartości zabezpieczenia. To warunki dość wyśrubowane.

– To nic innego, jak dzielenie Polaków na „lepszych” i „gorszych”. Ograniczenia zaproponowane dla tzw. frankowiczów dyskwalifikują, wykluczają dużą część tych, którzy brali taki właśnie kredyt – mówi Rafał Czepil posiadacz kredytu we frankach.

Szacunki posłów PO wskazują, że z przepisów skorzysta nie więcej, jak co dziesiąta rodzina zadłużona we frankach. Kto za to zapłaci? Po połowie banki i klienci. Dlatego opozycji projekt ustawy się nie podoba.

– Miała pomóc obywatelom, a pomaga bankom, które dziś mają gigantyczny problem z kredytami – podkreśla Patryk Jaki z Solidarnej Polski.

Przy podziale kosztów po połowie banki nie zarobiłyby w przyszłości  od 9 do 9,5 mld złotych. Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, mówi, że to znacząca strata.

– Żeby kredytować gospodarkę w kolejnych latach z takim tempem wzrostu, jak do tej pory, my musimy odpowiednio budować fundusze własne, czyli musimy odpracować zyski, których większość jest przeznaczana na fundusze tu w Polsce – wyjaśnia Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jednak projekt ustawy przewiduje, że banki od umorzonej części kredytu nie płaciłyby podatku dochodowego. Nic dziwnego, że pojawiają się komentarze, iż to ustawa pisana na zamówienie.

– PO robi wszystko, żeby nie dotknąć bankowców – ocenia Dariusz Joński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj