Żydzi i chrześcijanie: zbratani i zwaśnieni zarazem

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą, wykładowcą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich, konsultorem Rady ds. Dialogu Religijnego Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Justyna Wiszniewska

W Adwencie Kościół podejmuje refleksję nad przyjściem na świat Jezusa Chrystusa – zapowiedzianego przez proroków Mesjasza, a zatem doświadcza w sposób szczególny spotkania rzeczywistości Starego i Nowego Testamentu. Czyż słowa Symeona, zapisane na kartach Ewangelii, odnoszące się do Jezusa jako „Światła na oświecenie pogan”, nie świadczą o zadziwiająco dojrzałej, uniwersalnej wizji Mesjasza, jaka była wtedy obecna w biblijnym Izraelu?

– Takie postacie, jak Symeon, prorokini Anna czy Jan Chrzciciel, które spotykamy na kartach Ewangelii, a przede wszystkim Maryja i Józef, są z jednej strony zakorzenione w rzeczywistości Starego Testamentu, z drugiej zaś – a wśród nich prym wiedzie Maryja – stanowią pomost do rzeczywistości zbawczej Nowego Testamentu. Jan Paweł II przebywając w 1979 r. w Efezie, w Turcji, powiedział, że w Maryi dokonało się „przejście od nadziei żydowskiej do nadziei chrześcijańskiej”. Coś podobnego trzeba powiedzieć o takich postaciach, jak Symeon czy Anna, które przeczuwały, że dynamizm mesjański obecny w wierze i pobożności biblijnego Izraela w ich czasach, a także z ich udziałem, właśnie się spełnia. Co więcej, uznali oni mesjańską tożsamość Jezusa, który przyszedł na świat w Betlejem; uznali, że wypełnia On nadzieje i oczekiwania na szczególne wejście Boga w ludzką historię. Takie nadzieje były w biblijnym Izraelu bardzo żywe. W ich świetle odkrywa się i uwidacznia sens wybrania Izraela przez Boga. Oczekiwane przyjście Mesjasza, absolutnie wyjątkowego Bożego Pomazańca, który pochodził z ludu Bożego wybrania i do tego ludu przynależał, nie oznaczało wybrania przeznaczonego i ukierunkowanego wyłącznie ku Izraelowi, ale ku wszystkim ludziom jako dzieciom jedynego Boga. To wybranie rodziło odpowiedzialność, by wiarę w Boga i świadectwo o Nim, a także nadzieję na przyjście Mesjasza i uznanie Go, zanieść za pośrednictwem Izraela wszystkim ludom i narodom. Zatem powołanie i wybranie biblijnego Izraela ma charakter prawdziwie uniwersalny.

Jan Paweł II podczas pamiętnej wizyty w synagodze rzymskiej w 1986 r. nazwał żydów naszymi „starszymi braćmi”. Czy postrzeganie wyznawców judaizmu oraz relacji chrześcijańsko-żydowskich w kategoriach braterstwa było czymś nowym, czy też Papież nawiązywał w tym względzie do starszej tradycji Kościoła?

– Chrześcijanie zawsze zdawali sobie sprawę z duchowego pokrewieństwa z wyznawcami judaizmu, czyli z tego, że istotnym elementem naszej tożsamości jest odkrywanie i pogłębianie relacji z judaizmem. Problem polegał na tym, że w związku z tym, iż bardzo wiele nas dzieliło, to i pokrewieństwo oraz łączące nas więzi nie zawsze były odczytywane we właściwy sposób. W XX w., na długo przed II wojną światową, pojawiły się tendencje, by wzajemne relacje ujmować w kategoriach braterstwa. W latach 20. i 30. powstały organizacje i wspólnoty chrześcijańskie, jak np. „Przyjaciele Izraela”, w których wyraźnie podkreślano wymiar braterstwa chrześcijan i wyznawców judaizmu. Znalazło to również wyraz w wypowiedzi Papieża Piusa XI z 1938 r., w kontekście antysemickich prześladowań Żydów w narodowo-socjalistycznej III Rzeszy, że my, chrześcijanie, duchowo też jesteśmy Semitami. Po wojnie to nastawienie odżyło zwłaszcza za pontyfikatu Jana XXIII (1958-1963). Przyjmując w Watykanie delegację żydowską, Ojciec Święty zwrócił się do jej członków ze słowami powitania: „Ja jestem Józef, brat wasz”. Nawiązał w ten sposób do słynnego epizodu z biblijnej Księgi Rodzaju, gdy Józef, sprzedany przez braci do Egiptu, daje się im poznać, a więc uwypuklił element braterstwa. Jan Paweł II posunął się na tej drodze jeszcze dalej.

Na czym – według Jana Pawła II – polega braterstwo chrześcijan i żydów?

– Zwracając się do wyznawców judaizmu, zarówno obecnych w 1986 r. w synagodze rzymskiej, jak i żyjących na całym świecie, Jan Paweł II powiedział: „Kościół Chrystusowy odkrywa swoją ‚więź’ z judaizmem ‚wgłębiając się we własną tajemnicę'”. Mówiąc tak, Ojciec Święty nawiązał do soborowej deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate”, której 4. punkt wyjaśnia, na czym polega sedno relacji chrześcijańsko-żydowskich. Papież kontynuował: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii ‚zewnętrzna’, lecz w pewien sposób ‚wewnętrzna'”. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią”. Właśnie tak ujmuje tę sprawę soborowa deklaracja. Nasze więzi z judaizmem są wyjątkowe i odmienne niż z każdą inną religią. Następnie Jan Paweł II powiedział: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. Ta wypowiedź ma dwie części. Pierwsza brzmi: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi”. Jest to stwierdzenie bezwarunkowe, posiadające ogromną nośność teologiczną i emocjonalną. Znamienne, że chociaż słowa Jana Pawła II przytaczano wiele razy, nie dotyczy to tej pierwszej połowy, która nie była przypominana tak często, jak jej druga część. Okazuje się, iż powiedzenie wyznawcom judaizmu: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi”, nie przychodzi nam łatwo, co powinno dawać do myślenia. Również, jeżeli chodzi o Żydów, gdy pojawiają się próby podejmowania tych słów papieskich, podchodzą oni do nich z dużą podejrzliwością, a wielu dodaje złośliwie: „Zostawcie nas w spokoju, nie zapewniajcie nas o swojej miłości, nie molestujcie nas!”.

Druga część Papieskiej wypowiedzi brzmi: „… jesteście w pewien sposób [w języku włoskim: „in certo modo”, czyli też: „w pewnym sensie” bądź „pod pewnym względem”], można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. Niestety, w przekładzie zamieszczonym na łamach polskiej edycji „L’Osservatore Romano” z oficjalnej wersji tego przemówienia wypadły słowa: „w pewien sposób” („w pewnym sensie” czy „pod pewnym względem”). Ponadto opuszcza się lub relatywizuje wyrażenie „można by powiedzieć”, i druga część wypowiedzi Jana Pawła II brzmi wówczas tak samo bezwarunkowo, jak pierwsza: „Jesteście naszymi starszymi braćmi”. Właśnie w takim kształcie zrobiła ona ogromną karierę. Była wielokrotnie powtarzana i przywoływana nie tylko w kontekście religijnym i teologicznym, lecz także społecznym i politycznym. Wyrażenie to zostało niejako spetryfikowane, utrwalone w świadomości wielu ludzi, bez wnikania w to, co naprawdę znaczy. Tymczasem słowa Jana Pawła II w synagodze rzymskiej nie są punktem dojścia katolickiej refleksji na ten temat, ale jej punktem wyjścia. Papież je wypowiedział, lecz zadaniem teologów jest określić, jaki mają sens i co znaczą dla wiary chrześcijańskiej.

Czyli, w myśl słów Jana Pawła II, skoro żydzi są pod pewnym względem naszymi starszymi braćmi, to pod pewnym względem – nie?

– Słowa te doprecyzował sam Papież przez to, że nazwał żydów „naszymi starszymi braćmi w wierze”, czyli rzeczywistość starszeństwa ustawił, bardzo słusznie, w perspektywie religijnej. Mówiąc inaczej, to nie Żydzi (w znaczeniu narodowości) są naszymi starszymi braćmi, ale żydzi, w znaczeniu wyznawcy judaizmu, są w pewnym sensie (w pewien sposób) naszymi starszymi braćmi. Nie można zatem powiedzieć, że każdy, kto jest Żydem z urodzenia, ma być postrzegany jako „starszy brat” chrześcijanina, bo przecież chrześcijanin nie może traktować jako swego starszego brata w wierze np. żydowskiego ateisty. Gdyby rozumieć słowa Jana Pawła II jako odnoszące się do Żydów (w znaczeniu narodowości), oznaczałoby to wielkie niebezpieczeństwo polegające na stawianiu żydowskości ponad judaizm, czyli apoteozę żydowskości kosztem judaizmu jako wiary religijnej. Niestety, takie tendencje się pojawiają, nawet w obrębie Kościoła katolickiego, gdy niektórzy teologowie forsują koncepcję starszeństwa nie wyznawców judaizmu, ale właśnie Żydów. Te usiłowania można ująć bardziej dosadnie, gdy się powie, że z postulatu i zobowiązania, by Żydzi służyli Bogu, czyni się wtedy postulat, by Bóg służył Żydom. Dopiero, gdy to sobie w pełni uzmysłowimy, widzimy, na czym polega groźba tego ujęcia. W słowach Jana Pawła II chodzi więc o perspektywę religijną: wyrażenie „starsi bracia w wierze” dotyczy wyznawców judaizmu.

Skąd Jan Paweł II zaczerpnął tego rodzaju określenie?

– Sugerowano, że mógł je zaczerpnąć ze „Składu zasad” Legionu Polskiego Adama Mickiewicza, który napisał m.in.: „Izraelowi, bratu starszemu, uszanowanie, braterstwo, pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu. Równe we wszystkim prawo”. Nie jest wykluczone, że Papież, który był rozmiłowany w polskim romantyzmie, znał tę wypowiedź. Jeżeli faktycznie do niej nawiązywał, nadał jej zarazem nową, religijno-teologiczną treść, ponieważ u Mickiewicza występuje ona w kontekście politycznym i społecznym. Być może pewna inspiracja, przynajmniej nie wprost, istniała. Jednak odpowiedzi na to pytanie należy szukać w książce „Przekroczyć próg nadziei”, która ukazała się w 1994 r. jako zapis rozmowy z Ojcem Świętym; przeprowadził ją Vittorio Messori. Nawiązując do przemówienia w synagodze rzymskiej, Papież wyjaśnił: „Dane mi było w czasie tych pamiętnych odwiedzin wypowiedzieć słowa o starszych braciach w wierze. Te słowa streszczają zresztą wszystko, co powiedział Sobór i co nie może nie być dogłębnym przekonaniem Kościoła. Sobór Watykański II nie używał w tym wypadku wielu słów, ale to, co powiedział, pokrywa olbrzymią rzeczywistość, i to nie tylko religijną, ale i kulturalną”. W synagodze rzymskiej Jan Paweł II mówił o „starszych braciach”, zaś w rozmowie z Messorim, a także przy kilku innych okazjach, to doprecyzowuje. Wyjaśnia, że określanie żydów jako „starszych braci w wierze” stanowi owoc soborowej refleksji nad tajemnicą relacji między chrześcijanami a wyznawcami judaizmu. Nauczanie soborowe na ten temat, bardzo zwięzłe i oparte na ujęciu, które wypracował św. Paweł, można sprowadzić do kategorii braterstwa i starszeństwa.

Na czym to starszeństwo wyznawców judaizmu w stosunku do chrześcijan polega?

– Żydzi, a mówiąc dokładnie: biblijny Izrael, bo nazwę „Żydzi” możemy zasadnie odnieść do okresu po wygnaniu babilońskim, czyli do ostatnich pięciu wieków ery przedchrześcijańskiej, wcześniej niż my, chrześcijanie, zostali wszczepieni w Boży plan zbawienia. Jako potomkowie Abrahama i patriarchów „według ciała” stali się adresatami i powiernikami obietnicy mesjańskiej i związanych z nią nadziei, podtrzymywanych przez proroków, mędrców i innych wielkich bohaterów wiary, o których mowa na kartach biblijnych ksiąg świętych. Przez kilkanaście stuleci istniały oraz rozwijały się wiara i pobożność biblijnego Izraela, które wyprzedziły zaistnienie chrześcijaństwa. Wybranie i powołanie Izraela, jego wielowiekowa wiara, pobożność i wierność wobec Boga, o których zaświadcza Stary Testament, są chronologicznie wcześniejsze niż chrześcijaństwo. Istnieje też ciągłość między religią biblijnego Izraela a judaizmem pobiblijnym, znanym jako rabiniczny bądź talmudyczny, i to ona nadaje naszemu braterstwu z wyznawcami judaizmu wymiar starszeństwa, którego nie wolno pomniejszać ani lekceważyć.

Ale starszeństwo, którego jesteśmy świadomi, jest obwarowane zastrzeżeniem: „w pewien sposób” bądź „pod pewnym względem”, to znaczy chronologicznie – tak, ale istnieją także inne względy, których nie wolno pomijać, bo wtedy ta formuła straci swój właściwy sens. Na gruncie biblijnego Izraela pojawiły się dwie religie: chrześcijaństwo, któremu dali początek ci Żydzi, którzy powiedzieli Chrystusowi swoje „tak”, oraz judaizm rabiniczny, którego zwolennicy powiedzieli Chrystusowi swoje „nie”. Istnieje zatem również ciągłość między religią biblijnego Izraela a chrześcijaństwem, które bez niej byłoby zupełnie pozbawione swoich podstaw. Abraham, patriarchowie i starotestamentowi bohaterowie wiary oraz cała rzeczywistość biblijnego Izraela jest nie tylko podglebiem i własnością judaizmu rabinicznego, lecz i naszą. W tym miejscu uwidaczniają się dwa dalsze aspekty tej samej sprawy. Mając na względzie relację wobec religii biblijnego Izraela, tak w przypadku chrześcijan, jak i w przypadku wyznawców judaizmu, istnieje również brak ciągłości wobec niej. Judaizm rabiniczny nie jest, jak sądzi większość chrześcijan, a nawet część teologów chrześcijańskich, religią Starego Testamentu! Świątynia została w nim zastąpiona przez synagogę; składanie ofiar – przez czytanie i rozważanie ksiąg świętych; kapłani – przez nauczycieli Tory, czyli rabinów. Analogicznie chrześcijaństwo też nie jest religią Starego Testamentu! Przesądziła o tym nowość osoby, nauczania i posłannictwa Jezusa Chrystusa, która sprawiła, że czytamy Stary Testament przez pryzmat Nowego Testamentu. Chrystus nie jest jeszcze jednym starotestamentowym prorokiem czy mędrcem, lecz zapowiadanym i oczekiwanym Mesjaszem i Synem Bożym, którego tożsamości nie da się zamknąć i przedstawić w kategoriach starotestamentowych. To On nadaje sens naszemu rozumieniu Starego Testamentu. Nie jest więc tak, że – jak czasami się słyszy – otrzymaliśmy Stary Testament „od Żydów”, a więc jesteśmy ich dłużnikami i powinniśmy być im wdzięczni. Chrześcijaństwo nie jest „religią Księgi”, którą nam ktoś podarował, chociaż bardzo często bywa tak przedstawiane. Chrześcijaństwo jest religią Jezusa Chrystusa! Sedno chrześcijaństwa stanowi nie Księga, choćby tak czcigodna jak Biblia, lecz Osoba i Wydarzenie. Właśnie od Chrystusa i przez Niego otrzymujemy i odczytujemy rzeczywistość zbawczą Starego Testamentu. W tym miejscu dochodzimy do kolejnego paradoksu: Stary Testament jest i naszą własnością również dzięki tym Żydom, którzy jak Maryja, apostołowie czy św. Paweł, spotkali Jezusa, uwierzyli w Niego i Go przyjęli. To oni nauczyli nas chrystologicznej lektury Starego Testamentu, to znaczy jego odczytywania w świetle osoby i posłannictwa Chrystusa. Zatem pod tym względem starszeństwo ze strony wyznawców judaizmu rabinicznego nie istnieje, bo w przedmiocie wiary w Chrystusa nic im nie zawdzięczamy, prócz polemik i sporów, które tę wiarę jedynie wyklarowały. Konkludując, Abraham jest „ojcem wierzących”, czyli zarówno wyznawców judaizmu, jak i wyznawców Chrystusa, ojcem dwóch zbratanych i zwaśnionych zarazem ze sobą wspólnot religijnych. Jedni i drudzy odwołują się do wiary Abrahama, polegają na niej i jej potrzebują, a w tej perspektywie postulat starszeństwa traci swoją ostrość.

Co jest najtrudniejszą stroną relacji chrześcijańsko-żydowskich?

– Powiedzieliśmy, że między religią biblijnego Izraela a chrześcijaństwem z jednej strony oraz między religią biblijnego Izraela a judaizmem rabinicznym z drugiej, istnieje ciągłość, a także brak ciągłości i zasadnicza nowość. Ta nowość, powtórzmy, polega na powiedzeniu „tak” bądź „nie” mesjańskiej i Boskiej tożsamości Jezusa z Nazaretu. Kiedy jako chrześcijanie i wyznawcy judaizmu wchodzimy ze sobą we wzajemne relacje, natrafiamy na kolejny paradoks: zamknięta Biblia nas łączy, ale gdy ją otwieramy i zaczynamy czytać, wtedy nas dzieli. Przyczynę tego podziału stanowi stosunek do Jezusa Chrystusa, czyli chrześcijańskie „tak” oraz żydowskie „nie”. Dlatego w gruncie rzeczy nie ma wspólnej modlitwy i wspólnego czytania Biblii. Czytamy ją nie wspólnie, ale co najwyżej obok siebie; modlimy się nie wspólnie, ale obok. Gdy nam się wydaje, że osiągamy coś dobrego, natychmiast napotykamy na różnorakie trudności. Przykładowo, gdy wielu katolików, idąc za przykładem Jana Pawła II, nazywa żydów „starszymi braćmi”, należałoby się spodziewać, że będziemy przez nich określani i traktowani jako „młodsi bracia”. Ale tak nie jest i niczego tu nie zmieniają pojedyncze deklaracje, pojawiające się zazwyczaj jako przejaw kurtuazji, a nie myślenia oraz nastawienia religijnego i teologicznego. Judaizm ortodoksyjny, nie mówiąc o ultraortodoksyjnym, wcale nie postrzega chrześcijan jako braci, bo traktuje chrześcijaństwo jako zawoalowaną formę pogaństwa, czyli patrzy na nas jak na szerzących idolatrię. Pod tym względem nic się w ostatnim czasie nie zmieniło! Takie postrzeganie chrześcijaństwa musi nas zaskakiwać i boleć oraz nie możemy być wobec niego obojętni. To jest bodaj najtrudniejsza strona relacji chrześcijańsko-żydowskich, o której się nie mówi, albo mówi się jedynie ogólnikowo lub zdawkowo.

Czy pomimo różnic, które nas dzielą, istnieją szanse na budowanie braterstwa między chrześcijanami i wyznawcami judaizmu? Co obie religie mogłyby zyskać na wzajemnym poznaniu?

– To jest pytanie o istotę relacji chrześcijańsko-żydowskich. Od współczesnych wyznawców judaizmu możemy się nauczyć szacunku dla ksiąg świętych oraz takich sposobów ich czytania i objaśniania, które wydobywają na światło dzienne cenne niuanse znaczeniowe i treściowe, których na ogół nie zauważamy. Żydzi mają wielowiekową tradycję interpretacji Biblii, czerpiącą z zasobów znajomości języka i mentalności hebrajskiej. Braterskie spotkania chrześcijan z wyznawcami judaizmu pozwalają nam lepiej zrozumieć świat, który stanowił oprawę wydarzeń zbawczych Starego Testamentu, oraz ten, w którym żył Jezus Chrystus i miały miejsce narodziny Kościoła. Ale zarazem musimy być bardzo ostrożni, bo rabiniczna lektura pierwszej części Biblii chrześcijańskiej, czyli Starego Testamentu, nie jest pozbawiona podtekstu, jaki stanowi odrzucenie Jezusa Chrystusa. Chodzi o to, że nie tylko ucieka ona od wszelkich znaczeń i skojarzeń chrystologicznych, które dla chrześcijan są centralne, lecz je przemilcza i z nimi (przynajmniej milcząco) polemizuje, podając je w wątpliwość i kwestionując. Nasuwa się myśl, że dla wyznawców judaizmu cenne może się okazać poznawanie chrześcijańskiego sposobu czytania i objaśniania Starego Testamentu, który akceptuje osobę i posłannictwo Jezusa Chrystusa. Ale Żydzi religijni mają zakaz czytania Nowego Testamentu i prowadzenia teologicznych debat z chrześcijanami o Jezusie. Nie wolno im tego robić! A zatem z tymi spośród nich, którzy są otwarci, możemy rozmawiać na tematy społeczne, polityczne, ekonomiczne, natomiast nie możemy rozmawiać o zagadnieniach religijnych i teologicznych, a przede wszystkim o Jezusie Chrystusie. W tych warunkach postulat dialogu religijnego właściwie traci swój sens.

Jak w takim razie powinien być prowadzony dialog chrześcijańsko-żydowski, by spełniał swoją rolę? Ksiądz Profesor często podkreśla, że aby ten dialog był możliwy, katolikom potrzebna jest wewnątrzkościelna debata o dialogu.

– Postulat dialogu Kościoła z Żydami i judaizmem jest stosunkowo nowy. Liczy sobie dopiero niespełna pół wieku (od Soboru Watykańskiego II) i musimy cierpliwie się tego dialogu uczyć. By dialog mógł być autentyczny, ci którzy się w niego włączają, muszą mieć silne i wyraziste poczucie swojej tożsamości religijnej. Gdy uczestniczymy w nim jako katolicy, musimy wiedzieć, czym jest katolicyzm, co to znaczy chrześcijaństwo, kim jest Jezus Chrystus i co wynika z Jego przyjęcia bądź nieprzyjęcia. Jeżeli w kontakty i relacje chrześcijańsko-żydowskie włączają się ludzie miałcy, powierzchowni, nieświadomi swojej tożsamości, nieznający teologii i historii Kościoła, a ponadto niemający należytego poczucia godności chrześcijańskiej, wtedy mamy z ich strony do czynienia nie z rzeczową rozmową, ale z umizgami, komplementami i kompromisami, które na zewnątrz wyglądają może nawet ładnie, ale przebijają z nich dezorientacja i duchowa pustka. Relacje chrześcijańsko-żydowskie łączą się z wieloma arcytrudnymi problemami teologicznymi, przed którymi stawał Kościół od początku swego istnienia, co widać w Nowym Testamencie, zwłaszcza w Dziejach Apostolskich, listach św. Pawła, szczególnie w Liście do Rzymian i Liście do Galatów, oraz w Apokalipsie. Problemy te dawały też znać o sobie w polemikach pisarzy wczesnochrześcijańskich, Ojców Kościoła i apologetów. Od dwudziestu lat powtarzam: dialog z wyznawcami judaizmu – tak, ale temu dialogowi powinien stale towarzyszyć wewnątrzkatolicki dialog o dialogu, czyli wewnątrzkatolicka debata na temat tego, co poprzez dialog chcemy i powinniśmy osiągnąć. Dialog nie może być celem w sobie, gdyż powinnością Kościoła jest głoszenie Ewangelii. Bez prawdziwie ewangelicznego zaangażowania i postawy o żadnym prawdziwym dialogu z naszej strony mowy być nie może. Odbywają się kontakty, spotkania, niektóre z nich są widowiskowe i nagłaśniane, ale przeżywane powierzchownie stają się jedynie źródłem nieporozumień i rozczarowania.

Jakie więc powinny być najważniejsze cele dialogu chrześcijańsko-żydowskiego?

– Ważne są trzy płaszczyzny. Po pierwsze, trzeba poznawać i starać się zrozumieć wyznawców judaizmu tak, jak oni rozumieją siebie, oraz analogicznie przedstawić im siebie tak, jak my rozumiemy i przeżywamy swoje chrześcijaństwo. Dlatego należy stopniowo, po obu stronach pozbywać się uprzedzeń, stereotypów i uproszczeń, by móc spojrzeć na siebie nawzajem w nowy sposób. Oczywiście, jest to zadanie niezwykle trudne, bo gdy uczciwie rozmawiamy z żydami i dowiadujemy się od nich, co o nas naprawdę wiedzą i myślą, to zaskakuje nas duży potencjał antykatolickości. Po naszej stronie, dla odmiany, istnieje równie duży potencjał antyżydowskości. Tak więc ci, którzy się spotykają i rozmawiają ze sobą, doświadczają najpierw konieczności przezwyciężenia balastu uprzedzeń i wrogości. Po drugie, gdy dowiadujemy się więcej o sobie nawzajem, nie znaczy to wcale, że potrafimy tę wiedzę właściwie i po bratersku wykorzystywać. Dlatego nasuwa się postulat wzajemnego szacunku, który jest niezbędny wtedy, gdy dowiadujemy się o sobie rzeczy złych, nieprawdziwych i trudnych. Tymczasem nie jest łatwo oderwać się od tego, co trudne, i uszanować partnerów tego typu kontaktów. Po trzecie, potrzebna jest owocna współpraca wszędzie tam, gdzie to możliwe. Ponieważ jako chrześcijanie i wyznawcy judaizmu jesteśmy ludźmi religijnymi, najbardziej podstawowym punktem odniesienia jest dla nas Bóg oraz Jego wola wyrażona w przykazaniach. Nawet wówczas, gdy dzielą nas różnice (a dzielą) doktrynalne, historyczne, kulturowe i cały ogromny bagaż rozmaitych uprzedzeń, którego nie sposób pokonać w ciągu jednego lub dwóch pokoleń, to w świecie, w którym wiara w Boga jest zagrożona i wystawiona na ciężką próbę, wyznawcy judaizmu i chrześcijanie powinni być świadkami Boga Jedynego, to znaczy powinni wspólnie działać na rzecz zachowania i rozwijania wartości, których fundamentem jest Bóg i Jego przykazania. To najbardziej wyrazisty sprawdzian szczerości, z jaką nawiązujemy dialog i wchodzimy we wzajemne relacje. Myślę, że początki tak rozumianego dialogu zaistniały i obserwujemy je po obu stronach, a perspektywy są dość obiecujące. W środowiskach żydowskich odbywają się spotkania z chrześcijanami, którzy swobodnie mówią o swoim doświadczeniu religijnym, zaś w środowiskach chrześcijańskich, katolickich, odbywają się spotkania z wyznawcami judaizmu, podczas których lepiej ich poznajemy i nabieramy szacunku dla ich wiary, chociaż się z nimi nie utożsamiamy. Jednak w moim przekonaniu można było osiągnąć znacznie więcej. Na przeszkodzie dobrze rozumianemu rozwijaniu relacji chrześcijańsko-żydowskich stanęli po stronie katolickiej ci, którzy ze wszystkich sił chcą się Żydom przypodobać, ignorując podstawowe zasady i cele dialogu. Mówią to, co Żydzi chcą i lubią słyszeć, a nie to, co powinno się im powiedzieć. Ma to również taki skutek, że uczestnicy takich kontaktów próbują wymusić na katolikach akceptację dla żydowskiego sposobu myślenia, którego chrześcijanie nie mogą ani nie powinni uznać za swój. Uważam, że jest to ogromny problem.

Dlaczego tak się dzieje?

– Myślę, że to jest przejaw tendencji, które w Kościele były zawsze obecne, a które można nazwać pokusą judaizacji chrześcijaństwa, czyli wprowadzaniem do niego nurtów, które w pewnym sensie działają jako odśrodkowe. Innego wytłumaczenia nie widzę! Zaskakuje mnie, zastanawia i boli silna niechęć do podjęcia wewnątrzkatolickiego dialogu o dialogu.

W obrębie Kościoła katolickiego w Polsce istnieją ośrodki, które postulując rozmowy i kontakty z wyznawcami judaizmu, nie są zdolne do nawiązania rozmów i kontaktów z innymi katolikami. Wobec tego powstaje pytanie, czy ich kontakty z wyznawcami judaizmu są w ogóle wiarygodne?

Prawdziwym przełomem w spotkaniu się tych dwóch religii byłoby odkrycie przez żydów Jezusa jako Mesjasza. Wielu z nich już uwierzyło, a jednak wciąż spotykamy się z dramatycznym dla chrześcijan pragnieniem współczesnych religijnych Żydów, by spotkać Mesjasza. Dlaczego nie mogą doświadczyć tego, co dla nas jest rzeczywistością?

– Żydzi poprzez swoje nieuznanie Jezusa Chrystusa są w jakimś stopniu obrazem tego, czym stają się chrześcijanie. Bo i my, chociaż uznajemy Jezusa Chrystusa za Mesjasza i Syna Bożego, nierzadko prowadzimy życie, które od tego ideału jest dalekie. Fakt, iż istnieje judaizm, a istnieje on w takim, a nie innym kształcie, stanowi dla chrześcijan zobowiązanie do rachunku sumienia. Powinniśmy pytać siebie, czy jesteśmy dobrymi chrześcijanami i czy nasze świadectwo o Chrystusie jest dostatecznie wiarygodne. Czy żyd, muzułmanin, buddysta patrząc na nas, otrzymuje szansę spotkania Jezusa Chrystusa? Żydowskie „nie” powiedziane Chrystusowi jest więc obrazem tego, że i wielu chrześcijan mówi Chrystusowi swoje „nie”, a czyni to nie tyle w deklaracjach, ile w sposobie życia i postępowania. Jezus Chrystus jest Zbawicielem każdego człowieka, bez wyjątku, także Żydów. Natomiast czy któregoś dnia uznają oni w Jezusie oczekiwanego Mesjasza i w jaki sposób się to dokona, to sprawa Boga, a nie nasza. Pod tym względem trzeba wykazać cierpliwość i wyrozumiałość i nie liczyć na jakikolwiek rodzaj naszej satysfakcji z tego powodu.

Czy judaizm jest drogą zbawienia dla Żydów?

– Odpowiedzi na to pytanie, które się dzisiaj pojawiają, są bardzo różne. Niektóre idą po linii żydowskiej i brzmią mniej więcej tak: „Być może inni ludzie potrzebują Syna w swojej drodze do Ojca. Żydzi nie potrzebują Syna, bo zawsze byli i są z Ojcem”. Ta formuła brzmi bardzo atrakcyjnie, ale jest o tyle niebezpieczna, że nie przykłada należytej wagi zarówno do akceptacji Chrystusa, jak i do skutków Jego odrzucenia, czyli nie uznaje absolutnej wyjątkowości Jezusa Chrystusa. Dlatego na tę formułę zgodzić się nie można! Sprawcą zbawienia jest Jezus Chrystus, a zbawienia dostępuje każdy, kto żyje w zgodzie ze swoim sumieniem. Wyznawca judaizmu, żyjący w zgodzie ze swoim sumieniem, dostępuje zbawienia, ale dostępuje go nie na mocy samej tylko wierności swojej religii, lecz na mocy tego, że zbawienie dokonane przez Jezusa Chrystusa ma charakter powszechny. Jako chrześcijanie powinniśmy uczynić wszystko, by Żydzi stanęli wyraźniej wobec pytania, czy Mesjasz, którego wyznajemy, nie jest właśnie tym Mesjaszem, na którego oni czekają…

Dziękuję za rozmowę.

drukuj