Stocznia Gdańska – pretekst do ataków

Od kilku lat pod adresem Radia Maryja w powiązaniu ze sprawą Stoczni Gdańskiej
jak bumerang powracają ciągle te same oszczerstwa. Media przekręcają fakty,
naginają szczegóły, a pomijają sprawy istotne. Po raz kolejny więc wypada przypomnieć,
że powstały przy Radiu Maryja Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej
i Przemysłu Okrętowego nigdy nie sprzedawał żadnych cegiełek. Na subkoncie
Radia Maryja deponowane były wyłącznie wpłaty imienne. Dlatego po sprzedaży
Stoczni Gdańskiej wszyscy, którzy tego sobie życzyli, otrzymali zwrot wpłaconej
kwoty.
Media powtarzają od lat te same slogany – "sprzedane cegiełki", "zebrane
miliony złotych i świadectw udziałowych", "rzeka pieniędzy", "wsparcie
nigdy nie trafiło do stoczniowców". To prosty mechanizm – wdrukować odbiorcom
mediów z góry założony plan: oczernienie Radia Maryja, zdyskredytowanie rozgłośni
i jej założyciela. Zresztą zarzut bogacenia się duchowieństwa znany jest od
lat, a przy coraz bardziej biedniejącym społeczeństwie nader wrażliwa to struna.
Jednak na szczęście polskie społeczeństwo – w przeważającej mierze – nie daje
się ogłupić. I skandowane w "Gazecie Wyborczej", TVN czy Polsacie
postulaty w rodzaju: "rozliczcie się ze sprzedanych cegiełek", nie
odnoszą zamierzonego rezultatu. Jest to niemożliwe z prostego powodu – to kłamstwo.
– Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego nigdy żadnych
cegiełek nie sprzedawał – mówi dr inż. Feliks Pieczka, członek Komitetu. Komitet
przyjmował jedynie wpłaty imienne z adresem wpłacającego.
Podobnie odpadają wyimaginowane zarzuty, że stoczniowcy nie otrzymali od Komitetu
żadnej pomocy materialnej. Nie otrzymali – to prawda, bo otrzymać nie mogli.
Cel zbiórki był inny niż doraźna pomoc stoczniowcom – wykupienie kolebki "Solidarności",
tak by mogła zostać w rękach polskiego społeczeństwa. – Naszym celem było to,
by współwłaścicielami stoczni zostali stoczniowcy, którzy mieli przyrzeczone
ok. 40 proc. akcji stoczni, ponadto ci, którzy zdeponowali pieniądze na wykup
stoczni w naszym Komitecie, oraz Skarb Państwa. To byłby akcjonariat pracowniczy
– dodaje dr inż. Feliks Pieczka.
Po raz kolejny słyszymy w liberalnej prasie, jakoby dyrektor Radia Maryja kogoś
obrabował. – Z tych napaści jednoznacznie wynika, że został przygotowany walec,
który ma za zadanie zniszczyć wszystko, co jest związane z Radiem Maryja –
mówi kpt ż.w. Zbigniew Sulatycki, przewodniczący Rady Naczelnej Polskiego Stowarzyszenia
Morskiego-Gospodarczego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. – To jakiś dziwny zbieg
okoliczności, że walka trwa na wszystkich frontach, atak idzie ze wszystkich
medialnych stron – dodaje. Oczywiste jest, że napaści na Radio Maryja mają
swój oddźwięk w prasie zagranicznej. Schemat jest prosty – liberalne media
powielają "doniesienia" swych polskojęzycznych sprzymierzeńców. Jednak
każdy ma swój rozum i dobrze by było, żeby używał go samodzielnie.

Katarzyna
Cegielska

Wbrew nieprawdziwym informacjom powielanym także w ostatnich dniach na łamach
niektórych mediów:
* Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego powstały przy
Radiu Maryja nigdy nie sprzedawał cegiełek;
* Na subkoncie Radia Maryja deponowane były wyłącznie wpłaty imienne;
* Pieniądze zbierane przez Komitet nie były przeznaczone na doraźną pomoc stoczniowcom,
ale na wykupienie Stoczni Gdańskiej, kolebki "Solidarności";
* Po sprzedaży Stoczni Gdańskiej panu Szlancie wszyscy, którzy chcieli odzyskać
swoje pieniądze, odzyskali je.

Presja na społeczeństwie

Prawda o ratowaniu Stoczni Gdańskiej

drukuj