„Z Ojczyny Jezusa”
Pokój i Dobro!
W ubiegłym roku, z okazji zakończenia, Ramadanu (13.10.2007) 138 uczonych i zwierzchników muzułmańskich opublikowało bezprecedensową deklarację na temat chrześcijaństwa zatytułowaną: „Jednakowe słowo dla nas i dla was”. W poprzednim felietonie przypomnieliśmy, że muzułmanie i chrześcijanie stanowią razem ponad połowę ludności świata. Słuszne jest więc stwierdzenie, że bez dialogu i wzajemnego poszanowania miedzy tymi dwiema społecznościami religijnymi nie może być mowy o pokoju na świecie. Na zakończenie tej deklaracji czytamy: „posłuszni Świętemu Koranowi, my, jako muzułmanie, zapraszamy chrześcijan, aby spotkali się z nami na podstawie tego, co jest wspólne dla nas, co jest także najbardziej fundamentalne dla naszej wiary i praktyki: na gruncie dwóch przykazań miłości”.
Dokument ten jest na pewno ważnym krokiem w muzułmańskim podejściu do dialogu. Choć nie ma on tak przełomowego znaczenia jak soborowa deklaracja „Nostra aetate”, która pozwoliła katolikom na wypracowanie teologicznych podstaw dialogu międzyreligijnego, niemniej jednak stanowi duży postęp w relacjach chrześcijańsko-muzułmańskich. Wskazuje bowiem nowe perspektywy i daje możliwości rozwoju dialogu. Przede wszystkim rezygnuje z charakteru polemicznego. Jego nowością jest sama forma utrzymana w serdecznym i zapraszającym tonie.
Tydzień temu na zakończenie felietonu postawiliśmy sobie pytanie: czy dialog z islamem jest możliwy? W znalezieniu odpowiedzi pomoże mam konferencja, jaką wygłosił dla franciszkańskiej wspólnoty bp koadiutor Fouad Twal, następca Patriarchy łacińskiego. Abp Twal, pochodzący z Jordanii, zna bardzo dobrze islam. Urodził się w kraju muzułmańskim, a jako biskup Tunisu (1992 – 2005 r.) i przewodniczący konferencji biskupów Północnej Afryki, miał wiele okazji przypatrzeć się z bliska rzeczywistości islamu i szukać dróg dialogu z muzułmanami. Przyszły Patriarcha czuje wewnętrzną potrzebę i odpowiedzialność za prowadzenie dialogu palestyńskich chrześcijan z muzułmanami. Uważa, iż chrześcijańskie pojęcie „wolności religijnej” i potrzeby „dialogu” nie może być tylko szukaniem punktów łączących i prowadzących do „grzecznej tolerancji”. Autentyczny dialog opiera się na solidnym fundamencie własnej tożsamości i gruntownym poznaniu religii islamu. Tylko na tej drodze uniknie się „sielankowej” wizji dialogu między-religijnego oraz pokona się bariery wzniesione przez nieusprawiedliwione lęki i uprzedzenia.
Od soboru Watykańskiego II w Kościele katolickim pojawił się nowy program działania, którego podstawowe linie wyznaczył papież Paweł VI. „Dialog”, realizowany na różnych płaszczyznach, stał się wyznacznikiem autentycznej działalności duszpasterskiej i tolerancji wobec innych religii. Obecnie zasada dialogu nie jest opcją fakultatywną dla chrześcijanina. Jest ona wymogiem wiary i znakiem czasów. Dialog chrześcijan i muzułmanów w kwestiach religijnych i kulturalnych nie może być chwilowym zrywem dobrych chęci. Chodzi o konieczność historyczną, od której zależy głównie nasza przyszłość. Dlatego też nie może to być dialog improwizowany. Do konstruktywnego dialogu potrzeba solidnego przygotowania historycznego i doktrynalnego oraz dojrzałości intelektualnej i duchowej. Na nic nie zdadzą się fałszywe deklaracje, które ukrywają różne interesy polityczne i personalne. Jedyną drogą do spotkania jest proces nawrócenia i wykorzenienia z własnego serca wszelkich form fanatyzmu. By wyzbyć się strachu, który rodzi agresję, trzeba zaakceptować drugiego i pozwolić jemu poznać siebie. Bardzo ważnym aspektem tego procesu jest autentyczne świadectwo życia, czyli koherencja pomiędzy słowem a czynem. Według abpa Twala chrześcijanin, opierając się na prawdzie ewangelii i świadomym wyborze wiary w Jezusa Chrystusa, nie powinien bać się tak rozumianego dialogu. Świadomy daru wiary powinien rzucać ziarno prawdy w sposób śmiały, otwarty, ale jednocześnie pełen szacunku.
Fenomen powolnej choć ciągle nasilającej się islamizacji Europy napawa lękiem i wzbudza słuszne obawy o przyszłość starego kontynentu. Gdy jednak zastanowimy się dlaczego tak się dzieje, to musimy przyznać, że jest to efekt coraz większej laicyzacji społeczeństwa. Niepokojącym jest to, iż przez legalną emigrację oraz duży przyrost naturalny wiele krajów powoli staje się „terytorium islamu”, bo tam gdzie mieszkają muzułmanie również ziemia jest muzułmańska. Wcześniej spotykało się muzułmanów – teraz ma się do czynieniem z islamem. Zdobywanie coraz większych wpływów w Europie daje ekstremistycznym grupom duże możliwości prowadzenia walki i terroru w imię religii. Pomaga im w tym brak integracji muzułmanów ze społecznością nowego kraju zamieszkania. Budując swoją tożsamość jedynie na fundamentach własnej kultury i religii są niechybnie narażeni na manipulacje ruchów fundamentalistycznych.
W Europie proboszczowie czy duszpasterze w imię wolności sumienia i tolerancji dla każdego pozwalają często muzułmanom modlić się w kryptach, kaplicach czy przykościelnych salkach. Taki gest, inspirowany uczuciem miłości bliźniego, jest jednak przez chrześcijan odbierany jako przejmowanie przez muzułmanów katolickich świątyń. Również sami wyznawcy Allaha uważają to za zwycięstwo „nad niewiernymi”. Źle rozumiana gościnność i przesadna miłość bliźniego prowadzi do fałszywej oceny rzeczywistości i daje muzułmanom złudzenie, że rola Kościoła powoli maleje, a następuje czas triumfu islamu”. Jest to coraz bardziej zauważalne przy budowie licznych meczetów w europejskich miastach. Przykładem takiej agresywnej postawy islamu może być chociażby projekt wybudowania dużego meczetu w Kolonii, którego minarety miałyby być wyższe do wieży katedry katolickiej.
Fanatyzm religijny w islamie ma wiele przyczyn. Może mieć podłoże ekonomiczno-społeczne, czyli nierównomierne rozdzielanie dóbr materialnych wśród obywateli danego kraju oraz brak demokracji i wolności sumienia. Jest często podsycany przez struktury szkolnictwa, łącznie z niektórymi uniwersytetami, na których religia jest przedstawiana jako jedyny fundament tożsamości oraz obowiązujący system polityczny i prawny. Decydującym elementem islamskiego fanatyzmu jest odwoływanie się do wybranych wersetów Koranu. Często islam, dla usprawiedliwienia swoich terrorystycznych aspiracji, posługuje się jego mało pokojowymi cytatami. Oto niektóre z nich: „Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Boga i w Dzień Ostatni, którzy nie zakazują tego, co zakazał Bóg i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy” (sura 9:29); „O wy, którzy wierzycie! Zwalczajcie tych spośród niewiernych, którzy są blisko was. Niech się spotkają z waszą surowością” (9:123). W tym miejscu warto jednak przypomnieć, że w Koranie znajdujemy również mądre, ale niestety mało respektowane przez muzułmanów, stwierdzenie: „Nie ma przymusu w religii!” (2:256).
Cytowany na początku list muzułmanów reprezentujących różne nurty, środowiska i ugrupowania, mówiący o miłości i dialogu, stanowi przeciwwagę dla krzyku ekstremistów i tych, którzy nawołują do przemocy i nienawiści. Ten dialog nie może być inspirowany strategią polityczną, lecz imperatywem teologicznym ukształtowanym przez wiarę w Boga i miłość do Niego. Chrześcijanie i muzułmanie muszą pamiętać, że drzemie w nich z jednej strony ogromny potencjał możliwości, a z drugiej ciąży na nich odpowiedzialność za losy świata.
Włączmy w naszą modlitwę intencję, by Bóg dał ludowi pasterzy na wzór Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Prośmy również, aby przywódcy religijni stali się promotorami prawdziwego dialogu oraz owocnej współpracy opartej na zaufaniu i miłości.
jk
