W ramach katechezy homilia wygłoszona podczas mszy św. rozpoczynającej XIV Forum Polonijne
To już XIV Forum Polonijne. Witamy wszystkich bardzo gorąco. Gromadzimy się
tu, rodacy, z różnych stron świata i Ojczyzny. Przybywacie do grodu Kopernika, o
którym mówimy, że wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię. Gdy patrzę na obecnych tutaj
parlamentarzystów, to jeszcze mocniej jakoś czuję tych wszystkich, którzy tu
bywali, a których nie ma już między nami od dwóch tygodni. I widzę, jak
wartościowi to byli ludzie, jak wspaniali to byli Polacy.
Gromadzimy się
tutaj w tych dniach, aby już nie wstrzymywać Słońca, a ruszyć Ziemię, ale by
poruszyć serca, umysły i sumienia dla wspólnego dobra. A każde dobro pochodzi od
Dawcy i Pana wszelkiego dobra; Tego, który jest najlepszy, jest nieskończonym
Dobrem, bezgraniczną Miłością. Bez którego, jak mówi św. Augustyn, niespokojne
jest serce człowieka, dopóki w Nim nie spocznie.
Gromadzimy się w gmachu
młodej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Gdyby nie ludzie, którzy
od paru lat przeszkadzają i niszczą w Polsce, ta uczelnia byłaby już o wiele
bardziej rozbudowana. Jesteśmy w Wyższej Szkole Kultury, a słowo „kultura”
pochodzi z łacińskiego „colo”, „colere”, co znaczy „uprawiać”. Chodzi o
uprawianie osoby, człowieka, ludzi, by stawali się osobowościami, wielkimi
osobowościami. Taką osobowością stał się wczorajszy patron, patron Polski – św.
Wojciech. Stał się, by przybliżyć do nieskończonej Miłości naszych praojców
przed tysiąc trzynastoma laty, gdy poniósł męczeńską śmierć między dzisiejszym
Elblągiem a Pasłękiem. Jego krew przelana dla Chrystusa i za nasze dusze z
następnymi bohaterami, świętymi ludźmi i wielkimi osobowościami sprawiła, że
staliśmy się pięknym Narodem Polskim.
Zgromadziła nas tu miłość do Pana Boga,
do Matki Najświętszej, do naszej Ojczyzny Polski.
Ile mamy Polski?
Kochani, jesteście tu z różnych krajów. Fizycznie daleko nieraz od Ojczyzny.
Ojczyzny, w której tak się dzieje, że nieraz pytamy: Czy tylko nieliczni będą
zbawieni? Czy Polska będzie istnieć? Ile jej jeszcze mamy? W obecnej naszej
sytuacji w Ojczyźnie i myśląc, co dalej, jak również spotykając się z różnymi
rodakami na świecie, często myślę o tym, co mówił, jak Polski nie było na mapach
świata, w III akcie sceny 16 „Wesela” wspaniały Stanisław Wyspiański, w dialogu
Poety z Panną Młodą:
POETA
Panna młoda – ze snu, z nocy?
PANNA MŁODA
A sen to miałam,
choć nie spałam,
ino w taki ległam
niemocy…
POETA
Od miłości panna młoda osłabła.
PANNA MŁODA
– – – – – – – – –
We złotej ogromnej
karocy
napotkałam na śnie diabła;
takie mi sie głupstwo śniło,
tak sie
ta pletło, baiło.
POETA
I od razu diabeł jak z procy,
i od razu kareta
złota?
PANNA MŁODA
A tak – ta na śnie, nie dziwota,
że sie jakie byle co
zwidzi;
niech ino pon nie szydzi,
bo pon, to po dniu zdziwuje,
jesce
wsędy rozgaduje,
jakby cejco – choć ni ma co.
POETA
Są tacy, co za to płacą;
że z jednego takiego
bajania
można sobie powóz sprawić
i zestrojonego diabła,
i ogromnie
wielu gapiów zabawić.
PANNA MŁODA
Od tańcenia takem osłabła…
Śniło mi
się, że siadam do karety,
a oczy mi sie kleją – o rety. –
Śniło mi się, że
siedze w karecie
i pytam sie, bo mnie wiezą przez lasy,
przez jakiesi
murowane miasta – –
„a gdziez mnie, biesy, wieziecie?”
a oni mówią: „do
Polski” –
A kaz tyz ta Polska, a kaz ta
Pon wiedzą?
POETA
Po całym świecie
możesz szukać Polski, panno młoda,
i
nigdzie jej nie najdziecie.
PANNA MŁODA
To może i szukać szkoda.
POETA
A jest jedna mała klatka –
o, niech tak Jagusia
przymknie
rękę pod pierś.
PANNA MŁODA
To zakładka
gorseta, zeszyta troche
przyciaśnie.
POETA
– – – A tam puka?
PANNA MŁODA
I cóz za tako nauka?
Serce – ! – ?
POETA
A to Polska właśnie.
Czy wszyscy będą zbawieni? Czy Polska będzie istnieć? Czy zachowa i wniesie
swe własne Chrystusowe wartości w tworzący się świat, a nie bezkrytycznie i
ślepo przystosuje się do zachodnich obyczajów, przejmując to, co w nich
najgorsze? – tak pytał Jan Paweł II, który widząc to, co dzieje się w świecie i
co grozi Polsce, mówił do Rodziny Radia Maryja tu, w Toruniu, i modlił się:
„Niech Maryja Gwiazda Nowej Ewangelizacji poprowadzi wasze radio na spotkanie
nowych ludzi i nowych czasów”.
Rewolucja idzie przez świat
Jakie to czasy? Na pewno ścierania się dobra ze złem. Na pewno szatan nie
przestał działać, tylko wydoskonalił swoją taktykę, także w naszej Ojczyźnie.
Wydawało się wielu ludziom, że skończyły się straszne totalitaryzmy niszczące
wiarę w Pana Boga, niszczące człowieka, że skończył się marksizm. Nic podobnego.
Jeżeli ktoś tak myśli, to ma brak rozeznania, a za tym idzie naiwność, uśpienie
wewnętrzne, uśpienie czujności. Żyjemy w czasach światowej, a więc również w
Polsce, rewolucji kulturowej, której wielu, jak mówi m.in. wybitny znawca
problemu ks. prof. Tadeusz Guz, dokonuje radykalizacji dialektyki
idealistyczno-materialistycznej w kierunku dialektyki negatywnej. Ci liderzy
neomarksizmu pomimo tak znaczących zniszczeń człowieka i jego kultury duchowej i
materialnej w rewolucjach socjalistycznych XIX wieku, nazizmie i komunizmie, I
wojnie światowej, rewolucji bolszewickiej w Rosji carskiej oraz prądach
nazistowskich, dążą do wierności wobec marksizmu, którego jądro dialektyki
należy nie tylko na nowo przemyśleć, lecz także na nowo utworzyć. Według
neomarksizmu tamta dialektyka uniemożliwiała rewolucję jako codzienność. A
właśnie w bycie jako takim chodzi o rewolucję, którą Karol Marks przedstawił
zbyt łagodnie, jak mówią, zbyt naiwnie. Lenin był już wprawdzie bardziej
radykalny, ale też niewystarczająco, by historię świata pogrążyć w całkowitym
chaosie. Główne stanowiska intelektualne Nowej Lewicy doprowadziły do rewolucji
kulturalnej w 1968 r., a poprzez nią przeniknęły swoją ideologią w tzw. marszu
poprzez wszystkie instytucje, niemalże wszystkie ośrodki państwowe, polityczne,
administracyjne, edukacyjne, prawne, w wymiarze narodowym i międzynarodowym, co
z pomocą nowoczesnych środków przekazu transportowane jest w naszej epoce
błyskawicznie do wszystkich krajów i narodów świata. Żyjemy w czasach światowej
rewolucji kulturalnej, w czasach wojny cywilizacyjnej, w czasach, jak mówi
Benedykt XVI – zobaczcie, jak za to, co mówi i czyni, jest atakowany – dyktatury
liberalizmu. Dyktatury! Doświadczamy również w Polsce niezwykłego ataku na Pana
Boga, Kościół, Naród, na Ojczyznę, nie tylko po to, by dla wprowadzenia
totalnego chaosu zdemontować w naszym przypadku państwo i Naród, ale ten
różnorodny atak, nie będę w tej chwili tu wymieniał tych ataków, od rodziny,
edukacji aż po własność; ten różnorodny atak na Polskę i szybkie jej niszczenie,
od duchowego do materialnego, jest po to, by zniszczyć kilkadziesiąt milionów
świadków Ewangelii i Pana Boga. Zniszczyć świadków Ewangelii, którzy by ją
ponieśli w dzisiejszy świat. Jeśli ci świadkowie nie będą zniszczeni, mogą
przeszkodzić szatańskim skutkom tej rewolucji, która w tej chwili idzie przez
cały świat.
Zatruty duch Narodu
Czy więc wszyscy będą zbawieni? Czy Polska będzie istnieć? Czy zrealizuje
Boże zamiary wobec siebie? Sytuacja jest trudna. Pogłębia tę trudność kondycja
intelektualna i duchowa naszego Narodu. Można ją porównać do czasów, chociaż to
jest jeszcze trudniejsze, gdy po wspaniałych wiekach od zwłaszcza drugiej połowy
XVII wieku następuje kryzys zarówno w polityce wewnętrznej, jak i
międzynarodowej, także w życiu religijnym. I tak Polacy pozwolili zniszczyć
wspaniałe dziedzictwo wieków, którego szczyt to XV i XVI wiek. Wiek XVIII to
czasy wielkiego upadku aż do rozbioru. Choć były próby w XVIII wieku odnowy, np.
Komisja Edukacji Narodowej, próby zbrojnego oporu wobec najeźdźców, dzieła Sejmu
Czteroletniego, to jednak szala win i zaniedbań, jak mówi Jan Paweł II, była
przeważająca i dlatego Polska upadła. Zebrała jednak, jak mówi Jan Paweł II, ze
sobą w testamencie to wszystko, co miało się stać zaczynem odbudowy jej
niepodległości. Zaczęło się to jednak dopiero po upadku XIX-wiecznych systemów.
Powstała po 123 latach niewoli, po latach zrywów – aż do dziś, aż do ostatnich
zrywów.
Możemy jednak pytać: Czy wszyscy będą zbawieni? Czy Polska będzie
istnieć? Czy będzie Boża i spełni Boże plany i da świadków? Jaka jest nasza
kondycja duchowa? Czy zapomnieliśmy wołanie Jana Pawła II: „Naród ginie, gdy
znieprawia swojego ducha. Naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się
oczyszcza”. Nasz Naród jest deprawowany i w dużej mierze zdeprawowany, zwłaszcza
świat polityki i mediów. Tragedia narodowa sprzed dwóch tygodni, która w takich
rozmiarach nie zdarzyła się jeszcze nigdy w żadnym państwie, jest także wynikiem
zdeprawowania m.in. w najwyższych organach władzy, w której poniewieranie
godności człowieka, prezydenta, dobrych patriotów, ludzi wierzących, wyśmiewanie
się z nich należy do ich zasad. Gdy przypomnę sobie wyśmiewanie się z prezydenta
czy chociażby z pana Przemysława Gosiewskiego, którego trochę znałem i muszę
powiedzieć, że czynił bardzo wiele dobra, był niezwykle pracowitym człowiekiem,
oddanym ludziom i Polsce… Wyśmiewanie się z ludzi wierzących – najwyższe
organy władzy wołały: moherowe berety. Poniewieranie ludźmi, najbiedniejszymi i
najcenniejszymi, największymi patriotami, planowe niszczenie naszego ośrodka, 9
ministerstw nami się zajmuje, żeby zniszczyć. To wszystko dokonywało się i
dokonuje przy oklaskach wielu zbałamuconych i zdemoralizowanych obywateli, w tym
młodzieży zatruwanej systematycznie. To deprawowanie, niszczenie, rewolucja
kulturowa są dokonywane precyzyjnie, planowo, także przy pomocy potężnych
mediów. Kiedyś, żeby zniszczyć człowieka czy naród, strzelano, mordowano. Dziś
zawraca się w głowie ludziom poprzez media, kabarety, programy pseudorozrywkowe.
I tu właśnie wystarczy mieć takie media, a zamiast sług prawdy, czyli
dziennikarzy, najemników. Ksiądz profesor Andrzej Maryniarczyk z KUL, następca
najwybitniejszego filozofa w naszych czasach – prof. Mieczysława Alberta Krąpca,
który gdy zmarł, media o tym nie wspomniały, powiedział w ostatni poniedziałek
dla „Naszego Dziennika” m.in.: „Gdyby można było postawić środki przekazu przed
Trybunałem Stanu, stacje telewizyjne, począwszy od TVN, skończywszy na I
Programie TVP, i te wszystkie gazety za to, że zamordowały prezydenta [nie tylko
prezydenta – dodałbym] w świadomości Polaków. Paradoksalnie odżył on w
powszechnej świadomości dopiero przez własną śmierć”. Odżył prezydent, odżyli ci
wspaniali ludzie, których zamordowano w świadomości Narodu, odżyli dopiero po
tragicznej śmierci. Wypadku? Coraz więcej niewiadomych na ten temat. Czy to
wypadek?
Odżyli po śmierci. Ale czy u wszystkich i czy na stałe? Czy tzw.
politycy staną się politykami zatroskanymi o dobro każdego Polaka, Narodu i
państwa? A media staną się środkami komunikowania, by doprowadzić ludzi do
communio, czyli zjednoczenia w prawdzie i miłości, zamiast środkami manipulacji?
Czy zabici najpierw w świadomości Narodu odżyli na zawsze, czy może tylko na
chwilę wzruszeń, i to nie u wszystkich?
Czy Polska będzie istnieć? Czy
wszyscy będą zbawieni? Czy zrealizujemy Boże plany wobec nas, dla Ojczyzny i
świata? Przyjmijmy jeszcze raz wołanie Jana Pawła II z krakowskich Błoń, gdy
kończył pierwszą wizytę w Ojczyźnie, przynajmniej my tutaj
zgromadzeni.
„Pozwólcie – że zanim odejdę – popatrzę jeszcze stąd na Kraków,
na ten Kraków, w którym każdy kamień i każda cegła jest mi droga – i popatrzę
stąd na Polskę…
I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to
duchowe dziedzictwo, któremu na imię 'Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą,
nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym –
abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie
podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was:
– abyście
mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej
mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,
–
abyście od Niego nigdy nie odstąpili,
– abyście nigdy nie utracili tej
wolności ducha, do której On 'wyzwala’ człowieka,
– abyście nigdy nie
wzgardzili tą Miłością, która jest 'największa’, która się wyraziła przez Krzyż,
a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.
Proszę was o to
przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy z Jasnej Góry i
wszystkich Jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który
zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod
mieczem królewskim na Skałce.
Proszę was o to”.
Prosimy was o to – w imię
Jana Pawła II, kardynała Stefana Wyszyńskiego, ks. Jerzego Popiełuszki, który
nieopodal stąd został pojmany, i w imię tych, którzy nie powinni zginąć dwa
tygodnie temu. Prosimy was. Amen.
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
