Spróbuj pomyśleć: „Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj dla wolnych”
Szczęść Boże!
Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj dla wolnych. (Poland – gmo free land, nukes free land, land for the free.) Tak zdefiniowanej marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach, ale pożyczamy od następnych pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem lat sprowadzała pod opiekę polskich katolików ludzi uchodzących z innych krajów przed ograniczeniami wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA przyciągnie turystów, studentów i inwestorów szukających azylu od zmartwień o skażenie środowiska radioaktywnymi izotopami i organizmami genetycznie modyfikowanymi (gmo). O mocy marki POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów jako wyróżniająca jakość zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń radioaktywnych i genetycznych.
Takie były nadzieje. Tak mogło być.
Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że zmienił się rząd.
Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym, jednoznacznym działaniem na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i faktyczne dokonania w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia – od zdrowia środowiskowego do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i były ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu niewystarczającego do pokonania konkurencji przyrostu liczby zwolenników. Trudno się dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami bezczynność niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności karygodnej, ale nie ukaranej. Kara za brak społecznego oporu spadała za to na tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w postaci choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze państwowi zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie chcieli i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i przywileje władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba musiał szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i załganie wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a prywata i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej, obrażały pamięć polskiej inteligencji, tej prawdziwej awangardy ludu – narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby ktoś, kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli posługuje się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.
A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za ich motto można uznać oświadczenie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z 2. stycznia 2008r. : „to społeczeństwo rządzi regułami wolności jednostek i współżycia” (la „sociedad la que ordena los principios de libertad individual y de convivencia”). W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana, traci przyrodzoną wolność, staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik historii wysyłany jest nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci przyjętej w dniu 26 sierpnia 1789 r., Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, której art. 4 rozpoczyna się od słów: „Wolno robić wszystko, co nie szkodzi innym” (Déclaration des Droits de l”homme et du citoyen du 26 aout 1789: La liberté consiste a pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas a autrui), opierając się o przekonanie, że „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można wywołać gwałtowną reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w myśl współczesnej socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską człowiekowi wolność nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O wolności jednostki decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje interesy doktrynerzy, propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi zamknięcie ust protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe pranie mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu koncentracyjnego. Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą wolność. Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego Polaka. Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu 1981r. na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: – „Moi drodzy, kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo „śleboda” – Śleboda, moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim gospodarstwie. To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże… Śleboda jest mądra. Śleboda umie po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las chroni, żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w człowieku najlepsze.”
Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski, różnokolorowe mozaiki poletek bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie poradzicie z narzuconą Polsce swawolą? „Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie dobrą markę swoich płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne mutanty i zasypią chemią niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów? Jak wydacie żywność ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z wiatrem po całej okolicy? Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa, kiedy z powodu mutantów wyginą pszczoły? Kto zechce przyjechać do gospodarstwa agroturystycznego ze skażonym powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast miodu z własnej pasieki, gospodarze postawią na stole przemysłowy produkt z supermarketu? „Trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Może kapusta z wirusem szczepionkowym, albo sałata z silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze środkiem poronnym? A może szpinak z genem świni? A może karp z genem człowieka? A właściwie, to kiedy zaczyna się kanibalizm? Ile człowieka musi zawierać istota z pozoru roślinna albo zwierzęca, aby uznać ją za na tyle ludzką, że nie wolno jej jeść bez obawy, że zjada się człowieka? Hinduiści wygrali proces z McDonald’s-em o obrazę uczuć religijnych poprzez ukrywanie dodatku krowiego łoju do frytek. Zatajenie składników wieprzowych żywności, mogłoby wywołać gwałtowne reakcje wyznawców kilku głównych religii, a nawet doprowadzić do wojen. A człowieka to wolno jeść?
Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca uwagę na cenę, rozważa ewentualne zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniem tego produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie pochodzenia. Na decyzję o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej wpływa wiedza klienta o sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala przyczyniać się do epidemii nieuleczalnych chorób, katowania zwierząt w fabrykach mięsa przerabiających genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce, zatruwania powietrza, wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i środowiska ktoś obwieścił zwycięstwo w walce z wolnością.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
