„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

W naszych dziejach pijaństwo odegrało straszną rolę. Osiemnastowieczne zawołanie „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” można uznać za swoisty slogan reklamowy ówczesnego konsumpcjonizmu. W nie tak dawnej przeszłości jako naród już raz zostaliśmy jak najbardziej surowo ukarani za bezmyślne uleganie modzie na nieumiarkowaną konsumpcję. Ale szlachta i arystokracja, do których w pierwszym rzędzie odnosiło się to powiedzenie, to główni producenci trunków i zakąsek wytwarzanych niejako na własny użytek. Gdyby zamiast pędzonej we własnych majątkach okowity, sprowadzali hektolitry italski czy galijskich win, gdyby zadaniem biesiadnika zamiast wchłonięcia tuzina półgęsków było o ileż bardziej kłopotliwe rozbrojenie homara celem wyjedzenia jego marnego umięśnienia, na legendarnym pijaństwie i obżarstwie czasów saskich zarobiłaby przede wszystkim zagranica. Tutaj jednak konsumpcjonizm dawał zarobić producentom będącym równocześnie konsumentami.

Samo pojęcie konsumpcjonizmu zdefiniował w 1924r. amerykański dziennikarz -myśliciel Samuel Strauss, który bił na alarm, że USA opanowała etyka konsumpcjonizmu. Według Straussa konsumpcjonizm to nauka o przymuszaniu ludzi do korzystania z coraz to większej ilości różnych rzeczy (Samuel Strauss: Things Are in the Saddle, Atlantic Monthly, November 1924). Uważał, że przez wieki problemem było wyprodukować wystarczającą ilość rzeczy, które ludzie chcieli; obecnie pojawił się problem jak spowodować, aby ludzie chcieli i używali więcej rzeczy niż potrzebują. Z tej okazji odniósł się do wpływu reklamy na dziennikarstwo. W demokracji wolne media powinny zapewniać obywatelom informację i występować w roli czujnego obserwatora poczynań rządu. Kiedy jednak wolna prasa pozyskuje większość wpływów z reklamy, jak pisał Strauss: „traci zdolność powadzenia obywateli, zamieniając ją na zdolność prowadzenia kupujących”. Uważał też, że tworzenie koncernów medialnych w miejsce lokalnych mediów, czyli konsolidacja mediów, przynosi korzyści reklamodawcom.

I znowu. Kiedy – jak za króla Sasa – producenci i reklamodawcy, a także żyjące z reklam media tworzą nieraz zupełnie zbędne potrzeby konsumpcyjne i je zaspokajają w tym samym kraju, w którym zatrudniają konsumentów i płacą podatki, sprawa wydaje się w miarę czysta w sensie wpływu na całość gospodarki krajowej. Choć przecież już w kilka lat opublikowaniu alarmistycznych opinii Straussa, USA były miejscem dantejskich scen wywołanych kryzysem zapoczątkowanym już w 1927r. nadprodukcją przewyższającą popyt.

Ale dopiero w sytuacji, kiedy nadprodukcja zostaje wyeksportowana i za pomocą reklam, rozmaitych figur marketingowych, przy zaangażowaniu pozorowanej na bezstronną prasy i przekupnych władz państwowych sprzedana obcokrajowcom, a do tego sprzedana na łatwy kredyt oferowany szeroką ręką przez banki wspierające eksport nadprodukcji, konsumpcjonizm pokazuje swoją najbardziej aktualną obecnie twarz z greckiej tragedii.

Za pomocą wojen opiumowych siłą imperializmu zmuszono Chiny do zaakceptowania palenia importowanego opium. Za pomocą nominalnie demokratycznych sztuczek europeizmu i konsumpcjonizmu zmuszono Grecję i Greków do zadłużenia daleko przekraczającego możliwości spłaty kredytów, tylko po to, aby producenci i bankierzy hegemonów Unii Europejskiej mogli wyeksportować nadprodukcję i zarobić ponownie, obracając w kredyt zyski z tego eksportu. Wobec upokarzających Greków pomysłów windykacyjnych, z propozycją nasłania im niemieckiego gubernatora włącznie, na ulicach stolicy kolebki demokracji płoną flagi Niemiec, co chyba dla nikogo nie jest obojętne. Zanim dojdzie do zastosowania w tych i w wszelkich innych ulicznych rozruchach broni chemicznej masowego rażenia, przed którą ostrzega zajmujący się farmakologią biochemiczną prof. Rod Flower z Towarzystwa Królewskiego (Royal Society) w świeżo opublikowanym raporcie „Brain Waves Module 3: Neuroscience, conflict, and security„, warto zastanowić się nad tym jak nasze decyzje konsumenckie wpływają na naszą kondycję, kondycję własną, kondycję własnej rodziny, czy własnego narodu.

Konsumpcjonizm jako narzędzie kolonizacji okazał się daleko bardziej groźnym zjawiskiem niż to przewidział Samuel Straus.

Pierwszym z brzegu i może najbardziej oklepanym przykładem zgubnych skutków konsumpcjonizmu jest nadużywanie alkoholu. Według ostatnich danych zawartych w raporcie Światowej Organizacji Zdrowia Alkohol a Zdrowie z 2011r. w Polsce na głowę pijącej alkohol osoby od 15 roku życia wzwyż płci męskiej przypada 26 litrów czystego alkoholu, a pijącej alkohol osoby od 15 roku życia wzwyż płci żeńskiej – 9, 5 litra czystego alkoholu na rok; średnio, pijący alkohol dorastający i dorosły Polak wypija 18 litrów czystego alkoholu na rok. Daje nam to godne pożałowania członkostwo w klubie państw najbardziej rozpijaczonych na świecie, rozciągającym się od Władywostoku po zachodni kraniec Unii Europejskiej z chlubnymi wyjątkami w postaci Szwecji, Hiszpanii, Włoch i paru innych, mniejszych państw Starego Kontynentu.

Pijaństwo jako przejaw i równocześnie stymulator konsumpcjonizmu nieraz ma swój początek przed ekranem telewizora emitującego jawne i ukryte reklamy alkoholu sprzedawanego głównie w postaci piwa. Obawa przed ucieczką wielkiej rzeszy telewidzów spod ataku reklam produktów tym telewidzom zupełnie niepotrzebnych a nawet, jak alkohol i narkotyki – niezwykle szkodliwych, może stanowić jedną z głównych przyczyn skandalicznie dyskryminacyjnych decyzji rządu Tuska w sprawie Telewizji TRWAM.

 

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj