„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Najwcześniejsze wspomnienia z przeszłości nieraz sięgają ważnych w historii wydarzeń i silnego wrażenia, jakie te wydarzenia wywarły na psychikę małego dziecka. Czy to wrażenie zostało zapamiętane na całe życie jako radosne czy też przerażające, zależy oczywiście od interpretacji dorosłych. Świat w oczach dziecka jest światem opowiedzianym przez dorosłych. Jak najbardziej dotyczy to też ocen słuszności bądź niesłuszności historycznych wydarzeń. Do moich najwcześniejszych wspomnień należy podziw dla bohaterstwa rozjeżdżanych przez sowieckie czołgi Węgrów podczas powstania 1956r. Niedzielne kazanie poprzedzające zbiórkę pieniędzy na pomoc Węgrom musiało być na tyle przejmujące, że wywołało lawinę pytań, których ani treści, ani udzielonych na nie przez rodziców odpowiedzi nie mogłem zapamiętać, ale na zawsze pozostałem z przekonaniem, iż walczącym o wolność należy pomagać. Jest to więc przekonanie wyniesione dosłownie z kościoła i z domu. W Polsce tamtych czasów powszechne, skoro nasza społeczna pomoc dla węgierskiej rewolucji 1956 (węg.: 1956-os forradalom) doszła do 2 milionów dolarów i była wyższa od udzielonej przez rząd USA. Pomoc popłynęła z Polski obróconej w gruzowisko i doszczętnie obrabowanej przez okupantów w wyniku wojny przegranej o 6 lat wcześniej niż Węgry, stojące zresztą po stronie Niemiec w zmaganiach z aliantami. Sowiecki terror miał też tam i lepsze usprawiedliwienie niż w Polsce. Jak na każdym obszarze podbitym przez Armię Czerwoną obok sprawujących realną władzę Rosjan, w Polsce i na Węgrzech rządziły pośpiesznie sklecone z miejscowych oraz nawiezionych komunistów i konformistów elity tzw. „władzy ludowej”. Z punktu widzenia tych elit powstanie węgierskie to był bunt faszystów podjudzanych przez niemiecki rewanżyzm i zachodni imperializm. Dzieci wychowywane w atmosferze takich przekonań posiadły zgoła odmienne spojrzenie na rewolucję węgierską niż dzieci jej bohaterów, entuzjastów i sympatyków.

Będąc już w wieku bardziej dojrzałym, obie grupy mogły skonfrontować swoje poglądy na niepodległość w okolicznościach mniej dramatycznych, lecz równie przełomowych, a to podczas triumfów pierwszej solidarności w Polsce na początku lat 80-tych ub. wieku. Nie do przecenienia zasługi w budzeniu odważnego patriotyzmu wśród młodzieży szkolnej i studenckiej odniosła wtedy Konfederacja Polski Niepodległej, której infiltracja przez służbę bezpieczeństwa była bez porównania mniejsza niż w przypadku aparatu „Solidarności”, co wynika zarówno z porównania głoszonych i realizowanych programów oraz karier i dalszych losów prominentnych działaczy obu formacji.

O ile działacze „Solidarności” zdradzili swoich wyborców, oferując im cienką zupkę – i to na krótki czas – w zamian za miejsca pracy i prawo do Ojczyzny, o tyle Konfederacja Polski Niepodległej swój cel osiągnęła.

Pomiędzy 8 a 12 stycznia 2012 roku pokolenie powojennego wyżu demograficznego mogło skonfrontować swoje wrażenia, także te najwcześniejsze, z realiami dnia codziennego i wydarzeniami relacjonowanymi przez środki masowego przekazu. Co więc odchodzące pokolenie zostawia następnym? Jakie wrażenia dzisiejszych przedszkolaków zapiszą się w ich pamięci na całe życie? Co zapamiętają z komentarzy dorosłych? Polskie dzieci w roku 2012 przejmą od swoich rodziców przede wszystkim strach. Strach o byt. O możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb, wobec braku w domu pieniędzy na jedzenie, prąd, ciepło i wodę. Przejmą także przekonanie, że karykatura państwa, w której przyszło im żyć charakteryzuje się wrogością w stosunku do zwykłych ludzi, którym za pomocą niebotycznych danin odbiera każdą własność a za to nie daje nic, co należy do jego podstawowych obowiązków. Cierpiąc z powodu ciężkiej, ale w cywilizowanym świecie uleczalnej choroby, polskie dzieci usłyszą, że jednak prawo do życia zostało im odebrane przez elity władzy, przez polityków znanych z imienia i nazwiska, tak żonglujących tworzonymi przez siebie przepisami prawa i ich interpretacją ad hoc, aby za zasłoną skłócenia wszystkich ze wszystkimi ukryć brutalną prawdę o drastycznym ograniczeniu polskim pacjentom prawa do refundacji leków ratujących życie. Perfidia tej kampanii propagandowej jest tak wielka, że zamiast relacjonować tragedie ludzi pozbawionych dostępu do leków, media – nie tylko reżimowe – szczują pacjentów na lekarzy i aptekarzy, którym władze zgotowały pułapki finansowe. Wobec olbrzymiego wzrostu kosztów utrzymania i obok bezrobocia, głodowych emerytur i rent, dyskryminacyjnych dopłat rolnych oraz odwróconych hipotek, pułapki finansowe nastawione na przychodnie, szpitale i apteki wyraźnie wpisują się w system wyzbywania kolejnej, bardzo liczebnej masy polskich rodzin z ich własności. Wywłaszczenia na masową skalę, czyli nowe rugi pruskie, spowodują, że młodzież wygnana na emigrację zarobkową po prostu nie będzie miała dokąd powrócić, bo ich rodzinny dom bank przekaże w obce ręce.

Odebrane z przedszkola na czas, tzn. przed rozpoczęciem naliczania karnych opłat, przedszkolaki mogły zainteresować się głównym wydarzeniem tygodnia, które rozegrało się w gmachu Sądu Okręgowego w Warszawie. W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej sąd wydał wyroki w związku ze stanem wojennym sprzed trzydziestu laty. Najbardziej realnie został ukarany pan poseł Adam Słomka z Konfederacji Polski Niepodległej – dwa tygodnie pozbawienia wolności za zakłócanie porządku w roku 2012. Pan generał Czesław Kiszczak za czyny z roku 1981 i okresu późniejszego dostał 2 lata w zawieszeniu na lat 5. Pójdzie siedzieć, gdyby w czasie zawieszenia kary znowu wprowadził stan wojenny. Jak to dziecku wytłumaczyć?

Mijający tydzień otworzył strzałem w głowę wojskowy prokurator, pułkownik Mikołaj Przybył. Znaleziony w kałuży krwi i według relacji dziennikarskich reanimowany, na drugi dzień po doznanym urazie twarzoczaszki pułkownik udzielił długiego wywiadu telefonicznego, nawet nie sepleniąc. Jak to dziecku wytłumaczyć?

Może słowami znanej piosenki – gdy Titanic tonął, to orkiestra grała. No właśnie – grała w niedzielę poprzedzającą mijający tydzień.

 

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj