„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!



Każdy Polak jako świadek, a tym bardziej jako aktywny uczestnik pontyfikatu Jana Pawła II, cieszył się wyjątkowym przywilejem czy to biernego, czy też czynnego współtworzenia jednego z najważniejszych okresów w historii wszystkich religii świata, chrześcijaństwa, kościoła rzymsko-katolickiego, Europy, Słowiańszczyzny i narodu polskiego.

Za ten bezcenny przywilej warto było zapłacić każdą cenę, ponieść każdą ofiarę. I rzeczywiście, rachunki nam wystawiono i zmuszono do natychmiastowej zapłaty. A to dopiero początek. Najwyraźniej w kategoriach zwalczania napastliwego zła nie dajemy sobie rady. Jako naród nie potrafimy wyłonić spośród siebie przywódców zdolnych do skutecznej obrony naszej kultury i naszych interesów, które – choć przyziemne – decydują przecież o przeżyciu każdej rodziny, a tym samym narodu, rodziny rodzin. Można powiedzieć, że pomimo wspaniałych wzorców z przeszłości, z budowniczymi II Rzeczypospolitej na czele, w realiach naszych czasów rady sobie nie dajemy, nie potrafimy upilnować podstawowych elementów polskiej racji stanu. Nad biurkiem kandydata na polskiego męża stanu powinna zawisnąć tabliczka z łacińską sentencją multi multa, nemo omnia novit – wielu wie dużo, nikt wszystkiego.

Pomoże walczyć samouwielbieniem i nadstawianiem ucha na pienia dworskich klakierów, którzy z niewolników i najemników, nazajutrz po zwolnieniu ze służby, stają się najbardziej zaciekłymi wrogami. Poznać pana po cholewach. Poznać wodza po doborze zauszników.

Skoro – pomimo poniesionych i nadchodzących ofiar – w żaden sposób nie potrafimy wykorzystać mechanizmów unijnej karykatury demokracji i globalnej parodii wolnego rynku do obrony naszego stanu posiadania, pozostańmy z pełnym przekonaniem, że jedyną drogą uniknięcia zagłady jest droga Jana Pawła II. Dla Narodu i Państwa Polskiego szansa na harmonijny rozwój pojawi się dopiero wtedy, kiedy uniwersalne przesłanie pontyfikatu Jana Pawła II znajdzie zrozumienie i poparcie wśród innych narodów, wśród wyznawców innych religii, w ramach dialogu i dążenia do prawdy o wolności osoby ludzkiej.

Drogę do Damaszku wypełniają tłumy. Są to zwykli ludzie, z trudem dźwigający brzemiona swojego losu i gotowi przelać niewinną krew każdego, kto będzie im wskazany jako przyczyna ich mizerii. Są też wielcy manipulatorzy tego świata, sławni politycy, byli i obecni prezydenci, premierzy, macherzy finansowi, właściciele środków masowego przekazu, autorytety moralne stworzone i utrzymywane na użytek konkretnej operacji psychologicznej. Mają już na rękach krew męczenników. I tak jak Szaweł przed niemal dwoma tysiącami lat, u bram Damaszku mogą jednak usłyszeć „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Mają szanse zostać wybranymi za narzędzie Boga. Może nie aż tak sprawne jak św. Paweł Apostoł, ale wystarczająco skuteczne, aby przekonać choć jedną osobę, że Bóg jest miłością, aby choć jedną osobę ludzką uchronić przed utratą moralnej, psychologicznej i fizycznej integralności, a tym samym umożliwić jej założenie rodziny, której kamieniem węgielnym będą czyste karty tożsamości obojga małżonków. A jedna, druga, setna i milionowa taka rodzina, to już cały naród. Naród, który odziedziczoną tożsamość zachował, a utraconą – odzyskał. Tak więc jako członkowie powszechnego kościoła rzymsko-katolickiego kierujący się miłością bliźniego, jako Polacy strzegący naszych narodowych wartości, zróbmy wszystko, aby jak najwięcej ludzi w naszej globalnej wiosce zapoznawało się z myślą błogosławionego Jana Pawła II. Paradoksalnie, masowa emigracja zarobkowa posyła na świat zastępy polskich misjonarzy, którzy może nawet nie zdają sobie sprawy z wyznaczonych im zadań, że mogą w swoim małym otoczeniu tak oddziaływać na ludzkie sumienia, że jeden po drugim inni ludzie też zaczną patrzeć na świat oczami Jana Pawła II. Własny wysiłek, głównie w formie delikatnej perswazji zaczerpniętej ze źródeł papieskich encyklik i homilii oraz – oczywiście – własnego przykładu, na pewno może liczyć na wsparcie podobne do pytania „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” zadanego w dowolnej formie, w każdym z języków świata.

Dotyczy to też, a może w szczególności, środowisk medycznych. Za mojego życia zawodowego doszło do odrzucenia liczącego tysiące lat kanonu medycyny, płynącego nawet z przyrzeczenia pogańskiego Hipokratesa a zawartego w maksymie primum non nocere, przede wszystkim nie szkodzić. Bitwa o życie każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci toczy się na co dzień w szpitalach, przychodniach i aptekach. Brytyjski dziennik The Guardian w artykule z 26. sierpnia 2010 r. pt. „Lekarze ateiści bardziej skłonni pośpieszać śmierć” (Atheist doctors „more likely to hasten death”) przytacza wyniki badań, z których wynika, że lekarze ateiści i agnostycy dwa razy łatwiej podejmują decyzje o zakończeniu życia swoich pacjentów. Autor badań, prof. Clive Seale uważa, że warto poznać poglądy religijne swojego lekarza. Lekarzom, pielęgniarkom i wszystkim innym zawodom medycznym i opiekuńczym warto więc polecić lekturę encykliki Jana Pawła Evangelium vitae o
wartości i nienaruszalności życia ludzkiego z 25 marca 1995 r. dostępnej na stronach internetowych Watykanu po
polsku,
angielsku,
francusku,
hiszpańsku,
łacinie,
niemiecku,
portugalsku i
włosku. „Istnieją oczywiście ogromne dysproporcje między licznymi i potężnymi środkami, w jakie są wyposażone siły działające na rzecz „kultury śmierci”, a tymi, którymi dysponują obrońcy „kultury życia i miłości”. My jednak wiemy, że możemy ufać w pomoc Boga, dla którego nie ma nic niemożliwego (por. Mt 19, 26)” napisał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae.

 

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Halat

drukuj