„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Energetyka atomowa była i jest podstawą cywilizacyjnego rozwoju ludzkości w tempie wcześniej nie spotykanym. Pokonując bariery energetyczne, nasz gatunek osiągnął niewyobrażalny sukces w kategoriach biologicznych, takich jak bezprecedensowy przyrost populacji, wydłużenie przeciętnej długości życia, masowe upowszechnienie coraz to nowych narzędzi wprowadzających z dnia na dzień rewolucyjne zmiany w każdej sferze życia człowieka i ludzkich społeczności.
Wchodząc w Afryce do tubylczej kurnej chaty ogrzewanej przy okazji przygotowywania posiłków wątłym ciepłem ogniska, w którym spala się chrust przez cały dzień zbierany i wieczorem znoszony do domu przez stare kobiety dosłownie przygięte do ziemi pod jego ciężarem, zdajemy sobie sprawę z tego, czym w życiu człowieka jest dostęp do energii. Ci z wielu Polaków, którzy przeżyli rozmaite kataklizmy, w tym wojenne, powodziowe, czy też związane z długotrwałym wyłączeniem prądu, sami znają degradujące skutki pierwotnego życia bez dostępu do energii. Na drugim biegunie znajdują się narody państw najbardziej cywilizacyjnie zaawansowanych, które swoją przodującą pozycję zawdzięczają nieprzerwanym dostawom i nieograniczonej dostępności taniej energii.
Do państw tych należy Japonia, która w krótkim czasie, po powstaniu z popiołów zawinionych zniszczeń wojennych i pomimo braku własnych zasobów naturalnych mogących zaspokoić potrzeby energetyczne, osiągnęła szczyt rozwoju gatunku Homo sapiens, w kategoriach biologicznych i cywilizacyjnych. Oczywiście nie obyło się bez błędów, o których warto będzie w przyszłości wspomnieć, dla przestrogi.
Swój sukces Japonia w znacznej mierze zawdzięcza energetyce jądrowej. Trudno byłoby sobie wyobrazić równie skuteczne zaspokojenie zapotrzebowania Japonii poprzez spalanie paliw kopalnych, nawet gazu, czy ropy, nie wspominając o węglu, pod każdym względem najbardziej uciążliwym.
A jednak od 9. marca 2011, godz. 2:45:18 UTC czyli czasu uniwersalnego, kiedy to sejsmografy zarejestrowały w pobliżu wschodniego wybrzeża Wyspy Honshu trzęsienie ziemi o sile 7,2 M na głębokości 14 km oraz w odległości 416 km od Tokio, stolicy Japonii i 169 km od miejscowości Fukushima, w której zlokalizowana była elektrownia atomowa, okazało się, że mówiąc z angielska – nie ma darmowych obiadów. Prędzej czy później za wszystko trzeba zapłacić prawdziwą cenę, nawet wtedy, kiedy aktualna cena wydaje się okazyjna, bo nie uwzględnia kosztów ukrytych, zatajonych, albo mało prawdopodobnych, takich, których
możliwość pojawienia się jest znikoma. Tak znikoma. jak możliwość wystąpienia bardzo silnego trzęsienia ziemi w północnej części Rowu Japońskiego, następowej fali tsunami i zrujnowania elektrowni atomowej Fukushima, a zwłaszcza niekontrolowanej emisji plutonu 239 z reaktora nr 3 tejże elektrowni,
O kosztach ukrytych składających się utrzymywanie składowisk odpadów nuklearnych dowiadujemy się z relacji mediów pokazujących gwałtowne protesty towarzyszące transportom zużytego paliwa, co w żadnym przypadku nie oddaje wagi problemu. Tu światowa opinia publiczna, zwłaszcza w krajach, których rządy miewają dziwne pomysły, powinna być
szczegółowo poinformowana o świeżo poniesionej spektakularnej klęsce projektu składowiska nuklearnego w Yucca Mountain, w Newadzie, 130 km od Las Vegas. Niemal dziesięć lat po zatwierdzeniu lokalizacji przez Kongres, okazało się, że USA nadal nie mają żadnej alternatywy dla składowania odpadów nuklearnych wokół elektrowni atomowych rozsianych po całym kraju. Chyba, że posuną się do zbrodniczych działań, o które posądzane są inne państwa, niestety, nie bez powodu, a polegających na zrzucaniu odpadów nuklearnych w krajach rządzonych przez zależne od nich szajki chciwe a przekupne, albo tez wprost do oceanu, o czym wspominają somalijscy piraci.
Do kosztów ukrytych, a właściwie ukrywanych, nieraz nie dość skutecznie, należy skażenie radiacyjne środowiska. Eksploatacja każdej elektrowni atomowej to pasmo wycieków, pożarów, awarii, oskarżeń zaniepokojonych obywateli i dementi władz. Wycieki powodujące transgraniczne skażenie radioaktywne doprowadziły do sytuacji, w której Morze Irlandzkie zostało uznane za najbardziej radioaktywne morze świata, a to za sprawą brytyjskiego zakładu przerobu materiałów nuklearnych Sellafield, wcześniej znanego pod nazwą Windscale, w którym od połowy ubiegłego wieku produkowano pluton 239, wchodzący w skład mieszanego paliwa uranowo-plutonowego (Mixed OXide fuel – MOX). Po pożarze w 1957, w którym uległ zniszczeniu rdzeń i doszło do uwolnienia 750 terabekereli materiału radioaktywnego, w tym jodu 131, co spowodowało konieczność zniszczenia mleka z okolicznych hodowli, nazwę Winscale zmieniono na Sellafield. Jakiekolwiek podejrzenie o podobieństwo polskich partii zmieniających nazwę dla zatarcia śladów jest jak najbardziej uzasadnione. Iście głupkowata dyskusja polityków, paradne spory ekspertów kompromitujących naukę i jawny lobbing reżimowych mediów na rzecz energetyki atomowej zmuszają do kontynuowania tej tematyki w kolejnych felietonach.
Tymczasem zachęcam do składania pisemnych zapytań do władz wszystkich szczebli o dostępność
energii geotermalnej w konkretnej lokalizacji, a także… jodku potasu w aptekach. Jodek potasu blokuje wychwyt jodu radioaktywnego przez tarczycę. Tylko przed ekspozycją na jod 131, nie po jej wystąpieniu.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
