„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!




Do najmniej rozsądnych zachowań ludzkich należy wishful thinking, czyli myślenie życzeniowe. Nie jest to przesadny optymizm, ofiarna wola walki o swoje racje, ani nie jest to pozytywny ogląd rzeczywistości z jego samospełniającymi się prognozami. Myślenie życzeniowe nie ma też nic wspólnego z poświęceniem się dla jakiejś idei, religijnej, patriotycznej, która powoduje, że płyniemy pod prąd na wzór naszego mistrza Jezusa Chrystusa i za przykładem niestrudzonej służby ojca Tadeusza.

Tutaj myślenie życzeniowe oznacza przekonanie, że inni zachowają się według naszego wyobrażenia, zgodnego z naszym życzeniem niedopuszczającym możliwości istnienia innych przesłanek do podjęcia działania niż nasze własne. Na przykład przesłanek moralnych. Człowiek przekonany o swojej wyższości moralnej nieraz pada ofiarą niedoceniania zagrożeń ze strony sposobu myślenia kierującego się innym systemem wartości, dla niego samego zgoła niemoralnym. Dla myślenia życzeniowego dotyczącego zachowań innych ludzi charakterystyczne jest wygłaszanie opinii: „nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić””oni nie byliby do tego zdolni”, „oni nie mogliby tego zrobić”. Wygłaszanie tego rodzaju opinii to nasza narodowa specjalność. A to z nadmiaru okazji. I to od dawien dawna.

Usprawiedliwiające ludobójstwo hasła rewolucji francuskiej „wolność, równość i braterstwo” wyniosły do władzy Napoleona. Ten, pomimo zawarcia pokoju z Austrią w 1801r. wykazał czarną niewdzięczność wobec dzielnych wiarusów z Legionów Polskich i zamiast przywrócić im wolną Ojczyznę, wysłał ich na Haiti, gdzie mieli stłumić powstanie niewolników, którzy uwierzyli w hasła rewolucji francuskiej i proklamowali niezależną republikę. Z 6 tysięcy legionistów, czterystu pozostało na wyspie, dając początek polskim rodom na Karaibach, trzystu wróciło do kraju, reszta zginęła w walkach z powstańcami, zapewne pod sztandarem z napisem „Za wolność waszą i naszą”. Do udziału Polaków w tego rodzaju ekspedycjach władcy Zachodu najwyraźniej przywykli, co obecnie jest tak samo sprzeczne z naszym narodowym interesem jak za czasów Napoleona. W kilka dni po obchodach XI Dnia Islamu w Kościele katolickim skupionego na temacie „religie przeciw przemocy” warto po raz kolejny przypomnieć żywiołową aktywność Jana Pawła II na rzecz ratowania ludzi przed wojną w Iraku i odwrotne decyzje tych ówczesnych władców Polski, którzy i z Jana Pawła II szydzili i obiecywali wielkie korzyści z udziału w inwazji. Osobiście sami te korzyści niewątpliwie pozyskali. Kto wtedy oddalał myśl o oszustwie, mówił sobie: „nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić””oni nie byliby do tego zdolni”, „oni nie mogliby tego zrobić” i umacniał się w życzeniowym myśleniu jak legioniści przed wyniszczeniem na San Domingo, jak Wojsko Polskie i ludność cywilna w obliczu najazdu bolszewików, Niemców, Sowietów, jak Polacy wobec zdrady narodowej i zaprzaństwa tych współobywateli, którzy w służbie obcych, odbierali im zdrowie, życie i majątek. Większość z nas pamięta podniosłe nastroje powiewu wolności tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Owszem, co kilka tygodni pojawiały się ostrzeżenia, że pacyfikacja tuż tuż, że należy zwalniać łóżka w spitalach, aby było gdzie położyć rannych. Ale właściwie panowało przekonanie, że „oni nie byliby do tego zdolni”, „oni nie mogliby tego zrobić”. A jednak 13. grudnia okazało się, że „on mógł tak postąpić”, że Polacy byli do tego zdolni…

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” uzyskał w legendzie narodowej status Legionów, tych od Piłsudskiego. Obok prawdziwych bohaterów, głodni władzy byli działacze „Solidarności” przybierają pozy legionistów, czy też rewolucjonistów narodowo-niepodległościowych z czasów zaborów, kroją się na miarę niezłomnych patriotów, niemal jak ci, którzy kończyli życie dla Polski przed plutonem egzekucyjnym, na szubienicy, w syberyjskiej tajdze lub niemieckim lochu. To dopiero maskarada! Panie i panowie, tylko partyjną nalepką odróżniacie się od towarzyszek i towarzyszy najbardziej spolegliwych wobec obcych, a ze swojej solidarnościowej przeszłości zrobiliście zasłonę dymną dla grabieży Polski. W razie wątpliwości porównajcie dorobek waszego i międzywojennego dwudziestolecia. Myślenie życzeniowe Polaków potrzebujących – jak wszyscy – patriotycznych przywódców, sprzyja wam jak mało komu. Nie zostało udowodnione, że służycie Polsce, a zatem nie jej służycie. Przyznajcie się do winy, naprawcie choć część wyrządzonych krzywd, a może Naród wam odpuści. Już mało kto o was mówi „nie wierzę, żeby on mógł tak postąpić”, „oni nie byliby do tego zdolni”, „oni nie mogliby tego zrobić”.

 

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj