„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Z czarnych chmur, które tak grubą warstwą spowiły niebo nad Polską, mało kiedy spada na nas coś więcej niż kolejne nieszczęście. Nie są to nieszczęścia osobiste, rodzinne, zakładowe, lokalne, branżowe, czy też ograniczone do jakiejś innej grupy ludzi charakteryzującej się określonymi cechami. Nie są to też nieszczęścia sporadyczne, ujawniane z rzadka przez reżimowe środki masowego rażenia w konwencji Telewizji Nocą Aleksandra Małachowskiego, tak, aby nie kompromitować systemu, ale jednak pozwolić ludziom na kontrolowany upust pretensji i żalów. Nie są to też nieszczęścia bagatelne w rodzaju zgubienia kilku złotych.
Od ponad dwudziestu lat spada na nas grad nieszczęść narodowych, przed którymi niewielu umie się uchronić i to nie dzięki opanowaniu umiejętności uniku a tylko poprzez współudział w ściąganiu tych nieszczęść na głowy innych. Oczywiście do czasu. Kiedy nie będzie już czego kraść, kiedy nie będzie więcej brudnej roboty do wykonania, kiedy pojawią się jeszcze bardziej pozbawieni skrupułów konkurenci, wtedy trzeba będzie przesiąść się z samolotu do samochodu i spróbować przejechać choćby z Poznania do Wrocławia, szlakiem łączącym od ponad tysiąca lat dwie kolebki
Państwa Polskiego, a w XXI w. przerwanym z powodu dwóch dekad zaniedbań w zakresie melioracji i ochrony przeciwpowodziowej. Gdyby władze Niderlandów w 1 leżących na polderach wyrwanych morzu dopuściły się podobnych zbrodniczych zaniedbań swoich obowiązków i doprowadziły do uszczerbku na mieniu, życiu i zdrowiu mieszkających tam ludzi, zdroworozsądkowa reakcja Holendrów byłaby energiczna i natychmiastowa. Ale Poland to nie Holland. Tu za zalanie polderów pomiędzy Odrą a Oławą nikt nie odpowiada, a zalecenie klasyka
"trzeba było się ubezpieczać”, brzmi tu jeszcze bardziej szyderczo, skoro ubezpieczyciel żąda 800 zł od hektara właśnie z uwagi na wysokie ryzyko zalania wynikające z zaniedbań w zakresie melioracji i ochrony przeciwpowodziowej. Podobny, często jeszcze gorszy los, zgotowali rządzący państwem, województwem, powiatem i gminą swoim wyborcom w wielu, bardzo wielu innych miejscach Polski. Część z nich lokowała ciężkie pieniądze zagarnięte w postaci niezasłużonych pensji, nagród, premii i odpraw oraz wprost ukradzione z budżetu krajowego lub funduszy unijnych właśnie w nieruchomości i to nie na Florydzie, ani nie na Lazurowym Wybrzeżu – co jest obecnie trendy wśród nagle wzbogaconych Polaków, dopowiednika Nowych Ruskich – a właśnie w Polsce, na terenach z ich własnej winy pozbawionych ochrony przeciwpowodziowej i dostępu drogowego. Po drogach zdemolowanych w ciągu minionego dwudziestolecia i nie uzupełnionych nowymi, po
których dałoby się jeździć, bonzowie dwudziestolecia nie przejadą nawet swoimi najdroższymi zabawkami z napędem na cztery koła. Gdyby zdołali wpakować się na rowery, mogliby na krótkim dystansie pojechać po ścieżce rowerowej, ale nie we Wrocławiu, gdzie wojna Klubu Złośliwych i Niedobrych Cyklistów z prezydentem miasta toczy się w najlepsze, bowiem dla wrocławskiego magistratu europejskość polega na pielęgnowaniu zaledwie dwóch wieków tradycji pruskiej w tysiącletniej śląskiej metropolii Piastów i na wydawaniu milionów na szczepienia dzieci przeciwko chorobom wenerycznym.
Z powodu niewybudowania z własnej winy dróg, niektórzy decydentów, spośród tych pozbawionych już przywileju wożenia samolotami, mogliby przemóc jaśniepański wstręt do podróżowania koleją w towarzystwie obrabowanych wyborców, gdyby wszakże kolej w Polsce nie też została rozkradziona, za co konstytucyjnie odpowiedzialny minister został nagrodzony w Sejmie owacją i pięknym bukietem kwiatów. Wypadałoby podzielić się tym bukietem z równie zasłużonymi dla sprawy swoimi
poprzednikami, panie ministrze.
Najbardziej martwić nas wszystkich powinno to gdzie też decydenci minionego dwudziestolecia będą się leczyć. Nie chodzi tu nawet o leczenie w Tworkach, na które skierowania od ręki wystawia naukowiec, intelektualista, autorytet moralny rządzącej partii, a tym samym wszystkich Polaków – wicemarszałek sejmu profesor Stefan Niesiołowski. Ze względu na stan lecznictwa psychiatrycznego w Polsce, w szczególności na zagrożenia zdrowia i życia pacjentów pozbawionych należnej opieki w związku ze stanem kadrowym personelu i technicznym obiektów dobrze byłoby wcześniej poddać się samemu hospitalizacji psychiatrycznej, panie marszałku, w trosce o kierowanych tam konkurentów, oczywiście.
Znaczna część prominentów minionego dwudziestolecia trafiła do instytucji Unii Europejskiej, gdzie w nagrodę za poczynania w rodzimym bantustanie, dostaną wystarczająco
dużo euro i różnych innych korzyści w skali niewyobrażalnej dla europejskich podatników. O tych nie musimy się martwić. Ci się wyleczą.
Nam pozostawili reformę. Reformę ochrony zdrowia. Leży przede mną ulotka wydana w grudniu 1998 r. przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej oraz Departament Koordynacji Reform Społecznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Dużymi literami ówcześni decydenci, z obecnym
przewodniczącym Parlamentu Europejskiego na czele, obiecali Polakom, co następuje:
1.Ubezpieczenie zdrowotne będzie powszechne
2.Postawą ubezpieczenia będzie składka
3.Każdy będzie miał zapewnioną opiekę medyczną
4.Każdy będzie mógł wybrać u kogo i gdzie chce się leczyć
5.Za nasze leczenie zapłaci Kasa Chorych
Kolejny decydent, tym razem z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czy jak tam oni wtedy się nazywali, złapał pieniądze z kas chorych w jeden Narodowy Fundusz Zdrowia. Dzisiaj ówczesny minister, kardiolog, profesor nauk medycznych występuje w programach telewizyjnych reklamujących tzw. medycynę niekonwencjonalną, wespół z panią uprawiającą masaż kaukaski. I to dopiero jest rzetelna oferta dla Polaków.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
