Sensacyjne dziennikarstwo
Media posługują się sensacją, bo chcą mieć wpływ na emocje odbiorców. I nie wiem, czy wielu z nas wie o tym, że media liberalne tworzą też jakiś wspólny front, bo na przykład TVN, „Gazeta Wyborcza”, „Wprost” czy „Newsweek” współpracują bardzo w tworzeniu sensacji przeciwko Kościołowi i przeciwko tym, którzy chcą Polskę zmienić. Nazwisk nie warto przywoływać, ale one się powtarzają i są często zbieżne i wzajemnie pomagające sobie, właśnie w tych dziełach wcale nie dziennikarskich, a egzekucyjnych często. Sensacja to jest taki sposób powtarzania, demaskowania ludzkich słabości. Dla części społeczeństwa, która nie ma zainteresowań, to rzeczywiście jest pożywka specjalna, którą trzeba odpowiednio przygotować i w odpowiednim czasie przekazać. Czasem się przygotowuje wcześniej. A tutaj te ostatnie dwa tygodnie, o których mówił Ojciec Dyrektor, że zaprosił wówczas premiera Jarosława Kaczyńskiego, były wystarczającym czasem, żeby coś na ten temat przygotować.
(…) Chciałabym też postawić pytanie, co myśleć o takich sensacyjnych przygotowaniach przez liberalne media i o tej roli uczniów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. O tym, że nagrania są preparowane, to wiem od dawna. W czasie stanu wojennego słuchałam sensacyjnych nagrań z udziałem Wałęsy i różnych; ale też i Jaruzelskiego, który rzekomo stawał w obronie „Solidarności”, którą przecież posłał do więzienia. I ta sensacja była przygotowana przez specjalistów po to, aby pokazać, że z dokumentów można zrobić wszystko. A byli to ludzie młodzi, więc trochę też tak dla zabawy kiedyś na imieninach to wszystko odtwarzali. I kiedy sobie pomyślimy o tym, że teraz, po tylu latach, technika bardzo jest już precyzyjna, to można naprawdę zrobić wszystko za pomocą elektroniki, to wiemy, jak za pomocą komputera, tak samo za pomocą kaset, taśm. Wiedzą to specjaliści od sensacji – myślę, że lepiej niż my, bo tym się posługują.
(…) Być może do szkoły zostali też przysłani ludzie do specjalnych zadań. Wcale niewykluczone, że wzięli za to jakieś niemałe pieniądze. Ale – co najbardziej smutne – to, że przypomina się PRL i Służby Specjalne. Bo jak takie zlecenie studentom, którzy mają żyć w zgodzie z etyką, podawać? Jeżeli świat ludzi dorosłych nakłania ludzi młodych do zadań niejawnych, dwuznacznych, to przecież ich demoralizuje.
