Rozważania różańcowe na Rok Kapłański
24 października
Zamieszkaj razem z samotnością
Od dziecka bałem się zostać sam w domu.
Źle się czułem sam pośród nieznajomych,
bałem się samotności, gdy zostanę księdzem.
Dlatego na pierwszych parafiach
tak szukałem znajomych. Wracałem późno.
Byłem niedospany, zmęczony.
Proboszcz się gniewał, wiedział, czym się to skończy.
Zaniedbałem ministrantów,
szedłem na lekcje nieprzygotowany,
kazania też od innych ściągane,
ale byłem szczęśliwy, bo mnie chwalili,
bo taki ludzki, taki przystępny,
zdolny, lepszy od proboszcza.
Durna i chmurna jest ta księżowska młodość, ale przecież nie jestem pustelnikiem.
Właśnie! Pamiętać muszę o tym,
że Nauczyciel posłał nas po dwóch,
i byłoby nam bardzo dobrze,
gdybyśmy mieli podobne zainteresowania,
tych samych znajomych.
Nie! Egoiści jesteśmy!
Każdy z nas poszedł w swoją stronę.
Przy takim sposobie życia nie sposób być księdzem.
Trzeba coś wybrać: albo być kawalerem do wzięcia,
albo sobie przypomnieć – kim ja jestem?
I co ja powinienem robić? Przypomniał nam Ojciec Święty Benedykt XVI w katedrze, że mamy być specjalistami od nauczania wiary.
Postępowy ksiądz to taki, który będzie
wierzył, ufał i miłował Boga,
a ludziom pomagał być zbawionymi.
Lat przybyło, trzeba zwolnić.
Mam wyrzuty. Tyle czasu zmarnowałem.
Wracając z „kominków”, nie byłem
mądrzejszy ani lepszy. Oni inaczej myślą.
Brak mi było prawdziwego kolegi, przyjaciela.
Przecież Nauczyciel posłał nas po dwóch.
Brak mi było najpierw dlatego, abym mógł się
dobrze wyspowiadać, abym mógł się wyżalić,
ponarzekać, o poradę i pomoc prosić.
Teraz tak mi brak samotności.
Tak bym chciał,
aby samotność zamieszkała ze mną,
aby okryła mnie swoją ciszą,
aby powiedziała mi, ile jeszcze niezrobione,
aby uczyła mnie skrzydlatych słów,
na których frunie myśl gotowa do lotu.
Samotności moja, przyjdź i wieczornym krzyżykiem nie daj usnąć myślom, które każą mi wstać mądrzejszym i lepszym.
Takim mnie chcą ludzie.
Samotności moja, powiedz mi,
że przecież nigdy nie jestem sam.
Ktoś się za mnie teraz modli, ktoś o mnie plotkuje, ktoś pisze dobry list.
Chociaż bym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!
25 października
Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał
Lubię Święta Wielkanocne,
bo wiosna przychodzi, ziemia się budzi,
wszystko chce żyć.
Jestem już po trzech dniach świętych.
Umywałem parafianom nogi, bo tak uczynił Pan Jezus. Całowałem stopy Chrystusa Ukrzyżowanego.
Święciłem pokarmy – chleb, baranka, mięsa wielkanocne, roślinki i jajka, aby wszystko było nowe i dobre.
Klęczałem przy grobie Pańskim. Jak to jest?
Zabity Baranek i Wiecznie Żywy,
umarł i JEST? Taka jest Wielkanoc.
Gdyby Chrystus nie Zmartwychwstał,
próżna byłaby nasza wiara
i moje przepowiadanie.
Ta noc Wielkiej Soboty jest i dla nas pełna niepokoju.
Coś się musi stać. Będzie Rezurekcja!
Radosne Alleluja, orkiestry, chóry, procesje,
strażacy, kadzidła, strzały,
ale gdyby Chrystus nie zmartwychwstał?
Mario, Ty Go widziałaś, powiedz coś mi na dziś. – Myślałem, że to ogrodnik. To On powiedział – Mario!
Chciałam Mu stopy ucałować.
Nie pozwolił. Wołałem – Rabbuni!
Nauczycielu Kochany! On mi wszystko przebaczył. Jak ja Go za to kocham.
Łukaszu i Kleofasie, wyście Go naprawdę
nie poznali w drodze, jak Pisma Wam tłumaczył?
– No nie! Tak jakoś oczy i rozum zaćmiło,
że nie poznaliśmy Go, ale gdy łamał chleb,
oczy nam się otworzyły i poznaliśmy.
To był On!
Tomaszu, Ty naprawdę nie uwierzyłeś, że On żyje? – No jak mogłem uwierzyć?
Wiem, że umarł i że Go pogrzebali.
Ale gdy przyszedł do mnie i kazał mi włożyć palec w Jego ręce i rękę w Jego bok, to runąłem na ziemię i wyznałem światu: Pan mój i Bóg mój!
Ja też byłem niedowiarkiem.
Niech mówią, co chcą. Ja Go widziałem.
On zmartwychwstał i JEST!
Jest jeszcze jedno spotkanie ze Zmartwychwstałym.
Piotrze, czy Ty mnie kochasz więcej niźli tamci?
Boże, to przecież pytanie żywcem do mnie.
Co ja mam powiedzieć?
Piotr odpowiedział – Tak, Panie!
Naprawdę? Naprawdę,
ale nie pytaj mnie, Panie, trzeci raz.
Pewnie znów o mnie coś wiesz.
Panie, przecież Ty wszystko wiesz,
Ty wiesz, że Cię kocham!
Wytrzyma ci serce?
Wiem, że przyjdzie kiedyś do mnie i zapyta. Co ja Mu powiem?
Tomaszowe – Pan mój i Bóg mój?
Nie, za dużo mam panów i bożków.
Piotrowe – Panie, Ty wiesz, że Cię kocham? Nie, mam jeszcze inne miłości.
To może Magdalenowe – Rabbuni!
Chyba tak. Nauczycielu Kochany!
Ale to już będzie po moim
zmartwychwstaniu.
