Rodzina wspólnym dziedzictwem ludzkości


Pobierz Pobierz

Rodzina wspólnym dziedzictwem ludzkości


Gość Rozmów Niedokończonych: ks. Santiago Martin – założyciel Franciszkańskiej Rodziny Maryi, konsultor Papieskiej Rady ds. Rodziny.


o. Zdzisław Klafka: Pragnę gorąco przywitać Ciebie Księże Santiago. Ufam, że w czasie tego programu będziesz mógł osobiście przedstawić się naszym widzom TV TRWAM i słuchaczom Radia Maryja. Jestem ogromnie uradowany wraz ze wszystkimi widzami i słuchaczami, że możemy mieć u siebie tak czcigodnego gościa. Na samym początku pragnę zapytać Ciebie o cel Twojej wizyty w Polsce.

Ks. Santiago Martin:
Dobry wieczór, ojcze Zdzisławie. Jestem bardzo uradowany możliwością bycia w Polsce. To już trzeci raz, jak tu przybywam z tego samego powodu.
Tak jak już ojciec wspomniał na samym początku, jestem założycielem nowego ruchu duchowości, nowej duchowej rodziny, zatwierdzonej już przez Stolicę Apostolską, przez Ojca Świętego. Ten ruch, ta duchowa rodzina jest wspólnotą dziękczynienia, Franciszkańską Rodziną Maryi. Przybyłem tym razem – podobnie, jak dwukrotnie wcześniej, aby spotkać osoby, które przynależą do tego ruchu w Polsce; aby być z nimi, służyć im pomocą, podarować im nowy impuls dla kontynuacji tej misji dziękczynienia. Na obecnym etapie ruch ten w Polsce jest jeszcze bardzo skromny, ponieważ dopiero się narodził. Znajduje się w pobliżu miasta Chojnice, zresztą bardzo pięknego miasta.

o. Z. Klafka: Czy mógłby nam ksiądz pokrótce opowiedzieć jak zrodziła się ta idea założenia tego ruchu, tej nowej duchowości?

Ks. S. Martini: Ojciec dobrze wie, że, kiedy św. Alfons Maria de Liguori założył redemptorystów – tak jak to zawsze bywało w Kościele – najpierw są problemy, a potem Duch Święty daje na nie lekarstwo. Należy podkreślić, że Duch Święty nie wzbudza czegoś przypadkowo, tak dla żartu. Tam gdzie są jakieś problemy, tam Duch Święty umieszcza w sercu pewnej osoby lub pewnej grupy osób pragnienie wyjścia naprzeciw tym problemom, w celu ich rozwiązana.
Do głównych problemów naszego czasu zaliczamy sekularyzm, wrogie nastawienie do Kościoła, a to sprawia, że wielu ochrzczonych katolików oddala się od Kościoła. Ten sekularyzm wyraża się w różnych formach: prawnej, kulturowej, politycznej, społecznej a nade wszystko duchowej.
Przez wiele lat byłem kapłanem dziennikarzem. Dla mnie była to wielka sposobność do zdobycia doświadczeń. Towarzyszyłem Ojcu Świętemu w wielu Jego podróżach. Mogłem doświadczyć czym jest Kościół nie tylko w moim kraju, ale w Europie, w wielu krajach Europy i świata. Jak ufam, dzięki inspiracji, którą podarował mi Duch Święty, zauważyłem, że źródło sekularyzacji jest natury duchowej. Ludzie przez całe wieki uczęszczali do kościoła tym częściej, im więcej mieli kłopotów. W krajach ubogich wierni liczniej uczęszczają do kościoła aniżeli w krajach bogatych. W okresie, gdy dany kraj przeżywa poważne problemy, kościoły są bardziej wypełnione, również w seminariach jest więcej powołań. W momencie, gdy w danym kraju polepsza się sytuacja ekonomiczna, zmniejsza się liczba uczęszczających do kościoła. Podobnie zaczyna być mniej powołań w seminariach – oczywiście, mówiąc ogólnie. Może Polska jest tutaj wyjątkiem, ale zasadniczo tak bywa w świecie.
Dlaczego tak się dzieje? Zadawałem sobie to pytanie podróżując, słuchając. Byłem np. jako dziennikarz zaangażowany podczas wielu synodów. Pytałem się „co jest tego powodem?”. Na podstawie moich obserwacji, wydaje mi się, że może nie daliśmy wiernym, katolikom formacji w pełni chrześcijańskiej. Mam na myśli formację duchową, nie mam na myśli tej ściśle teologicznej czy moralnej, ale formację duchową. Dotychczas byliśmy usatysfakcjonowani widząc ludzi obecnych w kościele. Nie zadawaliśmy sobie pytania, dlaczego ludzie przychodzą do kościoła? I kiedy okoliczności zewnętrzne i motywacje uległy zmianie, wielu ludzi przestało chodzić do kościoła. Nie chodzili do kościoła, aby dziękować Panu Bogu. Uczęszczali do świątyni, gdy mieli kłopoty i aby prosić Boga o pomoc. Kiedy przestali mieć potrzeby, zaprzestali też uczęszczania do kościoła. Podobnie jest z osobą, która jest chora – idzie do szpitala, ponieważ jest chora. Jeśli nie jest chora, to nie idzie do szpitala. Naturalnie Jezus pragnął czegoś innego, oczekiwał nowej relacji do Pana Boga. Pragnął nauczyć ludzi, aby z Bogiem mieli relację eucharystyczną, relację wdzięczności, relację miłości. I tak wydawało mi się, że jedną z przyczyn sekularyzmu – nie tylko tego, który pochodzi spoza Kościoła – jest sekularyzm wewnętrzny (duchowy) Kościoła. Stało się tak, ponieważ przez wiele wieków zbyt mało postawiliśmy na konieczność wychowania ludzi do duchowości w pełni chrześcijańskiej, duchowości wdzięczności za miłość.
W owym czasie w nowym świetle przeczytałem ten znany fragment z życia św. Franciszka z Asyżu, kiedy to miał objawienie w kościele Porcjunkuli. Kiedy wychodził z kościoła płacząc, współbracia zapytali go dlaczego płaczesz? Odpowiedział: ponieważ widziałem kościoły pełne ludzi. Oni zdziwieni zapytali: płaczesz dlatego, że kościoły są pełne? Nic nie rozumiemy. Zwariowałeś! Odparł: Nie, ale widziałem kościoły pełne modlących się ludzi. Bracia odpowiedzieli: ludzie idą modlić się do kościoła, a ty płaczesz? Niczego nie rozumiemy! Święty Franciszek rzekł: słuchałem modlitw tych ludzi, wszyscy wypowiadali to samo: daj mi, daj mi, daj mi! Ludzie idą do kościoła tylko po to, aby o coś błagać! Wypowiedział to jedno słowo, które stało się dla mnie ogromnym światłem, początkiem nowej fundacji: Miłość jest niekochana!

o. Z. Klafka: Księże Santiago, na podstawie tego, co usłyszałem rozumiem, że pragnie ksiądz by ta nowa duchowość była duchowością wdzięczności, uznania wobec Pana Boga, a to z tej racji, że u wielu chrześcijan i katolików praktykujących brak postawy wdzięczności; że prosimy o tak wiele, a tak mało dziękujemy. I to byłoby zasadniczym celem tej duchowości?

Ks. S. Martini: Tak, to jest cel zasadniczy i taki został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską. To jest bardzo ważne dla Statutów.

o. Z. Klafka: Kiedy Ruch został zatwierdzony przez Watykan?

Ks. S. Martini: Zatwierdzenie papieskie na forum międzynarodowym dokonało się w ubiegłym roku. W Statutach tzn. dekrecie zatwierdzającym, Stolica Święta wprost mówi: w tym ruchu, w tej duchowej rodzinie znajduje się charyzmat wdzięczności. To coś wspaniałego! To jest coś nadzwyczajnego! Tak zostało powiedziane przez Stolicę Świętą, przez Papieża. Tak jak powiedziałem wcześniej, Święty Franciszek był tym pierwszym w historii, który stał się sprawcą tego proroczego wołania, że miłość jest nie kochana. Ale to nie jest tylko problem epoki, w której żył św. Franciszek. Jest to problem też poprzednich wieków i następnych. To nie jest tylko problem naszego czasu. Uważam, że jest to problem, który istnieje już od dawna. Większość katolików praktykujących, jeśli nawet pragnie kochać Boga, często nieświadomie ma z Nim relacje jako ktoś, kto idzie do kościoła, aby z przyzwyczajenia o coś prosić. Przychodzi do świętych, aby ich o coś błagać. Wielu korzysta z licznych pięknych nabożeństw, jak np. nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia, ale często po to, aby prosić, zawsze tylko prosić! Zawsze mamy jakieś problemy: ze zdrowiem, w rodzinie, problemy ekonomiczne, z miejscem pracy. Idziemy do Pana Jezusa, aby prosić. Z jednej strony jest to bardzo pozytywne, to nie jest złe. Jezus przecież powiedział: przyjdźcie do mnie wszyscy; proście a otrzymacie. Problemem nie jest pójście do Jezusa, aby prosić, czy też do Maryi, aby Ją prosić. Problemem jest pójście tylko w tym celu! Relacja pełna byłby wtedy, gdy idziemy prosić i dziękować, aby się ofiarować Jezusowi: Jezu, co mogę zrobić dla Ciebie, dla Kościoła, dla ewangelizacji? Jestem tu dla Ciebie, możesz na mnie liczyć. Jako nowa wspólnota pragniemy zaakcentować konieczność Bożych praw. Bóg ma prawo do naszej miłości, do naszej wdzięczności. To jest nasza podstawowa misja, dla której jak ufam, Duch Święty nas powołał.

o. Z. Klafka: Księże Santiago, mam nadzieję, że dzięki Twoim odwiedzinom, Twojemu słowu w Polsce nasi słuchacze i widzowie, będą mieć większą wrażliwość na aspekt dziękczynienia w naszych chrześcijańskich postawach, a w sposób szczególny w sposobie naszego modlenia się do Boga.

Ks. S. Martini: Ja też pragnąłbym tego! Kiedy podróżuję po świecie, mówię niekiedy, że nasze dzieło jest kontynuacją dzieła św. Faustyny Kowalskiej. Ponieważ św. Faustyna, poprzez objawienia, które Pan jej podarował, pokazała światu, że Bóg jest Bogiem Miłosiernym. Pokazała światu to oblicze Miłosiernego Boga. My chcemy pokazać światu, że Bóg potrzebuje też nas. To, że my potrzebujemy Boga to jest jasne; że Bóg jest miłością, że jest Miłosierdziem i to jest jasne i piękne. I to, że nas napełnia ufnością! Ale Bóg ma też swoje prawa. My mamy zadania, mamy też obowiązki wobec Boga. W pewnym sensie powinniśmy mieć wobec Boga „miłosierdzie”, tzn. chcemy mieć wobec Boga nasz obowiązek. Bóg potrzebuje naszego serca. To właśnie w tym sensie, jest to kontynuacja dzieła św. Faustyny. Św. Faustyna mówi nam, że Bóg nas kocha. My mówimy, że Bóg Cię kocha i Ty powinieneś kochać Boga. Ty masz obowiązek kochania Boga. Nie możesz powiedzieć tylko: Bóg mnie kocha, jestem szczęśliwy. Dlaczego? Ponieważ dla wielu po ostatnim Soborze nie jest to tylko czymś pozytywnym. Jeśli Bóg mnie kocha, więc mogę czynić to, na co mam ochotę. To jest pewne, że będę w niebie, nawet jeśli jestem zły. Ponieważ jak to możliwe, żeby Bóg który mnie kocha, pozwolił, abym poszedł do piekła? Wielu współczesnych takie myślenie uznaje za słuszne.
My mówimy, że: Bóg Cię kocha, kocha nieskończenie, jest miłosierny bez końca. Ale i ty masz kochać Boga, masz obowiązek Go kochać! My chcemy być dzisiaj w Kościele tymi, którzy bronią praw Boga. I w tym względzie ufam Polsce, że tutaj dobrze zostanie zrozumiany ten ruch, oraz mam nadzieję, że w parafiach powstaną grupy, które mogłyby być formowane według tej duchowości dziękczynienia.

o. Z. Klafka: Tak, więc widzimy, że Kościół jest wciąż żywy, że Duch Święty wzbudza zawsze nowe charyzmaty i wciąż go ubogaca. A teraz pozwól księże Santiago, że zadam następne pytanie. Jak wiemy jesteś kapłanem dziennikarzem, współpracownikiem Telewizji Matki Angeliki, a w przeszłości także w państwowej telewizji hiszpańskiej. Współpracujesz z wieloma czasopismami. My redemptoryści posługujemy też w massmediach i staramy się, aby również w ten sposób ewangelizować. Co ksiądz myśli o tym współczesnym sposobie ewangelizacji? Bazując na osobistym doświadczeniu, proszę powiedzieć, jakie znaczenie przypisuje ksiądz takiej ewangelizacji?

ks. S. Martini: Uważam, że ewangelizacja przez środki społecznej komunikacji ma dzisiaj fundamentalne znaczenie. Ale można to czynić na różne sposoby. Np. ten wasz sposób, jest to coś wspaniałego! Kiedy zgromadzenie, czy jakaś diecezja, lub instytucja, jak Matka Angelika-EWTN, która jest właścicielem kanału telewizyjnego i radiowego, czy internet, który jest następna granicą do pokonania.
To są niektóre formy ewangelizacji, ale istnieje też inny sposób. Świeccy, którzy pracują w publicznych lub prywatnych środkach społecznego przekazu, to jeszcze inna forma. Potrzebne jest zorganizowanie specjalnego duszpasterstwa dla osób świeckich. Dzisiaj, moim zdaniem, należy zwrócić uwagę na fakt własności mediów; na umowy, które zawiera się z firmami, z którymi chcemy mieć własny program duszpasterski.
Duszpasterstwo ludzi pracujących w mediach nie jest zbytnio rozwinięte. Uważam, że brakuje duszpasterstw wobec tych kobiet i mężczyzn, którzy pracują jako dziennikarze. Potrzeba nam z nimi relacji przyjaźni. Potrzeba wobec nich wiele cierpliwości, zrozumienia ich sytuacji osobistych i rodzinnych. Pozostaje więc potrzeba pójścia dalej w ewangelizację pracowników mediów. Iść dalej nie tylko w problematyce własności mediów, ale posunąć się do przodu w pracy ewangelizacyjnej ludzi mediów.

o. Z. Klafka: Idźmy dalej księże Santiago. Nie możemy zmarnować takiej okazji mając księdza jako gościa pośród nas. Dlatego pragnę postawić pytanie związane z zadaniami, jakie ksiądz pełni w Kościele. Wiem, że jest ksiądz konsultorem Papieskiej Rady ds. Rodziny. Będąc konsultorem tej Rady, mógłby ksiądz wyjaśnić pokrótce, czym jest ta struktura w Kościele i jakie jest jej rzeczywiste znaczenie? W tym miejscu ważna uwaga dla naszych słuchaczy i widzów. Otóż do powstania tej Rady przyczynił się nasz rodak Jan Paweł II, który powołał ją do istnienia w 1987 roku. Ojciec Święty miał szczególną wrażliwość na rodzinę. Skoro mamy dzisiaj kogoś, kto pracuje w tej Radzie, pragniemy to skrzętnie wykorzystać. Czy ksiądz mógłby nam opowiedzieć o swoim osobistym doświadczeniu w tym względzie?

Ks. S. Martini: Jestem uczniem Wyższego Instytutu Redemptorystów w Madrycie gdzie doktoryzowałem się z zakresu teologii moralnej Moją specjalnością jest inżynieria genetyczna, nadto ukończyłem studia świeckie z zakresu biologii ze specjalnością z genetyki. Z obydwu kierunków otrzymałem dyplom. Jedna z moich prac dotyczyła manipulacji na ludzkim embrionie z wykorzystaniem inżynierii genetycznej. Zanim zostałem dziennikarzem poznałem kardynała Trujillo, który był wtedy przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Rodziny. Miałem z nim relacje współpracy i przyjaźni. Następnie w grudniu 2004 roku, czyli na kilka miesięcy przed śmiercią Ojca Świętego Jana Pawła II, otrzymałem nominację na konsultora tej Papieskiej Rady. Moim zdaniem posługa, którą pełni Kościół dla całej społeczności ludzkiej za pośrednictwem Papieskiej Rady ds. Rodziny, jest nadzwyczajną pomocą. Ponieważ rodzina nie jest zobowiązaniem tylko dla Kościoła. Rodzina jest zobowiązaniem dla całej ludzkości. Rodzina zaczęła istnieć nie dlatego, że założył ją Chrystus. To nie jest prawdą. Chrystus bowiem ustanowił sakrament małżeństwa. Rodzina istniała już przed przyjściem Chrystusa. Jest ona więc rzeczywistością naturalną, zanurzoną w samej naturze ludzkiej. Kościół za pośrednictwem tej Rady Papieskiej, służy całej społeczności, całej ludzkości. Tak to widzi Kościół. Oczywiście służy też na rzecz Kościoła. Misja Papieskiej Rady ds. Rodziny nie ma więc charakteru tylko ściśle eklezjalnego. Posiada perspektywę eklezjalną, ale jest to misja natury społecznej. Kościół pomaga ludzkości w taki sposób jak np. Caritas, który śpieszy z pomocą ubogim, chociaż nie wszyscy ubodzy, którzy otrzymują pomoc są katolikami.

o. Z. Klafka: Dziękuję. Aktualny Papież Benedykt XVI niestrudzenie powtarza za swoim poprzednikiem Janem Pawłem II, że w rodzinie jest przyszłość narodów, samego Kościoła i przyszłość ewangelizacji. W jaki sposób, zdaniem księdza, papież Benedykt XVI jest kontynuatorem tej promocji rodziny, jako rzeczywistości fundamentalnej dla dobra wspólnego narodów, jak to zwykł mawiać Jan Paweł II?

Ks. S. Martini: W tym argumencie i w pozostałych, co więcej – w samej osobowości Benedykta XVI i jego pontyfikatu, odbite jest piętno Jana Pawła II. Postrzegam tu całkowitą kontynuację jego Osoby. W całej tej kwestii dotyczącej rodziny jest szczególnie ewidentne. Przypominam sobie kardynała Trujillo, który często o tym mówił. Jesteśmy więc na tej samej linii walki: Jan Paweł II i Benedykt XVI.
Jednak według obecnego papieża akcent należy położyć również na charakter naturalny rodziny. To znaczy, że nie chodzi o to, abyśmy tylko bronili się przed określonym prawem, które zamierzają ustanowić parlamenty. My nie tyle bronimy rodziny chrześcijańskiej, ile raczej rodzinę ogólnoludzką. Ludzie spoza Kościoła mówią o nas: Oni bronią rodziny chrześcijańskiej! Dobrze, ale w społeczności pluralistycznej rodzina chrześcijańska jest tylko określonym konkretnym typem rodziny. Inni przypisują jej termin – „rodzina tradycyjna”. My nie jesteśmy po to, aby walczyć w obronie chrześcijańskiej rodziny, walczymy po to, aby obronić wszystkie rodziny, całą rodzinę ludzką. Rodzina chrześcijańska to jest też rodzina ludzka. Prawdziwy sens rodziny dotyczy nie tylko rodziny chrześcijańskiej, albo ludzi z innych religii, ale całej ludzkości. Rodzina jest dziedzictwem ludzkości, to nie jest tylko dziedzictwo Kościoła. My nie chcemy bronić tylko chrześcijańskiej koncepcji rodziny, koncepcji sakramentalnej. My bronimy rodziny, która jest wcześniejsza niż narodziny chrześcijaństwa, wcześniejsza od założenia kościoła przez Chrystusa.

o. Z. Klafka: W Walencji w 2006 roku Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział, że rodzina oparta na małżeństwie jest dziedzictwem ludzkości i że jest filarem społeczności, a to interesuje tak wierzących jak i niewierzących. Brzmi to dokładnie podobnie, jak przed chwilą ksiądz już to wyraził. Po części więc otrzymałem już wyjaśnienie na to poruszone przeze mnie zagadnienie. Czy mógłby ksiądz jednak coś dodać w tej materii?

Ks. S. Martini: Właśnie w tym tygodniu otrzymaliśmy wiadomość o spotkaniu pomiędzy katolikami a muzułmanami Europy. Tych spotkań mamy bardzo dużo. Jednym z punktów zbieżnych w tym dialogu jest dokładnie obrona rodziny. Nie znaczy to wcale, że my z muzułmanami zgadzamy się w innych sprawach, szczególnie z tymi z obozu bardziej radykalnego. W wielu sprawach mamy wspólny interes: jest nim rodzina. Oczywiście oni mają inną wizję rodziny, która w niektórych punktach różni się od naszej. I tak dla nas na przykład jest ogromnie ważna obrona praw kobiet. Podobne relacje posiadamy z osobami innych religii np. z Żydami i innymi. Ale również, jak ojciec wspomniał, z osobami niewierzącymi, czyli tymi niemającymi muzycznego słuchu, zdolnego rozpoznać głos Boga. Nie mający tzw. słuchu muzycznego to ateiści. Wielu z nich jest zdania, że rodzina to jest coś ogromnie ważnego, że jest fundamentem ludzkiej społeczności. Jeśli ona się rozpadnie, rozpadnie się też i ludzkość. Nie możemy pozostawić rodziny jakiemuś dowolnemu eksperymentowi w laboratorium o określonych prawach, które będą sprawcami cierpień, a w końcu powodem zniszczenia rodziny.

o. Z. Klafka: Księże Santiago, tematem wspomnianego już V-go Światowego Spotkania Rodzin było przekazywanie wiary w rodzinie. Jedną z konsekwencji laicyzacji jest rosnąca trudność w komunikowaniu wiary w samej rodzinie. Papież Benedykt XVI przypomniał, że rodzina składa się nie tylko z rodziców i dzieci, ale z babci, dziadka i poprzednich pokoleń. A więc patrzy On na rodzinę ze swoją historią przejętą i przekazywaną przez pokolenia. Stąd pytanie: jak dzisiaj przekazać wiarę w rodzinie, która przejawia swój kryzys?

Ks. S. Martini: Myślę, że jest to jeden z naszych dramatów ostatnich lat – przerwanie przekazywania wiary w rodzinie. Znamy wielu wspaniałych katolickich rodziców, praktykujących, którzy płaczą, ponieważ ich dzieci, wnuczęta nie mają tej samej wiary. Oni dobrze wiedzą, jak ważna była wiara w ich życiu, jak im bardzo pomogła w chwilach trudności, aby pozostać wiernym w małżeństwie; i są świadomi, że nie udało im się przekazać tego daru swoim dzieciom. To pęknięcie w przekazywaniu wiary w rodzinie jest cechą charakterystyczną naszych czasów, szczególnie w Europie. Oczywiście nie wszędzie. W wielu miejscach Kościół jest przejęty tą sytuacją. Ten temat był przedmiotem wielu refleksji w ostatnich latach w Radzie Papieskiej ds. Rodziny i w Watykanie w czasach pontyfikatów dwóch papieży ( Jana Pawła II i Benedykta XVI). W jaki sposób można angażować się na tym polu? Istnieją różne sposoby i idee, które proponuje się, aby mogły być wprowadzane w praktykę życia. Np. ważność parafii i katechezy rodzinnej w parafii. Katecheza rodzinna w parafii różni się od katechezy indywidualnej. Aktualnie dużo czasu poświęcamy temu zagadnieniu. Jeśli parafii uda się dotrzeć ze swoim orędziem duchowym i katechetycznym do rodziny, wówczas będzie łatwiejsza pomoc tej rodzinie, która jest w centrum parafii. Parafię widzi się jako współpracownika rodziny. Podstawowy obowiązek przekazywania wiary należy do obowiązków rodziców, ponieważ to nie jest odpowiedzialność księży, jest to zasadnicza odpowiedzialność rodziców. Jako księża pragniemy pomóc rodzicom w ich obowiązku, przekazywania wiary ich dzieciom. Celem naszych wysiłków to pomóc rodzicom, aby mogli mieć kontrolę nad formacją ich dzieci, jaką otrzymują w szkołach publicznych i prywatnych.
To rodzice odpowiedzialni są za wychowanie, szczególnie za to wychowanie moralne, swoich dzieci. To nie państwo, to nie szkoła, ani społeczność, są odpowiedzialne za wychowanie dzieci. Za to odpowiedzialna jest rodzina. Kościół walczy w obronie praw rodziców, aby mogli mieć to ostatnie słowo, tę odpowiedzialność. Jest wiele praw np. W Hiszpanii, które chcą odebrać rodzicom tę odpowiedzialność. Istnieje jako obowiązkowy przedmiot: Wychowanie obywatelskie. Tytuł brzmi pięknie, ale przedmiot ten w swej istocie ma uczyć dzieci i młodzież mentalności laickiej i progresywnej. Rodzice nie mogą powiedzieć: my tego nie chcemy dla naszych dzieci! Siłą narzuca się jako obowiązkowe takie nauczanie. Wszystkie dzieci muszą nauczyć się w szkole tego, czego domaga się lewicowy rząd i tak: „aborcja jest dobra, homoseksualizm to prawo, związek ludzi tych samych płci jest na równi z małżeństwem kobiety i mężczyzny”. Dzieci muszą obowiązkowo nauczyć się tych tematów i zaliczyć na egzaminach. I tak np. jeśli uczniowie nie powiedzą, że aborcja jest dobra, nie zaliczą tego egzaminu i nie mogą kontynuować dalszych etapów szkoły. Wy Polacy, którzy pochodzicie z państwa przez wiele lat o ustroju socjalistycznym i państwa, w których rządziła dyktatura, wiecie doskonale, co to znaczy. To jest aktualna sytuacja w Hiszpanii i jest bardzo prawdopodobne, że będzie to kopiowane w innych krajach Ameryki Łacińskiej. Kościół walczy o to, aby pomóc rodzicom, aby one mogły mieć ostatnie słowo w tym, co dotyczy formacji moralnej ich dzieci. Są więc dwa pola walki Kościoła: zatroszczenie się o parafialną katechezę rodziną, oraz pomoc rodzicom w tej sytuacji ataków sekularyzmu.
I są jeszcze inne sprawy. Np. jest czymś ważnym, aby pomóc zrozumieć rodzicom, że jeżeli trudności zewnętrzne wciąż narastają, to potrzebują oni pomocy, np. ze strony ruchów kościelnych. Jest czymś ogromnie ważnym, aby do czegoś należeć. W Kościele jest wiele wspólnot zatwierdzonych przez samego Ojca Świętego, a wiec można do nich należeć bez żadnych lęków i obaw. Jedno pojedyncze małżeństwo napotyka na coraz większe trudności w przekazywaniu wiary. W takim wypadku można by się oprzeć na wspólnocie parafialnej. Nie do pominięcia jest tu pomoc parafii. W wielu parafiach tego brakuje. Pojedyncze małżeństwo widzi, że nie ma się do kogo zwrócić o pomoc, nie wie co robić, gdy ich dzieci nie chcą chodzić na Mszę Świętą. Często ich dzieci dołączają się do tych przyjaciół, od których przyjmują nowe zwyczaje, inne rozumienie seksualności, wchodzą w nałogi alkoholizmu, narkomanii. Rodzice sobie nie radzą i nie wiedzą, jak pomóc swoim dzieciom, ponieważ są zbyt osamotnieni w ich problemach. Jest czymś ważnym, aby zrozumieli, że gdy dołączą do innych rodziców, wejdą w większą rodzinę duchową. W Rodzinie Franciszkańskiej Maryi jest bardzo wiele rodzin i tam mogą otrzymać konieczną pomoc służącą tej problematyce związanej z przekazywaniem wiary w rodzinie. To są jakby te trzy linie frontu, na którym Kościół musi stoczyć aktualnie bój.

o. Z. Klafka: Księże Santiago, chciałbym w tym miejscu dopowiedzieć, że niestety również w Polsce są ostatnio podejmowane próby, aby w pewnym sensie wykraść rodzicom przysługującą im misję formacji moralnej ich dzieci. Państwo chce wyręczyć rodziców w tym, co jest ich zadaniem a nawet obowiązkiem. Mamy nadzieję, że polskie społeczeństwo obroni się przed tym. Kościół w Polsce o to walczy i z mocą podkreśla, że rodzina jest wychowawczynią do podstawowych wartości i postaw moralnych. Tak więc zagadnienie to ważne jest również Polsce.

Ks. S. Martini: Jak już powiedziałem ojcu wcześniej, Kościół stara się wspomagać rodziny, nie tylko rodziny chrześcijańskie. To jest walka, posługa natury społecznej, jaką wykonuje Kościół, kiedy walczy o rodzinę, ponieważ rodzina potrzebuje asystencji Kościoła, pomocy chrześcijaństwa. Wszyscy winni zrozumieć, że Kościół nie chce bronić tylko swoich praw, czy jakiś określonych przywilejów. Kościół ogólnie broni rodziny, czyli przyczynia się do dobra dla całego społeczeństwa, ludzkości, kiedy mówi poszczególnym rządom, np. w Hiszpanii, może też mówić i w Polsce. Kieruje te słowa do rządzących: Wy nie możecie tego czynić, nie możecie zmuszać młodzieży do uczenia się tego, co za słuszne uznaje rząd lewicowy. Nie może tego uważać za obowiązkowe! A gdzie prawo wyboru? Nie może być tak, że można wybrać takie przedmioty jak matematykę, naukę języka, a Wychowanie obywatelskie jest obowiązkowe.
Kościół mówi dzisiaj do rządzących: zmierzacie ku państwu totalitarnemu. Zmieniacie w sposób zasadniczy pojęcie demokracji. Poprzez takie prawa zmierzacie do państwa totalitarnego, które już nie jest demokratyczne, nawet jeśli formalnie za takie jest uważane. Tu mamy do czynienia z cechami państwa totalitarnego, państwa dyktatury, a nie państwa demokratycznego. Kościół jest za demokracją, broni demokracji, ale tej prawdziwej demokracji, demokracji z wartościami. Nie broni demokracji jedynie formalnej, demokracji przeciwnej wartościom. Nie jest za demokracją, która wykorzystując większość, zmusza do tego, aby zobowiązać wszystkich, aby uczyli się tych samych określonych praw i by wszyscy myśleli tak samo. Nie wolno się zgodzić, aby rządzący przez pracę z młodymi „po swojemu” wpływali na ich przyszłość. Tu mamy przykład demokracji, która pozbawiona jest wartości demokratycznych. Kościół jest tym kimś jedynym, kto ma odwagę powiedzieć: to nie jest dobre dla naszej społeczności. Oczywiście, że nie jest też dobre dla Kościoła, ale jest ogólnie złe dla wszystkich ludzi. Kościół dzisiaj jak nigdy dotąd – jak w przeszłości w Polsce – jest Kościołem prorockim i w jakimś sensie męczeńskim.

o. Z. Klafka: Księże Santiago, nasze Radio Maryja i Telewizja Trwam – jednocześnie – towarzyszą Ojcu Świętemu w Jego podróżach apostolskich. W pewnym sensie jesteśmy dumni, że możemy pełnić tę posługę dla Kościoła, dla wszystkich Polaków. Osobiście postrzegam, że w czasie tych podróży da się zauważyć dwie miłości Ojca Świętego: Jego miłość do młodzieży i do rodziny. Gdziekolwiek się udaje, akcentuje te dwie ważne rzeczywistości. Nawet ostatnio, kiedy był we Francji. Podczas spotkania z Konferencją Episkopatu Francji zapytał biskupów: jakie dziedziny w ich kraju wymagają większej duszpasterskiej uwagi? To on sam, nie czekając na odpowiedź, podkreślił, że na pierwszym miejscu jest rodzina. Odnosząc się do niej powiedział, że to właśnie ona zmaga się dzisiaj z gwałtownymi zawieruchami i dlatego słowa ewangelisty mówiącej o łodzi miotanej burzą na środku jeziora mogą być zaaplikowane do rodziny: „Fale biły w łódź tak, że łódź już się napełniała” (Mk 4, 37). Czy według księdza kryzys rodziny jest rzeczywiście tak głęboki skoro papież nieustannie to przypomina? Często mówi się, że Kościół jest pesymistyczny, ale to w tych przecież dniach papież uświadomił nas, że rodzina przechodzi kryzys i Kościół winien coś zrobić dla niej.
Ks. S. Martini: Wpierw chciałbym dodać nieco do tego, co ojciec powiedział, a mianowicie myślę, że papież ma trzy miłości: młodzież, rodzinę i relację między wiarą a rozumem. Ten papież często w swoich przemówieniach podejmuje to zagadnienie. W tej kwestii należy przypisać szczególne znaczenie jego wystąpieniu w czasie pielgrzymki do Francji, w Paryżu. A teraz wracając do tematu rodziny: obecny papież nie jest pesymistą, jak nie był nim Jan Paweł II. On naprawdę dobrze wie, jaka jest dzisiaj sytuacja rodziny. Ja mogę coś powiedzieć o sytuacji w Hiszpanii. Doszliśmy do takiego stanu, gdzie istnieje taka sama liczba małżeństw zawieranych, jak i rozwodów. Nadto, jeśli weźmiemy również pod uwagę tych, którzy nie zawierają małżeństwa ani cywilnego ani kościelnego, czyli te pary, które żyją razem bez żadnego prawnego uregulowania, bez zawiadomienia państwa, i jeśli uwzględnimy również rozpad tych związków, to naskłada się nam bardzo wysoka liczba. Możemy więc powiedzieć, że w Hiszpanii mamy więcej par rozbitych aniżeli tych, które trwają wiernie w swoich związkach. To jest ta realna sytuacja w Hiszpanii, jak wynika z danych statystycznych. I to jest tylko jeden z wielu aspektów dotyczących zagadnień rodziny.
A jaka jest aktualna sytuacja młodzieży? W Hiszpanii statystyki są straszliwe: więcej umiera ludzi młodych poprzez samobójstwa, aniżeli w skutek wypadków drogowych. To jest znaną prawdą, że w wypadkach samochodowych zawsze ginie dużo osób, ale u nas więcej jest samobójstw. To jest rzeczywistość Hiszpanii!!! Oczywiście to nie jest problem natury ekonomicznej.
A oto jeszcze inna rzeczywistość, inne dane: młodociani, którzy są poniżej 18 roku życia, na miesiąc upijają się trzy razy. Czyli są w stanie upojenia alkoholowego przez trzy weekendy. Stąd wynika, że upijają się trzy razy na cztery możliwe weekendy. To jest coś strasznego! W tym wypadku mamy na uwadze tylko dorastających młodych ludzi, których jeszcze nie można uznać za w pełni dorosłą młodzież. Ta dorastająca młodzież, to ludzie, którzy trzy razy na miesiąc wracają do domu w stanie nietrzeźwym, w czasie weekendu, czyli w piątek, sobotę, niedzielę. To jest rzeczywistość! To są te rodzinne problemy!
Inne jeszcze sprawy. W Hiszpanii – dwa tygodnie temu – dowiedzieliśmy się z Informatora wydawanym w naszym Parlamencie, w którym poruszono sprawę prostytucji – że w Hiszpanii na prostytucji zarabia się 50 milionów euro na dzień. To znaczy 18 miliardów euro w skali roku z prostytucji! Czyli tak wielka suma 50 milionów euro na dzień pochodzi z prostytucji!
To wszystko może być powodem wielu ludzkich kłopotów, a szczególnie samotności, zerwanych związków rodzinnych tych ludzi, którzy żyją samotnie, ponieważ już nie mają swojego małżonka. Rzeczywiście, możemy powiedzieć za Ojcem Świętym, że rodzina przeżywa wielką burzę, jej sytuacja jest bardzo trudna, ale nie tylko dla rodziny chrześcijańskiej, ale dla rodziny w ogólności.
Nasze kraje Hiszpania i Polska, Italia i Francja, to kraje, gdzie większość stanowią wciąż katolicy. Socjologicznie katolicy, gdzie mamy do czynienia z rodzinami katolickimi. Generalnie więc trzeba uznać, że istnieje problem rodziny. Kościół chce bronić rodziny nie tylko w oparciu o podstawowe założenia dogmatyczne, moralne, ale też te naturalne, w oparciu o te prawa, które są wpisane w naturę ludzką.

o. Z. Klafka: Księże Santiago, dzisiaj jesteśmy świadkami postępu wiedzy i techniki w zakresie bioetyki. Człowiek roszczy sobie prawo zastąpienia Boga Stwórcy. Ksiądz jako specjalista z zakresu inżynierii genetycznej i bioetyki mógłby coś powiedzieć na temat zapłodnienia In vitro. W Polsce aktualnie jest to temat budzący wiele publicznych dyskusji.

Ks. S. Martini: Moim zdaniem podstawowym problemem jest fakt, że nauka i naukowcy porzucili wiedzę tzn. ideologia stała się ważniejsza od prawdy naukowej. Co takiego podpowiada nam autentyczna wiedza? To właśnie wiedza mówi nam, że w momencie, kiedy komórka jajowa matki zostaje zapłodniona przez komórkę męską, mamy wówczas do czynienia już z istotą ludzką. To mówi nam prawdziwa nauka, to nie jest tylko nauka moralna, czy dogmatyczna Kościoła! To nie jest tak, że my katolicy przez akt wiary a nie dzięki wiedzy wierzymy, że w zapłodnionym jaju jest człowiek. To nie jest tak! To biologia nam mówi o tej prawdzie, że zapłodniona komórka jajowa matki jest już istotą ludzką, ona posiada już swoje kompletne wyposażenie genetyczne. Mamy tutaj tylko do czynienia z brakiem czasu, koniecznym dla uformowania się tej istoty ludzkiej w ciele mamy i dla samych narodzin. To jest istota ludzka, prawdziwy człowiek! To jest wiedza, część wiedzy ludzkiej. Tylko pseudonaukowiec zdominowany jakąś korzyścią, albo postępową ideologią, nie chce tego wiedzieć. Nauka Kościoła opiera się na nauce i głosi, że tak jest naprawdę. Kiedy o tym się zapomina, zaczyna się traktować embrion ludzki, jakby był np. embrionem szczura czy jakiegokolwiek innego zwierzęcia. A to jest przecież ludzki embrion, a stąd prawdziwy też człowiek, który ma już swoje prawa. Nie wolno zapominać o tych prawach człowieka, które są ważne nie tylko dla tych, którym udało się narodzić. Są to prawa aktualne dla wszystkich ludzi, a więc również dla ludzkiego embrionu. Kiedy o tym się zapomni, to embrion nie jest człowiekiem, a jedynie materiałem laboratoryjnym, z którym można zrobić cokolwiek, np. poddać różnym eksperymentom.
Nie wystarczą w tym wypadku dobre intencje np. może to zaistnieć w wypadku, gdy jakaś para pragnie mieć dzieci, a nie może ich mieć w żaden inny sposób, jak tylko stosując technikę zapłodnienia In vitro, lub mają chore dziecko i potrzebują braciszka, aby pobrać od niego pewne elementy. Stwarza się w tym celu specjalny embrion w laboratorium, aby następnie zabić go dla ratowania tego chorego dziecka. W takim wypadku podchodzi się do ludzkiego embrionu, jak np. do embrionu szczura czy też innego zwierzęcia. To jest ludzki embrion, prawdziwy człowiek!
To mówi nauka, nie tylko Kościół. Tak mówią naukowcy, którzy znają prawdę o rzeczywistości. Kiedy studiowałem biologię, studiowałem na uniwersytecie świeckim. Tam właśnie się tego nauczyłem. Taką wiedzę otrzymałem nie od księdza, ale od prawdziwego naukowca. Jeśli to jest prawdą, a jest nią naprawdę, bo mówią nam o tym fakty, to powinniśmy wszystkie te problemy widzieć w świetle prawdy o świecie, w którym żyjemy.
Czy jest rzeczą słuszną dokonywanie zapłodnienia In vitro? Co wtedy tak naprawdę się dzieje? W takim przypadku najpierw musisz jakoś zdobyć 30 embrionów. Następnie umieścić je w ciele przyszłej matki, w liczbie 3 lub 4, zasadniczo nie więcej. Potem, trzeba czekać, obserwując, czy te embriony implantowane zostaną zaakceptowane przez organizm kobiety. Jeśli nie, bierzemy następne 3 lub 4, aż ta kobieta stanie się faktyczną matką.
Ale tu należy zapytać: co się dzieje z embrionami, które pozostały w lodówce? Stają się zwykłym materiałem do eksperymentów, ale wyrzuconym do kosza! To są istnienia ludzkie. Tak nie można z nimi postępować! To jest naukowa prawda o rzeczywistości. Widzimy więc, że w takim wypadku mamy do czynienia z wielką ilością embrionów, o losie których kobieta w chwili gdy staje się matką, nie chce wiedzieć. One prawdziwie skazane są na śmierć! Tego nie wolno nam zaakceptować! Ale taka jest dzisiejsza rzeczywistość. Wielu nie chce tego wiedzieć. Wielu powtarza: oj biedna kobieta, nie może stać się matką, to jest marzeniem jej życia, zostać matką! Nie stanie się kobietą spełnioną, zrealizowaną, jeżeli nie zostanie matką!
W telewizji czasami pokazują kobiety z pięknym dzieckiem, takie szczęśliwe kobiety. W końcu przecież mogły zrealizować cel swojego życia, mieć dziecko! Dobrze, jestem zadowolony, ale stawiam pytanie: za jaką cenę zostaje się matką? Tego już się nie pokazuje! Cena jest taka, że potencjalni braciszkowie zostają zabici! Tego się nie pokazuje, ale taka jest rzeczywistość.
Kościół mówi: ta rzeczywistość, której wy nie chcecie widzieć, istnieje! Jeżeli mówisz o przeszłości i przedstawiasz pracę, jaką wykonywali niewolnicy, to możesz wybrać jakiś jeden pozytywny aspekt. Ale ukaż całą prawdę, ukaż realny los niewolników, ich nieludzka dolę! Ci, co przed wiekami bronili niewolnictwa, nie chcieli widzieć jej ciemnych stron.
Kościół dzisiaj mówi, że to pięknie, że matka w końcu ma dziecko. Ale jaka jest druga strona rzeczywistości? Jaką cenę zapłacono za szczęście matki? Zamordować tyle niewinnych istnień, które przecież też są jej dziećmi. To jest rzeczywistość, której wielu nie chce widzieć.

o. Z. Klafka: Dziękuję księże Santiago za to wyjaśnienie. W Europie już od pewnego czasu zaczęto na gruncie prawnym zastępować prawdziwe małżeństwo alternatywnymi. Chodzi tu o pary tej samej płci. Jest problem, który do tej pory był nieznany w historii narodów i w samym prawie. Czymś bardziej jeszcze destrukcyjnym jest prawo adopcyjne dzieci przez pary tej samej płci. Ta tendencja jest przeciwna prawu Bożemu, Bożym przykazaniom i jest negacją prawa naturalnego. Czy mógłby ksiądz coś powiedzieć na ten temat?

Ks. S. Martini: W tym miejscu uważam, a jest to moja osobista opinia, że czyni się wszystko, aby ukazać otwarty konflikt między Kościołem a homoseksualistami. Wspólnota homoseksualistów, która jest bardzo silna w świecie, walczy z Kościołem, ukazując go przed całą społecznością jako ich nieprzyjaciela. Używają oni takiej argumentacji, że Kościół jest przeciw małżeństwom homoseksualistów. Przed całą zlaicyzowaną społecznością ukazują Kościół jako Kościół stary, homofoniczny itd.
Ale przecież tak nie jest! Kościół natomiast w tym wypadku mówi, że rzeczy należy nazywać po imieniu. Nazwa rzeczy winna odpowiadać prawdzie. Kościół wcale nie mówi, że państwo laickie, niewyznaniowe, demokratyczne, nie może aprobować prawa cywilnego dla związków homoseksualnych. Tego nie mówi Kościół! Kościół chce tylko powiedzieć jasno, że związki homoseksualne nie mogą nazywać się małżeństwem. Nie mogą nazywać się rodziną! Ponieważ nazwa taka jak „małżeństwo”, „rodzina” jest kompletnie czymś innym. Jest związkiem między mężczyzną i kobietą. Tylko dla tego typu związku przysługuje ta nazwa. Możesz stworzyć rodzaj prawa dla innych typów związków. Jeżeli chcesz, to uczyń takie prawo, prawo dla związków homoseksualnych. Możesz mieć takie prawa. W ten sposób mieć prawo dziedziczenia dóbr materialnych. Mieć prawo do ubezpieczenia społecznego. Tu nie ma problemu!
Ale podkreślam, tu nie możemy mieć do czynienia z rodziną, ani małżeństwem. Tym związkom, które oznaczają całkiem inną rzeczywistość nie możesz przypisać nazwy: „małżeństwo”, „rodzina”. Nie możesz czemuś przypisać nazwy, co w rzeczywistości oznaczałoby coś całkowicie odmiennego! Nie możesz sprzedawać wody gazowanej, mówiąc, że to jest Coca-cola. Nie! Coca-cola jest Coca-colą a nie wodą gazowaną, to całkiem coś odmiennego. W ten sposób zamiast Coca-coli sprzedaje się wodę gazowaną. Wspólnota homoseksualistów pragnie sprzedać nazwę „związku homoseksualnego” jako „małżeństwo”! Czyń sobie prawo dla związków homoseksualnych, ale proszę Cię nie nazywaj go małżeństwem! Nie możesz tym związkom przypisywać praw małżeńskich np. prawo do adopcji dzieci. Ponieważ dziecko, które ma to nieszczęście (z wielu powodów) nie posiadania własnych rodziców, to dziecko też ma swoje prawa. W tym wypadku priorytetem jest prawo dziecka, bo dziecko jest słabsze. To prawo dziecka ma pierwszeństwo przed tylko teoretycznym prawem do adopcji. Jakie są prawa dziecka? Mieć ojca i matkę! Kogoś o płci męskiej i żeńskiej. To jest konieczne dla jego kompletnego, możliwie najlepszego wychowania. Tzn. prawem dziecka, jest mieć kobietę i mężczyznę we własnym domu, jako matkę i ojca, i to jest ważniejsze od teoretycznego prawnego posiadania dziecka poprzez adopcję. W konsekwencji, jeśli nie uznamy związku homoseksualnego za małżeństwo, to nie uznamy nigdy ich prawa do adopcji. To prawo adopcji związane jest tylko i wyłącznie z małżeństwem. Kościół więc nie jest przeciwny homoseksualistom, Kościół tylko broni rodziny, broni dzieci, tylko to mówi! Kościół nazywa rzeczy po imieniu. Jeśli ty mówisz, że jedna rzecz podobna jest do drugiej, to ty niszczysz prawdziwy obraz rzeczywistości. W tym wypadku niszczysz rodzinę.
Księża biskupi hiszpańscy w tym przypadku użyli porównania: w tym wypadku byłoby to tak, jakbyś wpuścił w obieg fałszywe monety Euro. Ty je nazywasz Euro, ale w rzeczywistości to nie są Euro. Jeżeli na zwykłym papierze dasz napis złoty, nie będzie to jeszcze oznaczać, że jest to prawdziwy złoty! Ty musisz rzeczom dawać takie nazwy, aby odpowiadały temu, co naprawdę oznacza!

o. Z. Klafka: Księże Santiago, jeśli wolno mi teraz zapytać o pewien konkret. Otóż kardynał Trujillo, były przewodniczący Rady Papieskiej ds. Rodziny dał następującą odpowiedź na tak postawione pytanie: czy można pozwolić na przystąpienie do komunii świętej tym katolikom, którzy negują podstawowe chrześcijańskie i ludzkie wartości? A jego odpowiedź brzmiała: Odpowiedzialność polityków i stanowiących prawa jest ogromna. Nie można jednak oddzielać tzw. opcji osobistej od funkcji społeczno-politycznej. To nie jest problem prywatny, zawsze należy akceptować Ewangelię, Magisterium Kościoła i zdrowy rozum.
Stawiam to pytanie, ponieważ w świecie polityki ostatnio byliśmy świadkami podobnych dyskusji.

Ks. S. Martini: To nie jest pogląd tylko kardynała Trujillo, ale to jest nauka Kościoła, Jana Pawła II i utrzymywana jest przez Benedykta XVI. To jest logiczne. Nie mogę jednocześnie być dwiema różnym osobami w jednej. Nie można być schizofrenikiem. Z rana jesteś politykiem, a wieczorem przykładnym katolikiem. Zawsze jesteśmy jedną i tą samą osobą. Nie może być tak, że z rana jestem ekonomistą a wieczorem dobrym katolikiem. Podobnie, z rana jesteś bankowcem na giełdzie, i z rana możesz kraść, a po południu pójść na Mszę Świętą. Czyli złodziejstwo traktujesz jako zawód. Możesz być handlarzem narkotyków z rana, a po południu praktykującym katolikiem? To nie jest możliwe! Jesteś jedną osobą!
Kościół przypomina potrzebę koherencji. W sposób szczególny przypomina to politykom, ponieważ to oni są odpowiedzialni za ustanowienie prawa. To Jan Paweł II przypomniał, że osoby, które współpracują w dokonaniu aborcji popadają w ekskomunikę i w konsekwencji nie mogą przystępować do komunii świętej. Muszą wcześniej iść do spowiedzi i wypełnić prawem przypisane warunki.
Winna jest nie tylko matka, która zabiła dziecko, nie tylko lekarz, który dokonał aborcji, ale i ci politycy, którzy głosowali w parlamencie za prawem aborcyjnym. Zaciągają oni kary kościelne i nie mogą przystępować do komunii świętej, ponieważ brali w tym bezpośrednio udział.
Jest jeszcze inna kwestia bardzo delikatna i trudna, z jaką często mamy do czynienia: kiedy to trzeba glosować na coś, co nazywamy mniejszym złem. Kiedy mamy do czynienia z głosowaniem za prawem restrykcyjnym, które dopuszcza tylko pewne wyjątki, i z glosowaniem za prawem liberalnym, dopuszczającym szeroko aborcję. Takie sytuacje często mają miejsce, wtedy to politycy znajdują się w trudnej sytuacji ich sumień.
Generalnie jest tak, że jeśli mówię, że jestem za aborcją wówczas nie mogę przystępować do komunii świętej. W USA jest wielu księży biskupów, którzy mówią politykom: nie możesz przystępować do komunii świętej, bo jesteś za aborcją. Ostatnio biskup kandydatowi na prezydenta, Obamie, który jest katolikiem, powiedział, że nie może przystępować do komunii świętej, ponieważ otwarcie, publicznie jest zwolennikiem aborcji. Jest wobec tego ekskomunikowany, bo jego postawa jest sprzeczna z oficjalną nauką Kościoła.

o. Z. Klafaka: Księże Santiago, wiemy, że Maryja ze swoją macierzyńską miłością jest pierwszą, która broni Bożego obrazu ziemskiej rodziny. I tu moje osobiste pytanie do księdza. Dlaczego pobożność maryjna odgrywa tak ważną rolę w naszych rodzinach?

Ks. S. Martini: Ponieważ my mamy prawdziwie katolicki zmysł życia. Katolicki zmysł życia to taki, w którym Maryja ma swoje ważne miejsce. To nie jest bogini, ale Maryja jest czymś fundamentalnym dla naszej katolickiej duchowości. I dlatego nasze rodziny dzięki temu katolickiemu zmysłowi bardzo kochają Maryję. Maryja jest dla nas, dla wszystkich katolików, katolików łacińskich – w tym też dla Polaków – jest Tą, która pomaga nam jak najszybciej osiągnąć Boga. Jest bramą niebios, jest naszą Adwokatką, która zawsze jest do naszej dyspozycji i wypełnia to zadanie, które otrzymała od Jezusa pod krzyżem: Ty masz być Matką dla tych wszystkich. Ona jest Matką. Doświadczamy naocznie jej macierzyństwa. My nie tylko w nie wierzymy, ale prawdziwie doświadczamy jej macierzyństwa.
Powracając do tego, od czego rozpoczęliśmy ten wspaniały wywiad, kiedy to mówiłem o duchowości wdzięczności; powiedziałem, że dla mnie było czymś bardzo mocnym to prorockie zawołanie św. Franciszka: Miłość nie jest kochana! To jest rodzaj upomnienia! Sprawy mają się źle! Potem zacząłem szukać pewnego wzorca. I znalazłem go w Maryi i dlatego nazywamy się Misjonarzami Maryi. Ponieważ Maryja jest wzorem miłości. Ona pokazuje nam, jak należy kochać Jej Syna, który jest Jej naturalnym Synem, prawdziwym człowiekiem z prawdziwej kobiety, który jest też jednocześnie Synem Bożym, prawdziwym Bogiem. Maryja pokazuje nam drogę, na jakiej mamy kochać Jezusa, jako człowieka i jako Boga. Ukazuje jak kochać Boga i ludzi. Maryja jest Tą, która ukazuje nam drogę życia, pełnię duchowości chrześcijańskiej, jaką jest duchowość wdzięczności, duchowość eucharystyczna. Maryja zawsze jest drogą. Nasze narody Polska i Hiszpania mają to szczęście mieć tę wielką miłość do Maryi. To najpewniejsza nasza Adwokatka. To nasza pewność, że jesteśmy naprawdę na drodze katolickiej.

o. Z. Klafka: Wiemy wszyscy, że w dniach 16-18 stycznia przyszłego roku w mieście Meksyk odbędzie się już VI Światowe Spotkanie Rodzin. Całe to spotkanie odbędzie się pod znamienitym hasłem: „Rodzina wychowawcą do wartości ludzkich i chrześcijańskich”. Ksiądz jest jednym z tych, którzy są bezpośrednio zaangażowani w przygotowanie tego spotkania. Mógłby ksiądz powiedzieć, jak wygląda aktualny stan przygotowań?

Ks. S. Martini: Obecna chwila jest szczególna, bo jak ojciec wie, że w ostatnich miesiącach zmarł Kardynał Trujillo i dlatego nastąpiła pewna przerwa w zarządzaniu Papieską Radą. Nawet jeśli mon signor Grzegorz Kaszak, który jest wspaniałym polskim kapłanem, na miesiąc przed śmiercią księdza kardynała został mianowany sekretarzem Rady Papieskiej ds. Rodziny – kontynuował pracę, nadał jej ciągłość.
Następnie na przewodniczącego, jako następcę kard. Trujillo, mianowany został arcybiskup Florencji ks. kard. Antonelli. To on musiał przejąć przewodniczenie temu styczniowemu spotkaniu w Meksyku i to w chwili, gdy pozostało już niewiele miesięcy. Trzeba też uwzględnić minione wakacje, lipiec – sierpień, we Włoszech i Hiszpanii są ważnymi miesiącami. Dla księdza kardynała nie było to łatwe, ale jestem przekonany, że będzie to piękny kongres.
Temat, jak wspomniał ojciec, jest trochę kontynuacją tematu z Walencji – tam o przekazywaniu wiary, a tutaj o przekazywaniu wartości ludzkich i chrześcijańskich. Jakby ten sam temat poszerzony o wartości ludzkie. Myślę, że w tych niewielu miesiącach, które nam pozostały, praca jest ogromnie intensywna. Trzeba tylko trochę nadpędzić, ale wszyscy pracują bardzo gorliwie. Wiem, że czynią to bardzo dobrze. Mon signor Grzegorz Kaszak jest osobowością nadzwyczajną.

o. Z. Klafka: Niestety musimy kończyć naszą rozmowę, gdyż czas nieubłaganie dobiega ku końcowi. Myślę, że nie tylko ja, ale i widzowie Telewizji Trwam i słuchacze Radia Maryja chcieliby z serca podziękować za wszystko, co ksiądz nam podarował tego wieczoru. Naprawdę zostaliśmy bardzo ubogaceni. Życzymy, aby wszystkie plany, które Bóg złożył w księdza sercu, mogły się zrealizować dla dobra całego Kościoła, począwszy od tego w Hiszpanii, ponieważ wiemy, że ta Wspólnota Franciszkanie Maryi żyje i funkcjonuje w wielu krajach świata. Życzę więc, aby ta wspólnota rozwijała się coraz bardziej. Dziękuję raz jeszcze z całego serca.

drukuj