Przesłuchanie Komorowskiego
Aktualności Dnia 23.09.2008 r. Rozmowa z Panem Posłem Zbigniewem Wassermanem
– Rozmawiał o. Waldemar
– Dziś obraduje Sejmowa Komisja nad sprawą Pana Posła Bronisława Komorowskiego. Dlaczego ta sprawa jest tak istotna?
– Tak. Rzeczywiście można powiedzieć, że jesteśmy w trakcie obrad tej komisji, tylko szkoda, że bez udziału Pana Marszałka, który mógłby wiele powiedzieć przyczyniając się do wyjaśnienia tej sprawy, która ma dwa bardzo ważne problemy. Pierwszy problem to jest problem ewentualnej odpowiedzialności prawnej, a więc czy pan Marszałek spotykając się z byłymi funkcjonariuszami wojskowych służb, nie naruszył prawa? I drugi aspekt to jest aspekt o charakterze pewnych standardów etycznych, czy prawidłowego postępowania. Ja jednak przypomnę, że Pan Marszałek był szczególnym takim mentorem w tym zakresie, bez przerwy pouczając Posłów jak się nienależycie zachowują a jak należy się zachowywać należycie. Okazuje się, że jeżeli siedziała we własnym interesie to stwarza to pewne problemy „król jednaki”. Ale wracam do wątku pierwszego. Sprawa ma kapitalne znaczenie, bo dotyczy bezpieczeństwa Państwa i wiąże się ze sprawą, która w ostatnich miesiącach czasu nie schodzi z łam gazet. Komisja weryfikacyjna, aneks, sprzedaż, handel aneksu, ujawnienia informacji o charakterze tajemnicy państwowej. Otóż do Pana Marszałka na spotkanie stawił się pułkownik Lichocki- postać już znana, bo opisana w prasie, wcześniej zapowiadana i sygnalizująca, że przychodzi w interesie Pana Marszałka. Dziś dzięki protokołowi przesłuchania Pana Marszałka Komorowskiego w charakterze świadka przez prokuraturę, chociaż po 9 miesiącach od tego spotkania, wiemy, że Pan Marszałek przyjął tego człowieka i kiedy dowiedział się z jego wypowiedzi, że On może, podkreślam to słowo może zdobyć aneks – dokument o charakterze ściśle tajnym. Pyta się jednak: Co na to Pan Marszałek? Jak Pan Marszałek na to zareaguje? – bo to jest w jego interesie. Pan Marszałek mówi, że to akceptuje. Oczekuje, że ten dokument może do mnie trafić. Co to znaczy? To znaczy, że przyszedł człowiek, który wahał się czy dokonać przestępstwa do człowieka pełniącego drugi urząd w Polsce, bo taka jest funkcja Marszałka i zamiast spotkać się z dezaprobatą, z odwiedzeniem Go od dokonania przestępstwa, to On spotkał się z sytuacją odwrotną: ktoś mówi TAK, ja jestem zainteresowany, inaczej mówiąc: Dokonaj tego przestępstwa. I jest teraz pewien problem, bo mija kilkanaście dni i Pan Marszałek wbrew prawnemu obowiązkowi wynikającemu z Kodeksu Postępowania Karnego (przypomnę, że każdy funkcjonariusz publiczny, nie tylko marszałek- ma prawny obowiązek w takiej sytuacji zawiadomić o niej niezwłocznie- tak o tym mówi przepis- prokuraturę, ewentualnie policję). Ta sprawa miała taki ważny charakter, że nie ulega wątpliwości, że powinna być zawiadomiona o niej prokuratura. Jednak tak się nie stało. Czyli mamy kolejną sytuacje, która wprowadza w stan kolizyjny udział Pana Marszałka w tym spotkaniu. On spotyka się dwukrotnie z Panem Lichockim, dwukrotnie z innym funkcjonariuszem. A to wszystko dzieje się w tle, kiedy trwa potężny atak na komisję weryfikacyjną, kiedy padają w prasie zarzuty o pewnych działaniach mających wywołać wrażenie, że komisja handluje aneksem, że komisja handluje weryfikacją. Przypomnę przez „kukanie” u członków komisji Pana Bączka i Pana Pietrzaka, przypomnę aresztowanie Pana Sumlińskiego. Nie da się tak od razu oderwać od siebie tych wszystkich wydarzeń i Pana Marszałka, który doskonale zna sytuację w służbach wojskowych, a wtedy, kiedy On był Ministrem Obrony Narodowej, Wiceministrem Obrony Narodowej, kiedy był Szefem Komisji Sejmowej ds. Obrony Narodowej wszystkie nieprawidłowości opisane, albo w dużej części nieprawidłowości opisane w raporcie (bo raport już jest tą pierwszą jawną częścią) miały miejsce. Pan Marszałek, także był opisany w tym raporcie. Przypomnę, co do dwóch wydarzeń ulokowania bardzo znaczącej kwoty 270 tys. marek z Para banku, stracił te pieniądze i Jego związek z przetargiem na transporter opancerzony jest też opisany w raporcie. A więc były pewne powody, dla których mógł być zainteresowany tym spotkaniem. Mógł chcieć dostać ten raport wcześniej i to pokazuje właśnie brak tej klasy, tego standardu w sytuacji, w której Pan Marszałek po ujawnieniu tej sprawy publicznie mówi: „No tak, ale spotkanie było jedno ja od razu zawiadomiłem”. Czyli ten standard takiej rzetelności jest bardzo ułomny. I to jest właśnie drugi problem tej sprawy. Więc pierwszy: Czy Pan Marszałek złamał prawo i w jakim zakresie? I tu budzi zdziwienie postępowanie prokuratury, która mając protokół przesłuchania Pana Marszałka, a On za prawnika jego treść, nie nasuwa wątpliwości, że podejrzenie, że Pan Marszałek mógł złamać prawo jest uzasadnione. Więc prokuratura z urzędu nie czekając na nic, powinna wyłączyć protokół Pana Marszałka do odrębnego postępowania i wszcząć śledztwo. Tymczasem prokuratura zapomniała to zrobić. Czekała aż Pan Przewodniczący klubu PiS-u zwróci się do niej na piśmie z takim zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa. Wreszcie ten protokół wyłączyła, ale dziś ustami Pana Prokuratora Krajowego Staszaka – komisja została poinformowana, że to jest takie postępowanie podrzędnej wagi, sprawdzające, niewiadomo czy tam coś wogóle jest, czy ma miejsce. Jakby zapomniał Pan Prokurator Staszak, że mówimy o bardzo poważnym zarzucie, a mianowicie o zarzucie ujawnienia tajemnicy państwowej, o zarzucie nakłaniania do popełniania tego przestępstwa, o zarzucie wiążącym się bardzo ściśle ze sferą bezpieczeństwa. Prokuratura w takiej sprawie prowadzi pod przymusem przewodniczącego Gosiewskiego sprawdzające postępowanie. A jak będzie wyjaśniać? A jak trzeba będzie sięgnąć po informacje objęte tajemnicą państwową, to jak to zrobi w postępowaniu sprawdzającym? Przecież to jest niemożliwe.
To były pytania, które stawiałem Panu Prokuratorowi Staszakowi. Dlaczego prokuratura dysponując obszernym, 9-cio miesięcznym materiałem dowodowym w sprawie, nie uprzedziła Pana Marszałka, że nie musi odpowiadać na konkretne pytania, na które odpowiedź może Go narazić na odpowiedzialność karną. To nie jest takie obojętne, nie tylko, dlatego, że wszystko wskazywało, że taka sytuacja ma miejsce, że trzeba Go uprzedzić, ale dlatego, że nie uprzedzenie o tym powoduje niemożność karania nawet za fałszywe zeznania. Nie można człowieka oskarżać o fałszywe zeznania, jeżeli się go nie uprzedzało, że on może nie udzielić odpowiedzi na konkretne pytanie, które go obciąża.
To jest taki cały ciąg niewyjaśnionych okoliczności, które po pierwsze: każe bardzo wrażliwie i ostrożnie patrzeć na całą akcję skierowaną przeciwko Komisji Weryfikacyjnej i roli w niej niestety także Pana Marszałka. Przypomnijmy dziś, że Pan Marszałek był jedynym posłem PO, który głosował przeciwko likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, ale też zarazem niewątpliwie, jednym z najlepiej poinformowanych o tym co się w tych służbach działo, z uwagi na pełnione funkcje. Myślę, więc, że sprawa ma bardzo poważny charakter, usiłuje się bagatelizować i usiłuję się przykuć innymi wydarzeniami. Jest bardzo źle, że Pan Marszałek nie uznał za stosowne pojawić się na komisji i te wątpliwości wyjaśnić. Miał przecież świetną ku temu sposobność.
Kolejna sprawa, na którą warto zwrócić uwagę, to, że prokuratura prowadząca tu postępowania w najważniejszych sprawach, tak naprawdę nie pozwala Sejmowi na skontrolowanie żadnej z tych spraw, bo zawsze kiedy mówimy: „Panie Prokuratorze proszę nam powiedzieć, czy prokuratura to wiedziała czy to zrobiła”- słyszymy: ” Tajemnica śledztwa”. Prokurator się nie zgadza na jej uchylenie. To w takim razie pytanie zasadnicze: posłowie mają dostęp do informacji tajnych, czyli o bardzo wysokim gryfie. Posłowie, w których ja jestem, czyli w Komisji ds. Służb Specjalnych, do ściśle tajnych, czyli najwyższej wagi informacji, a Prokurator mówi: „Nie, ja posłom nie udostępnię informacji, ani materiałów z tego zakresu”. Chociaż można by to było robić w pomieszczeniach zabezpieczonych przed dostępem innych osób. I to wtedy pozwalałoby poważnie tą funkcję kontrolną sprawdzać. Ja obawiam się, że prokuratura jest takim kapitalnym parasolem ochronnym na przykrywanie wszelkich nieprawidłowości, których tak naprawdę nie da się wyjaśnić szczegółowo w ramach działania Sejmu i Komisji Sejmowej. I to jest taka uwaga jakby natury zasadniczej, że coś z tym problemem trzeba zrobić. Trzeba także naprawdę patrzeć, co z tą ustawą będzie robić prokuratura, albowiem ona w swoim zasadniczym wątku skierowanym zarówno przeciwko Komisji Weryfikacyjnej, jak i roli i udziału Pana Marszałka jest tak prowadzona, że są uzasadnione zastrzeżenia, co do obiektywizmu, co do sposobu prowadzenia sprawy. Nie padają pytania na zasadnicze odpowiedzi. To budzi zasadniczy niepokój tych, którzy wiedzą, na czym polegają sposoby nadużycia prawa, którzy wiedzą jak wygląda stan prawny, jak powinny wyglądać organy instytucji, które to prawo stosują.
– Panie Pośle, ale jest jeszcze taka sprawa, że Wojskowe Służby Informacyjne nie istnieją już od 30.09.2006 roku, a wciąż nie schodzą ani z pierwszych stron gazet, ani też z debat dyskusji publicznych.
– Ja myślę, że po prostu to pokazuje jak trudno uporać się z tym problemem. A w tej chwili moim zdaniem jest to wręcz niemożliwe żeby dokończyć ten proces w sposób rzetelny i dogłębny, dlatego, że Platforma Obywatelska nie akceptowała sposobu weryfikacji funkcjonariuszy, ale proponowała w kompromitujący prawnie sposób stworzyć taki sąd we własnej sprawie, ludziom z wewnątrz MON-u, aby to oni zdecydowali o weryfikacji. To jest po prostu śmieszne i kompromituje tę idee. Tak naprawdę oni unicestwili proces weryfikacji. Więc nie ma się co dziwić, że funkcjonariusze podnoszą głowę i patrzą z nadzieją, że to jest szalupa ratunkowa, bo pewna część tych funkcjonariuszy może wrócić do nowych służb. I to jest kolejna sytuacja, która budzi niepokój. Ten problem jest nierozwiązany. Wojskowe Służby nie mają prawnie uregulowanego procesu dokończenia weryfikacji i Platforma Obywatelska, zresztą jak z wieloma innymi problemami, nie potrafi sobie poradzić, a projekt prezydencki odrzuca.
– Ale też nie przedstawia żadnych innych alternatyw, ani projektów.
– No to nie dziwi, jeśli się patrzy szerzej na dokonania i działania w tym zakresie Platformy. Wtedy, kiedy się chwalą tym, że pewna ilość projektów wpływa do Sejmu. To tak bez złośliwości można powiedzieć, że znaczna część tych projektów to projekty anektowane pozostawione przez PiS z czasów naszych rządów; a druga część tych projektów to są projekty stosowawcze do przepisów Unii. Więc satysfakcja z tej działalności jest pozorna. To jest tylko „pijar”, w czym zresztą trzeba przyznać, Platforma nie ma sobie równych.
– Dziękuje Panie Pośle.
