Przeciw psychopatologii politycznej


Pobierz Pobierz

W każdych większych społecznościach były od początku – i bywają do dziś – zażarte walki o władzę, niekiedy krwawe, czasami bratobójcze i w postaci wojny domowej. Ale obecna walka o władzę w Polsce, nawet bezkrwawa, zaskakuje nas i dręczy.

Mówiąc otwarcie, PO, SLD i cała Unia Lewicy zwalczają z zawziętością, nienawiścią i bez ustanku partie dążące do odrodzenia Polski, jak PiS, Samoobrona, LPR i inne. Profesor UJ Zdzisław Jan Ryn nazywa podobne zjawiska dziś psychopatologią polityczną. I słusznie. Bowiem nie jest to już problem rzeczowy, lecz raczej psychologiczny i ambicjonalny. Mimo to trzeba postawić pytanie, czy Polaków nie stać już dziś na zgodę, miłość społeczną, współpracę i skierowanie wszystkich sił ku dobru wspólnemu. Weźmy pod uwagę przynajmniej kilka spraw.

Transformacja i patologia
W historii państw od początku bywały okresy upadku i potrzeby odrodzenia, rozwoju i odnajdywania się w nowych czasach. Do takiego odrodzenia przyczyniali się wiekopomni ludzie, od pradawnego króla państwa Lagasz, Gudei (zm. ok. 2124 r. przed n.Chr.), który odrodził swe państwo po niewoli u wojowniczych Akkadów, aż po dzisiejsze czasy w różnych krajach świata. I Polska właśnie przeżyła bardzo ciężką niewolę: polityczną i duchową, i ze strony Niemców, i ze strony Sowietów. Trzecia Rzeczpospolita bynajmniej jej nie odrodziła, był to raczej cały okres domowej walki o władzę, czy raczej okres przedłużenia władzy komunistycznej pod nazwą „transformacji”. Toteż Ojczyzna domaga się zdecydowanie ratunku i odbudowy w prawdzie, wolności, prawie i sprawiedliwości. Już w samym momencie wyzwalania się spod okupacji Sowietów i ich sług pojawiła się bowiem straszna patologia, a mianowicie totalny szaber, zabijanie jej kultury i wyrzekanie się tożsamości narodowo-państwowej. Wszystko to pod nazwą „transformacji”.
Wraz z szabrowaniem państwowego mienia i dóbr kulturalnych z jednej strony miało miejsce kontynuowanie się dawnej władzy, tylko trochę przemalowanej, a z drugiej strony rozpadały się lub co najmniej rozluźniały wszelkie więzi społeczne, państwowe i kulturowe, nie mówiąc już o jeszcze głębszym niż dawniej upadku moralności społecznej. Taka głęboko patologiczna sytuacja trwała z bardzo krótkimi próbami zmiany aż do roku 2005, do ostatnich wyborów parlamentarnych. Przy tym przez cały miniony czas uwaga zwykłych ludzi skupiała się na unikaniu zagrożeń fizycznych dla obywatela i społeczności, oszustw, kradzieży, bandytyzmu, napadów na ulicy lub w domu. I wolność oraz nowe życie Polski miało oznaczać wolność od tych zagrożeń. Ogół zdaje się nie dostrzegać, że tymczasem największym zagrożeniem ogólnopolskim jest patologiczna ideologia, która chce określić całość życia. Ludzie boją się kieszonkowców, oszustów w transakcjach, napastników na ulicy, a nie boją się złoczyńców ideologicznych i systemowych. Właśnie najwięcej straszliwego zła w Niemczech i w Rosji wyrządziły patologiczne ideologie, do których między innymi zalicza się ateizm publiczny. W Rosji objął on – jak mówi ks. prof. Roman Dzwonkowski – 90 proc. społeczeństwa, i ten stan dziś powoduje dalsze ogromne zło społeczne: pustkę życia, mafie, gangi, korupcję, niezliczone zabójstwa, grabieże mienia państwowego i prywatnego, podtrzymuje ducha imperializmu i militaryzmu, a także niewyobrażalne rozwarstwienie społeczne, gorsze niż za caratu.
W Polsce współczesnej zdecydowana większość ludzi, w tym nawet wielu duchownych, dostrzega i żywo odczuwa zło fizyczne i społeczne, ale jakby ciągle nie zauważa największego zagrożenia ze strony patologicznych ideologii. Stąd też ludzie patrzą na wszystkie partie jako mniej czy więcej pożyteczne i dobre bez względu na ich ideologie, z których wyrastają. W wyborach wybierają między partiami, jak między ulęgałkami, jak między potrawami, jedną się lubi, drugiej się nie lubi, ale tę drugą może sobie każdy inny lubić. Tymczasem bywają partie i ugrupowania, które mają śmiercionośną ideologię wpływającą na całość życia społeczeństwa. I trzeba lubić ludzi wszystkich partii, ale nie wolno lubić złych ideologii partyjnych, przede wszystkim ateistycznych. W tych złych ideologiach wybijają się w tej chwili na czoło: ateizm publiczny, degradacja człowieka do zwierzęcia, egoizm indywidualny i grupowy, kult seksu, apoteoza nienawiści, niszczenie tradycji, walka z religią i etyką chrześcijańską. Konkretne ich programy, poglądy, rozwiązania, poczynania gospodarcze, społeczne, polityczne i kulturowe są tylko wnioskami z tych założeń, chociaż publicznie i propagandowo jest to raczej skrywane.

Długie cienie nowej lewicy
W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej odbyła się znakomita konferencja na temat nowej lewicy na Zachodzie, wywodzącej się ze słynnej neokomunistycznej szkoły frankfurckiej. Ciekawe, że w Polsce jedynie medium toruńskie podejmuje tę problematykę na szerokim forum publicznym. Inne media, a nawet uczelnie wydają się zarażone w jakimś stopniu ideologią nowej lewicy.
Nie sposób tu, oczywiście, przedstawić całości tej ideologii. Ale – mówiąc krótko – dąży ona do zburzenia całego dotychczasowego świata, zwłaszcza duchowego i religijnego, i do zbudowania nowego, w którym będzie jednobóstwo, ale samego człowieka, właściwie to każda jednostka ma być „jedynym bogiem”, a nic poza nią. Głosi się łamanie logiki, mądrości, wartości i kultur duchowych całych tysiącleci. Szerzy się kult seksu, zboczeń, chaosu we wszystkich dziedzinach, technik fałszu i kłamstwa. Po prostu jest w tym coś demonicznego. Nie głosi się tego zbyt otwarcie i jasno, ale te rzeczy wyzierają z dzieł, zachowań, postępowań i czynów ludzi nowej lewicy. Dla nas bardzo groźna jest totalna na skalę państwową i cywilizacyjną negacja religii, zwłaszcza chrześcijańskiej. Negacja ta jest również w białych rękawiczkach lub pod hasłami postępu, ale wpływa już na całe społeczeństwa, oczywiście, głównie przez zagarnięte media. Katolicy Europy okazują się kompletnymi naiwniakami społecznymi i politycznymi. Myślą, że za swoją łagodność, cichość i ustępliwość zdobędą swoje prawa, wolność i przychylność ateistycznej lewicy.
Patologia ideologiczna wyziera z każdego szczegółu, jeśli się tylko dobrze go zanalizuje. Media niemieckie, również pozostające w rękach owych ateistycznych ideologów, próbowały sobie skaptować Papieża Benedykta XVI w czasie jego pielgrzymki w połowie września. Kiedy się to jednak nie udało i Papież zaczął głosić mocne prawdy o tym nowym świecie i o samych Niemcach, media przestały się interesować wizytą Papieża prawie zupełnie. W ogóle główne media we wszystkich krajach Europy Zachodniej, a teraz i Wschodniej, są w rękach sił niechętnych lub wręcz wrogich Kościołowi. Niedawno angielskie BBC posunęło się do oskarżenia Papieża, jeszcze jako kardynała, że polecił ukrywać pedofilię wśród duchownych. Tymczasem autor tej „informacji” nie zna kompletnie ani nauki Kościoła, ani łaciny. Dokument bowiem, na który się powołuje: „Crimen sollicitationis”, ponawia surowy zakaz podżegania do grzechu nieczystego w czasie spowiedzi, a jednocześnie podtrzymuje absolutną tajemnicę spowiedzi.
Są i rzeczy drobne, lecz też wymowne. Pamiętamy, że prof. Rocco Buttiglione został wykluczony z kandydowania na komisarza unijnego, gdy tylko powiedział, że ceni sobie etykę katolicką w sprawach seksu i małżeństwa. Ostatnio w Szkocji prokuratura ukarała Polaka, bramkarza Celticu Artura Boruca za to, że przed meczem przeżegnał się wyraźnie na oczach sektora protestanckiego („Dziennik”, 5-6.08.2006). Również niedawno linie lotnicze Anglii zabraniały swoim pracownikom pod karą wyrzucenia z pracy noszenia krzyżyka na klapie lub na piersiach. W ogóle pisarz George Weigel mówi, że całą Europę Zachodnią opanowała chrystofobia, czyli alergia na Chrystusa i chrześcijaństwo. W duchu tej chrystofobii są redagowane prawa i reguły całego życia społeczno-politycznego. Nie mówię już o prowokacyjnych i bluźnierczych filmach, książkach, sztukach. Wielu uważa bluźnierstwo przeciwko Chrystusowi i Matce Bożej za szczyt sztuki i piękna. Czyż nie jest to psychopatia i kulturopatia? Można tu zauważyć, że u nas po roku 1989 przywrócono orłowi w godle polskim koronę, ale już też nie przywrócono krzyża na tej koronie, zniesionego przez masonerię nieszczęsnego dla nas 13 grudnia, choć jeszcze w roku 1927. Oczywiście od dawna również są gwałtownie likwidowane wszelkie krzyże we Francji w miejscach publicznych, a nawet na kościołach na zewnątrz lub na wieżach kościelnych. Czy nie jest to ciężka psychopatologia?
Ma również miejsce ogólne rozbicie logiki i zdrowego rozumu w najdrobniejszych regulacjach prawnych. Pani Zuzanna Rajska zebrała kilka takich przypadków choroby umysłowej („Nasz Dziennik”, 12.09.2006): „Unijne dyrektywy określają wielkość jabłek, bananów, brzoskwiń (i jajek), ilość cukru w dżemie, ilość kakao w czekoladzie. Ponadto wyjaśniają… co to jest mleko i co to jest mięso („mięśnie przytwierdzone do szkieletu”), a specjalni inspektorzy badają, czy jabłka mają właściwy smak, czy truskawki są wystarczająco owalne, a ogórki wystarczająco zielone” (s. 20). Dyrektywy mówią dalej o prędkości wiatru w stajniach, że marchew to owoc, jak powinien być zakrzywiony banan i jaka powinna być drabina. Komisja Europejska zakazała gotować dotowane mleko do 100°C, zgadza się tylko na 70°C. Powołuje się specjalne komisje, które mają kontrolować kuchnie w prywatnych domach, a w restauracjach ma być notowane, kiedy, jak i czym każde naczynie było umyte lub oczyszczone. Są przepisy, jak powiększać biust. Jest zakaz przekazywania ubogim żywności z restauracji, stołówek i sklepów. Nie wolno dawać ponadlimitowanego mleka krowiego nawet krewnym lub sąsiadom, lecz należy je zniszczyć. Stąd i do nas wprowadzono przepis unijny, tak cichcem, że nikt nie może niczego dać za darmo komuś drugiemu bez zapłacenia 7 proc. wartości, a więc nie wolno nawet dać zbywającego chleba umierającemu z głodu – bez zapłacenia podatku. Stąd pan Waldemar Gronowski z Legnicy musiał zwinąć piekarnię, bo nie może zapłacić 240 tys. zł podatku za to, że niesprzedany chleb, resztki ze swej piekarni dawał do stołówek charytatywnych. Co więcej, nie pomógł mu nawet minister, „bo takie jest prawo”. Teraz już niemal wszyscy producenci żywności wstrzymali wspieranie głodnych i niszczą żywność z powodu patologicznego przepisu, którego nikt nie może ani zmienić, ani po ludzku zinterpretować. Urzędnicy też często są tylko maszynkami rachunkowymi. W UE ponadto ślimaka uznano „za rybę śródlądową”, bo to jakoś tam jest na korzyść Francji. Wyszedł też nakaz, żeby kaloryfery zostały odsunięte w budynkach od ściany z 4 do 6 cm (tamże s. 20). A takich różnych przepisów wyprodukowano wiele tysięcy. Wszystkie je wydaje kierunek nazywający się „liberalizmem”, czyli wolnościowy. Czy to nie jest ciężka patologia umysłowa? I ostatecznie zapewne jest ona spowodowana odrzuceniem idei Boga jako zasady wszelkiego ładu i rozumu.
Wartość intelektualną ideologii postmarksistowskiej i liberalistycznej obrazują dobrze dyskusje telewizyjne na tematy społeczno-polityczne i kulturalne. Jest jakieś ciągłe pozorowanie bezstronności, szerokomyślności i obiektywizmu w tym, że do dyskusji w wielu ważnych programach bierze się nie tylko ludzi mądrych, fachowych i normalnych, lecz także reprezentantów owej ideologii lub pozbawionych zdolności myślenia głębokiego, konsekwentnego i logicznego. Dlaczego TV to robi? Chyba w zamiarze odzwierciedlenia życia, o którym Bułat Okudżawa śpiewał za Villonem, francuskim poetą z XV wieku: „Na każdych trzech mądrych i głupich jest trzech, i słuszne to i sprawiedliwe”. Normalna TV powinna służyć wartościami poznawczymi i uczyć myśleć w tak ważnych tematach, a więc do dyskusji powinno się dobierać tylko owych mądrych. Zresztą podobne zjawisko obejmuje niemal całe forum intelektualne. Daj Boże przeżyć teraz dyskusję na temat 14-letniej uczennicy gimnazjum w Gdańsku, tak strasznie poniżonej moralnie przez jej kilku kolegów na oczach całej klasy, przez co popełniła samobójstwo. „Mędrcy” znowu podają wszystkie przyczyny, łącznie z niską pensją nauczycieli, ale nie patologizującą się kulturę, upadek moralności religijnej i odrzucenie wszelkiej dyscypliny wychowawczej i samowychowawczej, czego domaga się niemądra współczesna formacja młodzieży. Trzeba przypomnieć, że w ubiegłym roku w przodującej ideologicznie Francji zanotowano 100 tys. brutalnych faktów przemocy, także w dziedzinie seksualnej, w szkołach średnich. I głoszącym niejako „religię liberalizmu” nic to nie mówi.

Główne walki partyjne
Również walki partyjne podejmowane przez PO, SLD i całą Unię Lewicy przeciwko polskim partiom bardziej klasycznym, zwłaszcza przeciwko PiS, Samoobronie i LPR, wywodzą się z owej ideologii zachodniej. Trzeba jeszcze raz podkreślić, że między tymi dwoma obozami zachodzą istotne różnice co do fundamentów, założeń i konsekwencji praktycznych. Unia Lewicy jest jakąś mieszaniną postmarksizmu z liberalizmem, a PO, idąca za ideologią zachodnią, nie przejmuje się suwerennością Polski, chce powolnego zaniku państwa, rządu centralnego, tradycji polskiej, prawa ogólnokrajowego, chce zachowania marksistowskiej walki klas w gospodarce, tylko że tym razem wiodącą klasą mają być tylko wielcy bogacze i zwycięzcy w tej bezpardonowej walce, nie chce rozliczać wielkich przestępców i złodziei z przeszłości, minimalizuje wartości klasyczne i znaczenie religii na forum społecznym, opowiada się za znacznym podporządkowaniem się hegemonii niemieckiej i w ogóle za wtopieniem się w Zachód i za odwróceniem się raz na zawsze od Wschodu. Może nie wszyscy przywódcy PO formułują to wszystko wyraźnie, ale takie konsekwencje ich założeń ideowych i tych konsekwencji, negatywnych dla społeczeństwa polskiego, jest znacznie więcej. Natomiast PiS wraz koalicjantami, jakkolwiek ciągle się jeszcze formuje i doskonali, opowiada się za solidaryzmem polskim, pełną suwerennością kraju, za wartościami klasycznymi, Kościołem, etyką chrześcijańską, za ładem społecznym przeciwko chaosowi, za możliwą równością ludzi, w tym także wsi i miasta, oraz za gospodarką wolną, ale kontrolowaną, żeby nie stała się dziką dżunglą. Związki z całym Zachodem mają być partnerskie, nie poddańcze. Całe szlachetne dziedzictwo Polski musi być zachowane, wykorzystywane i rozwijane.
Przy takich różnicach programowych i założeniowych nie może być mowy o żadnej prawdziwej koalicji między tymi orientacjami. Dziwne, że niektórzy wybitni przedstawiciele z jednej i drugiej strony jeszcze o tym wspominają i bardzo wielu ludzi „zwyczajnych” nie rozumie tych różnic, myśli, że są to jedynie sąsiedzkie kłótnie partyjne o miedzę, a niektórzy nie mogą sobie wytłumaczyć tak niesłychanej napastliwości i agresji ze strony PO. Otóż członkowie jednej i drugiej strony mogą i powinni się miłować, ale prywatnie, bo ideowo jest to walka o tożsamość. Owszem, są – i będą – różne spory w koalicji rządzącej, choć niekiedy niepotrzebne i głupie, niekiedy ubogacające program, ale tutaj jest wspólny mianownik między partiami, choćby w postaci odbudowy Polski i budowy ludzkiej Rzeczypospolitej. Ale między PO a PiS nie ma wspólnego mianownika u samych podstaw. Oczywiście, nie ludzie PO czy Unii Lewicy są źli, ale przyjmowany przez nich system i ustrój jest zły. Toteż żeby doszło do realnej współpracy między oboma blokami, PO musi się wyrzec liberalistycznej, kosmopolitycznej i w ogóle jakiejś mgławicowej ideologii zachodniej, która jest nową po marksizmie utopią, również w rzeczywistości bardzo niszczącą życie społeczne. Inaczej nie jest możliwa współpraca, nawet w gospodarce, a cóż dopiero mówić o innych dziedzinach.
Jest możliwa jedna podstawa ogólnego porozumienia, a mianowicie etyka, i to chrześcijańska (por. ks. prof. J. Bajda, ks. prof. J. Nagórny), albo inaczej mówiąc: prostomyślność (prof. Józef Bańka), ale nie wszyscy ją uznają. Przynajmniej nie byłoby chyba takiej napastliwości, jaką prowadzi PO i SLD. Jednak jeszcze i dziś niektórzy „wielcy” politycy mówią wprost, że „nie należy mieszać polityki z moralnością”. A więc i tu mamy znowu patologię. Tymczasem „złe myśli – jak mówi Ewangelia – nurtują w samych sercach ludzkich” (Mt 9, 4; Mk 7, 21), a więc znacznie głębiej niż działania zewnętrzne.
I tutaj występuje też jeszcze problem TVN. Co to jest za medium? W czyich jest ono rękach? Skąd się w Polsce wzięło? Przy nim „Gazeta Wyborcza” wydaje się jakby kurialna. TVN jest nie tylko antykoalicyjna, „antykaczyńska” i przeciwko Radiu Maryja, ale w ogóle obca naszej kulturze. A przy tym wydaje się sprzymierzeńcem PO i SLD. Za żadne napaści i przekręty nie została rozliczona, a jeszcze zdobywa od jakichś ośrodków nagrody. Za co? Tutaj dzieli nas już nie tylko stosunek do Okrągłego Stołu, jak między PO i PiS (S. Michalkiewicz), ale dzieli nas także logika i etyka. Czyżby TV komercyjnej nie obowiązywały spójne zasady fundamentalne i logika profilowa? Wprawdzie w polityce jest elastyczność. Wprawdzie pani prof. Jadwiga Staniszkis i były premier Kazimierz Marcinkiewicz nie widzą żadnych przeszkód co do ewentualnej koalicji i pełnej harmonii między PO i PiS, ale oni oboje ujmują rzeczy zbyt zewnętrznie i zjawiskowo, pomijają sprzeczne ideowe przesłanki wyjściowe. Prawdziwa zgoda ma mieć miejsce tylko w sprawach drugorzędnych i partykularnych. Na przykład nie może być zgody między zwolennikami a przeciwnikami Okrągłego Stołu, albo między zwolennikami dobrego państwa a jego przeciwnikami. Po prostu PO, jeśli chce się mieścić w Polsce, musi ustąpić z wielu swoich fundamentalnych założeń i przesłanek.

Wobec nadchodzących wyborów samorządowych
Na obszarze samorządowym zgoda i współpraca między różnymi partiami jest na ogół możliwa, choć nie we wszystkim, bo tylko w niektórych problemach szczegółowych, np. czy jakąś szkołę wiejską rozwiązać, czy utrzymać, choć i tutaj mogą zagrać rolę poglądy ideologiczne, np. brak zrozumienia dla wsi polskiej lub kierowanie się tylko zasadą komercyjną, dochodowości. Będziemy wybierali w Polsce prezydentów, burmistrzów, starostów, marszałków sejmików, radnych, wójtów no i sołtysów, o których w mediach się nie mówi – z pogardy wobec wsi – a którzy na ogół spisują się najlepiej, choć i tam brakuje chętnych dobrych kandydatów. Pocieszającą jest rzeczą, że Polacy coraz bardziej się upodmiotowują społecznie, politycznie i kulturotwórczo. Przy tym rozwija się coraz mocniej ruch patriotyczny, którego postkomuniści i liberałowie, nie lubiący odpowiadać przed Narodem, nie lubią i nie rozumieją. Tymczasem samorząd to poniekąd sprawa małej ojczyzny w wielkiej Ojczyźnie.
Wielką troską jest ciągle frekwencja w wyborach, we wszystkich wyborach. Spróbujmy tę niską frekwencję, zwłaszcza w wyborach samorządowych, trochę zanalizować.
1. Jedni mówią, że obywatele po tylu latach niewoli i wyborów fikcyjnych nie mają ani odpowiedniej świadomości i wiedzy społeczno-politycznej, ani też wiary w skuteczność wyborów, jakby za świętą Księgą Koheleta: „Co będzie w przyszłości? To, co już było”.
2. Narzekający na niską frekwencję nie mogą jednak zrozumieć, jak dwuznaczną rolę pełnią tu media, które bardzo rzadko są obiektywne i nieraz nieodpowiednich kandydatów już dużo wcześniej wynoszą pod niebiosa (często ten ktoś za to płaci), a kandydatów dobrych pomijają lub odstręczają. Wyborcy są często skołowaceni, manipulowani, oszukiwani. Przy tym niektórzy członkowie partii PO i SLD posługują się w mediach napuszczaniem i podżeganiem „na Kaczyńskich”. Przypomina to prymitywny i wredny chwyt wiejskich fornali: „Chłopy, co ten Franków Wojtek tak się wymądrza i idzie w górę, pokażmy mu, że nic nie znaczy wobec nas!”. Niestety, taka fornalska propaganda odnosi pewne sukcesy w niektórych prymitywnych lub nieświadomych rzeczy zbiorowościach.
3. Często powodem niskiej frekwencji w następnych wyborach jest nietrafny wybór w poprzednich. Kandydaci są nam znani przeważnie z propagandy albo autopropagandy. Poza przypadkiem sołtysa kandydatów zwiastują nam partie z góry, przeważnie spośród siebie, lub bezpartyjnym potem każą sobie służyć. I tak walka między partiami przenosi się na całe społeczeństwo. Jest to przeważnie na dole walka z zawiązanymi oczami, bo ludzie nie znają w ogóle założeń i programów partyjnych. Za złe wyniki wini się wyborców, a ci nie wiedzą, kogo wybierają. To taka zabawa dużych dzieci w demokrację. Ludzie raczej nie lubią takiej zabawy w ciuciubabkę. Źle wybrany przed nikim nie odpowiada. Poważny człowiek nie cierpi takiej zabawy. Często też najlepsi ludzie nie chcą kandydować, wybiera się więc takich „z przeceny”.
4. I wreszcie od wyborów odstręcza czasami, choć coraz rzadziej, manipulowanie głosami. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że dzisiaj w typie demokracji amerykańskiej o wyborach decydują nie tyle ludzie, ile pieniądze. Bardzo bogaty będzie zawsze zwycięzcą. U nas jest tego coraz więcej przykładów. Poza tym jedną z „demokratycznych” metod jest unieważnianie głosów oddanych na przeciwnika. Podobno w którychś z poprzednich wyborów parlamentarnych komisje unieważniły aż półtora miliona głosów, żeby byli odpowiedni zwycięzcy – pożądani. W ogóle u nas przed obecną koalicją było wszędzie dużo zakłamania i sterowania zza sceny przez różne układy i agentury. Niewiele pomaga oddawanie spraw do sądu, bo i sądy oraz prokuratury nie są jeszcze zawsze „prostomyślne”. Podlegają różnym wpływom, naciskom, no i ideologicznym upodobaniom. Bywają wątpliwości nawet co do instancji najwyższych, zresztą już historia starożytna przestrzega przed sędziami fałszywymi. Można się obawiać również o ekstradycję Edwarda Mazura z USA, gdyż za miliony dolarów wynajął adwokatów, którzy to „zawsze wygrywają”, i cała ta sprawa może się skończyć tylko na oskarżeniu Polaków o ksenofobię, nietolerancję, bezprawie i antysemityzm.
Mimo wszystko należy przełamać wszelką inercję i iść na wybory, oczywiście – z wielką mądrością, dobrym sercem, czystym sumieniem i wielką troską o prawdę Polski i w jej życiu, jak wzywa ojciec Rydzyk, a także z nadzieją na lepsze. Życia społecznego nie ulepszymy bez naszego powszechnego udziału. Nie pozwólmy zawładnąć żadną cząstką naszej małej czy wielkiej Ojczyzny ludziom nieodpowiednim i nieczującym serca Polski. Owszem, w swoich domach i małych wspólnotach Polacy są mądrzy, roztropni, uczciwi, a przede wszystkim zdolni, zdolniejsi niż największe narody Zachodu, ale ciągle szwankuje u nas stałość, konsekwencja i gospodarność w życiu społeczno-politycznym i państwowym. Roztropność nakazuje popierać dobrych ludzi z otoczenia dobrych partii, choć jest problem, gdy są arbitralnie narzucani terenowi. Jakoś trzeba to mądrze rozwiązywać. Powinno się popierać wybitnych i doświadczonych ludzi bezpartyjnych, byle nie stali się wolnymi strzelcami i fanatycznymi indywidualistami. Nie należy wszakże liczyć, że nawet szlachetni ludzie ze złych partii odmienią się i odejdą od złej ideologii owych partii. Musimy odbudować nasze małe ojczyzny, żeby jednocześnie odrodzić naszą wielką Ojczyznę: Polskę i państwo polskie. Żebyśmy niechcący nie przyznali racji tym uczonym rosyjskim, niemieckim i żydowskim, którzy uważali i często nadal uważają, iż Polacy nie są zdolni mieć własnego państwa, chyba że jakieś niepełnosprawne, do głębi skłócone i patologiczne.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

drukuj