Orędzie Grunwaldu
Grunwald to pieśń zwycięstwa obu narodów litewskiego i polskiego, która
winna rozbrzmiewać w sercach wszystkich pokoleń ludzkich zamieszkujących zwłaszcza
tę część Europy. I dlatego ta audycja nosi tytuł: „Orędzie
Grunwaldu„. Chcemy podczas jej trwania, zwięzłością rymu (słowa) i
wdziękiem pieśni przekazać fragment naszej wspólnej historii. Dlaczego tak?
Bo dźwięk słowa i muzyki pozostaje na trwałe w sercach i pamięci ludzkiej.
Dzisiaj, gdy usiłuje się ze wszystkich sił pomniejszyć naszą wspólną
kulturę, wyśmiać ją, wyrzec się jej, by w końcu o niej zapomnieć, to my,
jako świadomi jej spadkobiercy wiemy, że mogą burzyciele świata zagubiać
narody, zabierać i niszczyć księgi, w których zapisane są szczęścia i klęski
ludzkości, ale nie zdołają oni stłumić w ustach naszych tych pieśni, którymi
przypominamy pokoleniom obecnym i następnym, że mieliśmy Ojczyznę wielką,
podług Bożych przeznaczeń.
Wiemy ze starożytności,
że wszystkie prawie narody miały swoich bardów, którzy pieśnią wzbudzali
umysły do czynów. Dzieje Grecji mówią nam, jakim duchem męstwa zapaliły
Spartan wojenne rymy Tyrteusza[1].
Ale również i barbarzyńskie ludy znały wartość i moc pieśni. Z relacji
Pryskusa Rzymianina wysłannego do słynnego Attyli, wiemy, że w czasie uczty
dwaj pieśniarze śpiewali poemat o męstwie i czynach wojennych tego władcy
Hunów. Pisze on tak w swojej relacji: „Wszyscy
Hunowie z głęboką uwagą oczy mieli w bardów wlepione, niektórzy zdawali się
być ujęci rymami i pieniem, inni uniesieni radością, przypominali sobie własne
ich czyny„[2].
I my tą audycją
chcemy wzbudzić w słuchaczach i widzach iskrę żywej dumy, uczucia, miłości
ojczyzny. Tak jak hymn Bogurodzica poprowadził nasze rycerstwo do zwycięstwa
na polach Grunwaldu, a jego orędzie obecne było przez wieki w dziejach
naszych, tak my śpiewając Akatyst ku czci Bożej Rodzicielki wierzymy, że
podczas tej audycji odniesiemy wiktorię nad groźnym wrogiem, jakim jest brak
żywej pamięci o swojej wielkości. Gdy się dowiemy, żeśmy byli niegdyś,
jako dwa będące w jedności narody, możnymi i świetnymi, to może znowu nimi
wspólnie być zechcemy?
O
św. Stanisławie
W roku 1431 polski wojewoda Piotr Szafraniec napisał był znamienne słowa
do księcia litewskiego Świdrygiełły o gotowości Polaków do walki z Krzyżakami:
„Choćby jeden Polak miał uderzać na
dziesięciu wrogów, to ufając Bogu i zasługom św. Stanisława
oraz słuszności naszej sprawy, wierzymy w zwycięstwo„[3].
Te słowa dają
odpowiedź na pytanie dlaczego Jan Matejko ten piewca naszej wielkiej historii pędzlem,
umieścił na obrazie, jako kluczową, postać św. Stanisława orędującego u
Boga o zwycięstwo polsko- litewskie? Odpowiedzmy dogłębniej na to pytanie.
Najpierw dlatego, by wykazać, że bitwa grunwaldzka w cale nie jest przeciwna
duchowi chrześcijaństwa, staje się bowiem koniecznym narzędziem użytym
przez Boga, aby wykazać Jego sprawiedliwość obecną w dziejach narodów[4].
Następnie w
oczach naszych przodków św. Stanisław był współtwórcą i obrońcą tych
duchowych prawideł, które winny jak wewnętrzne sprężyny rządzić państwem.
Są nimi przede wszystkim przekonanie, że władca jako „pomazaniec Pański”
ma służyć narodowi podług słów Chrystusa: „przyszedłem,
aby służyć„[5],
a gdyby tego nie spełniał lecz umacniał zły model samowładztwa, naród ma
prawo odmówić mu posłuszeństwa, (pozbawić go tronu, władzy). Stąd po
konflikcie ze św. Stanisławem Bolesław Śmiały musiał opuścić kraj.
Dalej: w
postaci św. Stanisława zaklął artysta wiekowe blisko zmaganie się rodzimych
żywiołów organizacyjnych naszej państwowości przeciw siłom podziału i
rozprzężenia (rozkładu) państwa. Oto po rozdrobnieniu dzielnicowym, tlącym
się tysiącem iskier niechęci, domowych sporów, wzajemnych pomiędzy książętami
zdrad, podstępów, wiarołomnych spisków z wrogimi sąsiadami na zgubę własnej
Ojczyzny, ma miejsce w 1253 roku kanonizacja św. Stanisława. I wraz z rozsyłanymi
po kraju jego relikwiami następuje wstrząs polityczny; naród zaczyna budzić
się z letargu, bezruchu i czuć się odpowiedzialnym za sprawy kraju[6].
Zaczęto pojmować w Polsce, że – jak mówi pięknie Słowacki – „Duch
stworzył miłość ojczyzny, a miłość jej i obrona jest przedmiotem prawa Bożego
i Bożego rozkazu” (Samuel
Zborowski). Dlatego rozumiano, że grzechem politycznym wobec Ojczyzny
jest obojętność, z którą łączy się małoduszność i połowiczność. Słusznie
Słowacki przestrzega nas: „biada, kto
daje ojczyźnie pół duszy„. Z takiego podejścia wyrośnie świadomość,
że jesteśmy narodem, który jest odpowiedzialnym włodarzem wiana ojczystego.
Jako wolni obywatele powierzamy pieczę nad tym dobrem narodowym temu, kto okaże
się nie gwałcicielem, ale obrońcą narodowych swobód[7].
Jest to myśl nasza, oryginalna stojąca w zupełnej sprzeczności z kulturą
polityczną zachodu i wschodu, gdzie właścicielem państwa był władca, a nie
naród wolnych obywateli. Tak więc na polach grunwaldzkich doszło do starcia
tych dwóch różnych koncepcji ustrojowych państwa[8].
Do tego pod Grunwaldem stanęła w szranki z naszym pojęciem dobra społecznego,
krzyżacka koncepcja, przekształcająca
nagle rycerzy-rabusiów, którzy panowali wbrew woli poddanych, przemocą,
i zwalczali wszelkimi siłami pojęcie ojczyzny, w państwowość. I oto
postać św. Stanisława wzywa rycerstwo polsko-litewskie do tego, by jego
wstawienniczą modlitwę, której jądrem jest myśl o wolnym narodzie jako
podmiocie władzy, poparło walką zbrojną. Król Władysław Jagiełło, który
właściwie odczytał tę myśl, doprowadził ją do zwycięstwa nie tylko na
polach grunwaldzkich, ale sprawił, że zagnieździła się ona na trwałe w myśli
politycznej Polski i Litwy, by stanowić fundament praw i obowiązków mieszkańców
obu połączonych unią państw. Co więcej; z pola bitwy walka przeniosła się
na pole intelektualnych zmagań w Europie. Kiedy bowiem w roku 1433 układaliśmy
się o pokój z Krzyżakami, to zażądaliśmy od nich przyznania swoim poddanym
prawa do wyrażenia zgody na wojnę lub pokój. To żądanie strony polskiej
oddania rządu pod kontrolę poddanych wywołało prawdziwy szok w zachodniej
Europie tak dalece, że na soborze w Bazylei zażądano wytoczenia procesu
kanonicznego naszemu władcy. Niemieccy zaś panujący wręcz oświadczyli Krzyżakom,
że przestaną ich wspierać, jeśli zgodzą się na ten polski warunek, bowiem
burzy on u samych podstaw porządek ustrojowy w Europie[9].
Dziś trzeba
nam takiego przywódcy, jak Władysław Jagiełło. (Ci, którzy dziś są rządzicielami,
hołdują myśli obcej niepolskiej, bo nie uznają, że to naród wolnych
obywateli jest włodarzem tej ziemi i bez jego woli nic nie wolno im czynić.
Trzeba im się przeciwstawić, a raczej, prawdę mówiąc, klice finansjery, która
pociąga rządzącymi lalkami). Jeśli takiego przywódcy brak, to powinien wystąpić
Kościół, na którym od czasu św. Stanisława spoczywa obowiązek strzeżenia
prawa narodu do decydowania o swoich losach. Wzywając wstawiennictwa św. Męczennika
ze Skałki powinien on zrobić wszystko, by naród przestał być obojętnym
politycznie i wreszcie upomniał się o prawo do życia podług myśli polskiej,
podług swego charakteru, bo inaczej popadnie w nijactwo ustrojowe, jakie wydaje
się prezentować dzisiaj Europa. Wieszczo o tym mówi Adam Mickiewicz:
„zaprawdę
powiadam Wam, iż cała Europa musi nauczyć się od Was, kogo nazywać mądrym.
Bo teraz urzędy w Europie hańbą są, a nauka Europy głupstwem jest (…)
Nieraz mówią Wam, iż jesteście wśród
Narodów ucywilizowanych i macie od nich uczyć się cywilizacji, ale wiedzcie,
że ci, którzy Wam mówią o cywilizacji, sami nie rozumieją, co mówią„.
(Księgi
Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego).
Ostatnim
wielkim przywódcą duchowym był Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński.
Miał on odwagę upomnieć się w samym Rzymie o prawa Litwy, Łotwy i Estonii
do samodzielnego bytu, gdy przedstawiciel Stolicy Apostolskiej podpisał układ
w Helsinkach poddający je na dalsze lata zniewoleniu sowieckiemu. Uczynił tak
Prymas, bo był z ducha św. Stanisława, obrońcy praw narodowych[10].
Niech tego ducha narodu, wyrażonego
w osobie św. Stanisława ukrzepi nasz hymn, by ten duch nadal tworzył to, co
można by nazwać „polską naturą„, która potrafi wczuć się w to, czego
pragnie Chrystus[11].
Niejako dopełnieniem (z naszej strony) wizji Jana Matejki jest obecny
przed nami niezwykły ornat uszyty ku czci św. Stanisława przez dwie Litwinki.
Krój jest autorstwa Pani Juratie, postacie stworzyła Pani Irena. Powstał on z
rozmowy, jaka toczy się między sercem patrona katedry wileńskiej św. Stanisława,
a sercem artysty tworzącym ornat i na nim jego świętą postać.
Patrząc na św.
Stanisława w słuchajmy się w rytm tych żywo bijących serc, by na końcu
odczytać co z niego wynika.
Serce Pani
Juratie zdaje się mówić:
„…owe
makaty, (…) owe (…) jedwabie błyszczące
W
zorzach różanych … gdzieś na wiatrach grają (…)
I
tak na wietrze jak harfy śpiewają
I
tak o Polszcze jak anioły szepcą (…)”
I teraz rytm
serca Pani Ireny:
„Bo
jam użyła kosztownych kamieni (…)
Ach,
najpiękniejsze myślami wybiorę, (…)
Najcudowniejszych
barw dla mego ducha
I
duch mój poszedł na skrzydłach płomieni„
I teraz usłyszeć
trzeba serce św. Stanisława, który w odpowiedzi zdaje się wołać do
artystki tkającej (dziergającej) jego postać na kapłańskim ornacie:
„I
dziś rycerstwo mych rozkazów słucha,
Bo
jam jest Polską
–
minionych stoleci,
A
gdzie ja idę, wszystko za mną leci…” (Słowacki,
Zawisza)
O tym, co,
a raczej kto za świętym Męczennikiem leci,
mówi kapłańska stuła, na której wyszyte zostały dwa herby: Litwy i Polski,
litewska Pogoń i polski Orzeł[12].
Każdy z tych herbów kryje w swojej symbolice głęboką, jemu właściwą treść
określającą (to, co się stało na polach Grunwaldu) i niejako wyznaczającą
zadania dziejowe do spełnienia podług charakteru każdego z obu Narodów.
Z polskiego
herbu taką oto treść odczytujemy:
„Nie
schodziłoć nic orle zdawna na zacności
Nie
schodziłoć na sile, ani na śmiałości (…)
Zna
cię dziś nieprzyjaciel (…) bo
kiedy te zęby
Ostre
wspomni w twych piersiach, barzo wściąga gęby„
Zaś litewska
Pogoń taką oto kryje dynamikę treści:
„Śmielej
niż przedtem mój rycerzu miły,
Bodź
tego konia a dobywaj siły
A
z temi w którą stroną się obrócisz
Łacno
każdego przeciwnika skrócisz„[13].
I oto te dwa
narody, złączone postacią św. Stanisława, na polach grunwaldzkich zostały
wezwane do tego, by wystąpić zbrojnie i w ten sposób poprzeć jego
wstawienniczą modlitwę, zgodnie z
narodowym ich charakterem ukazanym symbolicznie w herbach. Oto dlaczego zostały
umieszczone na kapłańskiej stule złączone osobą św. Stanisława; by
wskazywać właściwe im miejsce w Kościele, który powtarzam, ma obowiązek
przypominać obu narodom, że są przeznaczone do duchowej wielkości, do żywej
w nich samych kultury Boga prawdziwego (cultura veri Dei) i do skutecznego
promieniowania nią na całą Europę. Niech brzmią w uszach mieszkańców tych
obu bratnich krajów słowa Adama Mickiewicza, który jasno powiada Litwinom i
Polakom: „nie Wy macie uczyć się cywilizacji od cudzoziemców, ale macie uczyć
ich prawdziwej cywilizacji chrześcijańskiej (…) albowiem cywilizacja prawdziwie godna człowieka, musi być chrześcijańska„[14].
Poprzyjmy teraz św. Stanisława, naszego Patrona, dalszymi, zbrojnymi
wiarą, strofami Akatystu.
Przejdźmy teraz do centralnej postaci Wielkiego Księcia Litwy Witolda.
W
jego osobie zaklęty został przez artystę trud minionych pokoleń mieszkańców
Litwy o swoje miejsce w tej części Europy, a więc wysiłek króla Mendoga około
zjednoczenia państwa, księcia
Giedymina, by uczynić je wielkim, rycerskość i umiłowanie wolności przez
ojca Witolda Kiejstuta, własna konsekwencja w budowaniu odrębności i równorzędności
Litwy w unijnej jedności z Polską. A wszystko to już nie w pogańskiej szacie
niosącej nieuchronnie zagładę Litwie, lecz w prawdziwie chrześcijańskiej,
zapewniającej wszechstronny jej rozwój wśród narodów Europy.
Pod jego wysoko
wzniesioną prawicą dzierżącą miecz należy widzieć słuszną, sprawiedliwą
odpłatę za krzyżackie „nawracanie” Litwy w ciągu kilku stuleci. (slajd) Przytoczmy pokrótce niektóre fakty z owego nawracania;
Gdy król
Mendog pragnący przyjąć chrzest dał kilka donacji Krzyżakom, pod warunkiem,
że jemu i jego następcom będą dopomagali przeciwko wrogom, to – jak pisał
biskup ryski Jan do papieża Klemensa V – Zakon nie tylko, że nie dopełnił
tego warunku, ale „przywiódłszy samego
Mendoga swojem łakomstwem i tyraństwem do odstąpienia wiary, jego samego i
jego następców prześladował„[15].
Gdy książę
Giedymin wysłał był swego posła Sedegajłę do Rygi w celu układów z
legatami papieża Jana XXII, to Krzyżacy z obawy, by władca litewski nie przyjął
chrztu, jego wysłańca w zamku Aszerade uwięzili i okrutnie zamordowali[16].
Propaganda i złoto
krzyżackie sprawiało, że garnęły się do nich tłumy rycerstwa z całej
Europy pomagając im łupić i mordować często dla igraszki. Takiego to
rodzaju wojna, w której czyniono sobie igrzysko z życia całego narodu trapiła
Litwę przez cały czas panowania ojca Jagiełły wielkiego księcia Olgierda. W
łunie pożarów, w zgliszczach spalonych wiosek widywali Litwini znak krzyża,
a przecież ci, co go nosili na piersiach nazywali siebie nauczycielami świętych
prawd Ewangelii. Do nich obłudników trafnie odnieść należy słowa
C.K.Norwida: „Jak chcecie głosić budujące
treście, gdy wgłębi serca sami niedobrzy jesteście” (Rzecz o wolności słowa,
X, s. 361)
Skoro w
historiografii, zwłaszcza dzisiejszej dają się słyszeć głosy, że Zakon
krzyżacki niósł postęp i cywilizację, to my na wzór księcia Witolda
wznosząc tarczę słowa Bożego odbijamy ten cios zatrutych intelektów mówiąc,
że jądrem cywilizacji jest wolność, ku jakiej wyswobodził nas Chrystus[17].
Następnie sami dajemy ciętą ripostę pytając: ku czemu wyzwalała Litwę
rzekoma cywilizacja niesiona przez Krzyżaków?
I wreszcie
sztychem słowa nie do odparowania zadajmy tym twierdzeniom cios w postaci
nauczania papieża Benedykta XVI, który w encyklice „Caritas in veritate” mówi, że: „Ewangelia
ma niezbywalną wartość w budowaniu społeczeństwa zgodnie z wolnością i
sprawiedliwością, w idealnej i historycznej perspektywie cywilizacji ożywianej
miłością„[18].
I
niech nas ukrzepi w tym przekonaniu kolejny fragment zwycięskiego hymnu ku czci
Bogurodzicy.
Po tej pieśni
popatrzmy raz jeszcze na postać Wielkiego Księcia Witolda. Jego twarz zdaje się
wołać: Litwo! Podnieś dumnie w górę swe czoło poorane od krzywd krzyżackich.
Oto świta dla ciebie jasność wielkiego szczęścia. Żywym znakiem tego jest
krzyż zwieńczający wielkoksiążęcy kołpak Witolda, a on sam zdaje się
dalej mówić: skoro „chwałą ponad
wszelką chwałę jest krzyż„, to niech on zajaśnieje pełnym blaskiem
nad Litwą, która pogrążona była w ciemności niewiedzy co do jego zbawczej
mocy. Odkąd jednak przez niego zabłysło światło prawdy, to niech będzie
dla Litwy kotwicą,
„by dom nasz trwał w pomyślności, aby łódź nasza płynęła szczęśliwie
utwierdzona przez krzyż, z krzyża wieniec uplótłszy„[19].
Takie
spojrzenie na księcia Witolda każe nam widzieć w jego osobie jakieś wypełnienie
się słów, które my czytamy, nieco je parafrazując, u starożytnego pisarza Cyryla
Jerozolimskiego: Otóż właśnie chwała
krzyża zajaśniała nad tymi, których niewiedza pogrążyła w ciemnościach;
wszystkich uwolniła spod władzy grzechu, odkupiła cały rodzaj ludzki. Nie
wstydźmy się przeto krzyża Zbawiciela, ale raczej się nim szczyćmy. (…)
Cierpiał na nim nie byle kto, ale Bóg wcielony, który krzyża się nie
wstydził, bo przezeń dawał zbawienie światu. Oto teraz (Litwo) otrzymujesz
odpuszczenie grzechów oraz duchowe, wspaniałe dary twego Króla; gdy więc
rozpocznie się wojna, walcz dzielnie dla Króla”[20].
Zatem w osobie
księcia Witolda z obrazu Matejki płynie jakieś przesłanie dla wszystkich
pokoleń synów i córek litewskiej ziemi, by chlubili się nie z czego innego
jak tylko z krzyża Chrystusa[21].
PIEŚŃ
O
Zawiszy
„Na
ziemi Wcielenia ukazało się nowe rycerstwo. Prowadzi ono podwójną walkę:
przeciwko wrogom z krwi i ciała i przeciw duchowi zła (…) Taki
rycerz jest słusznie nazwany „bez trwogi” i „bez zmazy”, duszę jego
okrywa bowiem zbroja wiary, podobnie jak ciało kolczuga„. Te słowa św.
Bernarda z Clairvaux odnieść można szczególnie do Zawiszy Czarnego z
Garbowa. Do słów wielkiego doktora Kościoła i duchowego ojca całego
rycerstwa średniowiecznego nawiązał Jan Matejko, gdy umieszczał postać
Zawiszy na swoim obrazie, mianowicie, by przypominał przyszłym pokoleniom, że
pokonanie cielesnych wrogów nie jest czymś nadzwyczajnym, lecz wojna, jaką
prowadzą siłą ducha, to jest rzecz chwalebna. Ja sam o tej postaci nie ośmielę
się mówić swoimi słowami, bo był to człowiek o którym powiada Poeta: „oto
ta królewskość ducha, z której potem o kształcie ciała ludzie sądzą
(…) a gdy zostanie ślad stopy jego,
ogrodź płotem miejsce owo, gdzie stąpił ów fundament wielkiego człowieka,
bo takiegośmy jeszcze nie mieli„.(Słowacki,
Zawisza Czarny)
W dramacie
Juliusza Słowackiego poświęconym Zawiszy Czarnemu, z którego zaczerpnąłem
powyższe słowa poeta każe jemu samemu odsłonić swoje wnętrze, gdy mówi:
„bo
wiedz, żem sam siebie zbudował…i pozamykał wszystko w sobie na żelazne kłodki
i zawiasy…a wiec żądza każda…musi wprzód w żelazne wrota zapukać, nim
otworzę, a nim otworzę, to zapytam, kto taki i w czyje imie; a kto nie w imie
Chrystusa i nie w imie ojczyzny przychodzi – to nie wejdzie do domu wnętrzności
moich„[22].
Zatem rycerz
bez skazy ma naśladować Chrystusa, odtworzyć Go niejako w swoim życiu
poprzez Ewangelię niosącą wewnętrzną wolność. Wiedział doskonale
Zawisza, że istotę wolności stanowi życie w prawdzie, mówienie prawdy i jej
szerzenie. Stąd i dziś obowiązuje w słowie wymóg prawdy, by polegać na tym
słowie, jak na zawiszowym. Życie w prawdzie pozwalało Zawiszy mieć zdrowy osąd
hołdów mu składanych. W dramacie jasno mówi: „mogę
być świętym kiedyś…ale dziś…jestem grzesznikiem…”[23]
.
Do pracy nad swoją wielkością dodał służbę Ojczyźnie, bo chciał,
by jedno w nim stanowiły”
„Ta
ziemska …chociaż nie wieczna,
Ojczyzna
moja serdeczna…
Gdzie
mię nikt nie zobowiązał
Sercem…a
jednak jej służę (…)
Sercem,
sercem całym” (s. 133 i 43)
Więc gdy
Ojczyzna była w potrzebie, to mimo, że był oddany służbie dyplomatycznej u
obcego monarchy (Zygmunta Luksemburczyka), to wraca do niej, by brać czynny
udział w tej zbiorowej odpowiedzialności za jej losy pod Grunwaldem.
Na tej trosce o
los kraju ojczystego z czasem wyrosną postacie Kościuszki, Traugutta,
Narutowicza, Paderewskiego wracające nieraz z daleka do niego, by go obsłużyć
samym sobą. Wyrośli oni z ducha rycerskiego i do trudu każdego z nich możemy
śmiało odnieść słowa:
„Ofiara
jedna tylko…wzlata nad kurhany
I
lampą jest narodu – duch ofiarowany„
W jego postaci
należy widzieć personalny rozwój idei przedmurza chrześcijaństwa (antemurale
christianitatis), której zalążek zawiązywał się był gdzieś na polach
Legnicy, obejmującej obronę chrześcijaństwa nie tylko przed zalewem
agresywnego świata muzułmańskiego, ale również wobec wszelkich jego
wykrzywionych, zafałszowanych poczynań w samej Europie, nie mających wiele
wspólnego z czystością Ewangelii. Śmierć
bohaterskiego księcia Henryka Pobożnego (od Mongołów) i Zawiszy Czarnego (od
Turków, z rąk janczarów) spięła szkarłatną klamrą rycerskiej krwi
dwustuletni okres kształtowania się tej idei.
Aspekt
bronienia wiary przed pohańcem ukazał w sposób niezwykle wzniosły w swoim
dramacie Słowacki w scenie bitwy pod zamkiem w Gołąbcu. Gdy legat papieski
udziela błogosławieństwa rycerstwu walczącemu z Turkami, a chorągiew z
Chrystusowym znakiem Krzyża cesarz Zygmunt powierza Zawiszy, to po słowach
legata: „błogosławię ci„, Zawisza dodaje: „I ojczyźnie mojej„. I wówczas wysłannik papieża Marcina
wypowiada proroctwo o Polsce jako przedmurzu chrześcijańskiej Europy: ” I
ojczyźnie twojej…Polska świętą jest między narodami i błogosławioną na
wieki„. Wyznaczył niejako Rzym św. Piotra zadanie dziejowe dla Polski
trwające do dziś, które ona podejmie i wiernie wypełniać będzie. (Słowacki,
Zawisza Czarny, s.8)
Natomiast
drugi aspekt przedmurza jakim jest obrona właściwego układania wewnętrznego
życia narodów Europy podług zasad Ewangelii, ukazała polska delegacja na
Soborze w Konstancji. Nie będę jednak mówił o tym, bo w poprzednich
audycjach szczegółowo wyłuszczyłem tę kwestię, powiem tylko, że Zawisza
Czarny był jednym z posłów królewskich na Soborze. Zasada głosząca, że
nie ma wiary pod przymusem, rzucona z odwagą jak rycerska rękawica na pole
umysłowe Europy, nie tylko podcinała rację bytu teutońskiego barbarzyństwa,
ale wykluczała wojny religijne skoro obowiązuje wolność sumienia w kwestii
wiary. W ten sposób poruszyliśmy Europę do nowego życia i stworzyliśmy
podstawy rozumowe do dalszego rozwoju idei przedmurza, która w zasadniczych
swych zarysach pozostaje tą samą przez stulecia[24].
Również dziś,
choć ta idea przez wrogów naszej kultury politycznej została uznana za śmieszną
i ze wszystkich sił usiłuje się ją odłożyć do lamusa historii, to nie
przestaje ona nas polskich chrześcijan obowiązywać, bo jakoś tak układają
się dzieje współczesnej nam Europy, że niejeden Europejczyk może w swoim
sercu za Słowackim powtórzyć: „Czy ty
wiesz, że gdzie kończy się Polska, tam się piekło zaczyna?„. (s.
129-130)
Nie zapominajmy przy tym wszystkim i o tym, że postać Zawiszy ma być
(jest bliska) bliska nie tylko Polsce, ale i Litwie, bowiem rycerskie swe
przewagi każe Słowacki Zawiszy podejmować w imieniu tych dwóch narodów:
„Lecz
że on taki gorący,
Jakby
anioł prosto z raju (…)
Jak
gdyby Pogonią
Sądził
się…pół-herbem kraju” (Zawisza
Czarny, s. 111)
W ten sposób
wypełnia się na jego osobie to, o czym pisze Mickiewicz, a co winno być odważnie
otwartą myślą wspólną tych dwóch Narodów: „Nie
rozróżniajcie się między sobą mówiąc: (…) ja Litwin, a ty Mazur. (…) Litwin
i Mazur bracia są„. (Księgi
Narodu Polskiego…)
Dlaczego tej postaci tak wiele miejsca poświęciłem? Bo w każdym z nas
drzemie ów rycerz bez skazy, tylko trzeba obudzić go w sobie trudząc się około
własnej wielkości. Pięknie śpiewa o tym Michał Bajor:
„Nieprawda,
że ostatni rycerz zasnął
On
żyje wciąż, za zbroję ma uczciwość własną
I
honor kolor ma ten sam„.
To krzątanie
się około własnej wielkości sprawia, że jesteśmy ludźmi wolnymi a nie o
mentalności niewolnika, niezdolnego do samodzielnego myślenia i działania na
forum europejskim.
PIEŚŃ
Podsumowanie
Przywołane w tej części audycji postacie i ich cnoty zostały przez
historię rzucone na grunwaldzkie pole zmagań o podstawowe zasady decydujące o
życiu wolnych dzieci Bożych, zwłaszcza w tej części Europy. I w zmaganiu
najważniejszym, duchowym, z tezami „krzyżackimi”, teutońskimi, barbarzyńskimi
o których powiemy w następnej części radiowej programu odniosły zwycięstwo!
[1]
Na wzór tego pieśniarza z VII w. prz. Chr. pisali między innymi Mickiewicz
i Słowacki
[2]
Cytata za J.U. Niemcewicz, Śpiewy
historyczne, Kraków 1835, s. IV.
[3]
Codex epistolaris saeculi XV, vol.
II, ed. A. Lewicki, Kraków 1891, s. 287.
[4]
Nie zapominajmy, że w dzień przeniesienia relikwii św. Stanisława, 27 IX
1331 roku Władysław Łokietek uderzył na Krzyżaków pod Płowcami. (u.w.)
[5]
Por. Mt. 20, 28.
[6]
Znaczenie kultu Męczennika ze Skałki dla narodu celnie oddał Adam
Mickiewicz mówiąc, że: „cześć dla
św. Stanisława stała się, że tak powiem, pierwszym artykułem nowej
konstytucji polskiej…„,w: Pierwsze
wieki historii polskiej, t. 6, Czytelnik, s. 94-95.
[7]
Potwierdzeniem tego jest znany w historii fakt, że rycerstwo i ziemianie
pozbawili księstwa Ziemomysła, księcia na Inowrocławiu, z tego powodu, że
ten frymarczył swoją ziemią z Krzyżakami, por. S. Koczwara, Polskość
jako trwały budulec jedności Europy, Lublin 2003, s. 23.
[8]
Obok tych dwóch koncepcji stanęła pod Grunwaldem w szranki z naszym pojęciem
dobra społecznego myśl krzyżacka przekształcająca rycerzy-rabusiów,
panujących wbrew woli poddanych
[9]
Por. F. Koneczny, Teoria Grunwaldu, w: Z dziejów
Polski, Lublin 2002, s. 70n
[10]
Zob. P. Raina, Wybór papieża Jana Pawła
II. Zapiski Prymasa, Warszawa 2008, s. 51n.
[11]
Por. Juliusz Słowacki, List do
księcia.) Sprawdź u Bogusia!
[12]
Ich wzór zaczerpnięty został z arrasów wawelskich, świadczących z dumą
o wielkości Rzeczypospolitej Obydwu Narodów. Zagrabione przez zaborcę służyły
za obicie fotela u jakiegoś wschodniego barbarzyńcy, który chciał w ten
sposób poszargać wielkość Polski i Litwy, zob. Arrasy
wawelskie, praca zbiorowa, Warszawa 1994, s. 20 i 60.
[13]
B. Paprocki, Herby Rycerstwa Polskiego, Kraków 1858, s. 761
[14]
Księgi Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego, Warszawa 1983,
s. 230 i 232. Por. piękny artykuł na ten temat ks. L. Baltera, Noc
Bożego Narodzenia, w: Communio 2009, s. 34- 61.
[15]
A. Naruszewicz, Historia Narodu
Polskiego, t. 8, s. 131.
[16]
Zob. M. Baliński, T. Lipiński, Starożytna
Polska, t. 3: Wielkie Xięstwo
Litewskie, Warszawa 1846, s. 447. Giedymin widząc oburzające postępki
Krzyżaków z dumą odrzucił propozycje przyjęcia chrześcijaństwa, bo
wiedział, że w ich wydaniu jest ono fałszywe i niesie ze sobą śmiertelne
niebezpieczeństwo dla Litwy. Por. A. Naruszewicz, dz. cyt., t 8, s. 183,
gdzie między innymi czytamy takie słowa Giedymina: „papieża
waszego ani znam, ani znać pragnę: w wierze i w religii, którą od przodków
podania wziąłem, trwać będę do wylania krwi i życia„. Tak oto
przeniewierstwa krzyżackie odwiodły władcę Litwy od przyjęcia chrześcijańskiej
wiary.
[17]
Por. List św. Pawła do Galatów 5, 1.
[18]
Encyklika Caritas in veritate, 13.
[19]
Zob. Cyryl Jerozolimski, Katecheza
13.
[22]
Zawisza Czarny, w: Dramaty, t. 6, Warszawa 1987, s. 21-22
[23]
Tamże, s. 42.
[24]
Zakodowała się ona w naszym charakterze narodowym tak dalece, że występowaliśmy
w obronie wolności rozumnie i konsekwentnie na zewnątrz, wiedząc, że to
zawsze owocuje wolnością wewnątrz kraju. Znalazło to swój literalny zapis
na sztandarach: ,,Za wolność waszą i
naszą„, bo wierzono, że „wszystko
co nasze jest, Ojczyzny jest; wszystko co naszej Ojczyzny jest, wolnych Ludów
jest„, zob. Adam Mickiewicz, Księgi
Narodu Polskiego…s. 254.
