„Ochoczy bieg za nicością” (Oz 5, 11)
Pierwszy z proroków mniejszych w Izraelu, Ozeasz, żyjący w VIII w. przed
Chrystusem karcił naród izraelski za zdradę Boga, za służenie bogom obcym,
chciwość, deprawację moralną oraz szukanie oparcia i pomocy u państw pogańskich.
Prorokował pesymistycznie, że król, kapłani i starsi ludu prowadzą go do upadku
(Oz 5, 1-7), a "naród z upodobaniem biegnie za nicością" (Oz 5, 11). I
zapowiedział, że jeśli się nie nawrócą, to Bóg wyleje na nich falę swego gniewu
(Oz 5, 10). Istotnie, niezadługo nastąpił niszczący najazd Asyryjczyków. Trzeba
dziś o tym mówić, bo Pismo Święte przedstawia dzieje Izraela jako prototyp
historii każdego narodu.
Księga Rodzaju pisze, że na początku ziemia była bezładna i pusta (Rdz 1, 2), po
starohebrajsku: "tohu wabohu", co pewien biblista przetłumaczył jako "męt i
zamęt". Określenie to oddaje dobrze sytuację świata urządzonego bez Boga
Stwórcy. I oto coraz lepiej widzimy, że naszą obecną sytuację w kraju, a także w
Unii Europejskiej można określić krótko jako "męt i zamęt", przede wszystkim pod
względem umysłowym i duchowym. Sytuacja jest dosyć dziwna: politycy, urzędnicy
na Zachodzie chodzą z tęgimi minami, jakby stworzyli już rajski świat, rozumny i
pełen szczęścia, świat obywający się bez religii. Tymczasem nie dostrzegają, że
faktycznie tworzą tylko coraz większy "męt i zamęt". Odnosi się to, niestety, i
do Polski.
Czciciele "mętu i zamętu"
Swawolę, walkę człowieka z człowiekiem we wszystkich dziedzinach, łamanie zasad
moralnych, zabijanie słabych, realizowanie brutalnego egoizmu nazywa się
wolnością i godnością człowieka.
Społeczny zamęt, rozbicie, utratę zmysłu wspólnoty, grabienie słabych przez
mocnych, oszukiwanie na potęgę, panoszącą się pychę i niekompetencję władz i
urzędów nazywa się "Rzecząpospolitą", i to jeszcze "Najjaśniejszą".
"Produkcję" ustaw i uchwał, często w formie zbytecznych bubli, służebne
przyjmowanie praw i poleceń z Brukseli, cyrkowy charakter prac komisji
sejmowych, np. komisji badającej tzw. aferę hazardową, określa się jako
"nowoczesne prawodawstwo" i "państwo prawa".
I tak można by prezentować niemal wszystkie podstawowe elementy "nowoczesnego
państwa". Ale, co gorsza, społeczeństwo karmi się coraz bardziej językowym i
mentalnym "mętem i zamętem", jakby rezygnowało już z logiki i wnikliwości
intelektualnej. Oto niektóre przykłady.
Weźmy hasło "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje". Jest ono słuszne tylko jako zasada
życia społecznego, ale nie jako hasło wyborcze. Przecież "zgoda buduje" nie
odnosi się do kontrkandydatów różnych partii i do ich programów, bo gdyby tak
było, to trzeba by albo przedstawić tylko jednego kandydata, albo wybierać go
przez losowanie, albo kierować się jedynie jego wyglądem.
Jeszcze raz nawiążę do hasła "Krzyż ma łączyć, a nie dzielić". Tu też może
grozić zamęt. Krzyż łączy człowieka z Bogiem i łączy ze sobą innych ludzi, ale
tylko wierzących w Niego lub szanujących Go. Nie łączy zaś wojującego ateisty
lub wroga z czcicielem krzyża; nie łączy ludzi dobrej woli z bandami
przestępców, jeśli się nie nawrócą; nie łączy dobra ze złem, bo wówczas krzyż
byłby fałszywy. Toteż już starzec Symeon powiedział o krzyżu Jezusa, że podzieli
on Żydów na wierzących w Niego i niewierzących, na czcicieli i prześladowców.
Teologia potoczna musi być uściślana, bo grozi zamętem.
W Polsce widzieliśmy w 1960 r., jak krzyż Chrystusa łączył wielkie masy ludzi
wierzących w Nowej Hucie, ale jednocześnie dzielił na wierzących i komunistów.
Ludzie postawili krzyż na placu przeznaczonym pod budowę kościoła, ale władze po
pewnym czasie go usunęły. Jednak ludzie bronili krzyża. Elementami "łączności"
były zatem jedynie pałki milicji, armatki wodne i cele więzienne. Ta właśnie
historia usuwania krzyża pokazuje brak logiki w wołaniu: "Usuńcie krzyż sprzed
Pałacu Prezydenckiego, bo dzieli ludzi". Kogo dzieli? Sami ludzie w obliczu
krzyża dzielą się na wierzących i niewierzących, na miłujących krzyż i
nienawidzących go. W Nowej Hucie trzeba byłoby wołać do czcicieli krzyża:
"Zabierzcie ten krzyż, bo on nas podzieli… na bitych i bijących". I dziś
panuje taki sam zamęt myślowy: nie są winni podziału bijący i lżący, tylko
winien jest sam krzyż, że stoi i daje sposobność przestępcom do bicia jego
czcicieli. Tymczasem diabeł nigdy się z krzyżem nie pojedna.
Weźmy jeszcze jeden przykład, najnowszy. Oto 15 sierpnia 2010 r. w Lourdes we
Francji jakiś przestępca podał, że w czasie głównych uroczystości wybuchną
bomby. Okazuje się, że i kult Matki Bożej w Lourdes dzieli Francuzów na Jej
czcicieli i wrogów. Nasi przeciwnicy krzyża zapewne doradziliby Francuzom:
"Zamknijcie Lourdes, bo ono was dzieli na wierzących i na bandziorów. Wtedy nie
będzie awantur w postaci podkładania ładunków wybuchowych" (zresztą w Lourdes
takich nie znaleziono).
Mętlik umysłowy – postmarksistowski i liberalistyczny – tak opanował nasze
życie, że występuje niemal na każdym kroku, nie tylko w formie kłamstw
dotyczących spraw politycznych i społecznych, ale także w postaci zwykłego braku
logiki, czego się na ogół nie zauważa, bo tak dalece stał się on chlebem
powszednim. Oto wybrane przykłady.
Prezydent powiedział, że Pałac Prezydencki jest świecki – czyli bez Boga,
ateistyczny – i nie może przed nim stać ani krzyż, ani pomnik z krzyżem.
Stanowisko to ostatnio wyraził jeszcze mocniej: "Państwo ma być świeckie, to
będzie pożyteczne i dla Kościoła, i dla państwa". Istotnie, "państwo świeckie",
pod przewodem nowego prezydenta, będzie pożyteczne dla Kościoła, bo Kościoła nie
będzie na polskiej ziemi, gdy stanie się ateistyczna. Zapewne przeniesie się na
jakieś inne ciało niebieskie, "bliżej nieba lepiej mu będzie". Jest to
powtórzenie zdania wielkiego masona, twórcy konstytucji europejskiej, że
Kościołowi będzie najlepiej, jeśli go w Europie nie będzie. Masoni i liberałowie
chcą eutanazji Kościoła w Europie, a przede wszystkim w Polsce. Nasz prezydent
ma im w tym służyć pomocą?
Pani minister zdrowia oznajmiła słodkim głosem, że wszystkie szczątki znalezione
na miejscu katastrofy smoleńskiej zostały przebadane genetycznie i choć wkrótce
przywieziono wielką trumnę ze szczątkami, które nie zostały zidentyfikowane, nie
odwołała tego. Nie oskarżam jej o kłamstwo, ale chcę podkreślić, że taka już
jest mentalność "mętu" w naszym rządzie. Jest w tym logika, tylko że nie
intelektualna, lecz uczuciowa.
Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa po niedoszłej farsie
w Ossowie tłumaczył się energicznie, że to nie jest pomnik, lecz mogiła, choć
przedtem w swoim piśmie używał słowa "pomnik". Taka jest ta pseudopolityczna
logika.
Znane są też wypowiedzi pani minister zdrowia, która przyjmując do wiadomości
informacje, że szpitale padają, a niektóre oddziały są już zamykane, pocieszała
chorych np. na raka, nieraz czekających na leczenie przez rok, że nikt nie
pozostanie w Polsce bez pomocy szpitalnej.
Inna ministerialna figura na pytanie, czy zmiany w Karcie nauczyciela nie
oznaczają zmniejszenia budżetu dla szkolnictwa, daje salomonową odpowiedź, że
nie będzie obniżenia budżetu, tylko zmniejszenie kosztów edukacji, tak że
państwo mniej na nią wyda. I nie będzie "oszczędzania", tylko "optymalizacja
wydatków", czyli lepsi nauczyciele zarobią więcej niż teraz, a gorsi zarobią
mniej.
Prezydent i rząd "odpartyjnił" Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, obsadzając
ją w całości ludźmi z PO i SLD, nie dopuszczając nikogo z PiS. Tak marksizm i
liberalizm znieprawiły umysły.
Te same środowiska odpowiedzialne są za tzw. przełom w stosunkach z Rosją, który
tak naprawdę podporządkowuje Polskę interesom Rosji, choćby i w sprawie
smoleńskiej.
Podobnie PO ciągle utrzymuje, że kieruje się miłością polityczną, choć bez
reszty nienawidzi tych, którzy nie chcą jej służyć.
TVN podał (21 sierpnia br.), że rozmowy między Palestyńczykami a Izraelem
zerwali Palestyńczycy, kiedy Izraelczycy ich zaatakowali. A zatem winni zerwania
rozmów są Palestyńczycy, a nie Izraelczycy. Takich i podobnych przykładów są
tysiące.
Co się stało ze znaczną częścią polskiej inteligencji? Jeśli chodzi o media, to
smutkiem napawa fakt, że coraz mniej w nich widać i słychać dziennikarzy
inteligentnych, obiektywnych i krytycznych. Może liberalizm każe czcić już "męt
i zamęt" intelektualny i duchowy?
Sprawa pomnika w Ossowie
Mętna jest też koncepcja pomnika żołnierzy Armii Czerwonej w Ossowie. Niedługo
po katastrofie smoleńskiej marszałek Sejmu, uważając, że zniknęła "przeszkoda" w
ociepleniu stosunków Polski z Rosją, zaproponował uhonorować jakiś grób
krasnoarmiejców i zlecił to zadanie Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Wybór padł na Ossów, gdzie już była mogiła 22 Sowietów poległych w napaści na
Warszawę w 1920 r., a więc odpowiednio niejako "męczenników braterskich".
Prosty, nieoświecony, ksenofobiczny lud polski dbał wprawdzie o ten grób.
Oznaczył go, od czasu do czasu zapalał świece i składał jakiś kwiat, bo "to byli
ludzie", ale światłogród postanowił pokazać, że nie byli to bezbożni napastnicy,
tylko męczennicy wykonujący rozkazy przełożonych. Toteż sekretarz generalny Rady
dr Andrzej Kunert doprowadził do realizacji tego pomnika w postaci obelisku z
krzyżem prawosławnym na dole, z dwiema tablicami kamiennymi i 22 bagnetami. 14
sierpnia miało odbyć się uroczyste odsłonięcie, razem z delegacją rosyjską, ale
"ciemny, po staremu patriotyczny i katolicki" lud polski do tego nie dopuścił.
Zanalizujmy pokrótce treść i wymowę tego obiektu. Najpierw ciśnie się na usta
pytanie, dlaczego w ogóle stawiać pomnik napastnikom dążącym do zabicia nowo
odrodzonej Polski i wiary katolickiej?
O mało Armia Czerwona nie zajęła Warszawy i byłoby po Polsce i po Kościele, jak
w Rosji. Ktoś odpowie, że krasnoarmiejcy wykonywali tylko rozkazy, ale to były
zwyczajne, dobre chłopy. Jeśli tylko wykonywali rozkazy bez wewnętrznego
zaangażowania, to można by postawić pomnik także Heinrichowi Himmlerowi, który
doprowadził do zagłady Żydów przecież na rozkaz Adolfa Hitlera. Taki pomnik
służyłby pojednaniu żydowsko-niemieckiemu? Krasnoarmiejcami dowodził Michaił
Tuchaczewski i też był zapewne niewinny, bo słuchał Lenina i było mu przykro, że
musiał mordować Polaków i za niecały rok także tysiące rosyjskich marynarzy i
chłopów, uczestniczących w antybolszewickim powstaniu kronsztadzkim. A może to
byli prywatnie wierzący, a ateiści tylko państwowo, jak to jest dzisiaj w
Europie?
A jak tłumaczyć owe 22 bagnety? Może to oznaczać nawiązanie do tego, że w drodze
do Polski zabijali bagnetami. Na bagnetach bolszewicy niewątpliwie nieśli
niewolę Polakom, zwłaszcza katolikom. Bagnetami rewolucjoniści zamordowali także
ok. 300 rosyjskich biskupów i tysiące popów. Może dlatego diabeł podsunął myśl,
żeby umieścić i krzyż? Dlaczego liberalny światłogród namalowanie na płytach
czerwonej gwiazdy uznał za zbeszczeszczenie, przecież to było ich godło?
Wszędzie ten sam mętlik intelektualny. Gdyby ktoś na mogile polskiego żołnierza
namalował orła białego, to też byłoby zbeszczeszczenie? Krasnoarmiejcy mają
wszędzie na swych grobach tylko kamień z napisem, więc tutaj chodziło może o
pokazanie, że to religie: katolicyzm i prawosławie, są źródłem wojen, podczas
gdy ateizm jest podstawą pokoju między narodami, jak uczy UE?
Ksiądz mjr Ignacy Skorupka popełnił wielkie przestępstwo według dzisiejszych
mędrców, bo, po pierwsze, jako ksiądz wmieszał się w politykę, i to jeszcze w
bitwę, na czele gimnazjalistów, a po drugie – naruszył świeckość państwa, niosąc
krzyż, który dzielił na Polaków i bolszewików, zamiast łączyć.
A może cały ten pomnik w Ossowie – zresztą później i tak zostanie odsłonięty
siłą, taka jest już uroda naszych obecnych władz – miał być ekspiacją za to, że
według współczesnych Rosjan Polacy wymordowali po 1920 r. dziesiątki tysięcy
jeńców sowieckich w obozach; podobno sam Józef Piłsudski miał szablą ścinać
głowy wielu z nich. I tak za poprawę stosunków biorą się amatorzy i naiwniacy.
Przecież po 20 sierpnia br. część prasy rosyjskiej zaatakowała Polskę i
prezydenta za to, że obchodziliśmy rocznicę zwycięstwa nad Armią Czerwoną,
niwecząc atmosferę sympatii po Smoleńsku. Nie wiadomo, jak wytłumaczyć, że 15
sierpnia w apelu przed Grobem Nieznanego Żołnierza nie zostali wywołani
generałowie katyńskiego lotu. Może dlatego, żeby nie drażnić Rosjan albo żeby
nie wymieniać generałów duchownych, którzy "wmieszali się" w politykę? Takiego
mętliku w umysłowości Polaków chyba jeszcze nigdy nie było. Co robi z nas
obłędna ideologia liberalistyczna?
Dalszy zamęt po katastrofie smoleńskiej
Trzeba jeszcze raz powrócić do sprawy katastrofy smoleńskiej. Śledztwo w jej
sprawie natrafia na coraz większe trudności subiektywne, zwłaszcza ze strony
rosyjskiej, jakby zresztą obie strony, rosyjska i polska, sprawę tę bardzo
lekceważyły albo miały niespokojne sumienia. Pojawiają się wypowiedzi, że
postępu nie będzie w ogóle. Kładzie się to wielkim cieniem na całe życie
polskiego Narodu. Trzeba oddać wielki szacunek panu posłowi Antoniemu
Macierewiczowi, Parlamentarnemu Zespołowi ds. Wyjaśnienia Katastrofy
Smoleńskiej, przewodniczącemu polskiej komisji badającej katastrofę smoleńską,
który jest dziwnie bojkotowany przez rząd, przez PO i SLD, i wygląda na to, że
żaden z jego wniosków do rządu i do prokuratury nie zostanie poważnie
potraktowany. Mamy bowiem wyższy typ demokracji, "demokracji tylko dla jednej
partii". Po wyborach prezydenckich stało się coś niesamowitego. Oto katastrofa
okazała się tak korzystna dla PO, że partia ta podjęła totalną walkę nie tylko z
Kaczyńskimi i PiS, ale także z "Solidarnością". Z tą ostatnią dlatego, że w
wyborach prezydenckich opowiedziała się po stronie Jarosława Kaczyńskiego.
"Solidarność" i PiS są oskarżane, że grają katastrofą smoleńską i krzyżem, a
ideowo, że są nacjonalistyczne, zacofane i religianckie i że hamują nasz rozwój
w kraju oraz w łonie UE. Teraz Platforma chce je po prostu zniszczyć prawnie,
gospodarczo, propagandowo i moralnie. Niektóre gazety atakują już "Solidarność"
i PiS niemal na wzór ataków ze stanu wojennego. Członków PiS zabroniono też
przyjmować do Rady IPN, choć mogą tam być ludzie z PO i SLD. Do niektórych
dysput gospodarczych w mediach nie są już dopuszczani ludzie z "Solidarności",
tylko z OPZZ. Przed wyborami samorządowymi PO chce naciskać na biskupów i
proboszczów, by nie popierali PiS i "Solidarności", które w rezultacie mają
zostać politycznie i społecznie niejako internowane. Może jednak z czasem
katolicy zorientują się, kogo wybrali.
Ku PRL Minus
Na Zachodzie udało się wrogom chrześcijaństwa bardzo osłabić życie religijne,
wprowadzając jednak na to miejsce magię, czary, spirytyzm, okultyzm, satanizm,
wróżbiarstwo. To mają być rzeczy godne XXI wieku! Coś podobnego zaczyna się i u
nas. Choćby takie wróżenie. Możesz, człowieku, zadzwonić wieczorem do jednej ze
stacji telewizyjnych, zapłacić i dowiedzieć się, co cię czeka jutro, za miesiąc,
za rok, za 10 lat. Oczywiście, żywa wiara jest już wszędzie zwalczana jako
"fundamentalizm katolicki", lub nawet "oszołomstwo", co się przypisuje np.
obrońcom krzyża sprzeciwiającym się programowemu ateizmowi.
Atak na krzyż przed Pałacem Prezydenckim, niezależnie, czy traktowany jako
"pamiątkowy" czy "polityczny", okazał się atakiem na krzyż rzeczywisty, na krzyż
Chrystusa, co wyraził prezydent, argumentując, że Pałac i Polska muszą być
świeckie, czyli ateistyczne. Ta wypowiedź zawiera w sobie również ten sens, że
żaden inny krzyż nie może tam stanąć. Prezydenta poparła cała masa wrogów
religii, zwłaszcza katolicyzmu. W sposób szczególny ujawniła się – z
błogosławieństwem władz Warszawy – masa zdziczałej młodzieży, wychowanej przez
marksizm, socjalizm, liberałów i satanistów, co to nie wierzą w Boga, ale wierzą
w szatana. Wszyscy wykazali zgodnie wielką pogardę dla religii, krzyża, no i dla
Polski. Dziwne, że było i ciągle jest tylu niezorientowanych katolików, którzy
sądzą, że tu chodzi tylko o przeniesienie krzyża "politycznego". Przecież
przywódca nowych "Tatarów" Dominik Taras wyraził to samo, co prezydent: "Chcemy
żyć w państwie świeckim, a nie religijnym, nie toruńskim". Tak samo inżynierowie
ateizmu unijnego chcą absolutnie zniszczyć polski Kościół, zaczynając od
oderwania go od ludu i Narodu, bo wówczas rozpłynie się w powietrzu jak mgła
poranna w słońcu.
Leszek Miller stwierdził, że w akcji antykrzyżowej "państwo musi być skuteczne".
Podobnie mówiło i mówi wiele innych osób. Trzeba im jednak przypomnieć, że
najlepsi pod tym względem, bo najskuteczniejsi, byli: Hitler, Stalin, Bierut,
Pol Pot, funkcjonariusze NKWD, UB – kulą w łeb lub zakwaterowanie w obozie na
resocjalizację. W podobnym duchu PO chce, by krzyż usunęli w imię ateizmu
państwa albo duchowni, albo Kaczyński, żeby odium ludzi za zdradę krzyża padło
nie na rząd, ale na wierzących w krzyż. To jest takie bolszewickie: w Związku
Sowieckim często kazano samemu księdzu zamykać kościół, żeby nie było na nich.
Taka bolszewicka mentalność ożyła, niestety, i u nas. Oto niektórzy policjanci
usuwający wiernych spod krzyża 14 sierpnia mówili, jakoby niektórzy wierni
chcieli, by ich siłą usuwać po to, by mogli zaistnieć w telewizji; jakoby byli
niekulturalni, no i jakoby ukrywał się wśród nich jakiś przestępca i niektórzy
chcieli posłużyć się środkami wybuchowymi podczas pochodu wojska. Podobnie
Gomułka wołał w 1960 r. po obronie krzyża w Nowej Hucie, że byli to "chuligani,
staruszki i kryminaliści". Kto dziś kształtuje takich ludzi w naszym kraju?
Wielu ludzi łagodnych powiada, żeby z tą obroną krzyża ustąpić. Ale oni nie
rozumieją psychologii ateistów publicznych. Owe zdziczałe masy hołubione przez
ateizujące państwa i partie zachowują się jak szantażyści: za pierwszym razem
dasz im tysiąc złotych, następnym razem będziesz musiał dać sto tysięcy. Inaczej
mówiąc, trzeba będzie ateizować całe państwo we wszystkich dziedzinach. Widzimy
choćby, czego już żąda SLD hołubiony przez PO, chcący przywrócić PRL, gorszy niż
za Gierka. Niektórzy też powiadają, że PO gra sprawą krzyża, żeby zasłonić inne
poważne problemy, więc nie mamy co kontynuować obrony. Ale obawiam się, że
liberalni neofici i ateiści polityczni zachowują się bardzo podobnie do
marksistów: mogą zawalić wszystko, mogą umierać z głodu, ale będą bronić dogmatu
ateizmu państwowego, bo to ich nowa religia.
Dostrzegamy też coraz lepiej, czego chcą ateistyczni misjonarze unijni. Oto mały
przykład z Lublina. Według relacji naocznych świadków 19 sierpnia 2010 r.
przybył do Lublina francuski pantomimiczny Cirque Baroque. Z jakim przyszedł
przesłaniem do katolickiego kraju? Ano z atakiem na Kościół katolicki, na
Polskę, na małżeństwo, na etykę chrześcijańską. Było też szydzenie z Mszy
Świętej, ukazywanie rozwiązłości seksualnej księży, magia, satanizm. Wszystkim
wolno poniewierać katolikami i Polakami, tylko nam nie wolno się bronić. Nie
wolno nam też bronić krzyża, bo to fundamentalizm i oszołomstwo.
Pod rozwagę
Nie chcę być Ozeaszem, ale sytuacja w Polsce staje się bardzo trudna we
wszystkich dziedzinach i atmosfera duchowa robi się coraz cięższa. Przy tym i
wielu z nas religię traktuje niemal tylko jako zwyczaj i folklor, nie jako żywą
strukturę człowieczeństwa i egzystencji. Trzeba się nam społecznie odrodzić,
tylko wtedy obronimy się i odrodzimy Kościół i Polskę – w duchu Bożym. Państwo
musi być z Bogiem; bez Boga i bez mądrego i moralnego państwa będziemy za słabi.
A co z krzyżem pamięci? Myślę, że byłoby najlepiej, gdyby pan prezydent odwołał
motywowanie usunięcia krzyża ateizmem państwowym, a jeśli nie, to niech wyrazi
jasno zgodę na wzniesienie tam jakiegoś pomnika z krzyżem. W przeciwnym razie
będzie to falstart prezydentury i nie będzie dla niej błogosławieństwa Bożego.
Bez Boga bowiem także w życiu politycznym będzie tylko "ochoczy bieg ku nicości"
(Oz 5, 11).
Ks. prof. Czesław Bartnik
