Nie widzę różnicy miedzy Dworakiem, a prezesem radiokomitetu


Pobierz Pobierz

Z red. Wojciechem Reszczyńskim dziennikarzem radiowym i telewizyjnym
rozmawia o. Waldemar Gonczaruk CSsR



Protestują rady miast, rady powiatów, zrzeszenia, osoby indywidualne z kraju i z zagranicy. Już prawie dwa miliony podpisów złożono pod petycjami sprzeciwiającymi się postanowieniu KRRiT w sprawie nieprzyznania TV Trwam miejsca na pierwszym cyfrowym multipleksie. Panu redaktorowi media nie są obce, wręcz przeciwnie jest to Pana naturalne środowisko. Jak Pan interpretuje i widzi sytuację w naszej Ojczyźnie?

Słusznie Ojciec zauważył – nie jest mi obce to środowisko. Szczególnie działalność KRRiT, którą poznałem prowadząc swoje przedsięwzięcie medialne przez trzynaście lat. Wszystkie te głosy protestu i dzisiejsze rozmowy komisji sejmowej, możliwości sprawdzenia przez NIK działalności KRRiT pod kątem zgodności legalności z procedurami, przepisami itd.

Wniosek ogólny jest taki, że obserwujemy odwrót od demokracji. Demokracji coraz mniej, swobód obywatelskich, coraz mniej wolności obywatelskiej, które są zagrożone. To jest smutna konstatacja po 22 latach transformacji systemu. Smutna tym bardziej, że dzieje się to z udziałem osób, które zachowują w swoich życiorysach sformułowanie dotyczące ich opozycyjnej działalności. Są wśród nich działacze dawnej opozycji, Solidarności. Dziś ci ludzie postępują tak, jak dawniej ich oprawcy, dawny aparat komunistyczny, który nie dopuszczał społeczeństwa do głosu, sterował wszystkim tym co się działo w Polsce, nadzorował cenzurę. Dziś jesteśmy w tym samym miejscu – w głębokich latach sześćdziesiątych – i nie widzę, żadnej różnicy miedzy przewodniczącym KRRiT Janem Dworakiem, a byłym prezesem radiokomitetu za czasu PRL. Jest to funkcjonariusz partyjny, który wykonuje czyjeś – należy sądzić – polecenia władz partyjnych.

Ale w Polsce coś się dzieje, czuć nie tylko wiosnę w powietrzu, ale także jakieś przebudzenie w Narodzie. Miliony osób niezgadzających się z zastaną sytuacją i niegodzących się na to, co proponują tzw. media głównego nurtu. Obok tych mediów – głównego nurtu – powstaje jakby drugi nurt alternatywnych mediów. Przedstawiają one rzeczywistość, a nie „matrix”, tak jak to się dzieje w Imperio Room, wielkim i ogromnym imperium TVP, czy ITA Pana Waltera.



Tym bardziej dziwie się KRRiT, dziwie się ekipie rządzącej. Całej tej grupie socjalliberałów, czy postkomunistów i liberałów, że zapominają o tym, że każda reakcja wywołuje kontrreakcję, jak w fizyce kont padania równia się kontowi odbicia. To właśnie Jan Dworak i KRRiT – oni są autorami tego zrywu tego protestu i z pewnością myślę, że nie spodziewaliście się, że milion osiemset tysięcy telewidzów zadeklaruje chęć oglądanie waszej Telewizji. Przecież w najlepszych nawet wynikach oglądalności, żadne badania nie wskazywały, że macie aż tylu telewidzów. Dzisiaj jest już ich tylu, a będzie ich jeszcze więcej. Tym bardziej, że dotyka to nas Polaków. My mamy taką przewrotną, przekorną naturę, że jeśli nam się czegoś zabrania, stajemy się jeszcze bardziej hardzi i twardzi. Dlatego, że najbardziej jesteśmy uczuleni na punkcie wolności osobistej, wolności obywatelskiej, wolności do działania do realizacji.

Polska słynęła z wolności i tolerancji. To właśnie z Polski rozbłysnęła iskra wolności i wypłynęła na świat. A teraz, jaki obraz Polski malowany jest na arenie międzynarodowe? Coraz więcej mediów w Europie i nie tylko opisując sprawę nieprzyznania TV Trwam miejsca na multipleksie pyta, czy nie jest wstyd ekipie rządzącej? Czy poprzez tę niesprawiedliwość nie jest kreślony negatywny wizerunek naszej Ojczyzny?

Oczywiście niezależne media na zachodzie potrafią obiektywniej spojrzeć na polska rzeczywistość, odwrotnie od polskich korespondentów. Chociażby we Włoszech, zatrudnionych przez inne TV, którzy wpisują się w oczekiwania dysponentów TV, Radia czy KRRiT. Jest z pewnością wielkim paradoksem, że kraj Jana Pawła II, ma tak podstawowe problemy.

Mianowicie wolność wyznania, wolność funkcjonowania organizacji nie tylko społecznych, ale i organizacji fundacji religijnych. Fundacja Lux Veritatis jest organizacja społeczną, ale jest też fundacją religijną, katolicką. Okazuje się, że nie ma ona prawa do istnienia na tzw. multipleksie, który jest największą najszerszą możliwością pokazania telewidzom, nowych technologii, mówię o przekazie cyfrowym. Sposób odbioru byłby ogólnie dostępny i za darmo. Tę możliwość odebrano TV Trwam, jest to absolutna dyskryminacja, która ma na celu doprowadzić do degradacji pomniejszenia znaczenia roli TV Trwam. Co oczywiście jest bardzo żałosne, tego się nie da zatrzymać, to można tylko chwilowo, ale tego procesu nie da się zatrzymać, ludzie będą się tego domagali. W tej chwili w sprawie TV Trwam protestują dziesiątki przeróżnych organizacji. Nikt jeszcze nie widział w Polsce, tylu marsz, które przechodzą ulicami miast, a wcześniej skupiają się w świątyniach na modlitwie. Ten w Warszawie, który zgromadził kilkanaście tysięcy osób i tu jak mówiłem na początku o Janie Dworaku jak o protoplaście dawnego „Radiokomunitetu”. To przecież TV nad którą nadzór powinna sprawować KRRiT, publiczna TV nawet nie zająknęła się ani jednym słowem o tak wielkiej manifestacji w Warszawie, a więc typowo komunistyczny mechanizm. Jeżeli czegoś nie pokażemy w mediach to znaczy, że czegoś nie ma. To jest to na czym przejechali się komuniści i ta ekipa socjalliberałów, również się na tym przejedzie. Ludzie dzięki innym mediom dziś szczególnie. Wiedzą jaka jest sytuacja w Polsce i dlaczego ludzie protestują i dlaczego ludzie wychodzą na ulice.

Dziękuje za rozmowę.


drukuj