Myśląc Ojczyzna
Z frontu walki o rząd dusz
Szanowni Państwo!
Wczorajsze obchody drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej pokazały, że panu prezesowi Kaczyńskiemu udało się zepchnąć swoich przeciwników do defensywy – przynajmniej na propagandowym odcinku frontu. Nie mówię wyłącznie o przeciwnikach w rodzaju Donalda Tuska, czy prezydenta Komorowskiego, ale również tych, którzy z PiS wypączkowali w nadziei przejęcia zwolenników. Jeśli chodzi o Donalda Tuska, to w
miarę ujawniania kolejnych kłamstw i bęcwalstw byłych ministrów swego rządu i urzędników swojej kancelarii, ma coraz mniej argumentów. Pokazała to wyraźnie liturgia wczorajszych obchodów. Polegała ona na ucieczce w „zadumę” i „żałobę”, podczas gdy media głównego nurtu podjęły desperacką polemikę z oskarżeniami wysuwanymi przez prezesa Kaczyńskiego o „zdradę o świcie” oraz coraz wyraźniejszymi sugestiami zamachu. Ale – jak powiadają wymowni Francuzi – qui s`excuse – s`accuse – co się wykłada, że kto się tłumaczy, ten się oskarża – a poza tym – jaki normalny człowiek uwierzy dzisiaj pani Ewie Kopacz? Podobnie zużyła się moralnie większość wynajmowanych przez rząd ekspertów, którzy musieli żyrować zmieniające się pod wpływem ujawnianych faktów wersje tego wydarzenia. Wreszcie i prezes Kaczyński przekonał się o zgubności rad dawnych swoich współpracowników, którzy później utworzyli Polskę, co to Jest Najważniejsza oraz Polskę Solidarną. „Nie bądź słodki, bo cię zliżą” – mówi przysłowie, co w polityce przekłada się na działania ofensywne. I prezes Kaczyński tym razem nawet nie próbował udawać żadnego gołąbka pokoju. Przeciwnie – zaatakował nie tylko frontalnie obóz platformiano-prezydencki, ale również – heretyków, którzy opuścili Prawo i Sprawiedliwość, zarzucając im podczepianie się pod katastrofę, której on jest wyłącznym gospodarzem, podobnie jak on jest wyłącznym depozytariuszem jedności opozycji. Kto się go nie słucha, ten jedność rozbija. Okazuje się, że im prostszy argument, tym skuteczniejszy w sprawowaniu rządu dusz, który zaczyna wymykać się z rąk nawet ścisłemu kierownictwu „Gazety Wyborczej”. Wprawdzie pan redaktor Czuchnowski w ramach odrabiania pańszczyzny, po staremu chłoszcze prezesa Kaczyńskiego, że wzbudza „nienawiść” i w ten sposób „dzieli Polaków” – ale sam główny cadyk, czyli pan Aleksander Smolar, śpiewa już z innego klucza. Zauważył, że chodzi tu o coś więcej, niż katastrofę, że rozpamiętywanie katastrofy jest tylko instrumentem, a właściwie – jednym z narzędzi walki o świadomość społeczną, zwaną inaczej rządem dusz. I tu ma rację – o czym zresztą wspominałem wcześniej – że w tej walce o rząd dusz podstawą strategii jest emocjonalne rozhuśtywanie tej części opinii publicznej, która się takiemu rozhuśtywaniu poddaje. A w miarę narastania kryzysu i wynikających z niego powodów do niezadowolenia, rozhuśtywaniu emocjonalnemu poddaje się coraz większa część opinii publicznej.
Paradoksalnie sojusznikiem prezesa Kaczyńskiego są również Rosjanie. Arogancja raportu MAK, który na domiar złego w świetle ujawnionych później faktów, oparty został na wątpliwych podstawach, odmowa wydania dowodów, a wreszcie – wypucowanie wraku samolotu w sposób pozwalający na usunięcie ewentualnych śladów – ośmiesza rząd premiera Tuska, który swój prestiż i wiarygodność lekkomyślnie oddał w ręce ruskich szachistów, którzy wobec naszego nieszczęśliwego kraju mają swoje widoki i podtrzymywanie w nim stanu permanentnej wojny politycznej i religijnej jest im jak najbardziej na rękę. Oczywiście nie ma mowy o tym, by prezesa Kaczyńskiego i jego planów budowy IV Rzeczypospolitej Rosjanie popierali – ale sama strategia emocjonalnego rozhuśtywania opinii publicznej może im się podobać.
No i wreszcie – sama IV Rzeczpospolita. Co dzisiaj może oznaczać to hasło? Z całą pewnością pragnienie rewanżu prezesa Kaczyńskiego za porażkę w wyborach prezydenckich w roku 2010. Osiągnięcie prezydentury w roku 2015 ma utorować drogę do przebudowy państwa na wzór węgierski – bo do tego w swoich planach prezes Kaczyński nawiązywał. Warto zwrócić uwagę, że wraz z wyborami prezydenckimi, w roku 2015 odbędą się również wybory parlamentarne – o ile okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy nie zastosują kuracji przeczyszczającej wcześniej. Ale o tym przekonamy się we właściwym czasie, natomiast wczorajsze uroczystości, w których obok prezesa Kaczyńskiego wzięła udział i była eksponowana jego bratanica, pani Marta Kaczyńska pokazują, że w polityce personalnej chyba powrócimy do wzorców dynastycznych. No cóż; po tylu zawodach i rozczarowaniach z panią Joanną Kluzik-Rostkowską, panią Elżbietą Jakubiak, panem Jackiem Kurskim, Michałem Kamińskim, czy Zbigniewem Ziobrą, a wcześniej – Januszem Kaczmarkiem – trudno się temu dziwić.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
