Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

NIEMIECKO FRANCUSKI TANDEM W UE

Dla wszystkich w Europie jest jasne, że w UE rządzi francusko – niemiecki tandem, zwany prześmiewczo „Merkozy”. Różnorodne szczyty unijne poprzedzane są spotkaniami kanclerz Niemiec i prezydenta Francji. Uzgodnione wcześniej stanowiska Paryża i Berlina są później forsowane na szczytach unijnych. Wizja obojga europejskich liderów jest prosta: Europa pogrąża się w recesji, należy to wykorzystać, by zrealizować w końcu ideę superpaństwa europejskiego. Wiedzą oni doskonale, że w tej chwili jest to moment na to najlepszy, a może nawet ostatni. Wszak w różnych krajach europejskich już podnoszą się nastroje antyniemieckie. Tak na przykład w pogrążonej w kryzysie Grecji demonstranci nosili antyniemieckie napisy, krytykujące dyktat Berlina w Unii. „Należy się zatem spieszyć”, bo procesy dekompozycji Unii postępują. Niemcy i Francuzi przyspieszają procesy centralizacyjne nie będąc również pewnymi, jak kształtować będzie się polityka amerykańska w Europie po tegorocznych wyborach prezydenckich. Zwycięstwo jakiegoś kandydata w rodzaju Busha – bis, starającego się rozbijać strategiczny sojusz Paryża, Berlina i Moskwy jest możliwe. Tym większe więc tempo centralizacji Unii dziś.

Więź Sarkozyego i Merkel jest rzeczywiście duża, skoro kanclerz Niemiec wbrew wszelkim międzynarodowym standardom chce się włączyć w kampanię wyborczą we Francji. Poparcie dla Sarkozyego udzielone oficjalnie przez przywódcę ościennego kraju, jakim jest niewątpliwie Angela Merkel, to wyznaczanie całkowicie nowych standardów na kontynencie. Jest czymś kuriozalnym, żeby przywódca obcego państwa oficjalnie orędował za kandydaturą jakiegoś polityka sąsiedniego kraju. Jak bowiem będę sobie Niemcy mogły dobrze ułożyć stosunki z Paryżem, gdy wygra konkurent Sarkozyego? Ingerencja w wewnętrzne sprawy Francji będzie musiała zrodzić opór. Wszystko to z jednej strony mówi o rosnącej panice politycznej w kręgach przywódców UE, z drugiej być może jest to zapowiedź nowych relacji na linii Paryż – Berlin. Angela Merkel przekracza bowiem kolejne granice, otwierając w przyszłości potężne pola międzynarodowego nacisku.

Skoro Berlin jest w stanie oficjalnie włączać się w grę wyborczą takiej potęgi w UE, jaką jest Francja, to co mówić o krajach mniejszych. Wielu analityków twierdzi, że porażka wyborcza PiS w ostatnich wyborach była związana z krytyką Jarosława Kaczyńskiego skierowaną pod adresem Angeli Merkel. Rola Niemiec w wewnętrznej walce politycznej w Polsce więc nieustannie rośnie. W przyszłości należy się spodziewać już nie tylko pośredniego, cichego wsparcia dla partii bezpośrednio związanych z Berlinem. Skoro kanclerz Niemiec chce się w jakiś sposób włączyć w kampanię polityczną partnerskiej Francji, dlaczego miałaby tego nie zrobić w krajach mających o wiele bardziej wasalistyczną pozycję w Europie. Taka jednakże układanka powinna pozbawić złudzeń wszystkich tych, którzy głosili, że Unia Europejska będzie budowana jako wspólnota suwerennych narodów. Mamy raczej do czynienia z budową imperium, gdzie jasno wyodrębniają się rzeczywiste kręgi decyzyjne, rzeczywista władza. W takiej Europie suwerenność drobnych państw narodowych jest uznawana za anachronizm.

Oczy wielu obserwatorów zwrócone są w tej sytuacji na Stany Zjednoczone. Zgoda administracji Baraka Obamy na swobodną grę Paryża i Berlina w Europie powoduje, że drobniejsze podmioty państwowe są pozostawione same sobie w próbach uniezależnienia się od Brukseli (przykł.: Węgry). Nie ma też silnej przeciwwagi dla budowania potężnego sojuszu niemiecko – rosyjskiego. Wszystko to powoduje potęgowanie się niekorzystnych dla krajów mniejszych procesów geopolitycznych. Czy jest szansa na zmianę polityki amerykańskiej w Europie i czy rzeczywiście ewentualne zwycięstwo republikanów taką szansę daje, okaże się już na końcu tego roku.

 

Prof. Mieczysław Ryba

drukuj