Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

 KONFLIKT W PLATFORMIE

Platforma Obywatelska po zwycięskich wyborach na jesieni ubiegłego roku przeżywała potężny triumf, a trzeba pamiętać, że był to nade wszystko triumf Donalda Tuska. Dobry wynik bowiem pozwolił mu zmarginalizować największego przeciwnika wewnątrz partii, tj. Grzegorza Schetynę. Nie dość, że nie dał Schetynie żadnego znaczącego stanowiska, to jeszcze przejął kilku jego ludzi wsadzając na stołki ministerialne. Do takich ludzi można było zaliczyć Joannę Muchę czy Jarosława Gowina. Dodajmy, że resorty dla ludzi Schetyny kompletnie rozmijały się z kompetencjami zawodowymi nowych ministrów. Tak jakby ktoś ich chciał wsadzić na minę, by ich w przyszłości łatwo zmarginalizować w polityce. O ile Muchę zalicza się do tych osób, które zasiliły dziś obóz Tuska, o tyle Gowin wydaje się być wierny Schetynie. Największych jednak sprzymierzeńców ma były marszałek sejmu w środowiskach dawnych służb. Gdy był ministrem spraw wewnętrznych wyrobił sobie wiele układów. Zresztą można przypuszczać, że Schetyna przez te układy został niejako wylansowany na pierwszoligowego polityka w Polsce.

Być może ze względu na niezadowolenie z marginalizacji politycznej Schetyny, zaczęły media głównego nurtu wytykać błędy obecnej ekipie władzy. Zaczęło się od afery w sprawie recept, dalej poszły nowe rewelacje w sprawie katastrofy smoleńskiej, sprawa ACTA, na koniec pokazano skandale stadionowe. Po tym wszystkim Schetyna mógł ogłosić, że premier jest zmęczony i musi odpocząć. W świecie polityki uznano to jako wypowiedzenie wojny, która miałaby skutkować zmianą koalicji rządzącej (SLD zamiast PSL jako partner koalicyjny) i objęciem przez Schetynę fotelu premiera. Jeśli reżyserzy polskiej sceny politycznej nie są w stanie iść na aż tak radykalne rozwiązania co do przemeblowania rządu, to z pewnością chcą wymusić na Tusku włączenie układu śląskiego na powrót do władzy. Schetyna jako wicepremier
-oto minimum celów, jakie może stawiać sobie ten układ.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń na scenie politycznej, która frakcja wygra rywalizację, jednakże nie ulega wątpliwości, że obóz reżimowy przeżywa kryzys i tonie konfliktach wewnętrznych. Sytuacja po trosze zaczyna przypominać tę z czasów Leszka Millera, kiedy to SLD mając niemalże monopol władzy, w czasie tzw. afery Rywina wszedł w wojnę domową, która zakończyła się marginalizacją postkomunistów. Po upadku SLD zadbano o to, aby przyszła Platforma. Dziś po ewentualnym upadku Tuska już przygotowuje się Komorowskiego, Schetynę i Palikota do przejęcia pałeczki władzy.
Opisując te meandry polskiej kuchni politycznej nie mam na celu, by zanudzać Państwa szczegółami machiawelizmu politycznego.

Chodzi mi raczej o to, byśmy rozumiejąc zjawiska, które się dzieją, nie dali się nabrać na nowe oferty polityczne w formie alternatywy wobec Platformy już przygotowywane nam przez środowisko TVN czy „Gazety Wyborczej”. Wielokrotne manipulowanie sceną polityczną na liberalnej i lewicowej flance praktycznie nie wygenerowało po 1989 roku żadnej nowej jakości politycznej. To raczej tylko zmiana aktorów politycznej sceny, przy założeniu, że reżyserzy grają tę samą tragedię, w której największą ofiarą jest naród polski.
Walka na szczytach obozu władzy jest pewną szansą dla środowisk prawicowych i narodowo
-katolickich. Władza bowiem musi się bardziej obawiać protestów społecznych, gdyż większość czasu poświęca na wojnę wewnętrzną. Ten brak czasu na medialne manipulacje skutkuje takimi wpadkami, jak wielkie protesty w sprawie ACTA czy w sprawie nieprzyznania Telewizji TRWAM miejsca na multipleksie cyfrowym. Rząd PO jest odbierany przez społeczeństwo nie tylko jako ten, który wprowadził bałagan do służby zdrowia, czy jako ten, który chce radykalnie podnieść wiek emerytalny. Ten rząd w szerokich kręgach społecznych jest odczytywany jako walczący z wolnością słowa w przestrzeni medialnej. Widać zatem, że stary PR pokazujący Platformę jako partię wolnościową już nie działa. A jeśli do świadomości społecznej zaczyna realnie docierać bolesna prawda o kondycji naszej sceny politycznej, to można żywić nadzieję na przebudzenie społeczne. Tego Państwu i sobie życzę.

Prof. Mieczysław Ryba

drukuj