Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

Zanim się zbuntujemy



Szanowni Państwo!

Kolega Piotr Ikonowicz (mówię: „kolega”, bo w stanie wojennym obydwaj byliśmy internowani w Białołęce, zatem – kolega), obecnie doradzający posłu Palikotu, zastanawia się, czy Polacy, którzy już nie wyrabiają na pokrycie kosztów utrzymania, zbuntują się, czy nie. No dobrze – ale gdyby nawet się zbuntowali, to czego właściwie powinni chcieć? Kolega Ikonowicz, aktualnie doradzający posłu Januszu Palikotu (przypominam o tym doradzaniu, bo ta okolicznośc może mieć ogromny
wpływ na rady kolegi Ikonowicza) – więc kolega Ikonowicz twierdzi, że zbuntowani Polacy powinni od prywatnych przedsiębiorców – tych krwiopijców, co to żyją z okradania proletariatu – zażądać podwyżki wynagrodzeń za pracę. W ten sposób – powiada kolega Ikonowicz – nie tylko odsuną od siebie widmo zadłużenia, ale starczy im nawet na godne życie.

Bardzo możliwe, że wielu zbuntowanych Polaków kolegi Ikonowicza posłucha tak samo, jak wielu Rosjan posłuchało kiedyś bolszewików, którzy podsunęli im myśl, żeby „grabili nagrabliennoje”. Jak to się skończyło – wszyscy wiemy, chociaż w Rosji, a nawet i u nas, w naszym nieszczęśliwym kraju, są ludzie tęskniący za Związkiem Radzieckim, a w każdym razie – za komuną. Zanim jednak zbuntujemy się i posłuchamy rady kolegi Ikonowicza, zastanówmy się, czy aby ma on rację, to znaczy – czy nasz dobrobyt wzrośnie, gdy zaczniemy więcej zarabiać.

Na pierwszy rzut oka jest to oczywista oczywistość. Skoro więcej zarobimy, to będziemy mogli kupić sobie więcej towarów, a więc będziemy żyli – jak to się mówiło za Gierka – „dostatniej”. No dobrze – ale skąd właściwie pracodawcy, to znaczy – ci okropni krwiopijcy, wezmą pieniądze na większe wypłaty dla pracowników? Nie ma innego sposobu, jak podniesienie cen towarów. Przedsiębiorcy podniosą ceny, dzięki czemu zyskają więcej pieniędzy i te pieniądze przeznaczą na podwyżki pensji. No dobrze – ale jeśli pensje wprawdzie wzrosną, ale ceny też wzrosną, to może się okazać, że pracownicy nic nie zyskali. Wprawdzie zarobili więcej, ale co z tego, skoro ceny też poszły w górę? Może się okazać, że – jak śpiewał pan Kaczmarek – „pero, pero bilans musi wyjść na zero!”

Nie da się ukryć, że jest to słaby punkt w rozumowaniu kolegi Ikonowicza. Być może uzupełniłby on swój pomysł dodatkiem, by przedsiębiorcom zabronić podwyższania cen towarów i usług. To jest myśl – ale zastanówmy się, co byśmy my sami zrobili na miejscu takiego przedsiębiorcy, gdyby przedsiębiorstwo nie to, że zaczęłoby przynosić straty, ale nie przynosiło zysków? Większość z nas prawdopodobnie zamknęłaby taki interes, a pieniądze ulokowała w banku, bo te 5 czy 6 procent przynajmniej wyrówna straty spowodowane inflacją, a dodatkowym zyskiem jest mnóstwo czasu wolnego. Wygląda zatem na to, że ta poprawka mogłaby doprowadzić do wzrostu bezrobocia, bo skoro krwiopijcy pozamykaliby nierentowne interesy, to pracownicy nie tylko nie uzyskaliby wyższych zarobków, ale w ogóle – żadnych! Nie da się ukryć, że rady kolegi Ikonowicza są obarczone ogromnym ryzykiem.

Czy jednak nie mają one żadnej zalety? Aż tak źle nie jest! Z punktu widzenia państwa, to znaczy – biurokratycznego establishmentu, którego reprezentantem jest również poseł Palikot – pomysły kolegi Ikonowicza są znakomite! Spróbujmy prześledzić to na przykładzie. Powiedzmy, że wszyscy Polacy się zbuntowali i wywalczyli u krwiopijców podwyżkę pensji o 100 złotych. Z tych 100 złotych państwo od razu zabierze 19 złotych na podatek dochodowy i 45
złotych na składkę ZUS. Państwo zatem zabierze od razu 64 złote – no ale pracownikowi 36 złotych jednak zostanie! No tak – ale krwiopijcy muszą te podwyżki płac przerzucić w ceny towarów – a ponieważ wszystkie płace we wszystkich gałęziach gospodarki wzrosły, to muszą wzrosnąć również ceny wszystkich towarów i usług. Niedużo – 5 groszy na sztuce, kilogramie, czy litrze. Ponieważ w ciągu miesiąca kupujemy około 1000 towarów i usług, to z tytułu tej niewielkiej podwyżki cen, pracownik dodatkowo wyda 50 złotych – a ponieważ naprawdę zyskał tylko 36, to znaczy, że 14 złotych mu zabraknie i z czegoż będzie musiał zrezygnować. Natomiast państwo od tych 50 złotych skasuje jeszcze co najmniej 11
złotych VAT-u – bo przecież ten podatek jest procentem ceny – podobnie jak akcyza. Wygląda zatem na to, że przy podwyżce płac jedynym wygranym jest państwo, czyli biurokracja. Wygląda więc na to, że doradzający posłu Palikotu kolega Ikonowicz próbuje zrobić wszystkich Polaków w konia.

 

Mówił Stanisław Michalkiewicz

drukuj