Myśląc Ojczyzna
Praca posła ciężka, szczera…
Szanowni Państwo!
Tyle naszego, co się pośmiejemy zwłaszcza, gdy przyjrzymy się z bliska działalności naszych Umiłowanych Przywódców w parlamencie. Zwrócił na to uwagę poeta jeszcze w koszmarnych czasach rozbiorów, pisząc: „Praca posła ciężka, szczera. Z rana poseł się ubiera, fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera – do Puchera!” Od tamtej pory nic się nie zmieniło, chociaż w międzyczasie odbyły się dwie światowe wojny, Polska odzyskała niepodległość, potem znowu ja straciła, no a teraz właściwie nie wiemy, czy mamy niepodległość, czy też podlegamy nie tylko Brukseli, ale i strategicznym partnerom. Tymczasem w Sejmie wszystko po staremu, jak za Najjaśniejszego Pana: „praca posła ciężka, szczera. Z rana poseł się ubiera…” – i tak dalej.
Weźmy dla przykładu choćby dzień dzisiejszy. Posłowie w pocie czoła głosowali między innymi nad kodeksem wyborczym. Ten kodeks wyborczy jest bardzo skomplikowany, ale w tym skomplikowaniu – bardzo podobny do oczyszczalni ścieków opisanej w książce Kurta Vonneguta „Śniadanie mistrzów”. Spółka braci-gangsterów zbudowała oczyszczalnię ścieków pewnej fabryki chemicznej. Powstała szalenie skomplikowana konstrukcja, plątanina rur i rurek, na
której to zapalały się, to gasły różnokolorowe lampki. Ta konstrukcja była jednak tylko atrapą, parawanem, który miał zasłaniać prosty odcinek rury
wodociągowej, przez którą fabryczne ścieki, bez żadnego oczyszczenia spływały wprost do rzeki. Podobnie z kodeksem wyborczym. Jego liczne i skomplikowane przepisy mają na celu ukrycie faktu manipulowania całą sceną polityczną i naszymi Umiłowanymi Przywódcami przez tajne służby, które po cichu okupują nasz nieszczęśliwy kraj bez żadnej kontroli.
Ale nie tylko nad kodeksem wyborczym pracowali dzisiaj nasi parlamentarzyści i Umiłowani Przywódcy. Dzisiaj miało miejsce w Sejmie
również głosowanie nad wotum nieufności wobec ministra infrastruktury, pana Cezarego Grabarczyka. Głosowanie to poprzedzone zostało debatą, podczas której sam premier Donald Tusk słusznie wytknął ugrupowaniom atakującym ministra Grabarczyka, że w gruncie rzeczy spierają się tylko o różnicę niekompetencji i łajdactwa. Że inne partie też nic nie robiły, albo robiły tyle samo, co i minister Grabarczyk. To akurat prawda, ale premier Tusk najwyraźniej nie zauważył, że broniąc ministra Grabarczyka w ten sposób zarazem przyznaje, że Platforma Obywatelska jest taką samą partią, jak wszystkie inne. Na szczęście dla premiera Tuska mało kto zwrócił uwagę na pyrrusowy charakter tej obrony, a podczas głosowania wniosek o wotum nieufności wobec ministra Cezarego Grabarczyka został odrzucony. Sam minister zaś, żeby jakoś wynagrodzić mu zniewagi i zelżywości, jakich doznał nie tylko od kolegów-parlamentarzystów, ale przede wszystkim – od rozwścieczonych pasażerów – dostał od swoich wielbicieli kwiaty. Oczywiście nie ma potrzeby dodawać, że minister Cezary Grabarczyk, jako poseł również głosował nad wnioskiem o wotum nieufności wobec siebie, no i – ma się rozumieć – głosował za jego odrzuceniem. Jeszcze tego brakowało, żeby sam do siebie nie miał zaufania! Zatem – tyle naszego, co się trochę pośmiejemy.
Głosowanie w sprawie wotum nieufności wobec ministra Grabarczyka, podobnie jak kiedyś głosowanie nad wotum
nieufności wobec ówczesnego ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego pokazuje, że w systemie parlamentarno-gabinetowym, w dodatku gdzie granice między władzą ustawodawczą i wykonawczą zostały zatarte, to znaczy – gdy ministrowie są jednocześnie posłami – parlamentarna kontrola rządu staje się całkowitą fikcją. Nie jest to zresztą fikcja jedyna. Na przykład jest w Sejmie komisja mająca kontrolować tajne służby. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale – żeby zasiadać w tej komisji, poseł musi uzyskać certyfikat dostępu do informacji niejawnych. Takie certyfikaty zaś wydaje… Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która teoretycznie ma być przez tę komisję kontrolowana. Więc powiadam: tyle naszego, co się trochę pośmiejemy – bo przecież i nam, biednym podatnikom, którzy na te zabawy musimy coraz więcej i więcej płacić – coś się też od życia należy.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
