Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

Beczka miodzia z łyżką dziegciu



Szanowni Państwo!

Gdyby tak wierzyć temu, co mówią w telewizji, to można by pomyśleć, że cała Polska nie posiada się z radości po łaskawym nawiedzeniu naszej tubylczej stolicy przez prezydenta Dymitra Miedwiediewa. Oczywiście telewizja jak zwykle przesadza; z radości nie posiada się najwyżej kawałek Polski, połozxony między Belwederem, a Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie. Trudno zresztą inaczej, skoro wizycie tej towarzyszyły takie solenne przygotowania. Pan prezydent Komorowski specjalnie z tej okazji przybrał sobie za konsyliarza samego generała Jaruzelskiego. Generał Jaruzelski większą część swego życia poświęcil podporządkowaniu narodu polskiego władzom Związku Radzieckiego, więc na pewno jest mu przyjemnie, kiedy widzi taki koniec wieńczący jego dzieło. Wprawdzie Związku Radzieckiego już nie ma, co premier Putin uznał za największą, a w każdym razie – jedną z największych tragedii XX wieku – ale to nic nie szkodzi, bo jak zwał, tak zwał – najważniejsze jest przecież podporządkowanie.

Oczywiście współczesna dyplomacja takich brutalnych określeń już nie używa. O żadnym podporządkowaniu nie ma oczywiście mowy. Jest tylko „pojednanie”. No dobrze, a co ono oznacza? Warto w tym celu posłuchać, co mówią Rosjanie. A powiadają – i chyba tym razem szczerze – że w Warszawie znów zapanował „realizm”, co umożliwia Rosji wykonywanie „gestów”. W -przełożeniu na język ludzki „realizm” oznacza zgodę na status „bliskiej zagranicy”, a więc kraju znajdującego się w orbicie wpływów rosyjskich. Gdyby nie to, że demokracja jest u nas autentyczna i poza wszelkim podejrzeniem, to można by pomyśleć, że właśnie osiągnięciu tego celu służyła rezygnacja premiera Tuska z kandydowania w wyborach prezydenckich i zorganizowanie w Platformie Obywatelskiej tak zwanych prawyborów, które wygrał marszałek Bronisław Komorowski. Czy jednak można tak powiedzieć w sytuacji, gdy premier Tusk po prostu wzgardził stanowiskiem prezydenta, postanawiając oddać się bez reszty zbawiennemu reformowaniu naszego nieszczęśliwego kraju? Oczywiście, że nie można, chociaz z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że o ile prezydent Komorowski przed wizytą prezydenta Miedwiediewa podciągał się u generała Jaruzelskiego, o tyle premier Tusk w przedzień wizyty prezydenta Miedwiediewa odbył rozmowę z Naszą Złotą Pania Anielą. Krótko mówiąc – każdy z naszych Umiłowanych Przywódców wysłuchał własnego preceptora – co pokazuje, że nasz nieszczęśliwy kraj ma znowu aż dwóch protektorów w postaci strategicznych partnerów.

W tej sytuacji wizyta rosyjskiego prezydenta nie mogła nie
zakończyć się sukcesem. Poczucie realizmu nie tylko w Warszawie odżyło, ale nawet zostało umocnione, w zamian za co zostaliśmy obsypani „gestami”, z których najbardziej konkretnym wydaje się odznaczenie reżysera filmowego Andrzeja Wajdy. Ano, dobre i to; przynajmniej on jeden ma prawdziwy powód do zadowolenia – jeśli oczywiście nie liczyć prezydenta Dymitra Miedwiediewa, który teraz może z powodzeniem prezentować się światowej opinii publicznej, jako nowe wcielenie dobrotliwego „wujka Joe”, który znowu „modernizuje” Rosję.

Oczywiście na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych, totez i w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu. Mam oczywiście na myśli rewelacje ogłoszone przez internetowy portal WikiLeaks, z których wynika, że NATO miało plany obrony Polski i krajow bałtyckich od strony Morza Bałtyckiego i że w planach tych zasadniczą rolę miał odegrać port w Świnoujsciu. Oczywiście to już sprawa nieaktualna, po pierwsze dlatego, że 19 listopada w Lizbonie NATO proklamowało strategiczne partnerstwo z Rosją, więc o żadnej obronie nie może być w tej sytuacji mowy – bo i przed kim? A po drugie – że port w Świnoujściu zostanie na wszelki wypadek zagwożdżony Gazociągiem Północnym – co podobno powiedziała premieru Tusku Nasza Złota Pani Aniela. W tej sytuacji nie da się ukryć, że wizyta prezydenta Miedwiediewa otwiera nie tylko ową kartę w dziejach stosunków polsko-rosyjskich, ale kto wie, czy również nie w historii Polski?

 

Mówił Stanisław Michalkiewicz

drukuj