Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

Siły Wyższe popierają

Szanowni Państwo!

Kampania wyborcza przed pierwszą turą wchodzi w decydującą fazę, więc zamiast dotychczasowych ujadań wynajętych chłopaków do pyskowania, do pojedynku stanęli obydwaj faworyci. Ale to już nie te czasy, gdy dżentelmeni pojedynkowali się na szpady, czy przynajmniej na pistolety. Dzisiaj dżentelmeni pojedynkują się na niezawisłe sądy, a niezawisły sąd przyznaje słuszność temu, komu słuszność każą przyznać Siły Wyższe.

Wczoraj świat wstrzymał oddech na wieść, że w najbliższą niedzielę sam Włodzimierz Cimoszewicz odda swój głos na marszałka Bronislawa Komorowskiego. Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć, o co tyle halasu; Włodzimierz Cimoszewicz dysponuje przecież zaledwie jednym głosem, tak samo, jak i my wszyscy. Formalnie zatem jego poparcie dla marszałka Komorowskiego jest niewiele warte i przypomina sytuację pewnego literata, o którym złośliwie mówiono, że się ożenił, żeby podwoić liczbę swoich czytelników.

Ale w przypadku Włodzimierza Cimoszewicza nie chodzi przecież o jego głos, który liczy się tak samo, jak każdy inny. Włodzimierz Cimoszewicz jest politykiem, był w swoim czasie premierem, a nawet miał kandydowac na prezydenta, ale się wycofał – zniechęcony, czy może spłoszony fałszywymi pogłoskami rozpuszczanymi przez panią Jarucką, swoją byłą asystentkę. Obecnie niezawisły sąd uznał, że pogłoski rozpuszczane przez panią Jarucką istonie były fałszywe. Skoro taki rozkaz, to cóż począć? Mówi się – trudno, to znaczy nie – dlaczego „trudno”? Wcale nie „trudno”, tylko znakomicie, bo to znaczy, że Włodzimierz Cimoszewicz jest czysty, jak łza.

Ale to, że jest czysty jak łza, nie przesądza przecież o ciężarze gatunkowym jego poparcia. Tymczasem sztab wyborczy marszałka Komorowskiego tak się z tego poparcia cieszy, jakby uzyskał wszystkie sto tysięcy głosów naszej niezwyciężonej armii, a nawet – całej Służby Bezpieczeństwa. Musi kryć się w tym jakaś zagadka, którą spróbujemy tu rozwikłać.

Skoro wspomnieliśmy już o skazanej przez niezawisły sąd za rozpuszczanie fałszywych pogłosek pani Jaruckiej, to warto też przypomnieć, że w swoim czasie można było odnieść wrażenie, jakby panią Jarucką pilotował poseł Konstanty Miodowicz z Platformy Obywatelskiej. Pułkownik Konstanty Miodowicz jest posłem Platformy Obywatelskiej również i teraz, podobnie jak marszałek Bronisław Komorowski. Wygląda na to, że o ile kiedyś Platforma Obywatelska nie darzyła Włodzimierza Cimoszewicza specjalną rewerencją, to na obecnym etapie Włodzimierz Cimoszewicz marszałka Komorowskiego legitymizuje, zupelnie nie pamiętając Platformie Obywatelskiej, że przy pomocy fałszywej pani Jaruckiej próbowała kopać pod nim dołki, zniechęcając go raz na zawsze do ubiegania się o tubylczą prezydenturę. Ta wielkoduszność Włodzimierza Cimoszewicza, który – jak pamiętamy – wtedy ze zgryzoty zaszył się w Puszczy Białowieskiej z zamiarem wycofania się z życia politycznego – musi mieć jakieś ważne przyczyny. Marszałek Komorowski, mówiąc między nami, aż takiej wielkoduszności ze strony Włodzimierza Cimoszewicza by nie uzasadniał, dlatego muszą tu wchodzić jakieś zagadkowe motywacje polityczne.

Najprościej byłoby przyjąć, że marszałek Komorowski coś Włodzimierzu Cimoszewiczu obiecał, a w zamian za to on udzielił mu poparcia. Niestety ta mozliwość absolutnie nie wchodzi w grę, bo opiekująca się marszałkiem Komorowskim pani Kidawa-Błońska powiedziała, że przypuszczenie, iż Włodzimierz Cimoszewicz mógłby coś zrobić w zamian za obietnicę, byłoby dla niego obraźliwe. Skoro tak, to ta możliwość odpada, a zresztą, powiedzmy sobie szczerze – cóż takiego mógłby Włodzimierzu Cimoszewiczu obiecać marszałek Komorowski? Marszałek Komorowski nie mógłby Włodzimierzu Cimoszewiczu obiecać niczego. Już prędzej odwrotnie.

No dobrze, ale skąd w takim razie u Włodzimierza Cimoszewicza ten przypływ wielkoduszności, że aż puścił on w niepamięć i przebaczył Platformie Obywatelskiej kopanie pod nim dołków przy pomocy fałszywej pani Jaruckiej i utrącenie w ten sposób tak pięknie zapowiadającej się prezydentury? Na trop możliwej odpowiedzi naprowadza nas informacja, jaką, 4 czerwca 1992 roku przekazał szefom klubów i kół poselskich ówczesny minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz. Według ten informacji Włodzimierz Cimoszewicz był – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody”, jakże by inaczej! – zarejestrowany jako Kontakt Operacyjny o świetnym pseudonimie „Carex” i to nie przez byle kogo, ale przez Zarząd Wywiadu!

Kto raz był królem – głosi francuskie przysłowie – ten zawsze zachowa majestat. I dopiero w tym kontekście lepiej rozumiemy, dlaczego poparcie Włodzimierza Cimoszewicza dla marszałka Komorowskiego ma taki ciężar gatunkowy. To nie chodzi o pojedynczy głos, tylko o to, iż poparcie to oznacza pełną mobilizację razwiedki, by w osobie pana marszałka przeforsować swego faworyta na stanowisko prezydenta. Mobilizację ponad podziałami, bo przecież Włodzimierz Cimoszewicz, jako jeden z liderów lewicy, powinien prędzej popierać kandydaturę przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego, który przecież też w tych wyborach kandyduje! Ale – jak zauważył Franciszek Maria Arouet – „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku” – toteż Grzegorz Napieralski na razie będzie musiał obejść się smakiem. Zresztą Grzegorz Napieralski został już wcześniej naprostowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego, zatrudnionego przez ukraińskiego miliardera Wiktora Pińczuka, który z kolei sprawia wrażenie związanego z zimnym rosyjskim czekistą Putinem. W takiej sytuacji już chyba nikogo nie dziwi przypływ wielkoduszności, który skłonił Włodzimierza Cimoszewicza do poparcia marszałka Bronisława Komorowskiego na tubylczego prezydenta.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

drukuj