Konfliktowanie ludzi jest komuś na rękę


Pobierz Pobierz

Z JE ks. bp. Ignacym Decem, ordynariuszem świdnickim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Jak
Ksiądz Biskup odebrał sposób, w jaki odbyło się umieszczenie i
odsłonięcie tablicy na ścianie Pałacu Prezydenckiego w Warszawie?


Odebrałem tak jak większość Polaków. Było to nieprzystające do godności
instytucji, która tę tablicę umieściła. Przede wszystkim tablica
została pośpiesznie przygotowana bez konsultacji społecznej, w
szczególności bez udziału przedstawicieli głównych stron zaistniałego
konfliktu. Także sposób jej umieszczenia, bez zaproszenia kogokolwiek,
bez prezydenta, przedstawicieli rządu i przede wszystkim bez rodzin
ofiar katastrofy smoleńskiej, wzbudza wiele uwag krytycznych. Stąd też
są zastrzeżenia co do jej treści… Widać zatem, że spór nie został
zażegnany, a właściwie podgrzany. Jest tu potrzebny pilny, rzeczywisty,
realny, a nie medialny dialog społeczny.

Po tym partyzanckim
„załatwieniu” sprawy tablicy nie sposób nie zadać pytania, czy władzy
nie jest na rękę eskalacja tego konfliktu, sianie nienawiści wśród
ludzi.

– Można snuć tu różne przypuszczenia. Myślę, że z czasem
zostaną odkryte prawdziwe intencje i motywy towarzyszące tym działaniom.
Przecież wszystkiego nie da się do końca ukryć… Przyjdzie kiedyś czas
oceny tego, co się dziś dzieje na naszych oczach. Wydaje się, że
działania niektórych polityków nie są szczere i zmierzają do osiągnięcia
własnych partyjnych celów. Podzielam stanowisko zawarte w niedawnym
Oświadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski i Arcybiskupa
Metropolity Warszawskiego, w którym czytamy, że szeroko nagłaśniany w
mediach spór staje się politycznym tematem zastępczym. Przecież to
dzieje się w czasie narastającego kryzysu ekonomicznego, podnoszenia
podatków, dramatu powodzian, którzy oczekują długotrwałej pomocy i
aktywnego wysiłku rządu w usuwaniu skutków kataklizmu.

Tymczasem obrońcy krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego są ciągle obrażani…

Jest to bardzo przykre, jak słyszy się z ust adwersarzy krzyża, a także
i z ust niektórych dziennikarzy i polityków, obraźliwe określenia
adresowane do obrońców krzyża, w rodzaju: fundamentaliści, fanatycy,
oszołomy, niedouczeni, talibowie itp. Rzeczywiście jest to obrażanie w
wielu przypadkach bardzo prawych ludzi. Co więcej, stosuje się wobec
nich raz po raz wyraźne prowokacje, by ich wyprowadzić z równowagi.
Dziennikarze pytają tak, aby padły jakieś zdania przeciw kapłanom,
biskupom… Wygląda na to, że są to wysłannicy tych, którzy od lat
pracują nad rozbijaniem jedności Kościoła i Narodu. Konfliktowanie ludzi
nadal jest komuś na rękę.

W miejscu, gdzie przed kilkoma
miesiącami ze łzami w oczach trwano w zadumie i modlitwie za poległych,
teraz gromadzą się ludzie, którzy drwią ze zmarłych…

– Myślę,
że obecnie przybywa na tym miejscu tych, których w pierwszym etapie, gdy
trwała żałoba narodowa – tam nie było. Bardzo zaktywizowała się grupa
antyreligijna, lewacka, niestety w jakimś stopniu popierana przez
niektóre media. Negatywną rolę odgrywają tu określone media, które
wzbudzają agresję wśród ludzi, podgrzewają emocje… W prawdziwej
demokracji media zachowują niezależność wobec rządzących partii i partii
opozycyjnych, respektują podstawowe wartości humanistyczne i starają
się o maksymalny obiektywizm w prezentacji zdarzeń. Widzimy, jak daleko
jest do tego ideału wielu mediom w Polsce.

Od samego początku,
gdy w „Gazecie Wyborczej” Bronisław Komorowski zapowiedział usunięcie
krzyża spod Pałacu Prezydenckiego, podejmowane są próby wciągnięcia w
konflikt Kościoła instytucjonalnego. A może właśnie o to chodzi?


Wielu przypuszcza, że prezydent, zaczynając swoje urzędowanie od
zapowiedzi usunięcia krzyża, uległ czyjejś presji. Nie wiadomo, czy była
to jakaś forma spłaty zaciągniętego długu wdzięczności, czy też
kierowała nim jakaś inna intencja. W każdym razie były i są próby
wciągnięcia w ten konflikt Kościoła, by – przy tej okazji – osłabić jego
pozycję w społeczeństwie. Kościół instytucjonalny zaś wyraźnie
zadeklarował, że nie jest stroną w tym konflikcie. We wspomnianym
oświadczeniu rzecz nazwano po imieniu: „Krzyż, który jest znakiem
bezgranicznej miłości Boga do człowieka oraz ustawicznym wołaniem o
jedność i miłość wśród ludzi, stał się narzędziem politycznego przetargu
i niemym świadkiem słów pełnych nienawiści i zacietrzewienia”. Należy
wyrazić nadzieję, że pan prezydent obierze właściwą drogę, że będzie
działał dla dobra Narodu i liczył się z jego wolą. Spory optymizm budzi
jego częste przyznawanie się do katolicyzmu. To powinno być jego
pierwszą i najważniejszą legitymacją – otrzymaną najwcześniej, na
chrzcie świętym. Wszystkie następne winny być jej podporządkowane.

W
wolnej Polsce nie było takiej sytuacji, aby znieważanie krzyża i
obrażanie uczuć religijnych ludzi wierzących stało się „rozrywką”
jakiejś grupy młodzieży. Czy zniewaga uczuć religijnych chrześcijan może
pozostawać bez odpowiedzi? Gdzie jest prokuratura? Jak reagowałaby w
sytuacji, gdyby chodziło np. o inne religie?

– To, co działo się w
nocy z poniedziałku na wtorek – z 9 na 10 sierpnia – przed Pałacem
Prezydenckim, było żałosne, niegodne ludzi dojrzałych i działających
racjonalnie. Nasuwa się przypuszczenie, że była to akcja wcześniej
przygotowana i przez kogoś sterowana, a jej celem była eskalacja
konfliktu. Niestety, zachodzi podejrzenie, że na usługach tego trendu są
także niektóre media. Widać to gołym okiem po doborze interlokutorów i
po charakterze komentarzy. Można ubolewać nad tym, że ci, którzy
obrażają, są przez media „rozgrzeszani”, a przede wszystkim pozostają
bezkarni. To nie ma już nic wspólnego z prawdziwą demokracją i właściwie
rozumianą tolerancją. Niestety, coraz częściej promowana jest
tolerancja „w jedną stronę”, oparta na zasadzie, zgodnie z którą wobec
katolików wszystko jest dozwolone, dopuszczalne jest wszelkie ich
obrażanie i poniżanie, natomiast zabronione jest, by ktokolwiek
wypowiadał się krytycznie w odniesieniu do wyznawców innych religii.

Czy
cała ta sytuacja agresji wobec krzyża nie budzi antyreligijnych upiorów
przeszłości? Lewica już zapowiada obronę tzw. świeckości państwa. Czy
Kościół ma się wycofać do zakrystii?

– Świeckość państwa nie
oznacza antyreligijności, a neutralność nie może być rozumiana jako
agresywny laicyzm. Wiele spraw sytuujących się na linii państwo –
Kościół reguluje konkordat między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą
Polską. Ostatnie oświadczenia niektórych polityków z lewicy dowodzą, że
fakt ten jest przez nich pomijany. Rozdział Kościoła od państwa nie
oznacza spychania religijności w sferę prywatną. Kościół i państwo to
dwie równorzędne instytucje o różnym charakterze i zadaniach, ale
podejmujące współpracę, wspomagające się nawzajem w celu realizacji
dobra wspólnego Narodu. Przecież wolność religijna to nie wolność od
religii, ale prawo do jej wyznawania także w przestrzeni publicznej.

Nasza
polska walka o krzyż rozgrywa się w czasie, gdy w Europie decyduje się
prawo do obecności tego znaku w miejscach publicznych. O tym kontekście
chyba nie wolno nam zapominać?

– Przedłużający się konflikt w
Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu, z pewnością nie służy sprawie
ochrony symboli religijnych w przestrzeni publicznej na naszym
kontynencie. Jednocześnie z uwagi na doświadczenia ostatnich lat może
pojawić się pytanie, dlaczego to my, Polacy, mamy się ciągle
dostosowywać do narzucanych nam postaw, norm i ocen moralnych, które
kłócą się z naszą tradycją narodową i obecnymi przekonaniami większości
naszego społeczeństwa? Przecież w imię prawdy o autonomii, suwerenności i
godności osoby mamy prawo do własnych przekonań, do pielęgnowania
naszego systemu wartości. Z pewnością przyszłość wyjaśni, dlaczego nasz
rząd nie poparł rządu włoskiego w oficjalnej petycji skierowanej o
uchylenie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nakazującego
zdjęcie krzyża we włoskiej szkole. Może jest to kolejna próba
przypodobania się unijnym decydentom?

Dziękuję za rozmowę.

drukuj