Komorowski bez retuszu
Platforma Obywatelska podaje w wątpliwość wiarygodność apeli Jarosława Kaczyńskiego o zakończenie wojny polsko-polskiej, a sama uprawia politykę nienawiści wobec oponentów politycznych i Radia Maryja.
Przykładem skandaliczne – pełne insynuacji wobec Marty Kaczyńskiej, Jarosława Kaczyńskiego oraz Radia Maryja – wystąpienie Janusza Palikota w „Kropce nad i” w TVN 24. Trudno prowadzącą program Monikę Olejnik posądzać o sympatię dla Jarosława Kaczyńskiego i radia – ale nawet i ona dystansowała się od kompromitujących wypowiedzi Palikota. Mam na myśli oskarżenie katolickiej rozgłośni o rasizm i ksenofobię. Jest to jednoznaczne naruszenie dóbr osobistych, kwalifikujące się do sądu.
Opinie Palikota są tym bardziej znamienne, że jest on szarą eminencją PO. Nie tylko prowadzi tajne rokowania z ramienia Platformy m.in. z Andrzejem Olechowskim, ale także był tym politykiem, który strasząc Tuska rokoszem w partii wywindował Komorowskiego na kandydata na prezydenta.
Janusz Palikot w mowie nienawiści nie jest odosobniony. Pionierem był tu Komorowski. Jego komentarz z 2008 roku po ostrzelaniu prezydenckiego konwoju w Gruzji był bodajże najbardziej odrażającym przykładem niszczenia śp. Prezydenta: „Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30-tu metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera”.
Podobny „język miłości” uprawiają członkowie komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego, by przypomnieć tylko Andrzeja Wajdę straszącego wojną domową oraz Władysława Bartoszewskiego, który zarzucał Jarosławowi Kaczyńskiemu w związku z katastrofą w Smoleńsku … uprawianie nekrofilii. Nic dodać, nic ująć – jaki kandydat taki komitet, jakie osobistości taki honor.
Ataki te wynikają między innymi z faktu, że Platforma po tragedii smoleńskiej stanęła pod ścianą, gdyż w gruzach legła cała zaplanowana strategia wyborcza – to jest bezpardonowe oczernianie Lecha Kaczyńskiego, który miał ubiegać się o reelekcję. Robienie szwarccharakteru z Jarosława Kaczyńskiego ma ponadto odwrócić uwagę od klęski powodzi, z którą gabinet Tuska nie daje sobie rady. Rząd PiS oskarżony więc został o pośrednią winę w doprowadzeniu do sytuacji, w której skutki klęski są tak dotkliwe. Tymczasem jest odwrotnie: za skutki powodzi odpowiada PO. I gdyby nie – tak podkreślana przez Jarosława Kaczyńskiego – solidarność międzyludzka nieszczęścia byłyby jeszcze większe. To rząd Tuska wykreślił z pilnych projektów rządowych plan śp. Grażyny Gęsickiej, który zakładał przeznaczenie 10 mld zł m.in. na budowę zbiornika retencyjnego i wzmocnienie wałów na Wiśle i na Wisłoku. Część z tych pieniędzy PO wolała przeznaczyć na propagandowe tzw. schetynówki, czyli sieć dróg lokalnych, którymi Komorowski chwalił się w Licheniu podczas Krajowej Pielgrzymki Sołtysów. Nie zapominajmy też, że głosami PO i PSL odrzucony został projekt śp. Lecha Kaczyńskiego stworzenia specjalnego funduszu klęskowego.
Popisy Palikota i jemu podobnych dżentelmenów z PO mają również odwrócić uwagę od mataczenia rządu w kwestii wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Przekazanie śledztwa Rosjanom oraz kształt podpisanego memorandum zakładającego konsultowanie z Rosją tego, co ma zostać ujawnione po raz kolejny potwierdza, że Tusk postawił Polskę w roli petenta Moskwy przy wyjaśnieniu sprawy. Oczekiwania opinii publicznej są jasne – społeczeństwo chce poznać prawdę o katastrofie, a rząd nie potrafiąc uciąć spekulacji wchodzi w buty zakładnika Putina. Przecież do dzisiaj o tym dlaczego prezydencki tupolew rozbił się przy podchodzeniu do lądowania nie wiemy nic poza tym, co z łaski dadzą nam Rosjanie, w tym – kopie zapisów z tzw. czarnych skrzynek, które mogły zostać zmanipulowane przez stronę rosyjską. Znamienna jest także informacja, że przebieg rozmowy załogi samolotu z wieżą kontrolną lotniska w Smoleńsku prawdopodobnie nie zostanie ujawniony.
Słowem – Platforma Obywatelska przykrywa niewygodną dla siebie prawdę, którą doszczętnie obnażyły klęska powodzi i katastrofa z 10 kwietnia. I nie przesłoni jej kampania na wałach z Tuskiem i Komorowskim ubranych w kalosze w rolach głównych.
Pokazówki medialne nie przesłonią faktu, że Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej nie jest państwem, w którym można czuć się bezpiecznie. Jeszcze gorzej będzie jeśli wybory prezydenckie wygra Bronisław Komorowski, nieodrodny syn własnej partii.
Polska czasów PO i Komorowskiego to, jak zauważył Zdzisław Krasnodębski, taki tupolew: „Pozornie niemały, ale z postsowieckimi narzędziami pokładowymi, częściowo tylko zmodernizowany i zokcydentalizowany, z kadłubem świeżo polakierowanym barwami narodowymi, by ukryć korozję, z ukrytymi wadami konstrukcyjnymi, lecący w niebezpieczne strony”. Takie państwo bez państwa.
Piotr Jakucki
