Kłuszyńska potrzeba (cz.II)


Pobierz Pobierz

Czasy,
które dotykają bezpośrednio Kłuszyna to okres najwyższego rozkwitu i potęgi
Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Rozbijamy w puch Moskali w tej pamiętnej
bitwie, przyłączamy Smoleńsk, stacjonujemy na Kremlu, a królewicz Władysław
zostaje ogłoszony w Moskwie carem. Zdają się przed nami otwierać na
wschodzie dalekie horyzonty: Moskwa może połączyć się z Polską dobrowolną
unią. Nie jest to jednak wynik samej bitwy kłuszyńskiej, ale pewien ciąg
wielowiekowego celowego, rozumnego działania całego narodu sprawiającego, że
pełniliśmy jakąś istotną misję kulturową i cywilizacyjną w tej części
Europy. Toteż nic dziwnego, że Zygmunt Krasiński tak o tym mówi:

Polska
była naprawdę dziełem mądrości boskiej i boskiego przewidywania,
postawionem przez Opatrzność pomiędzy ludźmi różnego pochodzenia i różnych
popędów, Turkami, Moskalami i Niemcami, na to, by trzymała na wodzy
pierwszych w ich zamachach na chrześcijaństwo, drugich w ich zamachach na
cywilizację, trzecich w ich zamiarach względem plemienia słowiańskiego. To
też widzi się ją przez wieki, zawsze i wszędzie, pełniącą tę potrójną
misyę kosztem swojej najczystszej krwi: czy to kiedy w Prusiech druzgocze
nieznośny ucisk krzyżackiego zakonu, czy bierze do niewoli księcia z
austryjackiego domu, czy wchodzi do Moskwy i zmienia dynastę carów, czy pod
murami Wiednia zadaje cios śmiertelny potędze Islamu. Położona pośród tych
państw różnych, oddzielała jedne od drugich, przez to utrzymywała każde w
jego właściwych granicach i w naturalnej, uprawnionej sferze jego działania.
Głęboko katolicka, a zarazem zachwycona tradycjami starożytności rzymskiej,
w nieustannych stosunkach z Włochami i Francyą, ona odpierała barbarzyństwo
ze wszystkich stron, pracowała bez przerwy nad unią schizmy z kościołem
rzymskim, a powstrzymując chciwość germańską, rozszerzała na Słowiańszczyznę
cywilizację Zachodu
„.  (Z. Krasiński, Memoryał dla
Napoleona III
, w: Pisma Zygmunta Krasińskiego,
t. 7, Kraków 1912, s. 559n
.)


 

Grzech
zaniedbania rządzicieli państwowych i duchownych
:

Wspominamy
te ważne dzieje, bo one przebiegają przez nasze serca, z nich jest ukształtowany
nasz charakter narodowy, one są kartą atutową na areopagach politycznych współczesnego
świata. Ale tylko w rękach tych ludzi, którzy wyrośli z tego dziedzictwa, któremu
na imię Polska, którzy czują i myślą po polsku, to znaczy na wskroś
ewangelicznie. I boleścią napawa fakt, że taki Jubileusz jak 600- lecie zwycięstwa
pod Grunwaldem przechodzi bez echa w Europie i świecie, bo rządzący
parweniusze w Polsce nie rozumieją wagi wydarzenia lub celowo nie chcą
wykorzystać tej rocznicy do wysławienia Polski i Litwy na arenie międzynarodowej,
do wzrostu jej prestiżu w świecie.

Kim
oni są, że tak postępują? Posłuchajmy jak słusznie mówi o nich poeta:

Gdzie
spojrzeć, tam parweniusz w nowym domu:

I
ani mu się śni podlegać komu,

Rządzi
się, puszy się jak paw!

Wyzbyliśmy
się tylu praw,

Że
już niewiele dla nas pozostanie.

Trudno
pokładać tez nadzieję

W
partiach, cokolwiek mają w godle.

Ani
nas ziębi ani grzeje,

Czy
chwalą się, czy lżą się podle
” (Goethe, Faust)


 

Ten,
który myśli i czuje podług chwalebnej naszej spuścizny dziejowej uczyniłby
z tego Jubileuszu wielkie orędzie skierowane do świata, jak układać życie
publiczne w Europie i świecie, stając się tym samym alternatywą wobec
barbarzyństwa bezczelnie narzucającego nijactwo ustrojowe całym narodom. Czym
to nijactwo ustrojowe jest, niech nam odpowie Goethe, którego trudno posądzić
o to, że nie był europejczykiem:

Ten
woła, że zawinił inny,

Tamten
z haniebnej dumny zbrodni;

Winien
okaże się niewinny,

Bo
swą niewinność udowodni.

Świat
cały w oczach się rozpada,

Wszelka
niweczy się zasada;

A
gdzie uczciwość, która nami

Kierować
miała? Co tam, głupstwo!

Najuczciwszego
w końcu zmami

Jak
nie pochlebstwo, to przekupstwo
„. (Goethe)


 

Kiedyś
takimi zasadami kierowali się Krzyżacy. Zawsze umieli oczyścić się w oczach
Europy z każdej zbrodni, a to propagandą, a to przekupstwem, a to hipokryzją
zakonną. Do nich można odnieść słowa św. Pawła: „Ci
fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa.
I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic
przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale
skończą według swoich uczynków
„. (2
Kor. 11, 9 ?
)

I
tak się stało. Kres temu wszystkiemu położył właśnie Grunwald. Potrafił
to zrobić król Władysław Jagiełło i Wielki książę Witold oraz współczesna
im elita rządząca, że wystąpili śmiało na forum europejskim i nie tylko
wykazali całą obłudę mnichów rycerzy, ale obronili i rozsławili imię
Polski i bratniej Litwy, a swą alternatywną myślą o układaniu życia
publicznego podług wzorca ewangelicznego zmienili myślenie europejskie odnośnie
tej kwestii. Więc w patrzeniu na postacie króla Władysława Jagiełły, księcia
Witolda, winniśmy kierować się pokorą, by nie stać po stronie tych przemądrzałych
historyków, którzy największym politykom i wodzom przeszłości zarzucić
potrafią wszystko, a swymi ocenami wydają się dawać do zrozumienia, że
gdyby oni wówczas byli przy ich boku, to inaczej potoczyłaby się historia.
Gdy się słyszy te poprawne politycznie komentarze w tzw. polskich mediach,
tych pożal się Boże historyków, co boją się samodzielnego myślenia, a z
największej świętości, chwały, wielkości przeszłych wieków uczynią pośmiewisko,
to dusza krzyczy na cały głos:

Lecz
wróćcie księgę, którą znałem z młodu,

Boć
chwała dziejów dziedzictwem narodu


 

Jubileusz
Grunwaldu zmarnowali rządziciele Polski, po pierwsze: celowo – bo to w gruncie
rzeczy parweniusze myślący tylko o sobie – i po drugie: z głupoty, bo to
lokaje nie umiejący myśleć samodzielnie. Ale jest jeszcze Kościół, który 
z woli Zbawiciela, w Polsce, od czasów 
św. Stanisława stał się wychowawcą narodu. Warto przypomnieć słowa
Jana Pawła, które już raz w audycji o św. Stanisławie zostały przytoczone.
Wypowiedział je papież podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski, w 900
rocznicę męczeńskiej śmierci św. Stanisława.

Jan
Paweł II mówiąc, że tradycja narodowa upatruje właściwe miejsce Męczennika
ze Skałki u podstaw kultury polskiej, wskazał na episkopat Polski, który „wpatrzony
w tego swojego wielkiego protagonistę w dziejach Ojczyzny nie tylko może, ale
wręcz musi czuć się stróżem tej kultury. Musi do swego współczesnego posłannictwa
i posługi zaliczyć szczególną troskę o całe dziedzictwo kultury polskiej,
która wiadomo w jakiej mierze przeniknięta jest światłem chrześcijaństwa”.

I
dalej mówił papież: „Misja episkopatu Polski na przedłużeniu misji św.
Stanisława, naznaczona jakby dziejowym charyzmatem, jest w tej dziedzinie
oczywista i niezastąpiona
[1].

Dziś,
gdy istnieje zagrożenie, że niewolnicza mentalność rządzących może, wbrew
naszej woli, pozbawić nas ojczystych struktur państwowych, pozbawić kultury,
tradycji i chlubnej historii, to społeczeństwo w ogromnej większości
katolickie winno znaleźć na nowo oparcie w ustroju hierarchicznym Kościoła,
bo on nie jest tylko ośrodkiem jego własnej misji pasterskiej, ale także
bardzo wyraźnym oparciem
(…) dla świadomego swych praw bytu narodu[2].

Tego
Kościół w Polsce, cały w swym wymiarze świeckim i duchownym, od swych
pasterzy ma prawo oczekiwać!

Niestety
jeśli idzie o przesłanie Grunwaldu, jak dotąd dalej oczekuje. Jest to grzech
zaniedbania obowiązku wychowywania przez duchownych obecnego pokolenia Polaków,
by znało, szanowało, chlubiło się  wiktorią
grunwaldzką i przeciwstawiło się podług swego polskiego charakteru tym
wszystkim, dla których Grunwald jest pustym słowem. Czyż surowa przygana
naszego Wieszcza nie jest słuszną, gdy słyszymy: 
 

dziś
księża boją się przemawiać publicznie (…) i ukrywają swe kapłaństwo
pod formami gładkimi i popularnymi…Kiedy zaś się stało niewolnikiem
konwenansów i zwyczajów, straciło się już wszelką siłę i nie jest się w
stanie oddziaływać na tłumy
(…) Gadają nam wprawdzie o epoce nowej, robią nam obietnice, naśladują słowa
poetów i proroków
(…); ale nigdy
nie są gotowi ugiąć się przed duchem, który je dyktował, nie chcą tego
widzieć, że wszystko około nich wzniosło się im nad głowy”
bo (…)
„duchowni z urzędu odszczepili się od tego życia
„.    

I
dalej słuszną jest rada Mickiewicza, gdy powiada:

Żeby
wydawać takie słowo, co by brzmiało szeroko (…) trzeba na to wielkiej siły,
trzeba żyć życiem mas, oddychać powietrzem, które ożywia narody
[3].

I
w tedy Kościół ma prawo każdemu w ojczyźnie, co jej chlebem się karmi, a
odnosi się do niej z pogardą i wspiera jej wrogów w niszczeniu wszystkiego,
co w niej wielkie, by naród zniewolić, z odwagą zarzucić przeniewierstwo
wobec swej wielkiej historii i brak wiary we własne siły.

Czego
może się spodziewać prosty kapłan mówiący takie gorzkie słowa? Że oto
Radio Maryja oskarży się o jątrzenie ludzi wierzących, bo zaprasza
nieodpowiedzialnych prelegentów, a sam kapłan doświadczy raz jeszcze w życiu
swym gorzkiej prawdy słów: „Próżno stary pies szczeka, to mu będzie zyskiem, że się mu wręcz,
abo też dostanie pociskiem
” (Wacław Potocki). Wiem, że jeszcze niejeden
kamień rzucony będzie na sumienne słowo polskie. Ale nic to! Za Norwidem mogę
powiedzieć,, że tylko te słowa są potrzebne i słuszne, które
zmartwychwstają. Należy zatem powtórzyć z całym przekonaniem za poetą:

Świętą
jest wiara ojców –  i Bóg był z Koroną,

Dopóki
naród wiarę ojców chował
(…)

A
jeśli naród w czas się nie obudzi,

To
Bóg łańcuchem i kościół opasze

I
naród cały łańcuchem z żelaza,

Jeśli
niewiary nie zatrze się zmaza
„. (Wincenty
Pol, Hetmańskie pacholę
)

Dlaczego
w audycji poświęconej zwycięstwu pod Kłuszynem tyle miejsca poświęciłem
Grunwaldowi? Wyjaśniłem to w pierwszej części audycji, gdy powiedziałem, że
spinamy klamrą dziejową te dwa wydarzenia bo one świadczą o naszej umiejętności
celowego i konsekwentnego działania w historii, polegającego na bronieniu,
szerzeniu kultury przenikniętej szacunkiem dla wolnej osoby ludzkiej.  

(gdzie
są sukcesorzy prymasa Mikołaja Trąby, który obecny był pod Grunwaldem, a
potem na forum europejskim rozsławiał imię Polski, gdzie następcy kardynała
Zbigniewa Oleśnickiego, którego przytomności król Władysław Jagiełło
zawdzięczał być może życie, gdzie spadkobiercy myśli biskupa Piotra Wysza,
Pawła z Brudzewa, Andrzeja Laskarza ?)

  

I
dlatego omawiając szczegółowo w części telewizyjnej potrzebę kłuszyńską
ukazaliśmy ją na tle dwóch kształtujących się odmiennie kultur. Polska
kultura wyrosła z Ewangelii za fundament swój ma prymat człowieka jako
wolnego dziecka Bożego, a moskiewska, wschodnia kultura człowiekiem pogardza,
hołdując brutalnej sile zniewalającej do tego stopnia człowieka, że sam
wyzbywa się swojej godności, a nawet o niej nie wie. I o takie podejście do
człowieka trwa nieustanna walka, również w naszej późniejszej historii. I
trzeba ją umieć nazwać po imieniu.

Trafnie
oddaje tę prawdę wydarzenie, jakie spotkało Adama Mickiewicza podczas jego
zsyłki do Rosji. Podziwiany przez arystokrację rosyjską, będący często
duszą towarzystwa, usłyszał kiedyś z ust któregoś z rodziny Gagarinów
wyznanie szacunku i miłości. „Wierzę ci
bardzo
–  powiedział mu Mickiewicz –  że
mnie kochasz, ale to tylko po prawej stronie Dźwiny, bo po lewej, to jest na
Litwie i Rusi, nie wahałbyś się mnie otruć, gdyby tego wymagała wasza
polityka.” –  „Ach! Jak ty znasz Rosjan!
–  wykrzyknął Gagarin za całą
odpowiedź”[4].
(A.  Mickiewicz, Dzieła
V
)

Zatem
na polu kłuszyńskim doszło do starcia się tych dwóch cywilizacji, łacińskiej
uosobionej w garstce żołnierzy hetmana Żółkiewskiego, otwartej na człowieka
i bizantyjsko-stepowej, mającej miażdżącą przewagę, ale gardzącej człowiekiem.
I ta pierwsza zwyciężyła stając się nieustannym wezwaniem do trwania przy
niej, bo bez niej nie ma wolności czyli rdzenia człowieczeństwa. Ale trzeba
tu przytoczyć słowa Jana Pawła II noszącego w sobie to dziedzictwo kultury
polskiej, który mówił nie raz, że wolność jest człowiekowi zadana i musi
o nią nieustannie się troszczyć w „pocie
swego czoła
„, by nie przekształciła się w zadufaną w sobie samowolę[5].
A tak się stało w naszych dziejach, że nadmiarem ufności co do historycznej
idei zgrzeszyliśmy, tracąc powoli w XVIII wieku byt państwowy. Doszła do
tego naiwność polityczna, zasadzająca się na tym, iż skoro jesteśmy lepsi
od innych, a bezsilni, to inni to uszanują. Nie liczono się z polską myślą
polegającą na tym, czy w kwestiach spornych słuszność jest po naszej
stronie? Ona istniała realnie w polityce społeczeństwa, niestety była
nieobecna u cudzoziemców zasiadających na polskim tronie, a zwłaszcza u władców
sąsiednich krajów, co traktowali pojęcie słuszności w stosunkach międzynarodowych
za mrzonki z innego świata.

 A
mimo kolejnych doświadczeń, nie wyzbyła się polska myśl polityczna pojęcia
słuszności. Pierwsze w Europie ministerstwo oświaty –  Komisja Edukacji
Narodowej uznało za konieczne nauczanie młodego pokolenia „… nie
nazywania polityką tego, co jest chytrością, zdradą, podłością, gwałtem,
przemocą, najazdem i cudzym przywłaszczeniem.
..” Polskie pojęcie o życiu
zbiorowym nie odeszło w niebyt historii. Polskość zwyciężała najpierw siłą
przyciągającą swej wolności, a później, gdy jej nie stało, duchem wolności
w narodzie i jej umiłowaniem. I rzeczywiście, po rozbiorze państwa Naród
stanął przed wyborem drogi, czy stać się niewolnikiem, czy też tak wejść
w siebie, żeby z humorem i sarmacką fantazją dawać odpór wrażej sile i
obcej kulturze:

Oto
droga niewolników:

Kto
chce być sługą, niech idzie, niech żyje,

Niech
sobie powróz okręci o szyję,

Niech
własną wolę na wieki okiełza,

Pan
niedaleko –  niech do niego pełza!


I
tam głaskany, a potem wzgardzony,

Niechaj
na progach wybija pokłony,

Niech
jak pies głodny czołga się bez końca

Za
Pańską nogą, która go potrąca


 

I
niestety byli tacy, którzy przejmowali myślenie obce, cyniczne wobec każdej
wartości i obierali drogę niewolników, dla których jakakolwiek władza jest
boską.

Wacław
Rzewuski w swoich „Pamiątkach Soplicy
przywołuje postać niejakiego Władysława Rocha Gurowskiego marszałka
nadwornego, który konfederatom barskim walczącym o wolność Polki od
rosyjskiego zniewolenia cynicznie powiedział: „Bywajcie
waćpanowie zdrowi i próbujcie nową konfederacją przeciw nam podnieść, jeśli
znajdziecie równych sobie półgłówków. Ale pamiętajcie, że Najświętsza
Panna tego zmazać nie potrafi, co carowa jejmość o nas napisała
„.

  

A
oto droga ludzi wolnych, którzy tak weszli w głąb siebie, że nie zwątpili
ani przez moment, że w niszy kultury polskiej zawsze jesteśmy wolni:

Bogataś,
Polsko, w rady i sposoby!

Nie
u żyjących wszystkie twoje siły –


Kiedy
ci milczą
– 
przemawiają groby,


Kiedy
ci wątpią
– 
wierzą twe mogiły


 

A
jak to niemalże na co dzień wyglądało w życiu naszych przodków żyjących
w okowach niewoli, a mimo to wewnętrznie wolnych, niech nam zaświadczy
fragment opowiadania św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, arcybiskupa
Warszawy:

Katarzyna
II, znając serdeczność i łatwowierność naszej szlachty, poleciła wyższym
przedstawicielom, władzy w zebranych prowincjach, aby jak najuprzejmiej
traktowali spokojnych obywateli, starając się ich pozyskać dla swych rządów.
Wskutek tego rozporządzenia jenerał dowodzący wojskiem na Podolu nawiedzał
od czasu Szaszkiewicza z powodu wpływu, jaki miał w całej okolicy. Otóż
zdarzyło się pewnego razu, iż Szaszkiewicz dostał nieznośnego bólu zębów,
a chcąc się raz na zawsze pozbyć tak dokuczliwego cierpienia, posłał po
cyrulika, by mu ząb zepsuty wyrwał. W chwili jednak, gdy cyrulik do operacji
się zabierał, dają znać, że jenerał na dziedziniec wjechał. Szaszkiewicz,
ukazawszy cyrulikowi ząb cierpiący, zalecił mu, aby ten, a nie inny wyrwał,
kiedy będzie wezwany, po czym wyprawił go do piekarni, sam zaś pospieszył na
spotkanie jenerała. Przy sutym śniadaniu, zakropionym co najstarszym węgrzynem,
gospodarz wszczął rozmowę o przywiązaniu do tronu, a ożywiając się coraz
więcej, zawołał z zapałem do podchmielonego już nieco jenerała:

-Wy
utrzymujecie, że Rosjanie więcej kochają cesarzową od Polaków; otóż ja
zaprzeczam temu stanowczo, przynajmniej co do mojej osoby, gdyż pewny jestem,
że niepodobna, aby ktokolwiek kochał ją więcej ode mnie.


Wierzę, wierzę
– 
odparł jenerał
– 
że jak na cudzoziemca miłujesz ją
bardzo, ale my, rodowici jej poddani, więcej mamy powodów do wielbienia naszej
matuszki carycy.


-Otóż
ja przekonam pana jenerała –   odparł,
zrywając się od stołu, Szaszkiewicz –  że goręcej od was kocham cesarzowę,
bo dla jej miłości zrobię to, czego z pewnością żaden z was nie zrobi.


To
powiedziawszy kazał zawołać cyrulika, a gdy ten przybył, usiadł na krześle,
wołając:

-Dla
miłości cesarzowej daję sobie wyrwać ząb trzonowy. Rwij mi zaraz, żydzie,
choćby szczęka pęknąć miała!

Na
próżno cyrulik, a następnie jenerał odmawiali go od tej heroicznej ofiary, z
której cesarzowa żadnej korzyści nie odniesie; uparł się przy swoim,
twierdząc, iż honor Polaków poświęcenia tego wymaga. Po dokonanej operacji,
widząc krew lejącą się obficie z ust polskiego szlachcica ku czci
cesarzowej, jenerał nie mógł znieść takiego upokorzenia, a krew tak gwałtownie
w żyłach mu zakipiała, iż rzucił się na opróżnione przez Szaszkiewicza
krzesło, wołając na cyrulika: „Rwij dwa!”. Co też bez sporu uskutecznione
zostało z większą pociechą polskich niż rosyjskich patriotów
[6].


 

Prawda,
że piękne opowiadanie, jakieś dalekie echo kłuszyńskiej wiktorii nad
dominującą siłą wrogiego zniewolenia, pokazujące, że mimo braku zewnętrznych
znamion wolności, zachowaliśmy ją w sercach i umysłach pełnych otwartości,
gościnności, polskiej fantazji.

 

Drodzy
radiosłuchacze, myślę, że ci z was, którym droga jest kultura polska
stwierdza, ze smutkiem, że dziś naród uległ takiemu zaczadzeniu zniewalającemu
umysł i serce, że niech ma pretensje do siebie samego jeśli mu źle. A my możemy
do niego śmiało odnieść słowa Apostoła Narodów: „Przecież
chętnie znosicie głupców, sami będąc mądrymi. Znosicie to, że was ktoś
bierze w niewolę, że was objada, wyzyskuje, że was z góry traktuje, że was
policzkuje. Mówię to ku waszemu zawstydzeniu
[7].
Narodowi winny w uszach brzmieć słowa przestrogi wypowiedziane przez jego
Wieszcza:

Jak
człowiek pojedynczy, tak i naród przedewszystkiem służy Bogu i nie wolno mu
udzielności, tj. osobistości, wziętej od Boga za pośrednictwem dziejów,
oddawać wiednie i samochcąc za wolność i braterstwo, choćby
najkorzystniejsze, kiedy go one nie podnoszą wyżej, ale owszem odrywają od
jego najwyższych stosunków z dziejami i z Bogiem! –  Nie wolno mu frymarczyć
darem żywota osobistego i zsamobójczać w sobie duszy za jaki bądź chleb
[8].

Zatem
w świetle tych słów mamy prawo oceniać tych, co nawą ojczystą kierują,
czy znają kulturę polską, czy żyją i postępują podług jej wiekowych
prawideł, czy ją pomnażają i czy my widząc ich postępowanie możemy być z
nich dumni, że są wielcy przed Bogiem i historią. Mamy prawo oceniać ich w
kluczu takiego staropolskiego wzorca, jaki nam poddaje poeta:


 

Szlachcic,
gdy się w publice skąpał, bywał czysty!

I
katolik prawdziwy i w sercu ognisty!

Bo
z Bogiem poczynano te publiczne sprawy

A
człowiek był przed Bogiem pokorny i prawy;

I
kiedy ducha skupił w intencji pobożnej,

To
był w sercu Wielmożny, naprawdę Wielmożny!
” (W.
Pol, Pamiętniki Winnickiego
)


 

Gdy
przytaczamy te słowa w Radio Maryja to po to, by naród, który dzięki
polskiej kulturze szlachci się, pamiętał
i publicznie nie bał się przypominać rządzącym, że:

A
to nie mitrą panie! Ani pańskim nosem

Ale
tej braci szlachty pospolitym głosem

Stoi
Rzeczpospolita!
” (tamże)


 

A
siebie samego winien przestrzegać, że w sumieniu swoim narodowym obowiązuje
go odpowiedzialna troska o to dobro wspólne, którą jest ojczyzna wyrosła z
kultury przyjaznej człowiekowi, i winien oddawać ster władzy w takie ręce,
które wierzą we własne siły i nie ulegają kulturze obcej, niepolskiej,
wrogiej człowiekowi. Jeśli ktoś z mających władzę hołduje myślom obcym,
to należy go nie tylko władzy pozbawić, ale wzorem naszych przodków przegonić
z kraju, jak oni króla Bolesława Śmiałego:

Niech
brzmią w naszych uszach słowa, jakie czytamy w Pamiątkach Soplicy:

Pamiętajcie,
żadnemu takiemu, który by choć rok jeden Moskalowi służył, nie wierzcie,
czy to marszałek, czy to sędzia, czy to profesor, wypędźcie jego z waszej
ziemi, bo nigdy z niego prawy Polak nie będzie, a jeżeli go zostawicie, bądźcie
pewni, że furtkę gotową otworzycie nieprzyjacielowi. Jak się ojczyzna wasza
odrodzi, żadnych układów nie róbcie z nieprawością: kto tylko u nas urzęduje,
dobrowolną, a nie wymuszoną przysięgą związał się z rządem najezdniczym – 
do waszego sumienia należeć będzie osądzić, na co zasługuje niegodny
syn ojczyzny, co dobrowolnie śmiał poddać się takowej przysiędze. Jeśli ją
szczerze wyrzekł jest zdrajcą, jeżeli w zamiarze aby ją zgwałcił, jest bluźniercą,
depcącym wszystkie prawa boskie i ludzkie. Czy w pierwszym, czy w drugim względzie,
jest on równie winnym i nie może być nic wspólnego między nim a wami.
Nikomu nie przebaczajcie, pobłażanie bywa korzystnym dla samowładców, bo nim
upadlają ludzi niepodległych, a na podłości ich władza się opiera –  ale
dla narodów wolnych jest zgubą. Jeżeli między wami znajdą się tacy, co was
do umiarkowania nakłaniać będą, bądźcie pewni, że to będą ludzie obojętni
dla waszej sprawy i radzi mieć środki gotowe do skarbienia sobie na wszelki
wypadek względy u nieprzyjaciela. Zatykajcie sobie uszy, jak ci bezbożnicy
usta otworzą, wszystko przebaczcie, oprócz najmniejszej obojętności względem
świętej sprawy
waszej„.


 

Kulturze
naszej polskiej służy Radio Maryja i Telewizja Trwam i wydaje się one być
jednym z jej ostatnich liczących się bastionów. Jest on atakowany tak wściekle
przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych naszej kultury, że bez wsparcia
wszystkich zdrowo myślących ludzi ten bastion może się nie ostać. Tym
bardziej winni się czuć odpowiedzialni za szerzenie tej kultury, jej należyty
przekaz, pracujący w tej jej  twierdzy
toruńskiej. Oni winni ta kulturą żyć. Nie mogą więc sobie pozwolić na
bylejakość, na lenistwo, na marny jej wizerunek, na arogancję wobec niej.
Polska kultura bowiem wymaga odpowiedzialności najwyższej od propagujących ją;
w świetle jej podstawowego prymatu żąda szacunku dla ludzi przygotowujących
audycje o niej, szacunku dla widza i słuchacza, poszanowania tych ludzi i
instytucji, dzięki którym młodzi ludzie, akademicy, uczą się tajników
sztuki jej należytego przekazu. Krótko mówiąc: kultura polska domaga się,
by programy o niej były pod każdym względem na najwyższym poziomie.    


Takie
rocznice jak 600-lecie Grunwaldu, jak 400-lecie zwycięstwa pod Kłuszynem
przypominają nam, że umieliśmy w historii tworzyć rzeczy wielkie, nimi żyć,
rozwijać je, bronić, i to nie tylko na polach bitewnych, ale także na
bojowisku intelektualnych zmagań oraz promieniować nimi. Pobrzmiewa w tym
jakieś echo słów Zbawiciela: „Idźcie i
nauczajcie wszystkie narody
„. Kultura polska wyrastająca z dobrej nowiny o
Bogu stającym się człowiekiem z miłości do niego, za najważniejsze
przyjmuje właśnie prymat osoby, człowieka – wolnego dziecka Bożego. I jest
ona jakąś pieśnią, co rozbrzmiewa w sercach ludzi zamieszkujących polską
ziemię, kształtującą jej duchowe i materialne oblicze, idących do nieba po
polsku. Jej głównym znamieniem jest to, że jest wolna i czyni takimi
wszystkich tych, którzy ją poznają, ukochają i podług niej żyją. Taką też
pozostanie dopóty, dopóki Bóg, Pan historii, skłonny nachylać się ku człowiekowi
chcącemu żyć i oddychać wolnością, zechce wzbudzać w naszych dziejach
wielkich Piewców tej życiodajnej kultury: 


 

Pieśń
polska, niepodległa, ta, co jeno wierzy

W
Boga, w ducha narodu i jego rycerzy,

Więc
przy Ojczyźnie stoi i hasła nie zmienia –


Ta
pieśń, co z naszych ojców wyrosła cierpienia

I
dotąd wierne syny z całej Polski garnie,

Bo
w jej trzech ranach jedną odczuwa męczarnię;

Ta
pieśń, której ze sobą nie zabrali wieszcze,

Nie
zabrali jej w grób –  nie! ona żyje jeszcze!


Ona,
kiedy bluźnierców wzmaga się rozpusta,

Zawsze
komuś w narodzie rozpłomieni usta

Rozkazując:
Idź, mów, głoś! chleb anielski zamień

Na
ich gniew, urąganie –  a choćby na kamień!

(Kornel Ujejski, Weteranom
z r. 1831
)


 


Ci, którzy walczą z kulturą polską i
jej obrońcami są w gruncie rzeczy przypominają ludzi o niskim poziomie
intelektualnym i takimi są w istocie, bo nienawiść degraduje w nich rozum.
Wyrośli oni z duchowych lędźwi kultury bizantyjsko-stepowej i dlatego należy
im dać należytą odprawę z finezją, spokojem, staropolską fantazją i to na
forum publicznym, w duchu prześlicznej
powieści Hrabiego Rzewuskiego przytoczonej przez wspomnianego w tej audycji św.
Feliksa Szczęsnego Felińskiego.

Rzecz
działa się w Cudnowie posiadłości Hrabiego:

Z
powodu miejscowej kościelnej uroczystości wiele osób zebrało się u mnie na
śniadaniu, a między innymi kilku oficerów konsystujących w okolicy.
Wszystkie przekąski rozstawione były zawczasu na stole, każdy zaś ze współbiesiadników
brał, co mu się więcej podobało. Przypadkiem tak się zdarzyło, iż na
jednym końcu stołu umieszczono na stole minogi, na przeciwległym zaś końcu,
również na talerzu, przygotowano dla palących cygara. Otóż jeden z młodych
oficerów, dla którego cygara były rzeczą całkiem nieznaną, widząc, jak któryś
z gości zajadał smacznie minogi, i sądząc, że przy nim stały też same
specjały, sporządził sobie z octem i oliwą kilka cygar i spożył je do
ostatniego kawałka jakby najwyborniejsze przysmaki.

Opowiadanie
to, z ust do ust podawane, przedostało się niebawem do oficerskiego kółka,
gdzie ogromne na Rzewuskiego wywołało oburzenie. Nieszczęśliwym trafem w tym
rycerskim gronie znalazł się młody kapitan, który istotnie przed paru laty
kwaterował z rotą swą w Cudnowie i był na śniadaniu u Rzewuskiego.
Wyobraziwszy sobie przeto, że jego to mianowicie dowcipny żartowniś śmiesznością
chciał okryć, strasznie się obraził, klnąc się, że nie puści tego płazem,
a jeśli potwarca odmówi mu honorowej satysfakcji, to go publicznie opoliczkuje.
Niezwłocznie też uprosił dwóch sekundantów, aby w jego imieniu wyzwali
Rzewuskiego i ułożyli się o warunki pojedynku. Autor Pamiętników Soplicy
pomimo swych ultramontańskich zasad zanadto hołdował tradycjom rodowym, by
nie stanąć do honorowej rozprawy, przyjął też wyzwanie i obrał sekundantów.
Gdy jednak przyszło do omówienia warunków spotkania, sekundanci ze stron obu,
rozpatrzywszy bliżej powód pojedynku, uznali, że nie było w gruncie słusznej
racji do krwi rozlewu postanowili przeto wszelkich dołożyć starań, by sprawę
polubownie zakończyć. Gdy jednak poczęto do zgody namawiać wyzywającego,
obrażony kapitan stanowczo odpowiedział, że wówczas chyba odstąpi od
pojedynku, jeśli przeciwnik odwoła rzuconą nań potwarz i publicznie go
przeprosi wobec wybranych delegatów, tak ze strony wojskowych, jak i świeckich
obywateli. Rzewuski łatwiejszym się okazał, niż przypuszczano, i bez oporu
przyjął podane przez przeciwnika warunki. Wybrano przeto delegatów i o
naznaczonej godzinie dość liczne grono świadków zebrało się w Sali
kontraktowej, do której sekundanci wprowadzili z dwóch stron przeciwnych obu
powaśnionych. Skoro się zeszli na środku Sali, Rzewuski pierwszy głos zabrał
w te mniej więcej słowa:

-Zagniewałeś
się na mnie, panie kapitanie, za żart dla zabawy tylko powiedziany, a co
jeszcze smutniejsza, przypisałeś mi intencję wyszydzenia twojej dostojnej
osoby. Chętnie też oświadczam wobec przytomnych tu świadków, że opowiadając
wymyśloną dla rozweselenia gości facecję o cygarach, nie miałem zamiaru
ubliżyć walecznej rosyjskiej armii, gdyż nie przypuszczałem, aby kto tę
farsę przyjął na serio. Co do twojej czcigodnej osoby, panie kapitanie, słowem
honoru ci ręczę, że w ciągu opowiadania ani mi na myśl ona nie przyszła.
Niemniej przecie przepraszam się za tę mimowolnie wyrządzoną ci przykrość.
Teraz jednak otrzymawszy ode mnie tak całkowitą wedle życzenia twego
satysfakcję, pozwól mi, panie kapitanie, jako starszemu wiekiem i doświadczeniem,
dać ci przyjacielską radę, która nieraz w życiu przydać ci się może. Oto
nie przyjmuj nigdy do siebie tego, co się w ogólności mówi, chociażby nawet
słuszne istniały powody do podobnego przypuszczenia. Całe życie trzymałem
się tej zasady i nigdy jej nie opuszczę, chociażby przytyk był niemal
oczywisty. Ot i teraz: dwóch nas jest tylko na środku Sali; gdyby jednak który
z tych panów, co na nas patrzą, powiedział, że jeden z nas dureń, słowo
daję, że póki by nazwiska mego nie wymienił, ja bym nie wziął tego na
siebie.

Huczne
brawo ozwało się wśród przytomnych. Kapitan, nie mogąc się wśród tego
wszystkiego połapać, podał Rzewuskiemu rękę do zgody i całą sprawę
utopiono w szampanie
„.



[1]
Jan Paweł II, Program dla Kościoła w Polsce, Warszawa, 2005, s.
20n.

[2]
Tamże, s, 12n.

[3]
Kurs czwartoletni, dz. cyt., s. 21, zob. H.
de Lubac, La postérité spirituelle
de Joachim de Flore
, Paris-Namur 1981, t. 2, s. 267-268.
Por. L.
Balter, Noc Bożego Narodzenia,
Communio
s. 52-53, gdzie czytamy między innymi takie słowa: „Mickiewicz nie wahał się bowiem w tych wykładach zarzucać Kościołowi
„instytucjonalnemu”, jak go nazywał, ospałość, lenistwo, wygodnictwo, a
nawet tchórzostwo polegające na unikaniu spraw drażliwych, trudnych,
niewygodnych politycznie (lub dyplomatycznie), a tym samym niemal całkowite
uśpienie w nim autentycznego Ducha Chrystusowego
…"

[4]
Zob. W. Bełza, Kronika potoczna i
anegdotyczna z życia Adama Mickiewicza
, 
Warszawa 1998, s. 76.

[5]
Por. Przemówienie Jana Pawła II w Warszawie na Agrykoli w 1991 roku.

[6]
Pamiętniki, s. 58.

[7]
2 Kor. 11, 27?

[8]
Z. Krasiński, Uwagi nad dziełem O
Rosyi, Europie i Polsce
, s. 392.

drukuj