Już wyrok czy jeszcze szantaż?


Pobierz Pobierz

Mit Kościoła-organizacji odżywa zawsze po wyborach. Wtedy przypisuje się
Kościołowi "przegraną" i wytyka różne "błędy". Wygłasza się też pouczenia i
rady. Rozliczanie Kościoła jest po to, żeby go na nowo zaatakować, upokorzyć i
nagłośnić jego propagandowy obraz. Warto wspomnieć, że po 1989 r. bardziej się w
mediach rozlicza Kościół niż peerelowski totalitaryzm. Pozostawiam to bez
komentarza.

Siła rażenia mediów
Obecny "skok" na Kościół był do przewidzenia. Nie tylko dlatego, że na mocy
swojej misji jest on "znakiem sprzeciwu". Jeżeli ponad 80 proc. polskich mediów
jest od dawna w rękach środowisk liberalnych i lewicowych, a więc z definicji
antyklerykalnych, to aż dziw bierze, że nastąpiło to dopiero teraz. Przy czym
katalizatorem, który potęgował skuteczne rażenie tych mediów, jest ich model
oligarchiczny charakteryzujący się monopolem grup o orientacji liberalnej i
lewicowej. Jest to jeden z "grzechów głównych" popełnionych po 1989 r. wskutek
niesprawiedliwego podziału spuścizny po PZPR, tj. Koncernu RSW
Prasa-Książka-Ruch. Sprawcy tego podziału mogą z zadowoleniem zacierać ręce. Ale
czy uspokoją sumienie?
Dzięki wymienionym mediom Polska stała się doświadczalnym poligonem dla różnych
maści kuglarzy. Niestety, przez lata promowały ich również media, którym
pozostały jeszcze jakieś szczątki ambicji, bo sensacja i plotkarstwo zapewniają
niemałe zyski, a w społeczeństwie rośnie armia Polaków, którzy lubią żyć życiem
innych i coraz chętniej karmią się tabloidami.
Jednocześnie okazywano różne formy lekceważenia, a nawet pogardy wobec mediów
katolickich, np. Radia Maryja. Należy wskazać jeszcze jedną prawidłowość w
obrębie mediów i wartości. Oto, jak wynika z badań (Herbert Schlogel), istnieje
wyraźna symbioza między wartościami chrześcijańskimi a wartościami
patriotycznymi. Zanik jednych wpływa negatywnie na drugie. Oznacza to, że
lekceważenie w mediach wartości patriotycznych stymuluje negatywny stosunek do
wartości chrześcijańskich – i odwrotnie. Wymienione wcześniej grupy mediów od
zawsze wykazują nieprzyjazne czy wręcz wrogie relacje z jednymi i drugimi
wartościami.
Współcześni kuglarze wyhodowani zostali na chaosie ideowym, wyraźnie
zdradzającym wpływy typu homo sovieticus. Ich oręż to chytre stereotypy. Jakże
łatwo Polacy kupili medialną sztuczkę o tym, że podzielił ich krzyż. A teraz, że
podzielił ich człowiek propagujący satanizm. Zdecydowane wystąpienia w tej
sprawie ks. bp. Wiesława Meringa dziennikarka, wcale nie w lewicowym piśmie,
nazywa "pokrzykiwaniem". I próbuje wmówić czytelnikowi, że podjęty ostry dialog
"obnażył wielką słabość polskiego Kościoła"(!).

Co chce się wymusić na Kościele?
W obecnym ataku na Kościół daje znać o sobie wyjątkowa obsesja nienawiści.
Dlatego prowodyrzy stosują bez żenady techniki rodem z arsenału peerelowskiej
propagandy. Zarzuty, że księża w Polsce nie płacą podatków, a Kościół miesza się
do polityki, są kompromitujące. Ich rzecznicy w naiwności liczą pewnie na daleko
posuniętą głupkowatość społeczeństwa. Ale w tym wszystkim jest metoda. Bo jeżeli
Kościół sięga po władzę w państwie i jest gigantycznym pasożytem, to znaczy, że
staje się wrogiem społecznym, a więc powinien być wyeliminowany. Chyba że
pójdzie drogą daleko idących koncesji i przestanie być sobą. Ale to już nie
będzie Kościół Jezusa Chrystusa. To może być "Kościółek" skrojony na modłę
rewolucji francuskiej czy karykatura Kościoła w wydaniu bolszewickim.
Długa jest lista ustępstw, które chcą wymusić na Kościele rzecznicy "nowego
marksizmu". Oto najczęściej powtarzane. Ma być Kościołem milczenia, bez prawa
wypowiadania ocen o sprawach moralnych i o problemach życia publicznego.
Powinien zaakceptować anarchię w życiu moralnym i w sferze obyczajów.
Niepotrzebny jest również krzyż w przestrzeni publicznej. W państwie
"postępowym" nie ma też miejsca na konkordat i jest pełne przyzwolenie na
zawieranie związków partnerskich tej samej płci łącznie z prawem adopcji.
Oczywiście tzw. aborcja na życzenie i każda postać antykoncepcji. Ponadto szkoła
uwolniona od nauki religii. Proponowany "nowy porządek" będzie budowany na
gruzach wartości. Papież Jan Paweł II przestrzegał świat, że demokracja bez
wartości staje się mniej lub bardziej zakamuflowanym totalitaryzmem. Dlatego
rzecznikom "wyzwolonego świata" tak bardzo zależy, aby Kościół przestał być
sobą, albo już na zawsze zejdzie do katakumb. Jest to już wyrok czy jeszcze
kolejny szantaż?

Mądrze i spokojnie reagować
Powszechnie już mówi się o powstawaniu "społeczeństwa opinii" (Nicole D´Almeida).
Polacy coraz hałaśliwiej artykułują swoje krytyczne opinie, choć czynią to
najczęściej anonimowo. Dlatego katolickie media powinny pamiętać, że
kształtowanie opinii publicznej jest ich bardzo ważnym zadaniem. O ich wartości
świadczy głównie zakres i skuteczność oddziaływania na opinię publiczną. Przy
czym najbardziej nielubiane media katolickie w Polsce to te, które mają
rzeczywisty wpływ na społeczeństwo. Należy przypomnieć, że w wolnej Polsce
pierwszy, bardzo agresywny atak na Kościół nastąpił w 1991 r. i związany był z
papieską pielgrzymką. Wtedy Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym w Olsztynie
przestrzegał, że jedną z form zniesławiania jest propaganda szeptana. Dziś ten
typ propagandy święci triumfy. Wspomagany jest przez propagandę nowych mediów, w
których całkowicie bezkarnie można o innych mówić najgorsze rzeczy i absolutną
nieprawdę.
Należy bardziej uaktywnić katolickie ruchy i organizacje. Niech wiedzą, że dziś
do ich podstawowych zadań należy szybkie i mądre reagowanie na zjawiska
niepokojące i w ten sposób niech kształtują opinię publiczną. Niech wiedzą, że
przestrzeganie przed zagrożeniami jest niezastąpioną formą ewangelizacji.
Nie ulega wątpliwości, że Kościołowi w Polsce niezbędne są zespoły ludzi, którzy
profesjonalnie zajmą się monitoringiem mediów pod kątem doznawanych ataków oraz
podejmowaniem środków zaradczych wobec tych działań.
Coraz głośniej słyszy się wołanie o katechezę dorosłych, która zdolna jest
chronić dorosłych katolików przed ignorancją religijną i bezradnością w
motywowaniu swoich przekonań i postaw. Podkreśla się przy tym, że od katechezy
dorosłych są uzależnione dalsze losy Kościoła.
W konfrontacji z kuglarzem może wygrać przede wszystkim autentyczny charyzmatyk.
Jak nigdy dotąd są dziś potrzebni Kościołowi charyzmatyczni duszpasterze,
katecheci, rodzice, ale też wychowawcy, intelektualiści i twórcy kultury. Wszak
charyzmatycy nie są przeciętnymi wyznawcami Chrystusa. Są przede wszystkim Jego
odważnymi świadkami i przewodnikami, których się chętnie słucha i za którymi się
z zaufaniem podąża (Paweł VI).

Ks. bp dr Adam Lepa

drukuj