Homilia wygłszona podczas Mszy św. z Wyższego Seminarium Duchownym Diecezji Łowickiej


Pobierz Pobierz

Drodzy alumni naszego łowickiego Wyższego Seminarium Duchownego!

Drodzy współmoderatorzy, wychowawcy i mieszkańcy naszego domu!

Modlący się razem z nami wielce drodzy słuchacze Radia Maryja!

Seminarium jest miejscem, do którego zazwyczaj młody jeszcze człowiek –
najczęściej zaraz po maturze – przychodzi dlatego, że podejrzewa,
przeczuwa albo też jest przekonany, że pragnie – jak to określił święty
Paweł w usłyszanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian – oddać się na
służbę Bogu, Kościołowi i ludziom w taki sposób, by jako owoc swej
rozumnej służby zbierać uświęcenie (por. Rz 6,22). To właśnie w Seminarium dokonuje się rozeznawanie co do prawdziwości powołania. A
dokonuje się to nie poprzez czerpanie wzoru ze świata, ale przez takie
odnawianie umysłu, które daje umiejętność rozpoznania, jaka jest wola
Boga; co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12,2). Seminarium jest miejscem i czasem, kiedy kandydat do kapłaństwa szuka
odpowiedzi na pytanie, czy moje pragnienie, aby dać swoje ciało jako
kapłan na ofiarę żywą, świętą i Bogu przyjemną (Rz 12,1), jest również pragnieniem powołującego Boga (Rz 12,1).

Spotykając się z Bogiem na modlitwie jesteśmy bardziej przyzwyczajeni
do tego, by opowiadać Panu o naszych pragnieniach, o naszych sprawach, o
naszych intencjach i potrzebach. Przedstawiamy Bogu często nasze prośby,
odkrywamy przed Bogiem nasze wnętrze, nasze serce wraz z jego
najskrytszymi pragnieniami. Myślę, że dobrze jest od czasu do czasu, a
nawet często, stale trwając na modlitwie w czasie medytacji Słowa Bożego
czy adoracji Najświętszego Sakramentu zbliżać się do Boga z taką
intencją, by usłyszeć nie tylko własne pragnienia, czego ja chcę, czego
ja oczekuję, ale zbliżać się z tą intencją, aby usłyszeć, odczuć i
zrozumieć, jakie są pragnienia Boga. I to tym bardziej, że Pan Bóg
pragnień tych wcale przed nami nie ukrywa; wprost przeciwnie, odsłania
je przed nami, abyśmy wiedzieli, co jest w naszym życiu warte zachodu.

Kiedy otwieramy Ewangelię, dowiadujemy się, jakie są pragnienia Jezusa,
tego, który nas tutaj zgromadził. W każdej Eucharystii zbliżamy się
realnie, fizycznie i duchowo do Jezusa, który podobnie jak wtedy, w
Ewangelii, mówi do trędowatego: ja bardzo pragnę, ja chcę, abyś był
oczyszczony! (por. Mt 8,3). To jest jedno z wielkich pragnień Jezusa jest, byśmy nie pogrążali się w trądzie nieprawości (por. Rz 6,19), byśmy nie byli zniewalanymi przez największy trąd, jakim jest grzech
(por. Rz 6,20), który prowadzi do śmierci duchowej. Pragnę, byś w służbie sprawiedliwości miał zawsze czyste serce, czyste ręce i czysty
umysł. Bo właśnie oczyszczeni możemy w pełni skorzystać ze spotkania z
Jezusem, który odkrywa przed nami także w tej Eucharystii kolejne swoje
pragnienie. On pragnie nas nakarmić, dzisiaj, tutaj, i to każdego z nas,
podobnie jak nakarmił kiedyś tłum znad Jeziora Galilejskiego: Nie chcę,
byś wyszedł z tej Eucharystii z odczuciem głodu, byś pozostawał w ciągu tego dnia zgłodniały, byś zasłabł w drodze do swoich codziennych
obowiązków (por. Mt 15,32) albo w czasie twojej pracy. Pragnę byś brał i jadł, bo tu jest już nie zwykły chleb, ale Chleb Życia – moje Ciało – Ja
sam (por. Mt 26,26).

Warto uświadomić sobie, że w tej dzisiejszej Eucharystii spotykamy się
z Jezusem, który podobnie jak tamtego pamiętnego wieczoru sprzed prawie
2000 lat, kiedy był z dwunastu uczniami (Mt 26,20), tak samo dzisiaj gorąco pragnął spożyć tę poranną Paschę z nami (por. Łk 22,15). Nasza dzisiejsza modlitewna obecność jest więc wypełnieniem konkretnego
pragnienia Jezusa. Nie może się ona jednak ograniczać do czasowej
obecności przy stole eucharystycznym i do takiego spożywania Ciała Pańskiego, które nie miałoby wpływu na naszą codzienność. Bo Bóg bogaty
w miłosierdzie (Ef 2,4), Bóg, który w swoim wielkim miłosierdziu karmi
nas Ciałem i Krwią swego Jednorodzonego Syna chce, pragnie i oczekuje od nas raczej czynnego miłosierdzia, niż samej tylko ofiary (por. Mt 12,7).

Jest jeszcze wiele innych pragnień Jezusa. Jest to ostatnie pragnę
(por. J 19,28) wypowiedziane z krzyża. Jest to pragnę, w którym
potwierdzone zostały wszystkie wcześniej wypowiedziane pragnienia.
Pragnę, by się wypełniło Pismo (por. J 19,28; 19,36). Pragnę, by się
wypełniła we wszystkim wola mojego Ojca (por. Łk 22,42; J 4,34; J 6,39-40). Pragnę, by każdy człowiek został zbawiony (por. 1 Tm 2,4).
Pragnę, by nie tylko dobry łotr, ale wszyscy ludzie byli ze Mną w raju
(por. Łk 23,43).

W tym kontekście pragnień Jezusa możemy odczytać pragnienie zapisane w
odczytanym dziś fragmencie ewangelicznym; pragnienie dla niektórych
niezrozumiałe, a dla wielu osób bardzo niewygodne. Przyszedłem ogień
rzucić na ziemię – mówi nasz Pan – i jakże bardzo pragnę, żeby on już
zapłonął (Łk 12,49).

Ogień może zniszczyć. Wiemy z Księgi Rodzaju, jakie skutki przyniósł
deszcz ognia i siarki spuszczony przez Pana na Sodomę i Gomorę (Rdz
19,23). Takiego ognia – ognia piekielnego jako kary za grzechy – trzeba
nam unikać. Trzeba, byśmy żyjąc na ziemi uczciwie i pobożnie, uniknęli w
przyszłości ognia nieugaszonego, w który dostaną się zatwardziali
grzesznicy (por. Mt 13,40).

Chrystus nie chce rzucać na ziemię ogień niszczycielski, ale zbawczy,
to znaczy taki ogień, który nie ma za cel zniszczyć i wypalić człowieka,
ale spalić zło i spopielić grzeszne więzy tak bardzo ograniczające
ludzką wolność. Jezus pragnie rzucić na ziemię ogień miłości i
miłosierdzia, wyzwalający człowieka z grzechu i nieprawości,
oczyszczający z wszelkiej nieczystości, z tego, co było udziałem
człowieka grzesznego, a czego ten sam człowiek – już wyzwolony i dążący
do świętości – nie tylko żałuje, ale się również i wstydzi.

Oto wielkie pragnienie Jezusa: dać ziemi ogień Ducha, który jest siłą
nie tyle niszczącą, co oczyszczającą, odradzającą, odnawiającą; ogień
miłości, który płonąc nie spala, ale rozpala. I takie jest słowo Jezusa,
które najczęściej buduje, umacnia, dodaje sił, podnosi na duchu, ale
jednocześnie niszczy to wszystko, co nie posiada spoistości i co w
związku z tym musi upaść, bo jest po prostu marnością. Ten ogień rzucony
przez Jezusa nie niszczy wszystkiego; on ocala prawdziwe, autentyczne
wartości i postawy, które zostają w ogniu wypróbowane i które przechodzą
próbę ognia bez uszczerbku.

Oczywiście my wiemy dobrze, że zawsze znajdą się i tacy, których ten
ogień będzie raził, parzył wewnętrznie, bardzo mocna, głęboko dotykał,
bo odsłania swoim światłem ich ciemne uczynki. Nie dziwi zatem, że takie
osoby będą chciały ten ogień Jezusowy zgasić, zdławić w zarodku.
Powiedzmy sobie otwarcie, że radykalne propozycje Jezusa domagają się
równie radykalnej odpowiedzi z naszej strony. Propozycje Jezusa są
zawsze zapalne, nie pozostawiają człowieka w spokoju, ale prowokują do
dokonania się prawdziwej rewolucji – czyli nawrócenia – jeśli człowiek
te propozycje przyjmuje, ale też prowadzą do niezwykle ostrej i
agresywnej reakcji – czyli odrzucenia – kiedy człowiek ich nie
akceptuje.

Ponieważ Jezus jest Zbawicielem uwalniającym człowieka od wszelkiego
zniewolenia, w jakim różne osoby mogą się znaleźć, dlatego będzie Jezus
znakiem sprzeciwu wywołującym u wielu ludzi, u tych, którzy chcą
pozostawać w mrokach nieprawości, nieuczciwości i grzechu niesamowitą
wprost agresję. Przykłady na to – i to niestety coraz częstsze –
znajdujemy wyraźnie też w naszej polskiej społeczno-politycznej
rzeczywistości. Nie ma wątpliwości, że osoba Jezusa i prawda zawarta w
Jego Ewangelii będą przyczyną podziałów nie tylko w strukturach
społecznych, ale – jak mówiła dziś Ewangelia – również w tym, co jest
domem rodzinnym. Zdecydowany wybór osoby Jezusa i Jego Ewangelii
niejednokrotnie staje się przyczyną konfliktów i niewytłumaczalnych
reakcji ze strony osób, z którymi byliśmy nie tak dawno związani czy to
więzami koleżeństwa, czy to sąsiedztwa, czy to więzów krwi, rodziny albo
też innego rodzaju wspólnoty.

A mimo to Jezus przychodzi dzisiaj do nas i mówi: Bardzo pragnę rzucić
ogień na ziemię i pragnę, aby ten ogień się palił (por. Łk 12,49). Ogień Chrystusowej obecności i Chrystusowej Ewangelii nie wszystkim
będzie na rękę. Głupi i nierozumni i grzeszni będą go chcieli zagasić,
bo im nie wygodny (por. Mdr 2,12). A tymczasem mądrzy i pokorni będą się przy nim ogrzewać, będą się czuć bezpiecznie, będą chodzić dzięki niemu
w światłości świadomi tej prawdy, że czasem wystarczy iskra, by rozpalić
wielki ogień miłości, pokoju, sprawiedliwości i wzajemnego braterstwa w
Jezusie Chrystusie – braterstwa, które już nikogo nie dzieli, ale łączy
wszystkich.

Ogień, który Chrystus chce rzucić na ziemię, to zapał i ogień miłości,
ale i ogień walki ze słabościami, ze złem, ze spłyceniem, z niedbalstwem
o sprawy ważne i z bylejakością (ks. Kazimierz Kubat). Chrystus pragnie,
aby zapłonął ogień, ogień gorliwości i żarliwości.

Moi drodzy! Pragnienie rektora Wyższego Seminarium Duchownego nie może
być inne od tego pragnienia, jakie jest pragnieniem Jezusowym: by w
Seminarium znajdowali się, kształcili i formowali ci, których serca nie
są ani zimne, ani oziębłe, ani letnie , ani obojętne, lecz ci, których
serca są gorące (por. Ap 3,15) młodzieńczym zapałem, gorące autentycznym entuzjazmem wiary, gorące zaufaniem Bogu odnośnie do jego pragnień, nade
wszystko zaś gorące miłością do Boga, ludzi i Kościoła.

Zresztą nie tylko klerycy – kandydaci do kapłaństwa – ale my wszyscy –
kapłani, siostry zakonne i wierni świeccy, mamy być osobami, które
zapalają się ewangelicznie od Światła Chrystusa, abyśmy sami mogli żyć w
światłości łaski bożej, a potem abyśmy skutecznie pomagali żyć w tej

łasce innym.

W dzisiejszym świecie nie brakuje fajerwerków – ogni sztucznych, które
zapalają się, robią wiele hałasu i chociaż często bardzo spektakularne,
to jednak szybko gasną i nikną z dymem. Co jest naszym zadaniem. Naszym
zadaniem jest w tym świecie dać się zapalać duchowo od Chrystusa, po to,
by świecić wiernie, by stać się jasnymi punktami trzeciego tysiąclecia,
autentycznymi przyjaciółmi Jezusa, gorliwymi, wiernymi naśladowcami Pana
w głoszeniu Jego Ewangelii słowem i czynem.

Panie Jezu Chryste, Ty się po to narodziłeś i po to przyszedłeś na
świat, aby dać świadectwo prawdzie (por. J 18,37). Pomóż nam stawać się
prawdziwie twoimi uczniami, którzy są konsekwentni w promowaniu prawdy i
dobra; którzy nie boją się iść pod prąd głosząc prawdziwe, choć często
niepopularne poglądy; którzy sami nie idą na kompromis z grzechem i nie
boją się w duchu Ewangelii z miłością i odpowiedzialnością upominać
innych; którzy nie przymykają oczu na zło; którzy nigdy nie potępiają
nikogo z tych, którzy zbłądzili, ale stanowczo potępiają grzech; którzy
są przeciwnikami fałszu, zakłamania i obłudy.

Duchu Ogniu, Duchu Żarze, Duchu Światło, Duchu Blasku, Duchu Wichrze i
Pożarze, ześlij płomień Twojej łaski. Ześlij płomień Twojej łaski na
każdego z nas, modlących się w tej seminaryjnej kaplicy. Ześlij płomień
Twojej łaski na wszystkich modlących się z nami słuchaczy Radia Maryja.

Amen.

drukuj