Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w intencji Rodzin i obrony życia poczętego w Kaliszu

Audio MP3
Pobierz

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, przybyli z miasta Kalisza, pielgrzymi z pięknej kaliskiej diecezji, z Polski i całego świata, młodzi studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu przybyli tutaj już po raz czwarty, wraz z waszym Rektorem, profesorami i duszpasterzami akademickimi. Czciciele św. Józefa Męża Maryi i Opiekuna Bożego Syna Jezusa Chrystusa.

 

 

Najczcigodniejsi Księża Biskupi, Biskupie Stanisławie- gospodarzu tego miejsca, wszyscy oo. Redemptoryści na czele z o. Tadeuszem, wielebni Kapłani, na czele z ks. Infułatem oraz Kustoszem tego pięknego sanktuarium, Księża Diakoni, Alumni Siostry i Bracia Zakonni, wszyscy w naszej Ojczyźnie i na całym świecie, tworzący teraz poprzez posługę katolickiego Radia Maryja i Telewizji Trwam, oraz diecezjalne Radio Rodzina, tę powszechną wspólnotę modlitwy oraz uwielbienia Trójjedynego Boga. Przekazuję tu obecnym, bardzo świeże bo wczorajsze pozdrowienia od całej Poloni. W sposób szczególny
Polonii Amerykańskiej z Nowego Jorku z Brooklynu i od Wspólnoty Św. Franciszki de Chantal, na czele z jej Pasterzem ks. Kanonikiem Andrzejem. Złączeni jednym duchem i tym samym pragnieniem, aby rodziny nasze były święte i każde poczęte życie mogło się rozwijać, dzisiaj tradycyjnie w pierwszy czwartek miesiąca w tym józefowym sanktuarium w sposób szczególny chcemy uszanować waszego patrona, który nad wami i nad całą Polską rozciąga szczególną swoją opiekę.

Niekiedy bywamy zaskoczeni, szczerym i zdecydowanym wyznaniem drugiej osoby: „Jestem tobą rozczarowany!”. My również znamy taki stan, naszej własnej duszy, kiedy z bólem serca musimy wypowiedzieć do kogoś właśnie te słowa: „Jestem tobą rozczarowany!” Mocno zawierzyłem drugiemu człowiekowi, zaufałem temu, do czego się publicznie zobowiązywał, co mi obiecywał. I nagle okazuje się, że właściwie dla niego moja osoba nie ma żadnego znaczenia. Teraz nie jestem mu już do niczego potrzebny.

Przez wiele długich lat, ufałem komuś bardzo mi bliskiemu, a potem wygląda na to, iż cały czas on mnie, najprościej mówiąc, okłamywał. Ktoś wspomagał drugiego i wciąż na nowo wstawiał się za nim, a potem doświadczył, że dokładnie w tym samym czasie, ten, za którego nadstawiał własnego karku i reputacji, poza jego plecami, zniesławiał swego dobroczyńcę.

Oto dwoje młodych ludzi, zakochanych w sobie bez reszty, snują wspólne plany na przyszłość. Zaręczyny i ślub wydają się być tylko kwestią krótkiego czasu. I z dnia na dzień, jedno z nich oznajmia drugiemu, że wszystko się skończyło. Ostatecznym wyjaśnieniem są słowa: „rozmyśliłam się” albo „już się tobą znudziłem”.

Jedno dziecko drugiemu- swojemu przyjacielowi, w wielkiej przyjaźni powierzyło swoją skrywaną tajemnicę. I nagle zauważa, że to, co ono tak mocno pielęgnowało w swoim sercu, zostało innym rozgłoszone, szeptaną albo esemesową czy też internetową drogą. W międzyczasie już cała klasa zna tę pilnie strzeżoną osobistą tajemnicę. Wreszcie ktoś bliski złożył mi obietnicę i zobowiązanie, ale kiedy przyszło do tego, by je wykonał, to mnie unika i rzekomo, nic sobie nie może przypomnieć, że cos takiego mi obiecywał.

Moi Drodzy! Takie historie zna każdy z nas. Tak sobie coś wspaniale wyobrażałem, pięknie wymyśliłem, tak mocno na coś w życiu liczyłem. A potem wszystko, jakby za jednym uderzeniem, rozleciało się w drobne kawałki, pękło, podobnie jak mydlana bańka. Tym, co właściwe w nas, po tym wszystkim pozostaje, to złamane zaufanie do człowieka i zranione uczucia oraz zablokowane osobowe relacje. Poraniony takim bolesnym doświadczeniem, pytam się najpierw samego siebie: jak ja mogę dojrzewać w duchu wiary i w prawdzie ku pełni życia w Chrystusie, w takiej atmosferze? Czy znajdę oparcie we współczesnej społeczności, gdy chcę się odwołać do chrześcijańskich wartości i nimi rzeczywiście w życiu się kierować.

Tak oto, czy może jedynie trochę podobnie, wyobrażam sobie nastrój młodego mężczyzny, o którym słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: Józef z Nazaretu, zaślubiony z młodziutką kobietą imieniem Maryja. Także on miał swoje konkretne plany. Maryja miała być a właściwie już była jego żoną. Uporządkowane i ustabilizowane życie w jego rodzinnym miasteczku, wykonywany zawód rzemieślnika – cieśli, jako konkretna podstawa do tego, by utrzymać i wyżywić rodzinę. I oto nagle wydaje się, że to wszystko zostało przekreślone: jego Oblubienica oczekuje Dziecięcia – i z całą pewnością, to nie jest jego dziecko.

Wciskają się do głowy jakieś natarczywe myśli o niewierności tej jemu zaślubionej i nie dają mu spokoju. Prześladują go i idą za nim będąc przyczyną nieprzespanych nocy.

– jak można jeszcze coś budować na przyszłość w tej zaistniałej sytuacji?

– czy potrafi ktokolwiek zawierzyć Maryi tak jak on Jej zaufał?

– co teraz będzie się liczyło w ich wzajemnych relacjach?

Takie a może jedynie trochę podobne niepokoje – jak sobie wyobrażam – zamartwiały serce i umysł Józefa z Nazaretu, gdy dowiedział się, iż jego Oblubienica jest brzemienna. Interesującym pozostaje jednak to, jak Św. Mateusz opisuje reakcje św. Józefa. Tekst ukazuje trzy sposoby zachowania i przy ich pomocy Ewangelista prezentuje trzy istotne właściwości patrona naszego sanktuarium. Dlatego chciałbym teraz zaprezentować tego młodego Męża z Nazaretu, przy pomocy owych typowych dla niego cech. Nawet śmiało mogę powiedzieć, że to są józefowe przymioty. Zwróćmy na nie szczególną uwagę, gdyż one są nam koniecznie potrzebne w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym, zawsze oraz wszędzie takie były a w sposób osobliwy będą nam szczególnie potrzebne w najbliższej przyszłości.

1. Pierwszą józefową cechą, „to innych nie kompromitować”. Św. Mateusz pisze dosłownie tak: „Mąż jej, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,19). Z pewnością św. Józef wewnętrznie znajdował się na jakimś szczególnym rozdrożu. Przecież z jednej strony kochał Maryję całym sercem i nie chciał dopuścić, aby Jej przydarzyło się coś upokarzającego. Gdyby zrobił z tego skandal, to z całą pewnością jego Oblubienica według obowiązującego prawa zostałaby ukamienowana. Zaś z drugiej strony, tym co się wydarzyło, niejako sam, został osobiście, bardzo głęboko dotknięty, można by powiedzieć oszukany oraz zraniony. I dlatego zdecydował się na pośrednie wyjście z tej sytuacji. On jest wewnętrznie całkowicie zaskoczony, lecz nie ujawnia tego na zewnątrz, ale jednocześnie unika otwartego nagłośnienia sprawy.

Myślę, iż również nam, ta cecha św. Józefa mogłaby pomóc, szybciej zażegnać różnego rodzaju konflikty, zamiast rozdmuchiwać je na nowo i robić z nich coraz więcej szumu i zamieszania. Powiedzmy sobie szczerze, często jest nam tak trudno, coś zatrzymać dla siebie, a szczególnie wówczas, gdyśmy się słusznie na innych zezłościli i podenerwowali.

Czy nie bywa tak, że z takim oporem przychodzi nam zasłyszane historyjki, plotki i nowinki na temat innych, zachować jedynie dla siebie, nie opowiadać ich dalej. A szczególnie wtedy, gdy właśnie ta osoba, o której dowiedziałem się takiej sensacji, ba nawet skandalu, jest mi wyjątkowo niesympatyczna.

Innych nie kompromitować, tak prezentuje Ewangelista pierwszą reakcję i postawę św. Józefa. Jestem przekonany o tym, że wprowadzając właśnie tę józefową cechę w moje osobiste i społeczne życie, w zawodową i medialną etykę dziennikarską moglibyśmy uniknąć wielu nieporozumień w naszych rodzinach, sąsiedztwach, parafiach oraz mocniej żyć błogosławieństwem pełnej prawdy w naszej ojczyźnie, w naszych zakładach pracy, szkołach, urzędach, iniwesytetach i przy okazjonalnych spotkaniach.

2. Drugą właściwością św. Józefa, „to innych ludzi ostrożniej oceniać, osądzać czy też wyrokować na ich temat”. Św. Mateusz ukazuje tę reakcję naszego patrona w następujący sposób. On nie pozostał tylko pod wpływem pierwszego wrażenia, choć mogłoby się tu wydawać, że przecież nie ma żadnych wątpliwości. Jednak św. Józef nie reaguje natychmiastowo, lecz głęboko się nad tym wszystkim zastanawia i rozważa w swoim sercu.

Dopiero, gdy Anioł Pański ukazuje mu Boży zamiar w odniesieniu do jego Oblubienicy Maryi, natychmiast koryguje swój osąd sprawy. I oto okazuje się, że przecież są jeszcze inne możliwości wytłumaczenia tego, co się stało, w życiu jego ukochanej małżonki, aniżeli tylko ta pierwsza myśl, jaka pojawiła się w momencie józefowego zakłopotania.

U nas jednak wygląda na to, że wiele osądów i wyroków staje się niezmienialnym i zamkniętym na jakąkolwiek korektę, uprzedzeniem w stosunku do jakiejś osoby. Jest to tym boleśniejsze, im bardziej taką zasadą posługują się powszechne środki społecznego przekazu, nadając kłamstwu oblicze niepodważalnej prawdy. O ilu sprawach się dzisiaj mówi, pisze i pokazuje na ekranie. Tak, zauważcie, kto publicznie wydał swój wyrok na drugiego człowieka, prezentuje się zawsze jako ten, który doskonale wszystko wie, dlaczego ci są tacy, a tamci są inni. Bo się okazuje, że to interpretacja stwarza fakt. A nie prezentuje się w rzeczywistości konkretnego wydarzenia.

Czy nie trzeba nam wszystkim więcej uczyć się tej drugiej józefowej cechy, aby być bardziej ostrożnym z naszymi osądami na temat drugiej osoby? I jestem tego pewien, że gdy będziemy w naszych ludzkich relacjach na tę sprawę bardziej wyczuleni, to taka postawa zaowocuje, zmniejszeniem osobistych uprzedzeń do innych a także i wyroki nasze staną się uczciwsze oraz sprawiedliwsze.

3. I wreszcie trzeci przymiot św. Józefa: „w konkretnej sytuacji pozostać i wytrzymać wszystkie trudności”. Ewangelista ukazuje, że św. Józef wyciągnął konsekwencje z tego nowego spojrzenia na sprawę zaślubionej mu i brzemiennej Maryi, „i wziął swoją małżonkę do siebie” (Mt 1, 24).

Oczywiście, gdyby Józef zostawił Maryję i odszedł, byłoby to dla niego chyba najłatwiejsze i najmniej zobowiązujące wyjście. A teraz zamiast tej ucieczki z kłopotliwej sytuacji, będzie musiał się zmierzyć z pytaniami sąsiadów stawianymi wprost w oczy, a może częściej poza jego plecami, musi być przygotowany na posądzenia i podejrzenia, oraz umieć ignorować głupie ludzkie docinki i obraźliwe insynuacje.

Św. Józef jednak wziął całą odpowiedzialność na siebie i jest świadomy tego, ile będzie jeszcze musiał dźwigać i jak koniecznym okaże się wytrzymanie tych ludzkich spojrzeń, bez możliwości jakiegokolwiek wytłumaczenia tego, co się stało. Nie będzie mu to przychodziło tak łatwo, tym bardziej, że mógłby sobie tak prosto wyobrazić swoje własne życie wolne, od tych trosk i zobowiązań. A drogą tej pokusy w naszej ojczyźnie, ucieka tak wielu fizycznych ojców i mężów od przyjętych w rodzinie obowiązków, bo nie dorośli do ojcowskiego zadania i powołania.

Cierpliwość, wytrwałość w trudnościach, pozostawanie wiernym przy drugiej osobie, mimo tego, że cała sytuacja nakłada nowe ciężary i niezrozumienia. Ta trzecia józefowa cecha jest chyba najbardziej obszerna, ale chyba też i najtrudniejsza dla naszych rodzin.

Gdyż często jest o wiele łatwiej płynąć z prądem rzeki i krakać tak jak mówi przysłowie, tak jak kraczą inne wrony. A przecież wielu z nas doświadcza dzisiaj, że życie chrześcijanina wierzącego, w parafii, w miejscu pracy, sąsiedztwie, w klasie, w telewizji jest wyśmiewane. I pytam siebie samego: co będzie, gdy ochrzczonym i bierzmowanym, codziennie modlącym się i często przystępującym do sakramentu pojednania, gdy tym którzy każdej niedzieli wraz ze swoją rodziną karmią się Ciałem Pana, tym, którzy są wierni sakramentowi małżeństwa i kierują się w życiu oraz pracy, prawdą, czystością, uczciwością i miłością? Co będzie, gdy nam zabraknie odwagi do tego, by do Boga się przyznawać, za cenę upokorzenia a nawet materialnej straty i tak żyć jak wskazują nam Boże i Kościelne przykazania? Co będzie?

Św. Józef prezentując nam ten swój trzeci przymiot wcale nie mówi, że nam z tą cechą będzie łatwo w życiu. Ale wprost odwrotnie zapewnia nas, iż w naszym świecie, także i w naszej Polsce będzie trudno. Czy my na jego wzór pozostaniemy przy Chrystusie, przy wartościach chrześcijańskich i katolickich, jakich uczyli nas nasi rodzice i dziadkowie? Czy to w Ojczyźnie, czy na obczyźnie. A może kusi nas to, by jak niektórzy wyrzec się za miskę biblijnej ezawowej soczewicy trudnej i wymagającej wiary w Boga i nie przyznawać się do Kościoła Jezusa Chrystusa?

Niekiedy na obrazach św. Józef ukazywany jest z lampą, kagankiem w ręce. On jest tym, który niesie Boże światło i nam dzisiaj to światło ukazuje, troszczy się o to by ono płonęło i w naszych sumieniach. Dlatego zachęca nas, byśmy tak jak on, innych nie kompromitowali, byli gotowi własny osąd sprawy przemedytować i zmienić oraz wytrwale i cierpliwie pozostawali przy raz podjętych zadaniach życiowych, nie uciekając przed tym, co jest trudne i nieprzyjemne.

Drodzy Siostry i Bracia w Chrystusie Panu, nasz patron św. Józef z Nazaretu nie jest tematem dla współczesnych laickich mediów, gdyż cechy jego osoby i życia wydają się dla tego świata takie niepozorne, może dla niektórych nawet nieważne.Jednak dla katolickich środków przekazu; prasy, radia telewizji, dla Telewizji Trwam, Radia Maryja dla Radia Rodzina dla studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, myślenie, postępowanie i życie św. Józefa musi być zawsze wezwaniem i wskazywaniem do dojrzałości, do pięknych postaw względem Boga i drugiego człowieka . A dla mnie a dla ciebie? Każdy z nas wie, że życie tak naprawdę składa się ze zwykłej codzienności, w której trzeba każdemu z nas tych trzech józefowych cech. Ich właśnie oraz jego ojcowskiej opieki w z tego józefowego sanktuarium w Kaliszu z całego serca życzę waszym rodzinom i każdemu z was siostry i bracia w Chrystusie Panu Amen.

drukuj