Homilia Ks. bp dr Jana Tyrawy wygłoszona podczas V Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja
Homilia ks. bp. Jana Tyrawy, ordynariusza bydgoskiego, wygłoszona w
sanktuarium Świętego Józefa w Kaliszu w czasie V Pielgrzymki Rodziny Radia
Maryja, 2 września 2010 r.
Pierwszy czwartek miesiąca września gromadzi nas na Eucharystii w sanktuarium
św. Józefa w Kaliszu. Ten dzień został obrany jako pielgrzymkowy słuchaczy Radia
Maryja i Telewizji Trwam. Hasło tej pielgrzymki to: "Błogosławiony Jerzy
Popiełuszko obrońcą życia poczętego – Kto broni człowieka poczętego, będzie
bronił każdego". Sądzę, że dla ważności tego tematu dobrze będzie nakreślić
współczesne jego tło, które czyni go ciągle aktualnym i koniecznym. To właśnie
tło stwarza nowe zagrożenia i domaga się nowych przemyśleń, aby je obnażyć i im
zaradzić.
Kardynał Joseph Ratzinger w przeddzień wyboru na Papieża zauważył coś, nad czym
nie wolno nam przejść obojętnie: "Wyznawanie jasno określonej wiary, zgodnie z
Credo Kościoła, jest często określane jako fundamentalizm. Natomiast relatywizm,
to znaczy poddawanie się 'każdemu powiewowi nauki’, jawi się jako jedyna postawa
godna współczesnej epoki. Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który
niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko
własne ja i jego zachcianki". W komentarzu do tej uwagi napisano: "Marsz w
kierunku totalitaryzmu rozkłada się na trzy etapy. Pierwszym jest negacja prawa
i prawdy obiektywnej, czego konsekwencję stanowi zrównanie dobra i zła, grzechu
i cnoty. Drugim – instytucjonalizacja dewiacji moralnych objawiająca się w
przemianie prywatnej niegodziwości w publiczną cnotę. Trzecim wreszcie –
wprowadzenie ostracyzmu społecznego i prawnej karalności dobra. Do tego momentu
właśnie doszliśmy. Żyjemy w społeczeństwie hołdującym swoistemu antydekalogowi,
w którym dozwolone jest wszystko poza publicznym deklarowaniem wierności zasadom
porządku naturalnego i chrześcijańskiego". I dalej: "Dyktatura relatywizmu to w
swych ostatecznych konsekwencjach odrzucenie światła rozumu i wzgardzenie łaską
Bożą. Po drodze rezygnuje się z wiary i praw Boskich, potem praw wpisanych w
ludzką naturę, by wreszcie pozbyć się samej filozofii, która stawia pytania o
prawdę i sens bytu. Tak rodzi się na naszych oczach największy w historii
totalitaryzm ze swym podstawowym zakazem stawiania pytań".
Wyrazem owej dyktatury jest między innymi sprawa krzyża. Mam tu na myśli nie
tylko krzyż spod Pałacu Prezydenckiego i wszystko to, co mu towarzyszy, lecz
również to, co go poprzedza w świetle sentencji Trybunału ze Strasburga.
Trybunał nakazał zdjąć krzyż ze ścian w szkole we Włoszech po zaskarżeniu jego
obecności w miejscu publicznym przez emigrantkę z Finlandii, która nie umiała
dostrzec, że ten sam krzyż widnieje na jej ojczystej fladze narodowej. Po tym
zaskarżeniu odezwały się podobne głosy także w Polsce, a nawet proces w sądzie
już rozstrzygnięty. Wiele rządów europejskich wypowiedziało się za
pozostawieniem krzyży w szkołach. Rząd Polski jak dotąd tego nie uczynił.
Wnosi się postulat usunięcia krzyża ze ścian w miejscach publicznych czy w ogóle
z przestrzeni publicznej, właśnie dlatego, że są to miejsca publiczne i że urąga
to zasadzie rozdziału państwa od Kościoła. Stwierdza się wprost, że krzyż
znajduje się tam wbrew prawu, bezprawnie, że państwo ma być światopoglądowo
neutralne. Przy tej okazji zauważmy, że rozumienie przestrzeni publicznej, w
której miałoby nie być miejsca na krzyż, rozszerza się na sprawę obecności
religii w szkole, uczestnictwo w uroczystościach państwowych i w ogóle obecność
symboliki religijnej. Dodajmy na marginesie, że w ostatnim czasie zdjęto krzyż z
Rysów, gdzie postawili go GOPR-owcy w stulecie swojej organizacji dla
upamiętnienia tych, którzy w górach zostali na zawsze. Przypatrzmy się temu
bliżej. Po raz pierwszy zasadę rozdziału państwa od Kościoła postawiła rewolucja
francuska. Uczyniła to jednak w bardzo dwuznaczny i niebezpieczny sposób.
Kościół oddzielony od państwa został wyeliminowany ze sfery publicznej.
Pozostało w niej samo państwo, które rzekomo nie grzeszy, którego nikt nie ma
już prawa upomnieć w jego grzechu. Takie państwo dokonuje rzezi chłopów w Wandei
bez żadnych dla niego konsekwencji.
Państwo i Kościół nawzajem się uzupełniają
Zasadę rozdziału państwa od Kościoła głosi jednak także sam Kościół. Rozumie ją
jednak całkowicie inaczej. Państwo i Kościół są dwiema niezależnymi i
autonomicznymi instytucjami, nawzajem się uzupełniającymi. To Kościół dostarcza
wartości, które wypełniają demokrację, aby nie przerodziła się w kolejny
totalitaryzm. Czy obecność krzyża w szkole, urzędzie, szerzej – w przestrzeni
publicznej, łamie ową zasadę? Przecież szkoła czy jakikolwiek urząd są
instytucjami państwowymi, gdzie państwo mianuje urzędników, określa zadania i
programy, przeprowadza kontrole. W Sejmie ustanawia prawo, uchwala programy
polityczne i ekonomiczne. Wszystko to dzieje się bez bezpośredniego udziału
Kościoła. To nie Kościół podnosi podatki. Kościół mówi jednak, że ich
niepłacenie jest niemoralne. Katechetę wizytuje dyrektor szkoły i urzędnik z
kuratorium. Jeśli chce uzyskać kolejny stopień awansu zawodowego, musi się
podporządkować przepisom państwowym.
Za postulatem usunięcia krzyża z przestrzeni publicznej stoi w rzeczywistości
nie egzekwowanie rozdziału państwa od Kościoła, lecz próba rozdziału
społeczeństwa od religii. Tego rozdziału społeczeństwa i religii dokonać się nie
da. Swoistym dowodem na to jest fakt, że usunięcie krzyża, usunięcie jednego
symbolu religijnego, tworzy automatycznie drugi symbol religijny czy
antyreligijny – pustą przestrzeń. Ta pustka w przestrzeni publicznej staje się
religijnym symbolem m.in. owej dyktatury relatywizmu, o czym mówiliśmy
wcześniej. Staje się symbolem ateizmu. Czyż większość wypowiedzi domagających
się jego usunięcia nie jest tego właśnie ducha? Tymczasem krzyż w przestrzeni
publicznej umieściło społeczeństwo, a nie państwo, które jest na służbie
społeczeństwa i tkwi w niej od tysiąca lat, a zatem w imię jakiej racji ma być
zdjęty? Warto przy tej okazji przypomnieć słowa Jana Pawła II: "Postulat
neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo
powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli,
niezależnie od tego, jaką religię i światopogląd oni wyznają. Ale postulat,
ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru
świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma
wspólnego ze światopoglądową neutralnością" (Lubaczów, 3 czerwca 1991 r.). Do
tej pustej przestrzeni jeszcze powrócimy.
Czym jest sam wyrok sądowy nakazujący usunięcie krzyża czy ogłaszanie, że tkwi
bezprawnie, wbrew prawu? Należy tu widzieć bardzo niebezpieczną tendencję –
zredukowanie całego życia społecznego do prawa. Prawa, które jest najniższą
płaszczyzną życia społecznego, najbardziej grubiańską i prymitywną. Powyżej
niego plasuje się moralność, kultura, smak, zwyczaj, religia, które są przecież
bardziej subtelne niż prawo. Kiedy wszystko zredukowane jest do prawa, kiedy
prawo ma o wszystkim decydować, w rzeczywistości unieważnia wszystkie pozostałe
płaszczyzny, po prostu je niszczy. Prawo, które niszczy kulturę, unieważniając
ją, niszczy też kulturę prawną. Niszczy elity odpowiedzialne za te sfery. Czy o
pięknie muzyki może decydować ktoś, kto w ogóle nie ma słuchu? Tymczasem o
sztuce nie decydują elity, tylko sędzia, który nie umie rozróżnić, co jest
prawdziwą sztuką, a co skandalem – bo skąd to ma umieć? To sędzia ma decydować o
tym, która z naukowych książek ma się ukazać, a która nie. W ten sposób
jednoosobowy sędzia czy nawet wieloosobowy zespół staje się nieformalnym organem
ustawodawczym, wprowadza nowe prawo i jako organ ustawodawczy czyni zbędnymi
pozostałe właściwe organa. Dokładnie w taki właśnie sposób, wyrokiem sądu, w
Stanach Zjednoczonych wprowadzona została aborcja. Dzisiaj na naszych oczach
wprowadza się prawo, w myśl którego związki homoseksualne są małżeństwami. I tak
prywatny pogląd sędziego, nawet wielce niemoralny, staje się publicznym prawem.
Doskonałym przykładem może być także wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie pani
Alicji Tysiąc, o którym to wyroku Javier Borrego Borrego, sędzia tegoż
Trybunału, zgłaszający votum separatum do tegoż wyroku, napisał: "Trybunał
zdecydował, że istota ludzka urodziła się ze względu na naruszenie Europejskiej
Konwencji Praw Człowieka. Zgodnie z tym rozumowaniem, jest w Polsce dziecko,
które ma sześć lat, którego prawo do urodzenia jest w sprzeczności z Konwencją.
Nigdy nie sądziłem, że Konwencja mogłaby zajść tak daleko, i uważam, że to
przerażające".
Odwoływanie się do prawa, którego treścią miałby być rozdział państwa od
Kościoła, też jest nieuzasadnione. Podstawą miałaby być Konstytucja, która
jednakże stwierdza, co następuje: "Kościoły i inne związki są równouprawnione.
(…) Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w
sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniają
swobodę ich wyrażania w życiu publicznym". Nie mówi się o rozdziale państwa od
Kościoła, ale o bezstronności. Bezstronność państwa wzmacniana jest klauzulą
wolności sumienia. Władze państwowe i publiczne "gwarantują swobodę
uzewnętrzniania przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych w
życiu publicznym". Oczywiście odwoływanie się do sumienia w konsekwencji – co
bardzo istotne – niesie w sobie wezwanie do odpowiedzialności tak jednej, jak i
drugiej strony. Nie możemy o tym zapomnieć.
Pusta przestrzeń społeczna symbolem ateizmu
Usunięcie krzyża, symbolu religijnego, tworzy inny symbol religijny: pustą
przestrzeń społeczną. Czyż już raz nie mieliśmy pustej przestrzeni społecznej,
wolnej od krzyża? A czymże był w rzeczywistości wiek XX, realizujący swoją
ideologię w dwóch zbrodniczych systemach totalitarnych, począwszy od haseł
rzuconych przez Komunę Paryską? Cały wiek wydaje się czasem dostatecznie długim,
aby można było zweryfikować prawdziwość rzuconych haseł, tym bardziej że całe
państwo ze wszystkimi swoimi organami i całą potęgą militarną było zaangażowane
w ich realizację. Co się zrodziło z tej pustej przestrzeni społecznej? Czyż nie
jedno z największych ludobójstw, jakiego świat do tej pory nie znał? Poznał
dopiero w wieku XX.
W tym miejscu – w naszej refleksji nad tym problemem – chciałbym odwołać się do
Leszka Kołakowskiego. Do końca życia nie przystąpił do Kościoła katolickiego,
nie przyjął chrztu, a w młodości nawet zwalczał Kościół. Wolno zatem powiedzieć,
że wszystko, co na temat wiary mówił, nie było czynione z perspektywy Kościoła
katolickiego, lecz na podstawie własnych przemyśleń i wnioskowania. Jest to
ważne, bowiem dziś każda uwaga, nawet najbardziej słuszna, czyniona przez
wierzącego deprecjonowana jest zarzutem konfesyjności i rzekomo nie może
obowiązywać niewierzącego. Ciekawe, że do dzisiaj we Francji trzeci tom
zasadniczego jego dzieła "Główne nurty marksizmu" nie został wydany. Sprzeciwiła
się temu Nowa Lewica. Jestem ciekawy, czy nowa lewica w Polsce przeczytała ten
tom, a tak mocno nawołuje do dialogu.
Właśnie pustka najpełniej charakteryzuje miniony okres. Pustka, której pierwszym
źródłem stał się brak konkretnych wartości w imię tolerancji i otwartości. Czy
jednak otwartość może być "neutralna aksjologicznie"? Czy oznacza bezkrytyczne
otwarcie na wszystkie poglądy i pociąga za sobą zgodę na każde stanowisko? Nie.
I właśnie dlatego Leszek Kołakowski z całym przekonaniem mógł stwierdzić:
"Ludzkość nigdy nie wyzbędzie się potrzeby identyfikacji w kategoriach
religijnych: kim jestem, skąd się wziąłem, gdzie jest moje miejsce, dlaczego
mogę wybierać, jaki sens ma moje życie, jak stawić czoło śmierci? Religia jest
kluczowym aspektem ludzkiej kultury. Potrzeb religijnych nie da się z kultury
ekskomunikować za pomocą racjonalistycznych zaklęć. Nie samym rozumem człowiek
żyje". I jeszcze jedna uwaga: "Wraz z zanikiem świętości pojawia się jedno z
najgroźniejszych złudzeń naszej cywilizacji: że ludzkie życie można poddać
nieograniczonym przemianom, że społeczeństwo jest 'zasadniczo’ bytem
nieskończenie plastycznym i że kwestionowanie tej plastyczności i tej
doskonałości oznacza kwestionowanie całkowitej autonomii człowieka, a tym samym
kwestionowanie wartości samego człowieka".
Zakwestionowanie religii i zakwestionowanie "świętości" – przez co rozumieć
należy wewnętrzną pracę człowieka nad samym sobą i jego doskonalenie duchowe –
dokonało się w imię nauki. Wszystko miało być naukowe. Naukowe miało być pojęcie
dyktatury proletariatu. Naukowy miał być światopogląd. I nie to okazało się
najgroźniejsze. Owa pustka okazała się "wielką fantazją" nie dlatego, że
obiecywała lepsze życie, ale dlatego, że odwoływała się do niezbywalnych
duchowych pragnień człowieka i łudziła ich spełnienie – bez krzyża! W tym sensie
marksizm pełnił "istotne funkcje religijne i skuteczność jego ma religijny
charakter. Dostarczał ślepej ufności co do wspaniałego świata, którego oczekuje
ludzkość tuż za rogiem". I tak pusta przestrzeń po zdjętym krzyżu okazała się
religijnym symbolem minionej epoki. Mało tego, jak zauważono, w imię owego
religijnego symbolu odwołano się w ostateczności do tkwiącego w ludziach
łajdactwa. W imię symbolu pustej przestrzeni społecznej. Jakie są szanse jego
przezwyciężenia?
Współczesny człowiek coraz bardziej stara się wypełnić tę pustkę właśnie prawem,
często byle jakim. Czyni to także za pomocą techniki. Przez to staje się jednak
jeszcze bardziej zagrożony egzystencjalną pustką. Zauroczenie technologią
sprawia, że całość ludzkiej egzystencji sprowadzona zostaje do techniki i
konsumpcji. Technika staje się nawet miarą moralności. Wszystko, co technicznie
wykonalne, jest przecież dobre, jak próbuje się nas przekonać. Właśnie dlatego
aborcja jest dobra, bo technicznie wykonalna. Jednakże człowiek nie jest
algorytmem. Stąd też miłość, ofiara, poświęcanie się, przebaczenie, to właśnie,
co nazywamy świętością, niczym nie da się zastąpić. Tym bardziej nie potrafią
ich zastąpić egoizm, ludzka próżność, irracjonalizm czy wspomniane wyżej
łajdactwo.
Europę stworzyło chrześcijaństwo
Dodatkowym argumentem za świeckością państwa, które usuwa religijne symbole z
przestrzeni publicznej, ma być europejskość. Domagają się tego europejskie
standardy. Europa ma być świecka, wolna od religijnych symboli. Ma to być
znakiem demokracji i wolności Europy. W Polsce nie jest to problem nowy.
Spotkaliśmy go podczas IV pielgrzymki Papieża Jana Pawła II do odradzającej się
Polski w 1991 r., kiedy to ateistyczne, laickie elity prawie wprost ogłosiły
osobę Ojca Świętego w Polsce jako persona non grata, osobę niepożądaną. Mówił o
tym Papież w książce "Przekroczyć próg nadziei". Słyszeliśmy wówczas także
odpowiedź Jana Pawła II pełną bólu i smutku: "A co ma być kryterium, co ma być
kryterium wolności? Jaka wolność? Na przykład wolność odbierania życia
nienarodzonemu dziecku?".
"Moi Bracia i Siostry, ja pragnę jako biskup Rzymu – mówił Ojciec Święty –
zaprotestować przeciwko takiemu kwalifikowaniu Europy; Europy Zachodniej. To
obraża ten wielki świat kultury; kultury chrześcijańskiej, z któregośmy czerpali
i któryśmy współtworzyli, współtworzyli także za cenę naszych cierpień. Tu, na
tej ziemi kujawskiej, tu, w tym mieście męczenników, to musi być powiedziane
głośno. Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci,
tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach i u
nas w ostatnich dziesięcioleciach. Tak tworzył ją ksiądz Jerzy. On jest patronem
naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus. Tak jak
Chrystus, jak Chrystus ma prawo obywatelstwa w świecie, ma prawo obywatelstwa w
Europie, dlatego że dał swoje życie za nas wszystkich. Ma prawo obywatelstwa
wśród nas i wśród wszystkich narodów tego kontynentu i całego świata przez swój
krzyż" (Włocławek, 7 czerwca 1991 r.).
Europę stworzyło chrześcijaństwo na kanwie syntezy, jakiej dokonało. Różne były
źródła, z których czerpało chrześcijaństwo. Ale trzy źródła okazały się
najważniejsze: grecka filozofia, rzymskie prawo i Objawienie zapisane w Starym i
Nowym Testamencie. Na bazie tej syntezy chrześcijaństwo ukazało prawdę o tym, że
człowiek jest osobą i niesie w sobie niezbywalną godność. Pierwszą definicję
osoby ludzkiej podał chrześcijański filozof Boecjusz. Pojęcie godności ludzkiej
poza chrześcijańskim obszarem kulturowym jest nieznane. To dlatego tak trudno
jest zbudować w niechrześcijańskim świecie demokrację. Na kanwie tej syntezy
zrodziły się nauka i technika oraz miłosierdzie. Nie jest zwykłym przypadkiem,
że w nowożytnym tego słowa znaczeniu pierwsze uniwersytety powstały właśnie w
Europie. Właśnie dlatego, że Europa była chrześcijańska, uniwersytety te mogły
powstać. Jeśli Europa jako pierwsza budowała szpitale i przytułki, to mogła to
czynić dlatego, że była chrześcijańska. Dlatego też Heinrich Böll mógł
powiedzieć: "Nawet najbardziej zły świat chrześcijański wysunąłbym przed
najlepszy pogański, ponieważ w chrześcijańskim świecie istnieje przestrzeń dla
tych, którym żaden świat pogański nigdy nie przyznał przestrzeni: dla kalekich i
chorych, starych i słabych; i więcej jeszcze, jako przestrzeń dał im miłość,
tym, którzy dla pogańskiego, jak i bezbożnego świata wydawali się i wydają
bezużyteczni. Wierzę w Chrystusa i wierzę, że osiemset milionów chrześcijan na
tej ziemi mogło odmienić oblicze tej ziemi, i polecam to do przemyślenia i mocy
wyobraźni współczesnym, aby wyobrazili sobie świat, w którym Chrystus nie byłby
dany". Czy można wyobrazić sobie świat bez chrześcijaństwa?
W tych dniach świat, nie tylko chrześcijański, obchodzi 100-lecie urodzin Matki
Teresy z Kalkuty. Matka Teresa jest doskonałym przykładem na to, co powiedziano
wyżej o chrześcijaństwie. Kiedy przybyła po raz pierwszy do Kalkuty i rozpoczęła
swoją działalność, z której zasłynęła na cały świat, to ją po prostu z niej
wyrzucono. Jej działalność była sprzeczna z tamtejszymi religiami, była wbrew
tamtejszym religiom. Religie te widzą sens ludzkiego życia w reinkarnacji, tzn.
w wielości wcieleń – poprzez kolejne wcielenia w coraz to wyższe kasty dochodzi
się do nirwany, do bezosobowego rozpłynięcia się człowieka w bezosobowym
kosmosie, co można byłoby nazwać buddyjskim rozumieniem zbawienia. Zatem jeśli
ktoś urodził się jako parias w slumsie, tam także musi umrzeć i nie można mu
pomóc, aby nie przeszkodzić mu w reinkarnacji, w drodze do nirwany.
Dzisiaj na to chrześcijańskie pojęcie osoby ludzkiej powołują się także ateiści
i niewierzący. I dobrze. Ale łatwo równocześnie zauważyć, że to ich powoływanie
się na godność osoby jeszcze samego człowieka nie chroni. Nie chroni w przypadku
aborcji, eutanazji czy in vitro. Jaki zatem musiałby zaistnieć przypadek, aby
godność osoby okazała się mocniejsza niż zamach na człowieka? Prawdopodobnie
istnieje tylko jeden, kiedy taki zamach miałby dotyczyć nas samych, osobiście.
Niejasność postaw i rzekoma tolerancja
Moi Drodzy!
Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeszcze jedną wypowiedź Jana Pawła II ze
spotkania z roku 1979 ze studentami i profesorami KUL na Jasnej Górze: "Można
sprawę Chrystusa osłabić, można jej zaszkodzić niekoniecznie przez wybór
światopoglądu, ideologii diametralnie przeciwnej. Każdy człowiek, który wybiera
światopogląd uczciwie, według własnego przekonania, zasługuje na szacunek.
Natomiast niebezpieczny, powiedziałbym, dla jednej i dla drugiej strony, i dla
Kościoła, i dla drugiej strony – nazwijcie ją, jak chcecie – jest człowiek,
który nie wybiera ryzyka, nie wybiera wedle najgłębszych przekonań, wedle swojej
wewnętrznej prawdy, tylko chce się zmieścić w jakiejś koniunkturze, chce płynąć,
kierując się jakimś konformizmem, przesuwając się raz na lewo, raz na prawo,
wedle tego, jak zawieje wiatr. Ja bym powiedział, że i dla sprawy
chrześcijaństwa, i dla sprawy marksizmu w Polsce jest najlepiej wówczas, kiedy
są ludzie zdolni przyjmować to ryzyko, ewangeliczne ryzyko życia, przyznawać się
do swojej prawdy ze wszystkimi konsekwencjami".
Papież powiedział nam wówczas, abyśmy nie wstydzili się chrześcijaństwa, abyśmy
wiedzieli, że dla chrześcijaństwa w Europie nie ma alternatywy, gdyż w
przeciwnym przypadku Europa przestanie być sobą. Naukę religii można ze szkoły
usunąć i wprowadzić świecką etykę, ale nie można unieważnić Bożych przykazań.
Nie można powiedzieć, że "nie zabijaj" odnosi się do wierzących, a niewierzący
mogą to czynić. Nie można powiedzieć, że "nie cudzołóż" odnosi się do
wierzących; nam, niewierzącym, można to czynić. Przecież i niewierzący, kiedy
dowie się, że jest zdradzany przez współmałżonka, często prosi o rozwód. Nie
można powiedzieć, że "nie kradnij" odnosi się do wierzących; nam, niewierzącym,
można to czynić. Papież mówił nam także, że przyszłość chrześcijaństwa mogą
tworzyć i pielęgnować je tylko silne osobowości o silnej tożsamości. Osoby,
które będą się w tym kierunku kształcić, wychowywać. Tylko takie silne
osobowości o silnej tożsamości zdolne są do dialogu, nie boją się dialogu i
zdolne są tworzyć wspólną przestrzeń współżycia w pluralistycznym
społeczeństwie. To samo dotyczy jednak także ludzi niewierzących. Cynizmem,
ironią i kpiną z wiary, religii zgodnego życia społecznego się nie stworzy.
Najgorsze, co może się stać, to niejasność postaw i tylko rzekoma tolerancja.
Na zakończenie módlmy się w intencji naszej Ojczyzny słowami modlitwy ks. Piotra
Skargi. W 2012 r. przypada 400. rocznica jego śmierci. Przed stu laty legendą
Piotra Skargi, roznieconą m.in. przez Adama Mickiewicza w jego "Prelekcjach
paryskich", żyła cała Polska, przypominając sobie "Kazanie sejmowe", w którym
Skarga zapowiadał zmartwychwstanie Polski, co się dokonało dokładnie po 6
latach.
"Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej,
by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła Imieniowi Twemu, a syny swe wiodła ku
szczęśliwości. Wszechmogący, wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku
braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich
pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie. Ześlij Ducha Świętego na sługi
Twoje, rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie
powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Przez Chrystusa, Pana
naszego. Amen".
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
