Felieton „Z Ojczyzny Jezusa”
Pokój i Dobro!
Jezus żyje! Alleluja!
W niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie ma chyba chrześcijanina, który nie pragnąłby choć na chwilę, znaleźć się w Ojczyźnie Zbawiciela i przyklęknąć przy pustym kamieniu w bazylice Bożego Grobu. W Jerozolimie, którą wielu uważa za najważniejsze miasto historii, nazywając ją „pępkiem świata”, dla chrześcijan bazylika jest czymś najważniejszym i najświętszym i może być określona jako „serce Jerozolimy”.
Nasza wiara nie byłaby żywa i autentyczna, choćbyśmy kochali Boga z największym zaangażowaniem, gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, gdyby te kamienie nie były świadkami Jego niepojętego Objawienia. Właśnie te kamienie! Kiedyś starszy zakonnik, pouczył mnie, abym nigdy nie przechodził przed kaplicą Bożego Grobu bez uklęknięcia. „Zawsze – powiedział – klęknij w adoracji tego miejsca, bo tu są te kamienie, które widziały i wiedzą!”. Są one jakby milczącymi świadkami tajemnicy zmartwychwstania, w którą my uwierzyliśmy i głosimy jako podstawową prawdę naszej wiary.
Dzisiejszy stan bazyliki Anastasis, czyli zmartwychwstania Pańskiego zaskakuje swoim surowym wyglądem, tajemniczością i skomplikowaną strukturą. Pielgrzyma czy turystę wchodzącego ze słonecznego dziedzińca do wnętrza bazyliki od razu szokuje półmrok i jej labiryntowa struktura. Próba samotnego zwiedzenia często kończy się pełną dezorientacją i zagubieniem. Może dlatego wielu wchodzi do środka zachowując się, jakby znajdowali się jeszcze na placu. Niekiedy zapominają o zdjęciu nakrycia głowy, głośno rozmawiają, czy też kontynuują picie wody z plastikowej butelki, którą bez namysłu zostawiają w jednym z mniej widocznych narożników najważniejszej chrześcijańskiej świątyni. Jakże zupełnie inne zasady obowiązują w synagogach czy meczetach. Na przykład przed wejściem do Yad Vashem, muzeum pamięci holokaustu, porządkowi nakazują wyłączyć telefon komórkowy, zostawić bagaże a nawet wyrzucić do specjalnego pojemnika ewentualną gumę do żucia, którą miałoby się w ustach.
Tego rodzaju kontroli nie ma przed wejściem do sanktuarium, które strzeże Kalwarii i pozostałości wykutego w skale grobu, cysterny, gdzie zostało odnalezione Drzewo Krzyża i wielu innych pamiątek chrześcijaństwa uwiecznionych ustalonych przez pobożność pielgrzymów. Do miejsca, gdzie zostaliśmy odkupieni śmiercią krzyżową i zmartwychwstaniem Chrystusa, nowego Adama, można wejść jak na dworzec autobusowy lub do centrum komercyjnego. Może jest trochę przesady w tym porównaniu, ale prawdą jest, że do bazyliki Bożego Grobu wchodzi się z marszu codzienności. Niektórzy uważają, że jest to brak porządku i dobrej edukacji wchodzących. Inni patrzą na tę sytuację przez pryzmat teologii zbawienia. Jedni krytykują brak organizacji i reguł zachowania, przypisując winę odpowiedzialnym za bazylikę wspólnotom chrześcijańskim lub izraelskiej policji pełniącej służbę porządkową. Drudzy próbują wytłumaczyć panującą sytuację przekonaniem, iż na Golgocie, gdzie człowiek został odkupiony z sideł zła i grzechu można stanąć w całej prawdzie, takimi jakimi się jest… prostymi, zwykłymi i grzesznymi ludźmi. Podobnie jak w czasie historycznej męki i śmierci krzyżowej, również dzisiaj Chrystus z jednej strony jest wystawiony na pośmiewisko i kpiny gapiów, ale z drugiej czczony i uwielbiany przez kochających i modlących się pielgrzymów.
Z tego względu my chrześcijanie powinniśmy kochać tę bazylikę, która jest sercem naszej wiary czy też jak często bywa określana „pępkiem świata”. Kochać to znaczy także współczuć jej opłakanemu stanowi i bronić jej przed tymi, którzy traktują ją tylko jako kolejną ciekawostkę turystyczną do sfotografowania lub co gorsze zaznaczenia swojej obecności wyrytymi lub napisanymi imionami. Bezmyślność i brak dobrego wychowania turysty nie może być wzorem dla pielgrzyma.
Wyznawcy Chrystusa kierując swoje kroki do tej najważniejszej świątyni chrześcijaństwa powinni wyciszyć się wewnętrznie i zachować pełne szacunku skupienie. Bazylika mówi nam o tym jak bardzo Chrystus nas umiłował umierając i zmartwychwstając dla nas i jak bardzo nas kocha przyzwalając, by to miejsce było nadal symbolem Jego zbawczego dzieła. „Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich” (Iz 53,7). Roztargniony turysta nie dostrzega Jego obecności, ale prawdziwy pielgrzym wie, że Pan tu jest. Tutaj są kamienie, które pamiętają Jego śmierć i zmartwychwstanie, i tutaj też jest kaplica Najświętszego Sakramentu, gdzie pamięć przeszłości łączy się z sakramentalnym dzisiaj.
Bazylika w tych dniach liturgii Triduum Paschalnego przypominała chaotyczną „wieżę Babel”. W tym roku bowiem wszyscy chrześcijanie celebrowali Wielkanoc w tym samym dniu. Na Kalwarii i przy Grobie Bożym nie ustawała modlitwa łacinników czyli katolików obrządku rzymskiego, greków prawosławnych, ormian, syrian oraz koptów. Każda wspólnota we własnych rytach i charakterystycznej dla siebie liturgii wspominała i celebrowała mękę, śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Bez tej bazyliki i bez jej liturgii żadne inne sanktuarium na tej Ziemi uświęconej historyczną obecnością Jezusa Chrystusa nie miałoby znaczenia i sensu. To właśnie dlatego prawdziwa pielgrzymka do źródeł naszej wiary, do fundamentów wiary Kościoła ma swoje centrum w tej świątyni wzniesionej nad Golgotą i Chrystusowym grobem.
Nie powinna więc szokować nikogo religijna atmosfera jerozolimskiej „wieży Babel”, jaką tworzą chrześcijańskie wyznania, które od wieków mają w bazylice swoje miejsce przypieczętowane prawem „status quo”. Sama obecność w tym świętym miejscu mimo dzielących ich tradycji jest znakiem dobrej woli i wzajemnych ustępstw. Zasady „stutus quo” nie są wyznacznikami wrogości jednej wspólnoty przeciwko drugiej, lecz ich wzajemnego respektu i współpracy. Można w tym widzieć negatywny aspekt „rywalizacji i nieustępliwości”, lecz nie należy zapominać, że jest to jedyna tak zażyła, wieloletnia i codzienna koegzystencja wspólnot chrześcijańskich. Ten praktyczny i mozolnie budowany ekumenizm opiera się na jednej zasadzie: tutaj byliśmy, jesteśmy i chcemy zostać.
Trudno było w tych dnia poruszać się po zatłoczonych uliczkach starej Jerozolimy i nie łatwo było odprawiać liturgię w bazylice oblężonej przez pielgrzymów z różnych stron świata. By nie dać się zdominować nastrojom frustracji przechodzącej niekiedy w agresję, zarówno nam oficjalnym stróżom Miejsc Świętych jak również wiernym, musiała towarzyszyć świadomość, że nie mury mają znaczenie ale ludzie. W podobnych sytuacjach warto pamiętać o jednej zasadzie. Gdy odwiedzamy przyjaciela w jego domu staramy się poznać także domowników. Tak samo gdy nawiedzamy dom naszego jedynego wiernego Przyjaciela Jezusa Chrystusa nie możemy ignorować tych, którzy tutaj mieszkają lub przybywają.
W powieści Quo vadis jedna z postaci zwróciła się do Apostoła Piotra z następującym pytaniem: „Grecja stworzyła mądrość i piękno, Rzym potęgę, a chrześcijanie co nam przynoszą?” Wtedy Piotr odpowiedział: „miłość!” Tej Bożej miłości zostawionej nam jako najważniejsze przykazanie a przypieczętowanej śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa życzę wszystkim słuchaczom Radia Maryja oraz widzom telewizji TRWAM, zapewniając o modlitwie przy pustym grobie Zbawiciela w Jerozolimie.
jk
