Felieton „Z ojczyzny Jezusa”


Pobierz Pobierz

780 lat temu, 3 października 1226 roku, w Porcjunkuli pod Asyżem umarł św. Franciszek. Miał zaledwie 45 lat. W momencie jego śmierci założony przez niego zakon liczył już tysiące braci i szybko się rozwijał. Prowincja Ziemi Świętej została ustanowiona 9 lat wcześniej i kilku braci odwiedziło już Jerozolimę. Sam św. Franciszek pielgrzymował do Miejsc Świętych w 1219 roku. Ostatecznie Bracia Mniejsi zamieszkali na stałe w Jerozolimie przy V stacji Drogi Krzyżowej 10 lat później w 1229 roku. Dzisiaj swoją główną siedzibę mają nadal w Starym Mieście, niedaleko od tamtej pierwszej placówki. Jest nią klasztor Najświętszego Zbawiciela, przy Bramie Nowej, w bliskim sąsiedztwie Bazyliki Bożego Grobu. To tutaj miały miejsce główne uroczystości ku czci Serafickiego Ojca. Zaczęły się w wigilię święta pierwszymi nieszporami. W liturgii Kościoła, w której przetrwały elementy tradycji żydowskiej, dzień zaczyna się tuż po zachodzie słońca, co odpowiada biblijnemu opisowi stworzenia z Księgi Rodzaju: „i tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy” (por. 1,5). Ten opis ma również szerszą interpretację, przyjętą w teologii trzech religii monoteistycznych. Przedstawia ona życie na ziemi jako czas nocy, który po śmierci ma zamienić się na światłość wieczną.

Dlatego po liturgii pierwszych nieszporów uroczystości św. Franciszka jest wspominany Transitus czyli jego przejście przez bramę śmierci do blasku chwały. Na wigilijnych uroczystościach, którym przewodniczył o. Pierbattista Pizzaballa, Kustosz Ziemi Świętej, zebrali się liczni bracia franciszkanie z Jerozolimy, siostry zakonne oraz klerycy wszystkich seminariów duchownych znajdujących się na terenie tutejszej diecezji. W czasie liturgii nieszporów 20 braci z Kustodii Ziemi Świętej odnowiło swoje ślubów zakonne, przyrzekając Bogu żyć przez najbliższy rok w posłuszeństwie, czystości i bez żadnej własności. Po uroczystej liturgii klerycy z seminarium patriarchalnego z Beit Dżala, salezjanie oraz liczni goście zatrzymali się w klasztornym wirydarzu na wspólnej agapie. Po kolacji był też czas na radosne muzykowanie, śpiewy a nawet tańce.

4 października, w uroczystość świętego Franciszka koncelebrowanej Eucharystii tradycyjnie przewodniczyli ojcowie dominikanie. Św. Franciszek i św. Dominik spotkali się prawdopodobnie w Rzymie około 1215 roku. Obaj założyli zakony żebracze. Mimo wyboru różnych dróg realizacji radykalizmu ewangelicznego, uważani są za przykład jedności i przyjaźni, które nadal podtrzymują franciszkanie i dominikanie. Po uroczystej Mszy św. z udziałem ponad 80 koncelebransów, licznych osób konsekrowanych oraz parafian, na świąteczny obiad do odnowionego klasztornego refektarza zostali zaproszeni Patriarcha Michel Sabbah, 2 opaci benedyktyńscy, przedstawiciele wspólnot zakonnych oraz konsulowie Włoch, Francji, Hiszpani i Belgii,. W tym roku po raz pierwszy wśród gości była także ksieni klasztoru sióstr klarysek z Jerozolimy.

W kontekście patronalnego święta Zakonu Braci Mniejszych, pragnę przypomnieć jeden z charakterystycznych epizodów świętego życia i pionierskiej drogi Franciszka z Asyżu. Często nazywa się to zdarzenie „pokojową krucjatą”, a jego protagonistę określa się mianem „Chrystusowego żołnierza bez oręża”. Chodzi oczywiście o spotkanie św. Franciszka z sułtanem Malek al-Kamel. W młodości również Franciszek marzył, aby zostać rycerzem i wziąć udział w wyprawie krzyżowej. Podobnie jak wielu chrześcijan w tamtych czasach był przeświadczony, że ci, którzy umierali walcząc z niewiernymi, stawali się męczennikami wiary. Po swoim nawróceniu i wybraniu drogi ewangelicznej miłości na wzór samego Chrystusa, Franciszek chciał nawrócenia muzułmanów, a nie walki z nimi. Jego marzenie było czymś nowym w ówczesnych czasach. Do kardynała Hugolina napisał: „Pan wysłał moich braci dla dobra i zbawienia wszystkich ludzi na całym świecie… Oni będą przyjęci nie tylko na ziemiach chrześcijańskich, ale także między niewierzącymi”. Ponadto sądził dobrodusznie, że jeśli jego bracia „byliby wierni w swoim życiu w ubóstwie i pokorze, potrafiliby żyć między muzułmanami, którzy troszczyliby się o ich potrzeby”. Franciszek mówił to w czasie, gdy wyznawców islamu nazywano: „synami zła”, „robactwem” z którego należało oczyścić Ziemię Świętą. Niewielu było przekonanych, że chrześcijanie i muzułmanie mogliby żyć w pokoju.

Franciszek z Asyżu w to jednak nie wątpił. Ostatecznie w 1219 roku wraz z grupą braci dołączył do piątej wyprawy krzyżowej i dotarł do Egiptu, gdzie wojska chrześcijańskie oblegały Damiettę, potężną twierdzę położoną w delcie Nilu. Mimo zagrożenia życia św. Franciszek i brat Illuminat poprosili legata papieskiego o pozwolenie, by móc udać się do obozu wroga. Kardynał uznał ich za szaleńców, okazał przychylność prośbie, ale ostrzegł, iż nie bierze odpowiedzialności za ich śmierć. Bez oręża, z gotowością oddania życia dla Chrystusa, udali się do muzułmanów i zostali zaprowadzeni przed oblicze sułtana. Kroniki nie zarejestrowały ani przebiegu spotkania ani tego o czym rozmawiali. Św. Franciszek zapewne, zgodnie ze swoim przekonaniem, odważnie świadczył wobec sułtana o Chrystusie i w pokorze, ale z wielką gorliwością, przepowiadał wobec niego Ewangelię. Biografowie podkreślają, że dla udowodnienie, która z religii jest prawdziwa, Biedaczyna asyski zaproponował sułtanowi próbę ognia, ale ten na nią się nie zgodził. Jakkolwiek przebiegło spotkanie św. Franciszka z sułtanem Malek al-Kamelem, pewnym jest, że muzułmański władca potraktował Biedaczynę z wielkim szacunkiem i nie tylko pozwolił powrócić braciom do obozu krzyżowców, ale ponadto dał im pozwolenie na odwiedzenie Miejsc Świętych w Palestynie.

To spotkanie z sułtanem utwierdziło Franciszka w pokojowym nastawieniu do wszystkiego i do wszystkich. Zawsze kierował do napotkanych pozdrowienie pokoju, które, jak wspomina w Testamencie, zostało mu objawione przez Boga. Posyłając braci w świat upominał ich i zachęcał, aby „nie wszczynali kłótni ani nie spierali się słowami i nie sądzili innych, lecz by byli cisi, spokojni i skromni, łagodni i pokorni” (2 Reg 3,10-11). Ten pokojowy stosunek do drugiego człowieka Franciszek rozciągnął również na niewierzących w Chrystusa, a zwłaszcza na muzułmanów. Posyłając braci do pracy misyjnej polecił im, aby nie wdawali się w żadne kłótnie lub spory, lecz będąc poddanymi wszelkiemu stworzeniu odważnie przyznawali się do Jezusa Chrystusa. Dopiero później, jeżeli taka będzie wola Boża, mają słowem głosić niewiernym Słowo Boże, aby uwierzyli i zostali zbawieni (por 1 Reg 16,5-7).

Franciszkańskiego stylu życia trzeba oczekiwać od wszystkich jego naśladowców rozsianych po całym świecie i zrzeszonych w wielkiej franciszkańskiej rodzinie braci i sióstr, ale pragnę tego pokojowego nastawienia i gotowości do dialogu życzyć także wszystkim ludziom dobrej woli. Niech św. Franciszek dla świata i dla naszej kochanej Ojczyzny wyprasza „pokój i dobro”.

jk

drukuj