Duch św. Stanisława


Pobierz Pobierz

Z ducha św. Stanisława

By właściwy przebieg miała ta audycja u jej początku winniśmy nawiązać do poprzedniej, w której pokazaliśmy postać człowieka, któremu rodacy nadali starożytne miano: pater patriae – ojciec ojczyzny. Tym człowiekiem jest św. Stanisław biskup i męczennik. Padło wówczas znamienne zdanie, które trzeba teraz przytoczyć:

„W osobie św. Stanisława rozegrał się ów konieczny dramat dziejowy, mający ścisły związek z ofiarą Krzyża, decydujący na wieki o wewnętrznych prawidłach rozwoju ojczyzny. Chodziło o rząd dusz: czy ma pójść drogą samowoli władzy nie liczącej się z poszanowaniem godności osoby ludzkiej, czy też drogą wolności, której gwarantem jest Chrystus z Krzyża”.

Z tych słów wysnuć możemy stwierdzenie, że św. Stanisław u zarania podstaw naszej kultury polskiej okazuje się być współtwórcą i obrońcą ładu moralnego wyrosłego z prawa Człowieka do życia jako wolne dziecko Boże.

Postawmy teraz pytanie: Czy nie jest to stwierdzenie na wyrost?

By na to odpowiedzieć musimy sięgnąć do podstaw kultury polskiej. Jej zasadnicze zręby zakorzenione w prasłowiańskiej grzybni kształtowane były przez chrześcijaństwo w szacie helleńsko – rzymskiej. Jego cechą naczelną jest to, że ześrodkowało cały świat w człowieku. Zdumiony jego wielkością Psalmista Pański stawia pytanie: Cóż jest człowiek, że go tak wielmożysz? Sofista Protagoras śmiało powie, iż człowiek miarą jest wszechrzeczy, Platon mówiąc, że to Bóg jest miarą wszystkiego proroczo zapowie nadejście Logosu -Słowa, które jest przyczyną świata, a chrześcijaństwo przejąwszy to wszystko da odpowiedź Psalmiście, jak Bóg widzi człowieka: Tak go umiłował, że Syna swego dał, aby każdy, kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny . Wyznajemy tym samym, że wszedł w dzieje ludzkości Chrystus Mistrz Wiekuisty i odtąd – jak to mówi pięknie Cyprian Kamil Norwid – do historii, która wielkich zdarzeń czeka, dołączył bijografię każdego człowieka . A skoro tak jest to wielki spadkobierca myśli antycznej św. Grzegorz z Nyssy powie: „Stajesz się człowieku dzieckiem Boga, dzieckiem cnoty i „obrazem Chrystusa” wtedy, gdy go przyjmujesz” . A poprzednik papieża Benedykta XVI, który genialnie przypomina na środowych audiencjach myśli Ojców Kościoła, papież Leon Wielki zachęca człowieka, by to przemyślał, mówiąc: „agnosce o Christiane dignitatem suam (poznaj swą godność chrześcijaninie, stałeś się uczestnikiem boskiej natury) .

W tak widzianym przez starożytność człowieku, o jego charakterze decydują trzy cechy: pietas (pobożność), virtus (męstwo) i humanitas (ludzkość). Przyjrzyjmy się im nieco bliżej. Poprzez pietas starożytni rozumieli służbę własnej ojczyźnie, dbanie o szczęście najbliższych i miłość do bóstwa. Starożytna sztuka chrześcijańska upersonifikowała to w postaci oranta czyli osoby ze wzniesionymi ku górze rękami, co oznacza, że poprzez pietas dusza ludzka osiąga zbawienie.

Na drugą z kolei cnotę virtus składa się nie tylko niezachwiana odwaga w chwili walki z wrogiem, ale przede wszystkim wytrwałość w znoszeniu trudów, przeciwności, niebezpieczeństw, a zwłaszcza panowanie nad własnymi uczuciami, co jest najwyższą sztuką. To ostatnie pokazał pięknie Wergiliusz w Eneidzie, gdy Eneaszowi każe pokonać uczucie do kartagińskiej królowej Dydony dla wypełnienia celu, który Opatrzność mu wyznaczyła.

I wreszcie trzecia odsłona owego swoistego tryptyku tworzącego charakter człowieka to humanitas, czyli łagodne, wyrozumiałe, ludzkie postępowanie wobec innych, w tym wrogów, którzy po zakończonej z nimi rywalizacji przestają nimi być. Z tej cechy zrodzi się etos rycerskości. Posiadanie jej lub brak decydują o różnicy cywilizacyjnej i kulturowej w podejściu do człowieka.

Zilustrujmy to przykładem.

Poeta egipski napisał poemat na cześć faraona Ramzesa II, gdy ten w roku 1285 przed Chrystusem stoczył bitwę z królem Hetytów Muwatalisem pod miastem Kadesz. Wkłada w usta Ramzesa takie słowa:

„Byłem jako bóg wojny. Ani jeden spośród moich wrogów, porażonych lękiem, nie mógł podnieść ręki do boju. Zapędziłem ich do rzeki i rzucali się do wody tak, jak rzucają się z brzegu krokodyle. Inni padają przede mną na twarz, jeden na drugim, a ja mordowałem ich, jak tylko chciałem. Żaden z nich nie śmiał spojrzeć na mnie, żaden nie śmiał się odwrócić, żaden z nich, gdy raz upadł, nie mógł się już więcej podnieść”.

W opisie tym trudno dostrzec ową humanitas. Autor patrzy na zabijanie tylko od strony tego, kogo sławi. Hetyci są przedmiotem działania Ramzesa. Ich się zabija, by zalegli jako trupy pobojowisko, nic więcej.

A teraz posłuchajmy Homera, którego Grecy słusznie nazywać będą „wychowawcą bohaterów”.

Król Troi Priam udaje się do wroga Achillesa prosząc, by oddał mu ciało swego syna Hektora:

„Gdy starzec zaczął, w ciężkiej pogrążon żałobie:

Pomnij na ojca swego, boski Achillesie!

W równym on ze mną wieku, w ostatnich lat kresie! (…)

Hektor zginął od ciebie, walcząc za ojczyznę.

Po niego tu przychodzę. Uczcij mą siwiznę!”

A co na to Achilles? Posłuchajmy:

„Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,

Na koniec się do niego w tych słowach odzywa:

O nieszczęśliwy starcze! Coś ty nędzy zażył!

Jakżeś się sam przez obóz grecki przejść odważył,

Ażebyś przed obliczem rycerza się stawił,

Który cię tylu synów walecznych pozbawił?”

Po czym ugaszcza Priama i pyta:

„Ale mi powiedz, jak ci potrzebny czas długi

Do oddania synowi ostatniej usługi,

Abym lud wstrzymał i sam nie myślał o wojnie”

Następnie oddaje ciało Hektora, o czym Homer tak pisze:

„Brankom ciało myć kazał i maścić na boku

Chcąc ojcu bolesnego oszczędzić widoku”

I żegna się z Priamem mówiąc:

„Będziesz miał czas żądany do pogrzebnej cześci

Wszystko daję Pryjamie, dla twojej boleści.

To rycerz powiedziawszy rękę starca bierze,

Aby zaufał jego szczerości i wierze”

Myślę, że nie musimy nic tu dopowiadać, różnica w patrzeniu na człowieka jest aż nadto widoczna.

Tę samą humanitas odnajdujemy w rzymskiej epopei Wergiliusza, gdy tym razem Trojańczyk Eneasz okazuje swoją litość i współczucie wrogowi, Grekowi Achemenidesowi, porzuconemu towarzyszowi Odyseusza. Przytoczmy ten fragment, bo jest piękny:

„Dzień wtóry już z przedranną jutrzenką nastawał

I zorza rozproszyła wilgotnych chmur nawał

Na niebie, kiedy z kniei, w podartej odzieży,

Mąż obcy, dziwnie chudy znienacka wybieży (…)

Achemenid me miano, wódz – Ulis, Ojczyzna –

Itaka. Adamantes, mój rodzic, pod Troję

Z biedy (obym ją znosił!) mnie wysłał na boje”.

Jak się zachowuje po tym wyznaniu jeden z Trojan?

„Sam Anchiz, myśl młodziana skrzepić pragnąc szczerze,

Bez zwłoki mu prawicę poda na przymierze”.

I razem uchodzą przed wspólnym niebezpieczeństwem od cyklopa Polifema:

„My śpiesznie, wziąwszy z sobą nie bez zasług Greka,

Cichaczem przetniem linę, uchodzim z daleka”.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który pochyla się nad poranionym dlatego, że jest on bliźnim, zepnie klamrą tę antyczną triadę kształtującą charakter człowieka.

Pokazaliśmy drodzy telewidzowie różnicę między spojrzeniem na człowieka w cywilizacji pustynno-stepowej, czyli wschodniej, a spojrzenie w kulturze helleńsko-rzymskiej, przejętej i ubogaconej przez chrześcijaństwo. Ono widzi w człowieku stworzenie, które Stwórca chciał dla niego samego.

Nasz święty Patron, który kształcił swój umysł i charakter w najlepszych ówczesnych szkołach Francji, które dojrzewały już do stania się uniwersytetami, do głębi się przejął owymi starożytnymi myślami o człowieku podług słów: „Ktoś je lat temu wypowiedział tysiąc. Lecz one dzisiaj grzmią i ty gotów byłbyś przysiąc, że bliższe ciebie są myślą i głosem”. (Norwid, Wielkie słowa)

Stanisław nie tylko przyjął je, ale uczynił własnymi i oddając i za to życie, na wieki utwierdził je w kulturze polskiej, która – jak mówi ks. Prof. Bartnik – odznacza się niezwykłą wiarą w człowieka, który jest sensem państwa, społeczeństwa, religii .

Odpowiadając zatem na pytanie, postawione przez nas na początku audycji: czy możemy nazwać św. Stanisława nie tylko obrońcą ładu moralnego wyrosłego z prawa człowieka do życia w godności wolnego dziecka Bożego, ale jego współtwórcą na ziemi polskiej i patronem, stwierdzamy za Janem Pawłem II , że „na jego postaci widać szczególnie wyraźnie, jak głęboko ów zasadniczy dla człowieka, dla humanum, ład moralny sięga w układy i warstwy bytowania narodu…(…) Prawo to zobowiązuje wszystkich, zarówno poddanych, jak i panujących. To jest siła św. Stanisława: jedno prawo dla wszystkich. Ono jest normą moralności, ono jest kryterium podstawowej wartości człowieka” .

Stał się więc Stanisław mistrzem najwyższej sztuki, sztuki bycia człowiekiem w oparciu o takie zasady, których odrzucenie prowadzi do przekreślenia go, do zmarnienia . I będzie uczył tego naród i człowieka polskiego, kształcąc jego umysł i charakter podług owych starożytnych prawideł, które przypomnieliśmy, czyli pietas (pobożności), virtus (męstwa) i humanitas (ludzkości). Odtąd tą drogą pójdzie i państwo, a nie drogą samowoli panującego, która zawsze wyrasta gdzieś z tej stepowo-pustynnej pragrzybni, gdzie dominuje pogarda człowieka. PRZERWA

Uderzmy teraz ojcze w duchową strunę prawdy mówiącej o tym, że w osobie św. Stanisława został opisany Kościół, który w nim został ojcem Ojczyzny, a wawelski grób męczennika jest jej ołtarzem. Przywiedźmy na pamięć raz jeszcze słowa z poprzedniej audycji mówiące o swoistym dialogu między Kościołem a Polską, jaki ma miejsce w dziejach ojczystych. Oddaliśmy jego istotę słowami ormiańskiego arcybiskupa Lwowa Józefa Teodorowicza tak:

„Z ciebie to ja wyszłam – mówi Polska do Kościoła. Jam cię na rękach nosił, wykołysał i wykarmił, a miodem Ewangelii duszę twoją sycił – odpowiada Kościół . I poślubiłem cię sobie. Dzięki tym zaślubinom, z krynicy Kościoła, z jego walki o swoją wolność ojczyzna czerpie ducha wolności, a gdy jej synowie przez swawolę wypaczą ducha wolności i wtedy w życiu nadprzyrodzonym Kościoła, mają oni dla siebie miarę, granicę, wędzidło”.

I dalej woła Kościół do ojczyzny: „Ty jesteś więcej niż skarbem, jesteś droższa od słońca, jesteś warta całej Krwi Chrystusowej, więc wstawię twą duszę szczerą jak złoto do kuźni Krzyża i poddam ciosom ognia i młota, aż z ciebie powstanie wspaniały klejnot do złożenia w ofierze Bogu Ojcu”.

Z tego serdecznego dialogu między ojczyzną a Kościołem, którego był poniekąd współtwórcą, wyrósł następca św. Stanisława na krakowskiej stolicy, błogosławiony Wincenty Kadłubek. Lata jego pasterzowania w Krakowie zamykają się w początkowym dwudziestoleciu XIII wieku. Potem osiadł w Jędrzejowskim chramie cysterskim i tam, mówiąc językiem średniowiecza, złożył należny dług matce ziemi, czyli dokończył żywota. Pozostawił po sobie Kronikę Polską, która przez całe wieki kształtowała świadomość historyczną i narodową Polaków . On pierwszy w Polsce podjął się nie tylko trudu rozumowania wokół naszych dziejów, ale także wychowywania całych pokoleń w oparciu o wspomniane przez nas antyczne cnoty, które miały stać się „złotymi filarami ojczyzny” (aureae patriae columnae) . Uczynił to za pomocą świadomego zabiegu powiązania naszych dziejów ze starożytnością i włączenia starożytnych już Polaków w teatr dziejów powszechnych.

Pierwsza z cnót pietas u Kadłubka objawia się najpełniej w umiłowaniu ojczyzny. Jej podporządkowana jest nawet troska o najbliższych. Pisze o tym tak:

„Lepiej, aby rodzice stracili potomstwo, niż żeby obywateli pozbawiono ojczyzny” (…)

„Czego podejmujemy się z miłości do ojczyzny, miłością jest, nie szaleństwem, męstwem, nie zuchwałością.(…) Cóż tedy pobudziło Machabeusza, mającego ośmiuset mężów przeciwko dwudziestu dwom tysiącom Bakchidesa, iż zapomniawszy o sobie pamiętał raczej o swoich ziomkach niż o własnym życiu? Miłość ojczyzny. (…)

Co dodało ducha sześciuset Spartanom, że poszli na obóz Kserksesa i nie lękali się pięciuset tysięcy nieprzyjaciół? Miłość ojczyzny. (…)

Dorowie mając walczyć z Ateńczykami zasięgają rady wyroczni. Otrzymują odpowiedź, że jeśli zabiją króla nieprzyjaciół, sami poniosą klęskę. Dowiedziawszy się o tym ateński król Kodrus zmienia odzienie, w łachmanach wchodzi do obozu nieprzyjaciół, umyślnie sierpem rani żołnierza, a ten zraniony zabija go. Nieprzyjaciele, rozpoznawszy ciało, ustępują bez walki. Tak to bohaterski król przez ofiarę z własnego życia ocalił ojczyznę” .

Cnota męstwa (virtus) zaznacza się zarówno męstwem na placu boju, ale także w wytrwałym podążaniu do celu. Posłuchajmy jak zachęca do tego całe społeczeństwo, by walczyło uparcie o obywatelskość państwa, gdzie nie ma tyranów uzurpujących sobie władzę, lecz prawowici władcy wybrani przez naród, kierujący się prawem boskim. Wtedy ojczyzna broniona jest męstwem swych wolnych obywateli.

„Nie masz szczęścia tam, gdzie własne omdlewają czyny; nie ma bezpieczeństwa tam, gdy własny kraj zagrożony jest rozszarpaniem . (…) Wybieraj więc, czy wolisz być niewolnikiem, czy wolnym? Czy chcesz być swoim, czy cudzym?”.

Co powstało z odpowiedzi na to pytanie i po wyborze przez obywateli odpowiedniego władcy to posłuchajmy:

„Tak więc powstał zawiązek naszego prawa obywatelskiego i nastały jego urodziny. Albowiem przed nim wolność musiała ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością. I sprawiedliwe było to, co największą korzyść przynosiło najmożniejszemu. Odtąd jednak przestała sprawiedliwość ulegać przemożnemu gwałtowi, a sprawiedliwością nazwano to, co sprzyja najbardziej temu, co może najmniej” .

To na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że słowa te Kadłubek kieruje do możnych i prostych poddanych, zrównanych wobec prawa. I wszystkich ich chce widzieć jako obywateli, którzy traktują wolność jako prawo i obowiązek zarazem, a panujący jest gwarantem sprawiedliwości. A zatem widzimy tu w zawiązku ziarna nauki społecznej Kościoła, rzucone w polską glebę, by wzrosły.

Trzecią z cnót jaką jest humanitas. Już wiemy, w czym się ona objawia, w rycerskości. Mistrz Wincenty zachęca nas do tego przytaczając liczne przykłady ze starożytności. Posłuchajmy:

„Zwycięski król Epidotów Pyrrus pokonawszy Rzymian odesłał do Rzymu dwustu żołnierzy bez okupu, aby poznawszy męstwo tego męża uznali również jego wspaniałomyślność. Aleksander Wielki walczy z Porusem, odnosi zwycięstwo i Porus dostaje się do niewoli; a tak dalece bolał nad klęską, iż mimo przebaczenia otrzymanego od nieprzyjaciela ani pokarmu nie chciał przyjmować, ani ran swych opatrzyć nie pozwolił. Aleksander dla uczczenia jego hartu cało odesłał go do królestwa, przystoi bowiem, aby mąż dzielny i odwagą się odznaczał, i uczucia miłości nie był pozbawiony. Nie mniejsza również była dobroć Heraklejczyków, gdy Ateńczycy zeszli z okrętów na ląd i pustoszyli ich pola, a wszystkie te okręty zatonęły podczas nagłej burzy. Ponieważ więc z tak szczupłą garstką nie mogli wrócić ani morzem, ani lądem, Heraklejczycy, chociaż mogliby ich pokonać lub zupełnie zniszczyć, szczodrze zaopatrzonych w posiłki odesłali, aby jako przyjaciół oddać tych, których mieli byli za wrogów” .

Z tego co wyżej zaprezentowaliśmy widzimy, że autor odwołując się do raz położonych w czasach starożytnych fundamentów moralnych uważa, że pozostają one aktualne i bez nich nie można mówić o życiu godnym człowieka. Tylko człowiek ukształtowany na tych prawidłach jest w stanie ukochać to dobro publiczne, jakim jest ojczyzna.

Odchodząc po nagrodę do Pana dziejów, pozostawił duchowy testament dla wszystkich Polaków. Mamy prawo odnieść się do niego słowami poety:

„Troistą młodzież chował na opiece

A gdy czas przyszedł na wieczyste wiece

Wezwał najsamprzód ubogie pupile

Co się chowali prze zamkowej szkole.

A dnia trzeciego przywołał panięta

Co się chowali na biskupim stole (…)

Rzekł: „Zdaję rolę, Kościół to matka, a ojczyzna święta” .

Zaiste błogosławiony jest ów rząd dusz sprawowany w Polsce od czasów św. Stanisława ręką Kościoła. Co z niego wyrośnie okaże się już w następnym pokoleniu po błogosławionym Wincentym Kadłubku.

PRZERWA

Kształcona na takich wzorcach, jakie wskazywał Błogosławiony Wincenty Kadłubek społeczność polska, w następnym już pokoleniu nie tylko zaczęła przekształcać się w naród świadomy swej tożsamości, ale sama z siebie wysnuwać poczęła myśl polityczną. Mianowicie w dobie rozbicia dzielnicowego, gdy zatracała się nasza państwowość, przodkowie nasi podjęli samodzielny trud jej pełnego odzyskania i rozwoju i to bez pomocy z zewnątrz.. Od chwili kanonizacji św. Stanisława w połowie XIII wieku stał się cud; Polacy po straszliwym najeździe mongolskim zaczęli na zgliszczach tworzyć na nowo organizację społeczną i polityczną i darzyć zaufaniem tych spośród książąt Piastowskich, którzy pragnęli odbudowy polskiej państwowości. Wiekowy niemal trud pokazał, jak na żywym ciele organizmu ojczyzny wypełniać się zaczęła prawda zawarta w legendzie o zrośnięciu się cudownym poćwiartowanych z woli władcy członków ciała świętego męczennika ze Skałki . Kościół w swej mądrości szerzył kult świętego na podzielone części kraju, tworzył niejako zastępczą strukturę uniwersalną państwa, co walnie przyczyniło się do zjednoczenia Polski. Symbolicznym ukoronowaniem tych poczynań w oparciu o cześć Patrona Ojczyzny był dukat koronacyjny króla Władysława Łokietka, jaki wypuścił był ten władca po zjednoczeniu dzielnic i odrodzeniu Królestwa. Na jednej stronie przedstawiony został król zasiadający w majestacie, a na drugiej widniał wizerunek św. Stanisława. Ta złota moneta demonstrowała wobec Europy, że jesteśmy niezależnym królestwem, któremu patronuje św. Stanisław – gwiazda przewodnia Polaków . Nie ma w tym ostatnim tytule słowa przesady bowiem owo mistyczne zespolenie dziejów Polski z postacią Męczennika, nie tyle dokonało się dekretami panujących, czy nawet biskupów, lecz wyrosło od ludzi prostych, którym sam święty dał przykład, jak dążyć do osiągnięcia celu. Czytamy w Żywocie Stanisława, że gdy jeden z kardynałów Reginald sprzeciwiał się jego kanonizacji, zdarzyło się, że śmiertelnie zachorował.

„Wtedy ukazał się mu św. Stanisław w szatach pontyfikalnych i zapytał go, czy czuwa? Na odpowiedź twierdzącą i pytanie: Kto jesteś? On mu odpowiedział: Jestem biskup krakowski Stanisław, którego jesteś przeciwnikiem. Chory nabrał odwagi i rzecze: Daruj mi, święty biskupie, że usiłowałem przeszkodzić twej kanonizacji. Na to biskup: Uznaj mię więc za męczennika Chrystusowego i Bożego wybrańca. Wstań, bo jesteś zdrowy, i odtąd nie przeszkadzaj temu, co Bóg dla pożytku wielu postanowił. To powiedziawszy biskup zniknął mu z oczu” .

Zdrowy kardynał wyjechał naprzeciw papieża Innocentego IV, który zdumiony zapytał w jaki sposób purpurat odzyskał zdrowie. Po odpowiedzi, że uczynił to św. Stanisław padła prośba:

„Dlatego, jak w nieświadomości sprzeciwiałem się woli i zamiarom Bożym, tak obecnie proszę cię ojcze święty pokornie, abyś kanonizował św. męczennika i biskupa Stanisława” . Dodam tylko, że kardynał Reginald to późniejszy papież Aleksander IV !1254-1261) Okazuje się więc, że Stanisław umiał rozmawiać i z papieżami.

Opowiadanie to, nie pozbawione humoru, zachęcało Rodaków świętego, by uwierzyli we własne siły i mężnie dążyli do celu, bez względu na przeszkody, które winny tylko uolbrzymiać siły. I trzeba przyznać, że ówczesne pokolenie ten dar Opatrzności w postaci św. Stanisława umiało wykorzystać do tego stopnia, że powoli zaczęło wkraczać w dzieje Europy w sposób decydujący. I myśmy decydowali o jej losach i to często wbrew innym. Warto przytoczyć co pisano wówczas o nas:

„Polacy gardzą powagą cesarską. Należą oni do tych, co nie uznają majestatu cesarza ani prawa rzymskiego. Gdyśmy tłumaczyli, że imperator jest władcą całego świata chrześcijańskiego, Polacy odpowiadają: wasz cesarz niższym jest od papieża. Składa przed nim przysięgę. Nasz król ma koronę od Boga i miecz swój, a własne prawa i obyczaje przenosi nad wszelkie prawa cesarskie” .

Oto jak samodzielnie kuli granitowe podłoże pod kulturę i tradycję narodu, która istnieje po dziś dzień. Nawet noc zaborów nie była wstanie tej kultury i tradycji zniszczyć. Przytoczmy ojcze słowa satrapy wschodniego Paszkiewicza, kiedy po upadku powstania listopadowego noc zaborów pokrywać się zdała wszelką wolność. Zygmunt Krasiński relacjonuje to tak:

„Pewnego razu Książę Paszkiewicz w poufnej rozmowie z jednym znakomitym cudzoziemcem skarż znakomitym cudzoziemcem skarżył się na stały opór salonów warszawskich przeciw wszelkiemu wdawaniu się z urzędnikami rosyjskimi i tak mówił z naiwnością, istotnie dziwną: „Nie mogę pojąć tych Polaków; to wariaty. Wyobraź Pan sobie, że oni nie chcą uznawać cesarza za swego prawowitego monarchę. Co więcej, nie mogą się oderwać od Rzymu! A wreszcie nie chcą się zrzec żadnej ze swoich historycznych tradycji. Innym razem mówił do tej samej osoby: „Ja nie mogę zrozumieć waszego katolickiego papieża. Na wszystkie nasze propozycje odpowiada odmową, wymawiając się swoim sumieniem. Co to znaczy to słowo s u m i e n i e? Czy to jest argument?” .

Zrozumiał by niewolnik-satrapa wschodni, nie mający sumienia i papieża i Polaków, gdyby znał rzymskie źródlisko polskości i postać biskupa krakowskiego, o którym Mickiewicz napisał, że „cześć dla św. Stanisława stała się, że tak powiem, pierwszym artykułem nowej konstytucji polskiej” .

Nasuwa się w tej chwili mimowolnie pytanie: dlaczego obecne pokolenie Polaków padło ofiarą szaleństwa i miast ukrzepiać jedność państwa, to pozwala, by rządzący, parweniusze wobec kultury polskiej wyzbywają się państwowości? Odpowiedź jest prosta. Zanikło sumienie polityczne, bo brakuje temu pokoleniu tych starożytnych cnót, które wyrastają z ducha św. Stanisława, a ich brak prowadzi nieuchronnie do zobojętnienia na sprawy ojczyzny i państwa. Niech to oceni surowo inny Stanisław, ksiądz Konarski, który tak powiada:

„Bojaźń jakaś, lichość umysłów i podłość generalna opanowała wszystko (…) Zda się, że pamięć o Rzeczypospolitej i Ojczyźnie wygasa: jakby każdy obywatel kraju o niczym więcej myśleć nie powinien, tylko żeby jemu dobrze było, choćby wszyscy zginęli”. (O skutecznym rad sposobie)

Trzeba naprawdę wielkiej modlitwy do św. Stanisława, by Polacy poczuli się znowu wolnymi włodarzami tej ziemi odpowiedzialnymi przed Bogiem za tę wolność. Bo jak mówi poeta:

„Wielkiego trzeba bardzo dzwonu

Aby upomniał w Panu do posłuchu

I zgarnął znowu do Boga i tronu

Bo lud twój broi, choć potężny w duchu”

(W. Pol, Hetmańskie pacholę)

PRZERWA

Skoro surowo oceniliśmy żyjących obecnie Polaków, zarzucając im brak pielęgnowania i rozwoju tych cech, które decydują o życiu w wolności dzieci Bożych, to mamy prawo dotknąć teraz kordem Piotrowym ucha rządzących krajem. Czynię to z niechęcią albowiem to parweniusze wobec starożytnej i polskiej kultury, ale winienem usłuchać Norwida, który powiada, że „ludzie szlachetni, a do takich mam zaszczyt należeć, mieczem tną po uszach jak Piotr święty w Ogrójcu – wtedy nauczą się szanować obywatela” .

Proces świadomego wyzbywania się przez rządzących państwowości polskiej opartej przede wszystkim na prymacie osoby na rzecz tworu w swej istocie antyludzkiego jest rozbratem z ową starożytną triadą pietas, virtus i humanitas. Aroganckie pozbawienie człowieka polskiego prawa do wypowiedzenia się w tej kwestii jest gwałtem zadanym obywatelom odpowiedzialnym także za dobro wspólne, jakim jest Rzeczpospolita wyrosła i z męczeńskiej krwi św. Stanisława. Ta pogarda wobec wolnych obywateli i samowola rządzących, wyrasta gdzieś z owej wspomnianej przez nas kultury pustynno-stepowej, nie widzącej w ludziach nic poza masą, pozbawionych jakiejkolwiek osobowości. Jest to gwałt zadany polskiej kulturze politycznej mającej za naczelną zasadę: nil de nobis sine nobis, (nic o nas bez nas) Powtórzmy: kamieniem węgielnym polskiej kultury politycznej jest zasada, że wszystko co ma obowiązywać ogół, musi podlegać jego uprzedniemu zezwoleniu.

Skoro ta zasada została pogwałcona, niechże potępi rządzących parweniuszy wobec politycznej kultury polskiej ona sama:

„Kto z obywateli trzymających pieczęcie władzy prawowitej, ominie, usunie, podda wytartej prywacie, (…) na żebractwo skaże, powagą i purpurą chorągwi narodowej nie otoczy (…) historycznego ciągu władzy-prawowitej, lecz przeda za pieniądze pieniężnym, za umizgi popularnym, za ukłony możnym, (…) ten niech nie gada o historii i o Duchu Świętym, w którego udział w Sejmach wierzyli Ojcowie i Antenatowie nasi – lub – moi” .

Z ducha św. Stanisława wyrosłą, mnogoludną Rodzinę Radia Maryja, wraz z jej bastionem polskości, Rozgłośnią Toruńską, spotykają niezliczone ataki podobne tym, jakie padły pod adresem krakowskiego Biskupa ze strony władcy, który nazywał go opojem, dusigroszem od bogactw, rozpustnikiem, warchołem. Mord zaś na biskupie uzasadnił prosto: że oto została usunięta hańba królestwa, potwór ojczyzny, zgorszenie religii .

Niechże szlachetnych Polaków tworzących Rodzinę Radia Maryja broni imiennik Męczennika Stanisław Wyspiański:

„Warchoły, to wy! – Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy. (…) Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników. (…) Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze – po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drżyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy zaprzęgnięte do naszego rydwanu, i zginiecie! I pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ!” .

Ja wiem dlaczego Radio Maryja, mimo wściekłych ataków trwa; bo służy Prawdzie. A ta, jak mówi Norwid: „nie tylko jest ideą, ale i mocą – a mocą dlatego, że jest cała. Albowiem będąc całą, obejma na każdą chwilę wszystkość życia i obejmując wszystkość nie może nie być mocą” .

Podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski, w 900 rocznicę męczeńskiej śmierci św. Stanisława, Jan Paweł II mówiąc, że tradycja narodowa upatruje właściwe miejsce Męczennika ze Skałki u podstaw kultury polskiej wskazał na episkopat Polski, który „wpatrzony w tego swojego wielkiego protagonistę w dziejach Ojczyzny nie tylko może, ale wręcz musi czuć się stróżem tej kultury. Musi do swego współczesnego posłannictwa i posługi zaliczyć szczególną troskę o całe dziedzictwo kultury polskiej, która wiadomo w jakiej mierze przeniknięta jest światłem chrześcijaństwa”.

I dalej mówił papież: „Misja episkopatu Polski na przedłużeniu misji św. Stanisława, naznaczona jakby dziejowym charyzmatem, jest w tej dziedzinie oczywista i niezastąpiona” .

Dziś, gdy istnieje zagrożenie, że niewolnicza mentalność rządzących może, wbrew naszej woli, pozbawić nas ojczystych struktur państwowych, to społeczeństwo w ogromnej większości katolickie winno znaleźć na nowo oparcie w ustroju hierarchicznym Kościoła, bo on nie jest tylko ośrodkiem jego własnej misji pasterskiej, ale także bardzo wyraźnym oparciem (…) dla świadomego swych praw bytu narodu” .

Tego Kościół w Polsce, cały w swym wymiarze świeckim i duchownym, od swych pasterzy ma prawo oczekiwać!

I na koniec zgodnie z tradycją Polski, której historia nachylona jest ku Stolicy św. Piotra, poszukajmy pokrzepienia tam, gdzie nie chciał go znaleźć satrapa ze Wschodu Paskiewicz. Papież Benedykt XVI w swej encyklice o Nadziei Spes Salvi powiada, że „każde poważne i prawe działanie człowieka jest czynną nadzieją”. Należy zawsze ją żywić, „nawet jeżeli w moim życiu albo w danym historycznym momencie jest oczywiste, że nie mam się czego spodziewać. Tylko wielka nadzieja-pewność, że na przekór wszelkim niepowodzeniom moje życie osobiste oraz cała historia są pod opieką niezniszczalnej mocy Miłości i dzięki niej i dla niej mają sens i wartość – tylko taka nadzieja może w tym przypadku dodać jeszcze odwagi, by działać i iść naprzód” .

ZAKONCZENIE

Wielki imiennik św. Stanisława Kardynał Hozjusz, dźwigający w reformie trydenckiej cały Kościół każe nam wołać słowami: „Dobry pasterzu, opiekuj się całym królestwem polskim i jak kokosz chroń nas pod swoimi słodkimi skrzydłami”. W jego bowiem pasterskiej postawie widziano wzór dla ludzi Kościoła i mężów stanu; on swoją krwią przyczynił się do tego, że Polska stała się państwem chrześcijańskim także w życiu publicznym. On wniósł w państwo polskie praworządność i ochronę praw i wolności człowieka tak dalece, że one się stały fundamentem Rzeczypospolitej. Razem z Ojcem Benedyktem staraliśmy się zaprezentować państwu te wartości płynące z ducha św. Stanisława, których odrzucenie prowadzi niechybnie do zmarnienia państwa. Czyniliśmy to za pomocą mądrości polskiej wyrosłej z zespolenia tradycji prasłowiańskiej i kultury klasycznej, szczepionej cierpliwie przez Kościół – wychowawcę narodu. Wobec tych przytoczonych świadectw staraliśmy się być w zgodzie z zasadami nauki społecznej Kościoła, czyli używać tyle swoich słów, ile potrzeba, a na tyle pozwolić się wypowiedzieć świadectwom wyrosłym z ducha Stanisławowego, na ile tylko można było. W podsumowaniu więc audycji trzeba dalej pójść tym tropem. Zamiast więc moich słów niechże więc raz jeszcze przemówi z przeszłości głos wielkiego arcybiskupa Lwowa obrządku ormiańskiego Józefa Teodorowicza, który w kazaniu wygłoszonym na Wawelu przed konfesją św. Stanisława tak między innymi mówił:

„W tym świętym mamy dla siebie wzór i przykład: w nim mamy przykład i dla ciebie narodzie polski. Dla nas, by znalazło się jak najwięcej takich, co w obronie zasad wiary i jej poszanowania w królestwie polskim w obronie narodowej samodzielności choćby z męczeństwem nawet i gotowością męczeństwa stanęli i tak „Polskę nową” naprawdę budowali. Oby o nas biskupach polskich twoje kości święty Biskupie Męczenniku prorokowały, (…) że nie służalcami świata i możnych świata, ale Chrystusa sługami nieporuszonymi, jak byliśmy dotąd, tak w przyszłości będziemy.(…) Dla ciebie narodzie, by przez te kości świętego spłynął Duch Święty co przywróci Polsce jej dawne piętno i dawne jej duchowe oblicze, e którym wyryte są wiara, nadzieja i miłość” .

CZĘSĆ II

„Nie ma poza Golgotą – drugiego miejsca czyjegoś zgonu bardziej w Polsce znanego niż Skałka pod Wawelem: „miejsce to prześwięte, uświęcone krwią wielkiego męczennika, przebłogosławionego Stanisława” Widziano Stanisławie człowieka nieustraszonego w spełnianiu obowiązku „w obronie wiary, religii i prawdy” w życiu prywatnym i publicznym narodu. (…) Żadnemu z świętych „nasza Ojczyzna nie ma więcej do zawdzięczenia, bo on najwięcej zdziałał dla czci Boga, dla religii, dla ratunku i wolności ludu polskiego”, bo on dał za to życie, dlatego zasługuje na miłość i podziw u ludzi mówiących językiem polskim” . Tak pisał o św. Stanisławie, posiłkując się zapiskami Jana Długosza, w latach 70-tych zeszłego stulecia jeden z historyków polskich.

W części telewizyjnej nadaliśmy audycji rys personalistyczny, mówiąc, że św. Stanisław stał się w Polsce współtwórcą i obrońcą ładu moralnego wyrosłego z prawa Człowieka do życia jako osoba rozumna i wolna. Takie spojrzenie na osobę ludzką dała kultura grecko-rzymska, która pokazywała ją i w tym, co było jej upodleniem, ale przede wszystkim w tym, co czyniło ją piękną na obraz i podobieństwo Boże. Taka osoba realizowała się w życiu przez swoistą triadę będącą kośćcem pacierzowym jej charakteru. Tworzyły ją cnota pobożności (pietas), męstwa (virtus), i wielkoduszności (humanitas). Chrześcijaństwo dodało do tego wszystkiego najistotniejszą rzecz: miłość Boga do człowieka tak wielką, że Bóg sam stał się człowiekiem, aby jak to mówi jeden z Ojców Kościoła, człowiek stał się tym, czym jego Stwórca..

Uczyło dalej chrześcijaństwo, że od chwili Wcielenia cała rzeczywistość stworzona ześrodkowała się w człowieku i posiada on najwyższą godność, jaką jest bycie wolnym dzieckiem Bożym. Ta godność jest jednocześnie jego prawem w pisanym w człowieka przez Boga i to prawo Boże obowiązuje wszystkich, w tym państwo i Kościół, który jest stróżem tego prawa.. W początkowym stuleciu kształtowania się naszej państwowości doszło do jasnego wyboru drogi, po jakiej mają kroczyć panujący w Polsce. Król Bolesław Śmiały nie chciał uznać, że o życiu człowieka nie decyduje samowola władcy, lecz prawo Boże, podniósł rękę na Biskupa Stanisława, który jako stróż i obrońca prawa Bożego przeciwstawił się jego zapędom. Jego męczeńska śmierć sprawiła, że w Polsce dokonany został wybór na wieki: jedno jest prawo dla wszystkich! Król musiał opuścić kraj, a Stanisław stał się wychowawcą człowieka na polskiej ziemi w oparciu o wspomniane przez nas antyczne cnoty, które decydują o byciu człowiekiem. Słusznie więc my widzimy właściwe miejsce św. Stanisława u podstaw kultury polskiej.

Wyznaczył jednocześnie nasz Męczennik trudne zadanie samemu Kościołowi w Polsce, który ma być i stróżem prawa Bożego i Ojcem wychowującym do jego przestrzegania naród i rządzących nim. Zadanie to niełatwe bo zawsze istnieje pokusa małoduszności i koniunkturalizmu. Narażony na to był już św. Piotr i Apostołowie, gdy żydowski Sanhedryn próbował postawić tamę głoszeniu wieści o Zmartwychwstałym Chrystusie.

W starożytnym Kościele była pokusa, o jakiej wspomina biskup Konstantynopola św. Jan Chryzostom, mianowicie takie uwikłanie w intrygi dworskie, że nie ma mowy o obronie prawdy, bo małoduszność pod pozorami pokory nie pozwala narazić się możnym tego świata .

Nasz wielki Piotr Skarga w kazaniu na dzień św. Stanisława, ukazując go jako wzór gorliwego wychowawcy panujących, też przestrzega przed tą pokusą kapłanów i upomina, by oni na pany i na dostojeństwa się nie oglądali, lecz „jako świętym Bożym kapłanom i prorokom przystojna jest; którym dla prawdy i dobra pospolitego i chwały Bożej i panom się mądrze, gdy potrzeba przykrzyć godzi, i powinno jest” .

Święty Stanisław dla wszystkich jest wzorem w odrzuceniu tej pokusy. Mając sam duszę ukształtowaną przez męstwo (virtus) karcił wielkodusznie (humanitas) niepohamowaną żądzę władzy u króla, wiedząc, że nie tylko o niego chodzi , ale o poddanych, czerpiących wzór z władcy. Przez to okazał troskę (pietas) o dobro wspólne, jakim jest naród, któremu był ojcem. Pięknie pokazał to Juliusz Słowacki wkładając w usta Bolesława miotającego się w wędzidle woli pasterza słowa:

„A jam to czynił, widząc, że z wysoka,

Jakiś duch większy patrzy i uważa

A ze mnie woli nie spuszcza i oka

A milczy…świętych milczenie przeraża”.

Ten wygłos milczenia Męczennika ze Skałki odczytał właściwie Kościół, który tak będzie wychowywał swoje dziecko – naród, że pod jego wpływem wypracuje i uzyska w ciągu wieków szereg zabezpieczeń prawnych co do wolności, której nie ma bez poszanowania godności człowieka.

Potwierdził raz jeszcze taką postawę Stanisława wobec panujących i narodu Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński, pokazując kolejny szlif antycznej humanitas, wrażliwość, gdy mówił swoim współbraciom:

„Były takie sytuacje dla Kościoła, żeśmy przegrywali z rządem takim, czy innym, ale nie wolno nam przegrać z Narodem. Nasza wrażliwość (humanitas) na to, co się w duszy narodu dzieje, musi być ciągle wyostrzona. Nasza czujność winna być taka, by (…) przyłożywszy ucho do ziemi wsłuchiwać się w to, co tam w tej polskiej ziemi się dzieje. Nasza wrażliwość musi być na to wyostrzona”. (Konferencja biskupów polskich w 1975 roku)

To tyle tego słownego preludium nawiązującego do audycji telewizyjnej. Za chwilę powiemy sobie o dwóch drogach, poprzez które kształtowany był charakter człowieka. Jedna dokonywała się w zaciszu uniwersyteckich murów, druga często w zgiełku bitewnym. Lecz i jedna i druga dążą do tego samego celu jakim było ukształtowanie człowieka świadomego swej godności wolnego dziecka Bożego. I co najważniejsze: jedna i druga wyrosły ze Stanisławowego ducha.

PRZERWA

Nasz wielki artysta Jan Matejko w swej malarskiej wizji bitwy pod Grunwaldem ukazał postać świętego Stanisława, wstawiającego się za rycerstwem polskim do Boga Pana historii. Ta ufność w jego wstawiennictwo u Boga zrodziła się w chwili, gdy na Skałce poprzez swoje męczeństwo stał się patronem słusznej sprawy. I istotnie w niebezpieczeństwach i trudnościach uciekano się do Stanisława o ratunek nie tylko osobisty, ale i narodowy. Przed bitwą pod Grunwaldem Władysław Jagiełło zwycięstwo słusznej sprawy powierza Władcy dziejów za wstawiennictwem św. Stanisława. Matejko ponadto zilustrował to, co zapisał był w swoich Rocznikach znakomity nasz dziejopis i lwowski arcybiskup nominat Jan Długosz. Pisze on tak:

„Nadto krążyło opowiadanie przez żołnierzy z wojska krzyżackiego powtarzane z namysłem i nie zaczerpnięte z plotek, ale całkowicie pewne, że nazajutrz przez cały czas trwania bitwy widzieli nad wojskiem polskim czcigodną postać ubraną w szaty biskupie, która udzielała walczącym Polakom błogosławieństwa, ustawicznie dodawała im sił i obiecywała im pewne zwycięstwo. Ogłoszono to za wróżbę, która zapowiadała przyszłe zwycięstwo króla” .

Nic więc dziwnego, że po zwycięstwie pod Grunwaldem król Jagiełło szedł pieszo z Niepołomic na Skałkę, a potem do katedry wawelskiej, gdzie na ołtarzu św. Stanisława złożył był zdobyte chorągwie krzyżackie. Stało się to tradycją aż do Sobieskiego, który zawiesił nad grobem Męczennika zdobyczne trofea spod Wiednia.

To poczucie opieki św. Stanisława tak dodawało męstwa rycerstwu polskiemu, że 10 lat po wiktorii grunwaldzkiej wojewoda Piotr Szafraniec pisał do księcia litewskiego Świdrygiełły, że Polacy gotowi są nadal do walki z Krzyżakami choćby jeden Polak miał zmierzyć się z dziesięcioma rycerzami w mnisich kapturach , bo ufając Bogu i zasługom św. Stanisława oraz w słuszność sprawy wierzą, że odniosą zwycięstwo . I tak już w polskiej tradycji wojskowej zostanie. Rycerstwo będzie ufać w opiekę swego patrona, bo on wątpiącym dodaje cnoty męstwa (virtus) Pięknie to zilustrował Wincenty Pol opisujący wątpliwości hetmana Jana Tarnowskiego przed potrzebą u Oberżyna w 1531. Posłuchajmy, bo warto:

„Święty Stanisław śnił się hetmanowi

I na świadectwo wziął Chrzciciela Jana

I bardzo groźnie mówił do hetmana;

„Jeźli ty wątpisz twemu orężowi,

To po raz wtóry wskrzeszę Piotrowina,

By dał świadectwo, co czyje, co nasze!

A gdzie jest łaska przedwiecznego Syna,

Tam będzie łaska i Ojca i Ducha,

Więc ufaj w krzyżu i puść białe ptaszę”.

I co robi hetman Jan Tarnowski?

„Zerwał się hetman i patrzy i słucha (…)

Więc się przeżegnał i dźwignął i wstaje.

„W trąby i w kotły” i rozkaz bez bawy:

„Za Dniestr w czas Boży! Dalej do przeprawy!”

I dalej posłuchajmy:

„Gdy hufiec pański już po tamtym brzegu

Porządnie stanął i w pełnym szeregu,

Rozbito namiot wedle znaku prawie

I mszę o świętym miał tam Stanisławie

Ksiądz kaznodzieja, jako o patronie

Waszego narodu w tej polskiej Koronie.

Zlecając wojsko pod jego przyczynę;

Wiec i odpuścił wojsku wszystką winę…”

I nastąpiło słynne zwycięstwo pod Obertynem, a my wiemy, kto ukształcał cnotę męstwa (virtus) w charakterze rycerstwa polskiego.

Opowiedzieć chcę teraz czcigodnym radiosłuchaczom o człowieku, który należy do najpiękniejszych postaci Polski. Pozwólcie, że powiem o nim znowu wierszem, bo on ujmuje całe jego curriculum vitae). A potem wyjawię o kim mowa:

„Był, Mości Książę, hetman od różańca,

Wielkiego herbu, potężnej buławy,

I jasnej cnoty i szerokiej sławy,

Co od chłopięcia chodził z wrogiem tańca,

Co z hełmu jadał, a sławy przysporzył,

Z turzego rogu w czasie uczty pijał,

Co naród kochał, co królowi sprzyjał,

A za ojczyznę siwą głowę złożył”. (Wincenty Pol, Mohort).

Bohaterem tego pięknego fragmentu jest jeden z najszlachetniejszych Polaków hetman Stanisław Żółkiewski. Dwiema drogami kształcił siebie na wolnego obywatela Rzeczypospolitej; w szkołach zaznajamiał się ze sławnymi mężami starożytności, chłonnym umysłem przyswajając sobie ich szlachetne postępki i sam kierował się prawością bo tak nakazywała pietas. Na polach bitewnych nie tylko wykazywał się męstwem (virtus), ale i ostatnią z naszej starożytnej triady: wielkoduszną ludzkością (humanitas).

Los niejako wskazał jaką drogą pójdzie. Otóż podczas licznych najazdów tatarskich zdarzyło się, że mieszkańcy wsi Turynki na Rusi uciekając przed tatarską watahą porzucili małego wojewodzina Stanisława. W ostatniej chwili udało się go uratować przed niewolą. Już jako dorosły człowiek będzie wielokrotnie bronił ruskiej ziemi od zagonów tatarskich. Oddany do szkoły we Lwowie rozkochał się w dziełach starożytnych pisarzy do tego stopnia, że całe ustępy wygłaszał z pamięci. Nie rozstawał się też z książkami do końca życia, zabierał je na wyprawy wojenne, by wczytywać się w nie i szukać w nich rady. Synowi swemu też zalecał umiłowanie książek i nauki. Pisał w testamencie tak: „Nie mów nie mam chęci do nauki. W twojej mocy ta chęć, kto chce, może ją mieć. (…) Wierz mi z nauki będziesz miał wielką podporę w życiu uczciwem i w służbie Rzeczypospolitej”. (Z testamentu hetmana)

Mając wykształconą w sobie triadę starożytnych cnót usiłował natchnąć swych ziomków do ich zdobywania. Napisał więc książkę o „pobudce do cnoty” w okolicznościach dramatycznych bo w obozie pod Tatarzyskami niedaleko Kamieńca, gdy wzorem Leonidasa pod Termopilami z garstką rycerstwa stawić miał czoło azjatyckiemu barbarzyństwu.

Lecz ja chcę zaprezentować miłym słuchaczom fragmenty z jego testamentu, bo w obliczu wieczności prawdomówność jest najważniejsza. Z dokumentu tego wyłania się czystość i prawość tego człowieka.

Zaczyna testament od wezwania Imienia Trójcy Przenajświętszej potem dziękuje Jej, że w wierze katolickiej został wychowany i to do tego stopnia, że powie:

„W tej to wierze do ostatniego skonania żyć mocną intencję mam, dla niej, co daj Panie Boże, umrzeć sobie za największą pociechę pokładam”.

O tym, jaki widział wpływ wiary na swą służbę Polsce, nie będę wam drodzy słuchacze zbyt długo mówił oprócz tych krótkich słów: „bom swe myśli w sprawach Rzeczypospolitej utopił, zaniedbawszy swoich”. Zgodnie z troską o najbliższych (pietas) najpierw wspomina żonę:

„Ciebie moja najmilsza małżonko poruczam Panu Bogu. Jegoż i twojej opiece poruczam dziatki spólne, pamiętając na to, w jakiej zgodzie i w jakiej miłości żyliśmy ze sobą”.

Następnie zawierza żonie dalsze wychowanie dzieci mówiąc;

„Dziatkom wspólnym, póki Cię Pan Bóg chować będzie, dasz takie wychowanie i taką pieczę mieć o nich będziesz, jako matka prawa, wiodąc ich do bojaźni bożej, wszelkiej uczciwości”.

Wiedząc, że wszystko należy od Boga zaczynać prosi, by żona spełniła jego zamysł wybudowania świątyni. Pisze tak:

„Staraj się, żebyś zbudowała ten kościół. Nie może być bez kosztu, ale żaden koszt lepiej się nie obraca, jako ten, który na odprawowanie chwały bożej”.

Następnie kieruje serdeczne pouczenie do syna Jana. Zaczyna od tego, że zachęca go do trwania w wierze katolickiej. Pisze:

„Przede wszystkimi rzeczami najpierw wiarę świętą chrześcijańską powszechną mocnie i statecznie trzymaj; dla niej krwie rozlać, żywota położyć nie żałuj. Bojaźń bożą ustawicznie miej przed oczyma, zatem wszystkiego dobrego i pociesznego na tym i na onym świecie będziesz pewien”.

I dalej może być nie inna zachęta, jak ta, by syn ojczyźnie służył, bo ona po Bogu najpierwsza:

„Dla dostojeństwa, dla sławy króla pana swego, dla dobrego Rzeczypospolitej krwie i zdrowia swego nie żałuj. (…) A kiedy to dobrą intencją dla służby, dla dobrego Rzeczypospolitej czynić będziesz, Pojdzie za tem uczciwa sława, będzie Pan Bóg błogosławił. Abyś też i umarł przy tem, nic osobliwszego potkać cię nie może. I pogani tak rozumieli, że śmierć dla ojczyzny słodka”.

Dalej padają słowa, które współcześni kierujący nawą państwową winni sobie przyswoić:

„Napominam cię, nie daj się żadnym skazom ani żadnym wymysłowym perswazjom uwodzić od tego, co będziesz rozumiał być z dobrem Rzeczypospolitej, z Sławnem, pożytecznem jej. Pożytków żadnych swoich nie szukaj z tej miary, ani o nich nie myśl; za wieku mego dom rakuski osobliwie zażywał tych przekupieństw; najdziesz i w szkatule mojej listy ich z obietnicami. Alem ja tego do umysłu swego nie przypuszczał, widząc i rozumiejąc, co i teraz tak rozumiem i z tem umieram: że panowanie domu tego byłoby zgubne (exitiosum) Koronie polskiej, zgubą i zniszczeniem wolności szlacheckie”(…) Tak czyniąc nie zbłądzisz”.

I na koniec daje błogosławieństwo synowi w Imię Wszechmocnego Boga.

Blask drugiej z cnót ludzkich jaką jest męstwo (virtus) niech nam się ukaże nie z pola bitwy, lecz z serca, gdzie trzeba było Żółkiewskiemu stoczyć bój z uczuciem do bliskiej mu osoby. Kiedy zasłużony w wyprawie moskiewskiej jego bratanek, Adam Żółkiewski, z nieszczęśliwej miłości ku Daniłłowiczównie życie sobie odebrał w zamku w Olesku, hetman od surowych swych zasad nie odstąpił, nie dał folgi sercu, lecz kazał pochować ciało bratanka daleko w polu, a nie na cmentarzu. Nie pomogły prośby krewnych, hetman nie ustąpił. Odnajdujemy tu echo postawy rzymskiego wodza Manliusza Torkwatusa, (340 prz. Chr. ), który skazał na śmierć swego syna, który wbrew zakazowi stoczył bitwę, kierowany młodzieńczą zapalczywością. Św. Augustyn powiada o tym, że ojciec skazał go dlatego, aby przykład nieuległości władzy nie wyrządził więcej złego niżby dobrego wynikło z pokonania wroga . Tak oto Żółkiewskiemu przyświecała rzymska idea republikańska polegająca na poczuciu posłuszeństwa wobec ojczystych praw i zasad chrześcijańskiego życia.

To, co czyniło imiennika naszego Patrona nawet w oczach obcych wielkim to jego humanitas, czyli ludzkość i wielkoduszność. Dał temu wyraz szwedzki generał wspierający Moskali w bitwie pod Kłuszynem. Będąc pewnym wygranej ze szczupłymi wojskami polskimi opowiadał bratu cara Szujskiemu, jak to przed laty dostał się do polskiej niewoli i jak Żółkiewski szlachetnie z nim postąpił wypuszczając go na wolność, obdarowawszy go jeszcze na drogę drogocennym futrem. I ze drwiną zakończył opowiadanie, że teraz on ma podarek dla hetmana. Znamy z historii jaki był wynik bitwy; 50 000 – cio tysięczną armię Moskali rozbiło w puch siedem tysięcy rycerstwa polskiego. Lecz sprawdziły się słowa Szweda o wielkoduszności Hetmana. Już podczas pochodu wojsk polskich ku granicom moskiewskim hetman pisze list do Lwa Sapiehy idącego przodem aby wojsko przestrzegało ludzkiego postępowania;

„Życyłbych i tego jako z największą pilnością przestrzegać, żebyśmy się ludziom moskiewskim najbardziej ludzko stawili. (…) By wiedzieć, że kto nad zabór co uczynił, męczył, zabił, spalił cerkiew, zgwałcił, by mi był rodzony brat, nie przepuściłbym mu” .

Ku radości bojarów przychylnych Polsce, wkroczył Żółkiewski do Moskwy, zajął ją i stanął na zamku carów, na Kremlu. Ludzkość hetmana i jego hojność zdobywała mu coraz więcej zwolenników do tego stopnia, iż hetman musiał nieraz prostować historie opowiadane o jego wielkoduszności. Nie bez znaczenia było i to, że mieszkańcy państwa moskiewskiego znali tylko władców traktujących swoich poddanych podług reguł wspomnianej przez nas cywilizacji pustynno-stepowej.

Adam Mickiewicz w jednym z wykładów o literaturze słowiańskiej wspomina o wydarzeniu jakie spotkało niejakiego Szybanowa, sługę i wysłannika zbiegłego do Polski kniazia Andrzeja Kurbskiego (około 1528-1583). Otóż Iwan Groźny miał laskę. „Laska ta miała na końcu ostre okucie żelazne. Iwan miał zwyczaj opierać ostrze na stopach panów, z którymi rozmawiał; niekiedy przygważdżał im w ten sposób stopę do podłogi i opierając się na lasce rozmawiał z nimi i śledził poruszenia twarzy. Biada temu, kto pokazał najmniejszy choćby objaw bólu!”.(Literatura słowiańska, wykład XXXI)

Nic więc dziwnego, że w spotkaniu z przedstawicielem innej kultury, gdzie humanitas nawet wobec wroga, była czymś oczywistym, niejeden z bojarów poczuł prawdę, że w osobie Żółkiewskiego wszedł w znajomość z nią jak bydlę, a wyszedł jak człowiek .

Przyszło hetmanowi na koniec dać świadectwo ofiarą swego życia. W liście do żony, który pisał na dzień przed śmiercią w obozie na cecorskim polu zawarł swe ostatnie słowa:

„Tak było i tak będzie, aby prawość i sława narodu naszego nie zginęła, Pan Bóg wszechmocny dopuszcza utrapienia, by ciało w wojniech hartować i umysł zaprawia do dzieł rycerskich (…) dla obrony Rzeczypospolitej i chrześcijan. (…) A chociażbym i poległ, toż ja stary i na usługi Rzeczypospolitej już niezdatny. (…) Co Pan Bóg chce z swej łaski dać, niech się stanie, a wola jego święta będzie nam miłościwa do ostatka ż z swej łaski dać, niech się stanie, a wola jego święta będzie nam miłościwa do ostatka życia naszego; z tym mnie modlitwom i łasce w. najukochańszej jejmości polecam i dziatki nasze na Pana Boga pamiętać upominam”.

Taki oto człowiek wyrósł z ducha Stanisławowego. O tym, że nie został zaliczony do oficjalnego grona rycerzy Kościoła, obok św. Jerzego, Sebastiana, Maurycego, czy króla Ludwika zawdzięczać możemy naszemu niedbalstwu. Ale przykład szlachetnego hetmana pociąga zawsze. Zróbmy teraz drodzy radiosłuchacze kilkuwiekową woltę, by zobaczyć do jakiego stopnia jego śladem poszli inni Polacy kształtowani duchem św. Stanisława, w tym prości ludzie. I proszę wybaczyć drżenie głosu, a ojciec Benedykt łzę, bo będę mówił o moim wujku, który wziął imię od pierwszego historycznego naszego władcy Mieczysława. Został mi po nim obrazek św. Antoniego.

Przechowujemy w domu swoim jak relikwię jeden z ostatnich jego listów pisany w boju o Wał Pomorski w czasie ostatniej wojny światowej. Zaczyna młody podoficer od pochwalenia, wzorem Hetmana Imienia Pańskiego, by dalej powiedzieć:

„W imię Boże list pisać zaczynam, bo na chwilę miny przestały lecieć (…) jestem w boju, sytuacja jest ciężka, w każdej chwili czekam na śmierć. Lecz będę walczył do ostatka, to za naszych braci i siostry i za Ojczyznę. Kochany Tatusiu i Rodzino żegnam się z wami już ostatni raz. Proszę was bardzo dajcie na mszę świętą za mnie. Serce z radości mi płacze, że Pan Bóg tak jest łaskawy na mnie, że mogłem list w okopie napisać do Rodziny.

I zapewne nastąpić musiał nowy wybuch, bo raz jeszcze napisał: „Najsłodszy Jezu i Maryjo dziękuję wam serdecznie, żeście mi list dopomogli napisać”.

I jako postscriptum padają słowa:

„Matka Boska opiekuje się mną. Amen”.

Myślę, że nie należy nic więcej mówić tym, którzy czują po polsku.

PRZERWA

Przenieśmy się teraz mili radiosłuchacze do Stolicy dziejów Rzymu, w którym – jak mówi Norwid – źródlisko jest polskości. Stańmy duchem na Kwirynale, gdzie Wieszcz nasz z bronią w ręku bronił prawa papieża do władania Rzymem. Dziś niewielu o tym wie, bo i największe czyny bohaterskie w niepamięć odchodzą. Ale zostawił był Norwid po sobie pamiątkę wykutą w marmurze; w kościele św. Andrzeja umieścił prześliczny wiersz, wysławiający jednego z największych Polaków noszących imię naszego Patrona. Domyślacie się już zapewne drodzy słuchacze o kim mowa: o św. Stanisławie Kostce. Oddajmy jednak głos naszemu Wieszczowi:

„W komnacie gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu

Na miejscu łoża stoi grób z marmuru

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

Myśląc, iż Święty we śnie zwrócił twarz od muru

I innych dzwonów echa w powietrzu dochodzą

I wstać chce i po pierwszy raz człowieka zwodzi!

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z świętych chórem schodzi

I tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą

Skrzydłami z ram lub nogą występując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

W której Stanisław Kostka blade zwracał skronie

Jeszcze na ram złożeniu róża jedna świeci:

Niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

Upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię – i leci”.

Uchwyćmy na chwilę lot róż, a uchylając jej płatek poczujmy miłą woń życia św. Stanisława Kostki.

Od swego wielkiego Patrona przejął nie tylko imię, ale ubrał się w ową rzymską cnotę virtus.

Ona pozwoliła mu konsekwentnie dążyć do wyznaczonego sobie celu i osiągnąć go, co nie tak łatwo przychodzi słowiańskiej naturze. Należał do tych świętych, którym mimo iż przyszło krótko żyć na świecie, przeżyli czasów wiele, a z ich śmierci życie tryska zwłaszcza dla narodów, którym patronują. Tak było w przypadku św. Stanisława Kostki. Sam przejęty słowami Pisma świętego, iż kto zdobywa mądrość, ten jedna sobie przyjaźń z Bogiem, stał się patronem tych wszystkich młodych ludzi, którzy tak jak on, na uczelniach szukali tej przyjaźni. W tym czasie kolegia jezuickie były kluczowymi instytucjami rozstrzygającymi często, czy dany kraj będzie katolicki. O to toczyła się walka w całej Europie, także w Polsce. Szermierzem pierwszej wody w wymiarze Kościoła powszechnego był inny Stanisław – kardynał Hozjusz. On dźwigał Kościół w reformie trydenckiej, a ta szczególny nacisk kładła na kształcenie światłych umysłów, zatroskanych szczerze o stan umysłu.

Zgodnie z polityką szkolą Jezuitów, by kolegia i uniwersytety zakładać w wielkich miastach, a przede wszystkim w stolicach państw zwrócono uwagę na Wilno, uznając, że założena tam szkoła zasięgiem swego oddziaływania objąć może dalekie misyjne obszary Europy Wschodniej, a nawet Azji. Ale i ogólna sytuacja Kościoła katolickiego na Litwie była krytyczna. Ledwo katolicyzm zaczął zapuszczać głębiej korzenie, już pojawiło się tu „nowinkarstwo”, które pozyskało wielu wyznawców. Biskup Wileński Walerian Protaszewicz Szuszkowski trafnie ocenił, że ratunek w tej sytuacji tak trudnej dla Kościoła leży w zorganizowaniu szkoły katolickiej. Podtrzymywał go w tym postanowieniu Stanisław Hozjusz i po licznych staraniach u generała zakonu Franciszka Borgiasza w Rzymie, doszło do utworzenia kolegium jezuickiego w Wilnie. Otwarcie nowej szkoły nie mogło nie nastąpić w dniu kanonizacji św. Stanisława Biskupa, gdyż patronował on uczelni z wileńskiej katedry. Pierwszy rektor kolegium Stanisław Warszewicki nie zapomniał przypomnieć jakiej idei naczelnej w Polsce patronuje Męczennik; wielkiej godności człowieka płynącej z pokrewieństwa z Absolutem.

Padły w Wilnie słowa Kazania, które warto posłuchać, bo piękną polszczyzną wybrzmiewają:

„Stanął w Polszcze Stanisław święty i tak ją duchem własnym ożywił, byśmy wiedli żywot godny Boga i nieba poznając, jaka godność człowieka nad wszystkie stworzenia. Tchnął w nas ducha męstwa, byśmy byli zdolni do zniesienia wszelkich przeciwności, do potyczek i codziennego z ciałem, światem, z czartem walczenia, by Boga nie chybić, nie utracić. I na koniec szczerą i prawdziwą w serca wpoił miłość: charitas diffusa in cordibus nostris per Spiritum Sanctum, prze co zagrzał nas, zapalił do żarliwości o honor Polski, a tym samym do zasług na niebo”. (Kazania na wszystkie w roku cały dni święte)

W oparciu o te słowa obiecał rektor, że kolegium taką uprawiać będzie wiedzę, „aby z niego wychodziła młodzież wykształcona zarówno w umiejętnościach, jak i w pobożności i cnocie, zdolna do prowadzenia spraw publicznych z wielkim pożytkiem ojczyzny” .

Tak oto myśl młodzieńca z Polski, by wstąpić do Towarzystwa Jezusowego nabrała wymiaru powszechnego: młodzież litewska mogła „skąpać” się w wiedzy dającej przyjaźń z Bogiem. Nic więc dziwnego, że obok św. Kazimierza jest Stanisław Kostka patronem Litwy.

Pomyślny był rozwój kolegium jezuickiego w Wilnie i to tak dalece, że zaczęto myśleć o przekształceniu go w Uniwersytet. Po licznych staraniach w Rzymie, papież Grzegorz XIII w 1579 roku wydał bullę, która kolegium wileńskie podnosiła do rzędu uniwersytetu, na co zgodę już wcześniej i to z radością, uczynił król Stefan Batory.

To, co było istotne dla nowej uczelni to fakt, że najwyższą władzę sprawował nad uczelnią generał Zakonu. Nowa Akademia winna być niezależna od biskupów, innych uniwersytetów i władzy świeckiej. W myśl tego biskupowi wileńskiemu pozostawał jedynie honorowy tytuł kanclerza. Mógł pomagać Akademii, nie mieszając się jednak do jej rządów pod żadnym pozorem. Było to w myśl starożytnej zasady egzempcji czyli niezależności zakonów od biskupów i przynosiło błogosławione owoce.

Pierwszym rektorem Akademii został nasz kaznodzieja narodowy Piotr Skarga, który zadbał o to, by nadać uczelni rys kształcenia młodych ludzi w duchu światłego humanizmu poprzez wyrobienie religijne i moralne oraz pilne zdobywanie wiedzy. Wierzył bowiem, że takich ludzi potrzebuje Rzeczpospolita. Takie słowa mogli czytać mieszkańcy Wilna i okolic w odezwie uczelni:

„Rzeczpospolita zaś czyż nie będzie rządzona tymi lepszymi radami i z tym pomyślniejszym wynikiem, jeśli będzie miała radnych i obywateli bardziej religijnych, mądrzejszych i bardziej wykształconych w poznaniu różnych rzeczy. Stąd mam wychodzić młodzież przygotowana do spraw publicznych; wykształcona tak w umiejętnościach, jak i w pobożności i cnocie” .

Przegląd narodowościowy młodzieży studiującej w Wilnie był przejawem naszej otwartości na wszystkich ludzi, którzy chcieli być Człowiekiem w polskim kraju . Studiowali zatem Litwini i Polacy, a obok nich Tatarzy, Rusini, Szwedzi, Niemcy, Węgrzy.

Zróżnicowanie społeczne studiujących miało za poświatę szczytną zasadę unii polsko-litewskiej: równi z równymi, wolni z wolnymi, za którą krył się duch św. Stanisława, patrona równości wszystkich wobec prawa. Adeptami więc nauki w uczelni, w której – jak mówi Norwid – uśmiechała się starożytna doskonałość do mistrzów chrześcijańskiego ducha, byli synowie, których rodzice wywodzili się z wszystkich stanów.

Nie sposób mili radiosłuchacze w tym naszym wieczornym spotkaniu omówić wielowiekowej działalności wileńskiej uczelni na niwie dusz naszych. Ona przecież wychowała najwybitniejszych przedstawicieli polskiej kultury z naszymi Wieszczami na czele. Ona też dała nam całą plejadę luminarzy nauki inspirujących trud służenia Prawdzie wielu innych polskich uczelni po dziś dzień. Siłą rzeczy ograniczę się więc tylko do tego, co wyznaczyliśmy sobie jako cel w tej audycji, mianowicie obecność starożytnej triady kształtującej charakter człowieka w działalności Wszechnicy wileńskiej.

Cnotę troski pietas wobec spraw ojczyzny znamionuje dbałość o język ojczysty. Zaznaczyła się przy tym oryginalność podejścia do tej kwestii, wyrażająca się w tym, że starano się na równi traktować znajomość języka łacińskiego, tego klucza do starożytności, z językami polskim i litewskim. Wyrazem tego był polsko-łacińsko-litewski słownik (Dictionarium trium linguarum In usum studiosae iuventutis) wydany przez Konstantego Szyrwida w 1620 roku. W takim klimacie kulturalnym wyrosła twórczość profesora Uczelni Kazimierza Sarbiewskiego. Był wzorem i mistrzem dla całej Europy w zakresie teorii poezji w języku łacińskim. Zdobywał laury poetyckie w Rzymie, protestanci stawali się jego wielbicielami (Hugo Grotius), w Oksfordzie zamiast Horacego do lektury wprowadzono jego utwory. Tylko wciągu półwiecza wydawano kilkadziesiąt razy jego dzieła, w których odnajdywano bogactwo myśli, ogień wyobraźni, piękno językowe nie spotykane u żadnego poety neołacińskiego. Ale co najważniejsze; ten entuzjazm w całej Europie nie był chwilowy, lecz trwał przez wiek XVIII i XIX .

W parze z tą troską o znajomość starożytności poprzez jej język szła troska o pełny rozwój piękna języka polskiego. Ci, którzy znają poezję baroku wiedzą doskonale, że jest ona niedościgłą w świecie języka w Europie. Jego maestria, kunsztowność, doskonałe piękno, wydobycie wszystkich możliwości poetyckich skrytych w strukturze języka sprawiają, że utwory z tego okresu są po prostu poezją gramatyki i gramatyką poezji. Nie czas przytaczać jakieś utwory, bo żal pominąć jakikolwiek; powiem tylko drodzy słuchacze, że Juliusz Słowacki zaklinał swą matkę, by wychowywała młode latorośle na języku Biblii ks. Jakuba Wujka, a sam dla siebie kilkakrotnie ją prosi o przysłanie mu utworów z okresu sarmackiego, bo chce się uczyć i obcować z językiem polskim (Listy do matki).

Wileńskie Studium humanistyczne, w którym tak pielęgnowano polski język sięgało swym wpływem daleko poza granice Korony i Litwy na Wschód i na Zachód. Poprzez Symeona Połockiego studiującego w wileńskiej Akademii, który ułożył projekt wyższej uczelni w Moskwie, polski język, miał się stać drugim, którego uczyły się dzieci carów (Fiodor, syn Aleksego), bo niósł on ze sobą wolność, z której wyrósł.

Błędnym jest twierdzenie, jakoby narzucano polski język na Litwie. Działalność uczelni wileńskiej pokazuje rzecz zupełnie odwrotną troskę nie tylko o język litewski, ale także łotewski i estoński . Wynikało to z zadania wytkniętego już u samych początków wileńskiej wszechnicy: by Litwę i sąsiednie krainy osadzić na dobre w rodzinie narodów chrześcijańskich. Ten motyw religijny przyczyniał się doskonale do rozwoju tychże języków i do budowania podstaw kultur narodowych. Zaniedbanie bogactwa i piękna litewskiego języka jego znakomity propagator Mikołaj Dauksza przypisuje samym Litwinom. Tak o tym pisze w swoim przekładzie Postylli Jakuba Wujka z 1599 roku:

„Lecz to nie tym umysłem mówię, abym miał ganić biegłość i umiejętność postronnych języków…zwłaszcza polskiego, który nam przez one miłe zjednoczenie Wielkiego Księstwa naszego z Koroną Polską niemal przyrodzony jest. Ale tylko ganię zaniedbanie przez nasz litewski naród a zbrzydzenie i odrzucenie niemal języka naszego litewskiego”.

Mając świadomość, że ziemia, obyczaje i język stanowią naturalne części składowe każdego organizmu państwowego nacisk kładł na język mówiąc:

„nie ziemi obfitością, nie różnorodnością ubiorów, nie wesołością krajów, nie miast i zamków mocnością narody stoją, ale więcej zachowaniem i używaniem języka własnego, który społeczność, zgodę i miłość braterską mnoży i zachowuje”.

By nie było wątpliwości do jak głębokiego umiłowania ojczystego języka wzywał nie tylko młodzież akademicką i gorąco troszczył się o jego przyszłość przytoczmy raz jeszcze jego słowa:

„Na ostatek, bych nie miał inszej i wy wszyscy z tych ksiąg na litewski język przełożonych pomocy i pożytku, dosyć mi będzie na tym, że jakążkolwiek małą pracą moją, jak mniemam i żądam, dam dowód i pochop naszym ku języka ojczystego zamiłowaniu, zachowaniu i rozkrzewieniu” .

Nie był odosobniony w tej trosce o język litewski Mikołaj Dauksza. Działalność literacka innego profesora Akademii Konstantego Szyrwida sprawiła, że rozwinie się on w pięknie i bogactwie wyrażeń i znaczeń teologicznych do dziś używanych na Litwie.

Mówiliśmy już, że cnota męstwa (virtus) objawia się nie tylko w zmaganiach bitewnych. Tu Ona pokazuje się również w podejmowaniu i obronie zasad, których realizacja napotyka na opór. To czyniła Akademia Wileńska w obronie stanu chłopskiego. To, że w ślubach lwowskich król Jan Kazimierz zobowiązał się do zmiany poprawy doli włościan nie przyszło z powietrza. Był to problem, który będąc przedmiotem dyskusji, rozważań, wykładów na wileńskiej Wszechnicy stawał się znany ogółowi. Największy wpływ i na profesorów i studentów w tej kwestii wywarł Marcin Śmiglecki, którego dzieło „O powinnościach kmiecych w Polszcze i w Litwie” tylko w XVII wieku doczekało się kilkunastu wydań. Bronił w pracy tej wolności osobistej chłopa i prawa do posiadania na własność tego, co zarobił. Ziarno rzucone przez profesora uczelni zaczęło wzrastać. Głosy o wyjątkowo odważnym brzmieniu zaczynają płynąć z wileńskiej uczelni raz po raz. Oto profesor prawa Aleksander Olizarowski pisze dzieło w obronie stanu chłopskiego w którym między innymi czytamy:

„Lud bowiem w tym królestwie nie ma głosu, lecz tylko jęk, i mało co, a raczej wcale nie różni się od położenia niewolników starożytnych i prawie żadnym prawem nie jest ubezpieczony, a dobytek jego i życie zależy od widzimisię panów; czy to jest słuszne i po chrześcijańsku, może gdzie indziej zobaczymy” .

Postulował dalej nasz autor, że chłop jest obywatelem wolnym, jest obywatelem państwa, które winno mu gwarantować prawa osobiste.

Kontynuował mężny głos w obronie włościan profesor teologii Jan Chądzyński. W liście otwartym do społeczeństwa polskiego zdecydował się dać odpowiedź na pytanie, gdzie należy szukać przyczyn klęsk, jakie spadają na Rzeczpospolitą. Oprócz krytyki obronności kraju i organizacji wojskowej krytykuje położenie włościan. Pisze tak:

„Chłopi mało by stracili i podobny by lepszych panów dostali i niewoli by, w której są, pozbyli, gdyby pod insze państwo, w którym lepiej sporządzona sprawiedliwość, podpadli” .

Myśl, że Bóg ukarze surowo Rzeczpospolitą za ucisk chłopa powtarza się wielokrotnie w kazaniach począwszy od Wujka i Skargi i to zwłaszcza na kazaniach. Nie był to głos wołającego na puszczy. Powoli w świadomości społeczeństwa szlacheckiego dojrzewać zaczyna myśl, by stan włościański zrównać ze szlacheckim. Ukoronowaniem tego myślenia będzie Konstytucja III Maja, gdzie sama szlachta dobrowolnie, powodowana względami dobra wspólnego, gwarantuje opiekę prawną i równouprawnienie wszystkich stanów Rzeczypospolitej.

Lecz ja chcę drogim słuchaczom pokazać jak odważne myśli profesorów Akademii wileńskiej znajdywały praktyczne zastosowanie w życiu i to na przykładzie kapłana z Litwy Pawła Brzostowskiego. Ten światły człowiek stworzył w XVIII wieku w swoich posiadłościach słynne na całą Europę niezależne państewko zwane Rzeczpospolitą Pawłowską. Tworzyły ją okoliczne wsie i zaścianki wspierane przez parafię w Turgielach. O początkach tego eksperymentu ks. Brzostowski pisał tak:

„ziemia lasem zarosła, nienudna. I tak garstkę ludzi zdziczałych szukać trzeba było po lasach, którzy w nędzy i mizeryi żyli obciążeni robociznami w stanie niewolniczym podług zwyczaju powszechnego e tym kraju”.

I co robi światły kapłan? Mimo niedowiarstwa okolicznych ziemian, a często ich wrogości, zaczął organizować życie w swojej dziedzinie na zasadzie samorządu. Z czasem wywalczył ustawę, by zniesiono tu poddaństwo i nadać chłopom wolność; zagwarantował im i ich majątkom nie tylko opiekę prawną ale i wojskową powstałą z samych chłopów. Potem wcielił w życie dalsze pomysły; Rzeczpospolita ze stolicą w Pawłowie otrzymała z czasem własne prawo, monetę, parlament złożony z izby wyższej i niższej, szkołę, doradztwo, opiekę lekarską i straż porządkową. Działalność księdza zaczęła spotykać się z uznaniem, gdy jej mieszkańcy zaczęli się bogacić duchowo i materialnie. W rezydencji zwanej pałacem Rzeczypospolitej odbywało się kształcenie chłopów i to przez profesorów przybywających tu z Akademii Wileńskiej (ks. Wilhelm Kaliński). Podziwiali zatem działalność księdza wszyscy światli magnaci polscy, biskupi, cudzoziemcy odwiedzający Polskę, by w końcu Ks. Brzostowski został ukoronowany przez samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego godności Referendarza Litewskiego i Orderem Orła Białego.

Mężność księdza zaznaczyła się nie tylko w myśleniu, znalazła też swoje pole do popisu na polu bitwy. Po insurekcji kościuszkowskiej kilkakrotnie oddziały milicji chłopskiej zmierzyły się i to zwycięsko z regularnym żołnierzem moskiewskim. Padła dopiero Rzeczpospolita Pawłowska wraz z upadkiem Polski. Tylko pamięć o miniaturowym państwie przetrwała na Litwie do dziś.

Pozostaje nam jeszcze, mili słuchacze pokazać jak pielęgnowano i rozwijano w młodzieży studiującej w Wilnie ostatnią z cnót: humanstas. Pozwólcie, że ograniczę się tu do wspomnienia popularnej wśród żaków Sodalicji Mariańskiej. Istniejąca od początku Akademii skupiała samą elitę młodych ludzi, wyrobionych najbardziej religijnie, moralnie, najpilniejszych w nauce. Za obowiązek postawili oni sobie pociągać pozostałych do pracy nad wyrobieniem charakteru. Wzruszający jest fragment z Kroniki Akademii z 1585 roku w którym czytamy, że kilka razy w roku młodzież usługiwała chorym w szpitalu w najprostszych potrzebach a „synowie magnatów okazywali największą ochotę do tego rodzaju posług” . Był to znakomity środek wychowawczy nie tylko wobec młodych ludzi, ale i wobec ich zamożnych rodziców. Będąc często innowiercami, a widząc takie świadectwo dawane przez ich własne dzieci sami z czasem przechodzili na katolicyzm.

Myślę, że czas na krótkie podsumowanie. Pokazaliśmy w tej części audycji dwie drogi, jakimi szedł wiew ducha św. Stanisława: droga kształcenia umysłu poprzez zdobywanie wiedzy i droga kształcenia charakteru w służbie z bronią w ręku. Obie te drogi nie tylko dawały ojczyźnie wielkich ludzi zapewniających jej pomyślność, ale były prostymi ścieżkami do jednania sobie przyjaźnie z Bogiem, podług zawołania: „a komu otwarta droga do nieba, to tym co służą ojczyźnie”.

Zakończenie

Papież Pius XII w 700 lecie kanonizacji krakowskiego Biskupa powiedział, że Stanisław poniósł męczeńską śmierć w obronie najżywotniejszych spraw narodu, moralności chrześcijańskiej w życiu prywatnym i publicznym. Wykazał przy tym niezłomność ducha i mężną miłość Boga i człowieka, stając się tym samym ucieleśnieniem tej starożytnej triady cnót: pobożności, męstwa, wielkoduszności, której odrzucenie przez człowieka decyduje o przekreśleniu jego człowieczeństwa. Rozwój zaś tych cnót prowadzi do odkrycia swojej największej godności jaką jest bycie wolnym dzieckiem Bożym. Na straży tej godności stoi autorytet prawa Bożego. W osobie Stanisława Kościół w Polsce stał się gwarantem zachowania tego prawa przez wszystkich, zarówno poddanych, jak i panujących.

W pierwszej części audycji pokazaliśmy jak z kanonizacji Męczennika wynieśli Polacy świadomość planów Opatrzności, które miały się urzeczywistnić w Ojczyźnie za wstawiennictwem i opieką św. Stanisława, i jak powoli wykuwali trwałą zasadę wolni z wolnymi, równi z równymi. Jest w tej zasadzie taki duch miłości, że zdolny on był stworzyć atmosferę unijną pod patronatem św. Stanisława. Tak o tym mówi Jan Długosz: „Król Władysław, zjechawszy dla ochrzczenia Litwy, założył w Wilnie kościół pod wezwaniem św. Stanisława (…) iżby dwa narody polski i litewski, które jednością wiary połączył, wspólnego miały patrona i orędownika” .W radiowej części audycji staraliśmy się pokazać, jaki błogosławiony siew i owoc przyniosła litewskiej ziemi owa opieka Stanisława. Akademia Wileńska wyrosła z jego ducha otwartego na wszystko co w pełni ludzkie, tworzyła przez wieki całe atmosferę wolności, Bożą dramę o tajemnicy miłości (misterium caritatis) Miał rację Józef Piłsudski, gdy na ponowne otwarcie wileńskiej Wszechnicy mówi, że ziemia ta wolna od jadu nienawiści, dzięki wierze w idealne pierwiastki własnej kultury ma ponieść swe ożywcze ciepło na Polskę i na Europę całą. Z wyroków Opatrzności jakimś ucieleśnieniem tych słów jest grupa Litwinów, którzy z racji tysiąclecia historycznej wzmianki o Litwie, przypadającego w przyszłym roku, niesie od Lourdes do Wilna, przez całą Europę Krzyż Zbawiciela. Chcą tym samym wskazać, że w Krzyżu właśnie znajduje swe źródło owa ożywiająca wszystko tajemnica miłości. Mówiący do Was drodzy Radiosłuchacze doświadcza owego ciepła litewsko-polskiej kultury wyrosłej z ziemi na którą padł posiew ducha św. Stanisława. Więc niejako w Wigilię owego historycznego zaistnienia tej ziemi i w podzięce za owo misterium caritatis wobec skromnego Polaka, rozmiłowanego w antycznej kulturze, składam hołd Litwie, będącej obok Polski-Matki, drugą mą ojczyzną. Lecz nie ośmielę się tego uczynić własnymi słowami, jeno Wieszczowi rzecz powierzam. Niech tylko mili Słuchacze zechcą odnaleźć teraz ową opiewaną w tej audycji starożytną triadę pietas, virtus i humanitas, które z solą chrześcijańskiego miłosierdzia tworzą tajemnicę miłości, co wzrosła w cieniu wileńskiej katedry, której patronuje św. Stanisław biskup i męczennik.

„Litwo, dlaczego ty, a nie Warszawa…

Pieśń mą, podartą, jak chorągiew starą,

Składasz? Czyż wszystka wieszczów Tobie sława

– Nawet taka, co sławy jest marą…

Dana jest z góry?

Klucze lir Tobie zostawił Ten, który

Odszedł…a Ty mnie wołasz po imieniu

Z kąta…i cieniu…

Smutno!…widziałem – ledwo nie poganin

Z raną pod sercem leżący przy drodze

Konał, a przyszedł doń Samarytanin

Rycerz – i brata poznał po ostrodze

Zwisłej w strzemieniu…

Powieść przez wieki stara, przez dnie nowa.

Więc cóż Ci powiem, nieznajoma Pani?

Powiem, że obcy – swoi, swoi – nieznani

– Witaj – bądź zdrowa!” (Cyprian Kamil Norwid, a jaki wiersz? Nie powiem)

drukuj