Dość mam tego terroryzmu medialnego!


Pobierz Pobierz

ESBECKIE AKTA NIE BĘDĄ KSZTAŁTOWAĆ MOJEGO ŻYCIA

Uderzanie w Kościół nie jest zjawiskiem nowym. Ludzie tzw. służb bezpieczeństwa PRL-u robili wszystko, aby zniszczyć Kościół w Polsce. Wiedzieli, ze uderzając w pasterzy doprowadzą do osła-bienia wiary w społeczeństwie. Stosowali więc różne metody niszczenia dobrego imienia kapłanów. Kłamstwo, manipulacja, rozpowszechniane plotki – to były ich podstawowe narzędzia. Mieli do dyspozycji nowoczesne środki techniczne. Mieli pełną władzę nas środkami przekazu. Mogli więc rozpowszechniać gdzie chcieli i jak chcieli efekty swoich manipulacji.

W III RP pracownicy owych służb nie tylko nie zostali ukarani, ale ukształtowali nowe zasady, we-dług których ich manipulacje mają być dla nas podstawową, jedyną i niepodważalną prawdą.

Za PRL-u wielu z nas, a z każdym rokiem – coraz więcej wiedziało, że autorzy i propagatorzy owych kłamstw i manipulacji kłamią. Oszczerstwa rzucane na prawych współobywateli odrzucali-śmy, bo czuliśmy, że są oszczerstwami.

Teraz zaś, w III RP kłamstwa i manipulacje zawarte w zapiskach esbeckich przekazywane są przez środki przekazu jako materiały źródłowe. Zapiski jakiegoś esbeka mają większą wagę niż świadec-two prawego człowieka. Jest to stan chorobowy całego społeczeństwa. Nie poddajmy się tej choro-bie!

Dla mnie te wszystkie odnajdywane na zamówienie materiały nie mają wartości dowodów. Prawdę odnajduję w świadectwie człowieka nieposzlakowanego, a nie w esbeckich aktach, w których niby coś jest, ale spisane przez samych esbeków, i to jeszcze nie wiadomo kiedy.

Dość mam terroryzmu medialnego! Dość mam zalewania przestrzeni wokół mnie wypracowaniami pseudo-redaktorów, którzy bez żenady uczestniczą w zabijaniu godności ludzi prawych za pomocą kłamstw powielanych w milionach stron papierowych i elektronicznych! Mojego życia i mojej wia-ry nie będą kształtowali terroryści medialni!

W czerwcu 2006 r. Benedykt XVI przybył do Polski. W Warszawie przekazał również te słowa: „Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówcze-snych uwarunkowań.” To są dla mnie słowa wpisane w drogowskazy życia: chodzi o to, aby nie rzucać „lekkomyślnie oskarżeń” i to „bez rzeczywistych dowodów”.

Biorąc to wszystko pod uwagę zawsze – również dziś – z wielkim szacunkiem chylę głowę przed Ks. Arcybiskupem Stanisławem Wielgusem. Niech Pan Bóg obdarza Go nadal siłą ducha. Wiem, że jeśli zło uderza z tak wielka mocą, to tym większą łaską Bóg obdarza. Niech dla księdza Arcybi-skupa będą pociechą słowa sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego o błogosławionym po-przedniku obydwu Pasterzy na stolicy warszawskiej: Zygmunt Szczęsny Feliński to „człowiek, o którym mówiono, że przegrał, a to jest …Zwycięzca”.

Wiem, jestem pewien, ze prawda zwycięży i dlatego głoszę: mojego życia i mojej wiary nie będą kształtowały zapiski esbeków i terroryści medialni!

Prof. Janusz KAWECKI

Kraków 4 stycznia 2007 r.

drukuj